Rynkowe spojrzenie na wybory

Stali czytelnicy blogów wiedzą, iż unikamy w naszych notkach polityki. Sam wielokrotnie deklarowałem,  że zrezygnowałem z mojego konstytucyjnego prawa do głosu i od wielu lat zwyczajnie nie biorę udziału w wyborach. Nie przeszkadza mi to oczywiście obserwować polityki i polityków oraz zachowań klasy politycznej wobec rynku.

Z przykrością stwierdzam, że w obecnej kampanii wyborczej GPW była zwyczajnie nieobecna. Za nami są najwyraźniej czasy, w której premier Marcinkiewicz prezentował pomysły gospodarcze w budynku GPW, a premier Tusk chwalił się zieloną wyspą w siedzibie giełdy, czy też z radością uczestniczył w debiucie spółki GPW na GPW.

Korzenie takiego przemilczenia GPW przez klasę polityczną są stosunkowo proste do wyjaśnienia. Zarówno pretendujący do władzy, jak i walczący o jej zachowanie solidarnie przyczynili się do uruchomienia procesu prowadzącego do wygaszenia II filara systemu emerytalnego i pośrednio do kryzysu, w jakiej znalazła się GPW, gdy zbliża się 25 rocznica przywrócenia rynku akcyjnego w Polsce. Cieniem na rynku kładzie się również wiele innych działań, co staje się już oczywistością nawet dla władz GPW.

Niemniej, szum jaki wywołała na scenie politycznej przegrana prezydenta każe zastanowić się, na ile politycy i szeroko rozumiana klasa polityczna mają znaczenie dla sytuacji, w jakiej poruszają się inwestorzy. Jeśli przyjrzeć się reakcji inwestorów na wygraną teraz już prezydenta-elekta, to rynek czeka na jakieś przesilenie i trudny czas. Podsumujmy zatem zachowanie kilku rynków na przestrzeni ostatnich pięciu lat, do piątku 22 maja, a więc dnia, w którym jeszcze nie reagowaliśmy na wynik II tury wyborów prezydenckich.

Na początek najuważniej śledzony indeks, czyli WIG20.  Nominalny, pięcioletni wzrost WIG20 wyniósł niewiele więcej niż 8 procent. W tym samym czasie zwyżka niemieckiego DAX-a wyniosła 100 procent, a amerykański S&P500 blisko 100 procent. Oczywiście proste porównania indeksów bez wnikania w metodologię liczenia trzeba traktować dystansem, ale i szeroki WIG, który zyskał w pięć lat ponad 40 procent wypada słabiej. Na usprawiedliwienie przywołajmy jednak BUX-a, który prezentuje się gorzej niż WIG20 – zysk węgierskiej średniej wyniósł ledwie 7 procent.

Teraz kolejne spojrzenie na kondycję polskiego rynku w czasie kończącej się kadencji – rynek złotego. W pięć lat dolar umocnił się do złotego o przeszło 13 procent, a euro właściwie nie zmieniło swojej wyceny. Znacznie gorzej wygląda sytuacja franka szwajcarskiego, który zdrożał o blisko 40 procent i ten fakt zapewne miał swoje znaczenie dla wyników wyborów w niedzielę, jak i reakcji rynku na ich wynik. Już teraz można założyć, że będzie miał również w październiku.

Na koniec rentowność obligacji. Gdy ustępujący prezydent szykował się do władzy polski dług dziesięcioletni płacił około 6 procent. Dziś rentowność dziesięciolatek jest niższa od 3 procent, ale na starcie roku była niższa od 2 procent. Oczywiście nikt rozsądny nie będzie widział w tym wielkiego sukcesu głowy państwa. Większość zgodzi się, iż całość rynkowego obrazu kadencji jest wynikiem zmian na rynkach bazowych, na które polska gospodarka odpowiadała w gronie innych rynków wschodzących.

[Głosów:44    Średnia:2.6/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *