Przynajmniej kilkakrotnie już publicznie to wyznawałem – mam kompleks matematyki (i nauk ścisłych*). Przez lata młodzieńcze, w szkole podstawowej i później średniej wmawiano mi, że jestem tzw. typem humanistycznym. W skrócie oznacza to tyle, że odpuszcza się takiemu delikwentowi znajomość przedmiotów ścisłych. W rezultacie mamy „wyuczoną bezradność matematyczną” i lęki w chwili, gdy na swojej drodze napotka się symbole w rodzaju czy
. W skrajnej wersji fobii matematycznej ludzie reagują strachem na znak „%” (znam kilka takich przypadków). Nikt przez lata nie próbuje wytłumaczyć tego, w żaden przyjazny sposób, stwierdzając po prostu „eee, to typ humanistyczny”.
W ten sposób udało mi się przeżyć spory kawałek życia, aż nagle zacząłem zajmować się rynkiem giełdowym. Traf chciał, że zaintrygowała mnie analiza techniczna. I choć w dużej mierze interesują mnie jej psychologiczne aspekty (czyli te, którymi typ humanistyczny może się zajmować), chcąc nie chcąc chciałem zrozumieć, co stoi za tymi wszystkimi wzorami wskaźników, oscylatorów itp. No i zacząłem próbować je zrozumieć. Później poszło to jeszcze dalej, ale wciąż jestem świadom swych ułomności. W związku z tym gdy zacząłem zagłębiać się w biografie wielkich i znanych „ścisłowców” Stanisława Ulama, Richarda Feymana, Hugo Steinhausa, Alfreda Tarskiego, Stefana Banacha nagle się okazywało, jak bardzo fascynujący był i ich zwykły świat, a także świat rzeczy którymi się zajmowali.
https://blogi.bossa.pl/tag/richard-feynman/
Wciąż oczywiście gdy czytam o topologii, albo teorii retraktów to i tak nie mam pojęcia o co chodzi, ale fascynuje mnie to w jaki sposób rozwijała się nauka, przy okazji historii zwykłych ludzi z ich słabościami i pasjami. Przywołane w poprzednim zdaniu retrakty są nieprzypadkowe. Twórcą teorii retraktów jest kolejny polski matematyk, Karol Borsuk (przyjaciel Tarskiego), który zmarł dokładnie trzydzieści dwa lata temu (24. stycznia 1982). O retraktach nadal wiem niewiele, z dziełem Borsuka mam do czynienia na co dzień i z ogromną przyjemnością korzystam z niego dość często wraz z dzieckiem, mając przekonanie, że obcuję z WIELKĄ matematyką.
Borsuk jest bowiem również twórcą popularnej gry Superfarmer, która pierwotnie nosiła nazwę „Hodowla zwierzątek”. Gra powstała w 1943 roku i była sposobem na utrzymanie rodziny podczas wojny. Grę przygotowywała żona matematyka Zofia Borsukowa, zaś autorką rysunków była Janina Śliwicka (http://teatrnn.pl/leksykon/node/3343/janina_%C5%9Bliwicka_1910%E2%80%931989). Blogi.bossa.pl mają to do siebie, że zajmują się całym szerokim światem rzeczy związanych z inwestowaniem. Owo inwestowanie to również gra – słowo, które budzi niemal zawsze w kontekście działalności giełdowej kontrowersje. „Gra to się na skrzypcach, a nie na giełdzie” – to zdanie słyszałem w różnych wersjach już wielokrotnie i każdorazowo bawi mnie dziwna zaciekłość ludzi je wypowiadających. Próbujący na siłę udowadniać, że „gra” to coś niskiego, co nie przystoi prawdziwemu Inwestorowi. Nikogo nie dziwią sformułowania w rodzaju „gra popytu i podaży”, teoria gier, największy gracz na rynku itp., które są wykorzystywane w kontekście przeróżnych niesłychanie poważnych zagadnień. Ale gdy przychodzi do stwierdzenia „gram na giełdzie” – jakoś nie chce przejść ten zwrot przez gardło.
Nawet najprostsze gry, w rodzaju Chińczyka pozwalają zmierzyć się z losowością, planowaniem, jakimś rodzajem strategii (czasem bardzo złożonym jeśli mamy do czynienia z umysłem 6-10 latka). Superfarmer to przede wszystkim liczenie, planowanie co się opłaca bardziej, no i oczywiście przypadek. To wszystko może się później przydać w życiu przy podejmowaniu różnych decyzji, no i w grze na giełdzie (nie mam pewności, czy przydaje się w inwestowaniu 😉 ). Przy okazji rocznicy śmierci poważnego matematyka Karola Borsuka, wymyślającego „niepoważne” rzeczy, w trudnych czasach pamiętajmy, że gry są doskonałą rozrywką, ale też mają inną wartości.
2konie = 1 krowa 🙂
*na marginesie kompleksu nauk ścisłych, pozwolę sobie przywołać R. Sapolsky’ego „To klasyczny przykład przypadłości szerzącej się wśród naukowców, znanej jako „zazdrość o fizykę” – biolodzy behawioralni obawiają się, że ich dyscyplinie brakuje rygorów typowych dla fizjologii, fizjolodzy chcieliby korzystać z technik zastrzeżonych dla biochemików, biochemicy zaś z zazdrością patrzą na jednoznaczność wyników uzyskiwanych przez biologów molekularnych i tak dalej, i tak dalej, aż do fizyków, którzy konsultują się już tylko z bogiem” (R. Sapolsky, Kłopot z testosteronem, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012)



Dodaj komentarz