Emocjonalność wykresów, część 7

Rynek to terytorium, na którym działamy, a wykres to jego mapa. Analiza techniczna jest w takim razie bardziej przekonaniem na temat mapy niż terytorium.

W pewnym sensie to wykres w takim razie staje się terytorium dla techników. Albo inaczej jak ktoś woli – mapą mapy terytorium.

Stuprocentowego technika nie interesuje bowiem jak i dlaczego dzieje się coś na rynku, jego cała uwaga skupia się na analizie wykresu, ma więc prawo uważać je za terytorium. Nie ma dla niego znaczenia jakie wydarzenia stoją za dowolnym wybiciem. Ani za formacją.

A za tym wszystkim ciągną się emocje na wielu poziomach. Proszę sobie przypomnieć, w ramach małego ćwiczenia, kiedy, jak i czy w ogóle próbowaliśmy kiedykolwiek określić i nazwać emocje, które wytwarza w nas oglądanie wykresu akcji, indeksu czy waluty, z którymi jesteśmy aktualnie związani transakcjami czy analizami. A przecież to podstawa i punkt wyjścia do pracy nad własną emocjonalnością!

A to nie koniec emocjonalnej huśtawki, na którą wsiadamy decydując się na trading techniczny, czyli osadzony na analizie wykresów i wszelkich wzorów, które tam znajdujemy w cenach czy wskaźnikach. Proszę bowiem spojrzeć na poniższą listę i spróbować ponownie odnaleźć się w pytaniach i emocjach, które generują zdarzenia i zależności na niej wymienione:

Ktoś nie znający czy nie uznający Analizy technicznej krytykuje jej założenia, efektywność bądź generalnie jej sens. Czy jako technik potrafiłbym obronić w tej sytuacji ideę AT jako racjonalnej i przy tym skutecznej metody? Jeśli nie, to dlaczego się tym zajmuję?

Hipoteza Efektywnego Rynku, nadal żywa i uznawana (Nobel dla jej luminarza Eugena Famy 2 lata temu), przekreśla AT jako rodzaj użytecznej informacji i podstawy decyzyjnej, która pozwoliłaby wygrywać z rynkiem. Czy potrafię uzasadnić i dowieść dlaczego się myli? A jeśli mój trading nie jest bardziej skuteczny niż pasywna inwestycja, to komu wierzyć i po co się męczyć?

Technicy intuicyjni i systemowcy od zawsze wchodzą ze sobą w spory o wyższość jednego lub drugiego rodzaju analizy. A przecież spierają się na ten sam temat – o analizę wykresu. Różni ich jednak wszystko – systematyczność, podejście do losowości i prawdopodobieństw, obiektywność, czy też kwestie istnienia przewagi. Przy tym żadna ze stron do tej pory nie udowodniła niezbicie wyższości swoich racji. Reszta świata ma więc smaczny kąsek dla krytyki i ironii. Czy słusznie?

Technicy intuicyjni potrafią się pięknie lub brutalnie różnić między sobą w ocenie tej samej “mapy” (lub terytorium). W oparciu o te same teoretyczne podstawy mogą widzieć całkiem przeciwne scenariusze w tym samym miejscu. Kto ma racje jeśli obaj zyskają lub obaj przegrają (co jest jak najbardziej możliwe)? Zresztą co definiuje tutaj rację?

Załóżmy, wcale nie teoretycznie w wielu przypadkach, że techniczny trading nie przynosi mi spodziewanych rezultatów, a prawdę mówiąc nie przynosi żadnych pozytywnych rezultatów. Czy wiem co robię nie tak? Skąd wiedza, że to nie tak? I czy mam dla tego rodzaju stwierdzenia jakieś sensowne wsparcie?

Wykresy i AT to wdzięczne pomoce w układaniu prognoz i przepowiedni. A jeśli nie przynosi to zysków, to czy czasem nie chodzi po prostu o dobry show, czyli w gruncie rzeczy nic złego, ale nie na temat?

Te nieco prowokacyjne pytania i tezy padły nie bez powodu. Otóż nie próbuję nikogo zniechęcić, lecz raczej spróbować zastanowić się nad tym, czy Analiza Techniczna broni się sama? Otóż dość słabo. Przynajmniej w momencie, w którym cała energia idzie jedynie w próbę odpowiedzi: czy na wykresie widać Młot, czy inną formację, lub co to oznacza?  Dla jednego będzie to tylko część statystyki, dla innego inspiracja do transakcji, kolejny rozpisze na niej cały scenariusz na przyszłość, jeszcze ktoś przećwiczy na niej co najwyżej swoją intuicję. Analiza techniczna przy całej swej uniwersalności przekazu staje się więc środkiem indywidualnego wyrazu. Czy ma to znaczenie? Po raz kolejny odpowiem: niespecjalnie. Do znudzenia wchodzi bowiem w tym miejscu na scenę zarządzanie ryzykiem i psuje całą techniczną zabawę. A dlaczego więc o owo zarządzanie właśnie nie trwają fundamentalne spory? W dużej mierze dlatego, że nie ma w nim tej emocjonalności, magii czy romantyzmu…

—kat—

[Głosów:2    Średnia:3/5]

1 Komentarz

  1. Marcin

    Zapłaciłbym za serwis, w którym osoby doświadczone w analizie technicznej dokonywałyby analizy wykresów walorów, z którymi nie są w żaden sposób emocjonalnie związane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *