Jak oswoić straty, część 5

Awersję do strat można nieco złagodzić, a w pewnych warunkach nawet ją wyeliminować.

 

Przypomnę:

Awersja do strat to efekt psychologiczny, który powoduje odczuwanie finansowych strat niesymetrycznie mocniej niż zysków o podobnej wielkości (niekiedy nawet dwukrotnie mocniej), co prowadzi ku silnej skłonności do unikania ich nieproporcjonalnym kosztem i do nieracjonalnych zachowań w podejmowaniu decyzji finansowych. Ignorowanie stop-lossów to jeden z przejawów owej awersji.

Co ciekawe – osobnicy psychopatyczni nie odczuwają jej jednak. Zaburzenia w odczuwaniu emocji, i w reakcjach dokonywanych pod ich wpływem, powodują w takim razie, że strata nie ma dla nich szczególnie większego wymiaru, jest po prostu czymś na tyle samo obojętnym co reszta zjawisk wokół. Z tej racji nie mają oni emocjonalnych uprzedzeń wobec realizowania stratnych transakcji. Ale ta „zaleta” ma znaczenie tylko w jednym przypadku: gry o pozytywnej wartości oczekiwanej (przewadze nad rynkiem). Jak już kiedyś donosiłem tu na blogu, w eksperymentach związanych z grami o istniejącej przewadze, ludzie o skłonnościach psychopatycznych odnosili sukcesy dużo większe niż normalni osobnicy, a to dzięki realizowaniu wszystkich transakcji, w tym takich, w których badani bez zaburzeń odczuwali silną awersję do podjęcia ryzyka gry i pasowali.

To wcale nie znaczy, że pożądanym stanem jest bycie w pewnych sytuacjach psychopatą lub by po prostu świadomie odciąć emocje. Takie podejście działa jak miecz obosieczny, brak kontaktu z emocjami to stan wysoce destrukcyjny dla decyzji, wyborów, odczuwania i myślenia w ogóle (proszę spojrzeć na ten wpis). Ma w pewnym sensie znaczenie tylko w jednym przypadku – stosowania w pełni automatycznych strategii, gdzie nie jest wymagane podejmowanie wyborów i ocenianie, lecz jedynie ślepa realizacja kolejnych punktów planu ułożonego dla danej strategii. Do tego jednak wystarczą same komputery.

W takim razie zdrowym mentalnie i świadomym traderom, którzy nie stosują mechanicznych strategii, pozostaje jedynie zagłębić się w swoje emocje i po prostu nawiązać z nimi współpracę, co jest możliwe i będzie tematem jednego z przyszłych wpisów.

Neuronaukowcy, którzy badają decyzje ludzkie pod czułym okiem skanerów, tomografów i innych rezonansów, odkryli wcale nie jakieś zaskakujące zjawisko, które w dużej mierze wyjaśnia nasze skłonności. Oto bowiem kiedy stajemy w obliczu zysków, nawet nie namacalnych, ale choćby oczekiwanych, w naszych mózgach aktywuje się ten sam obszar i te same zależności między obiegiem neuronów co w przypadku … zażycia kokainy. Uwalnia ona bowiem dopaminę, czyli hormon szczęścia, do ośrodka nagrody w mózgu nazywanego „jądrem półleżącym”. Wielokrotnie wspominany tu wcześniej Andrew Lo, autor książek o inwestowaniu i zarządzający funduszami, tak kiedyś dosadnie ocenił owo zjawisko:

„W przypadku kokainy nazywamy to uzależnieniem. W przypadku zysków finansowych nazywamy to kapitalizmem”.

Natomiast po przeciwnej, mniej przyjemnej stronie, czyli w przypadku strat, skanowanie małoobrazkowe pokazuje aktywację części mózgu zwaną „przednią wyspą” (anterior insula). Dokładnie właśnie ona zostaje pobudzona również wówczas gdy odczuwamy negatywne emocje związane z obrzydzeniem, wstrętem, odrazą, zniesmaczeniem, ale też zaszokowaniem czy też poczuciem wykluczenia i nierównego traktowania. Odór czegoś zepsutego działa więc na nasze szare komórki i neurony zupełnie tak samo jak straty finansowe. Proszę sobie przypomnieć albo zaobserwować przy najbliższej okazji, mam nadzieję rzadkiej, jak nasz umysł bezwiednie zaczyna wypalać w nas czarną dziurę, skręcać wnętrzności, budzić niemy krzyk rozpaczy i psuć nastrój, gdy na horyzoncie pojawia się strata w transakcji, lub sama myśl o niej. To często wzbudza machinalnie cały repertuar odruchów obronnych – od słów niecenzuralnych po słowa jak najbardziej święte, z towarzyszeniem działań mających ból ukoić (od używek, przez wycofanie, po agresywne ruchy wszelkiego rodzaju). Tak właśnie objawia się awersja do strat.

Ciekawe jest natomiast to, że ta sama część mózgu generująca odrazę, posiada całkiem przydatne w tradingu zdolności. Udowodnili to uczeni z amerykańskiej Caltech w eksperymencie będącym grą giełdową (szczegóły- tutaj). Wyodrębnili oni na jej podstawie 3 różne zachowania inwestorów wobec znacznych zmian kursów, przy czym ci zarabiający najwięcej wykazali największe pobudzenie we wspomnianej części mózgu podczas silnej hossy, mającej cechy bańki spekulacyjnej. Ich mózgi wysłały sygnał ostrzegawczy przed zbyt napompowanymi cenami, byli więc w stanie sprzedać akcje w optymalnym momencie. Być może to jakaś wrodzona cecha, która została dodatkowo wzmocniona doświadczeniem (mózg można trenować jak mięśnie), ale jak ją odpowiednio pobudzić samemu czy wytrenować? Nie wiem. Zakładam się jednak o każde pieniądze, że w niedalekiej przyszłości będzie możliwe pobudzenie dowolnej strefy w mózgu na życzenie, co ułatwi nam kilka spraw 🙂

Póki co musimy zapanować sami nad awersją do strat, a poniżej jeden z najprostszych na to sposobów w kolejnej lekcji.

Lekcja 6: Małe jest piękne

Jeszcze inna grupa akademików pokazała, że efekt awersji do strat przestaje istnieć kiedy w grze pojawiają się stawki o niedużej wielkości, a więc trzeba się tego na początku chwycić. Opisano to w pracy dostępnej pod tym -> linkiem.

Ich dowód jak najbardziej osadza się w naturalnej logice: niewielkie straty są przez naszą umysłową percepcję dyskontowane znacznie szybciej i mniej boleśnie niż straty o większych rozmiarach. To daje więc pole do pewnego rodzaju ulepszeń i eksperymentów we własnym tradingu. Chodzi o to, ujmując to najprościej jak można, by naukę skuteczności w giełdowej, REALNEJ grze, zaczynać w oparciu o relatywnie niskie stawki. Nie chodzi jednak o nieduże środki na rachunku, ale o stawki potencjalnych przegranych. Byle na prawdziwym, a nie wirtualnym rachunku, tam gdzie uczymy się w otoczeniu żywotnych emocji.

Ciąg dalszy tego podejścia to już kwestia wrażliwości i dopasowania. Należy więc poeksperymentować z wystawianiem na ryzyko różnej wielkości stawek, tak by znaleźć punkt krytyczny, a więc taką stratę, która nie będzie boleć wcale lub nieznacząco wobec całości kapitału. Można to uzyskać na 2 sposoby: albo przy wąskim stopie i przy dużej pozycji albo przy szerokim stopie i przy mniejszej stosunkowo wielkości pozycji, tu liczy się wartość owego stopa (straty) w złotych. Kiedy uda się ową wielkość znaleźć, możemy w miarę postępów i doświadczenia ów próg przesuwać wyżej, aż do uzyskania docelowej wielkości ryzyka.

Jedna przy tym uwaga: owa minimalna stawka, wygaszającą awersję do ryzyka, może się wahać z dnia na dzień, zależnie od kondycji fizycznej i szczególnie psychicznej. Warto brać to na bieżąco pod uwagę i robić korekty. A przy tym cały czas należy mieć świadomość, że w ten sposób nie walczymy o pieniądze, które zapewnią nam do razu dostatek, lecz uczymy się PROCESU skutecznego inwestowania, który pozwoli stabilnie działać w przyszłości.

CDN

—kat—

[Głosów:16    Średnia:4.8/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *