Nie sposób nie odnotować historycznej chwili ogłoszenia końca kryzysu w przemówieniu Baracka Obamy, które  rodzi we mnie mieszane uczucia, to było bowiem pyrrusowe zwycięstwo.

 

A brzmiało ono szczególnie dziwnie w kontekście rzeźni jaką urządził dopiero co na rynku walut centralny bank Szwajcarii, znosząc barierę obronną dla franka na 1,20 do Euro i głęboko na minus obniżając stopy procentowe. Ogromny popyt na franka i jego gwałtowne umocnienie w niespotykanej skali oznacza w zasadzie tylko jedno: świat drastycznie potrzebuje bezpiecznej przystani dla swoich mniej lub bardziej legalnie pozyskanych szeleszczących miło papierków o wysokich nominałach. Ta presja trwa nieprzerwanie od rozpoczęcia ostatniego światowego kryzysu w 2007 roku. Intensywność obrony tej „szwajcarskiej Częstochowy” przez tyle lat wskazywać by mogła, że Zagłada, siostra Kostuchy, czeka w pełnym rynsztunku tuż za rogiem i lada moment przyjdzie odebrać swoje należności.

A więc STRACH. Duża NIEPEWNOŚĆ. Potrzeba BEZPIECZEŃSTWA. Każdym kosztem. Bo przecież perspektywa otrzymania mniej środków niż się ulokowało nie wydaje się szczególnie racjonalnym rozwiązaniem kiedy istnieje wiele innych źródeł potencjalnych zysków. Co więcej – wygląda na to, że podczas gdy kurs kursu franka zbliża się do niżej niż dotąd położonej równowagi, nie spada chęć transferu środków do Szwajcarii, a więc niewykluczone, że stopy jeszcze bardziej zostaną zredukowane. W sensie zyskowności nie ma tam więc za wiele do ugrania, szczególnie przez spekulację z krwi i kości, która potrafi arbitrażować wszelkie okazje, gdzie przynajmniej jednej ze stron zależy na tyle, że zapłaci za tę potrzebę każde pieniądze. Należy się spodziewać, że przynajmniej część z tej presji frankowej przenosi się w inne rejony.

Drugi strumień uciekającego przed strachem pieniądza płynie w kierunku amerykańskiego dolara, szczególnie rączo wymienianego za Euro. Praktycznie każda fala wzrostu tego kursu natychmiast jest gaszona przez sprzedających, a pozycje krótkie sięgają rekordów. A proszę sobie przypomnieć ten wykres sprzed 4 miesięcy:

https://blogi.bossa.pl/2014/09/28/wykres-dnia-cien-przyszlosc-na-euro/

Nie mniej dynamicznie grany jest również jen, który przez lata traktowany był przecież jako mocna i bezpieczna przystań. Gdy zaczynał się kryzys w 2007 r, popyt na jena objawiał się spadkami kursu funta czy dolara o kilkanaście figur dziennie (figura=100 pips). Trzeba jednak przypomnieć, że były to zamykane strategie “carry trade”, związane z dużymi różnicami stóp procentowych “Japonia kontra reszta świata”. Wiem, że sporo inwestorów obstawia spadki pary USDJPY, której wykres właśnie wyciągnąłem z notowań bazy bossafx.pl:

 USDJPY-jan23

Jen ma od wielu miesięcy solidne wsparcie ze strony japońskich drukarek do pieniędzy, a rząd japoński nie zawaha się zapewne użyć ich ponownie. To do niedawna okazywało się skutecznym wsparciem dla słabnącego przez lata jena. Nie mogę skrywać, że od dłuższego czasu gram po krótkiej stronie przeciw jenowi, ale wyłącznie na parze z funtem, która w grudniu przełamała bariery wsparcia i kurs wybił się w dół z podobnej formacji jak na obrazku wyżej. Czy to samo stanie się z parą USDJPY? Mamy wyraźny poziom równowagi, wszystkie ruchy w dół są szybko wykupywane. Obawiam się, że to nie jest klimat na głębsze spadki, wybicie w dół może okazać się pułapką. Ale nie wykluczam, że kapitał opuszczający Szwajcarię mógłby próbować swoich sił właśnie tutaj.

Złoto, które przez miesiące pozostawało w niełasce, teraz, jak słyszę z ust analityków, weszło w końcu w orbitę popytu kapitałów szukających bezpiecznego schronienia. Kolejny objaw szturmu na schrony.

Skoro jest jednak tak źle, to dlaczego jest tak dobrze? Mam oczywiście na myśli giełdy krajów ze światowej ekstraklasy, które jeśli chodzi o inwestorów indywidualnych są chyba największym beneficjentem światowej „wojny drukarkowej”. Nie pamiętam tak silnej polaryzacji między gwałtownym i bezpardonowym szturmem na bezpieczne aktywa a eksplozją wycen akcji, które przecież w kwestii ryzyka plasują się po całkiem przeciwnej stronie. O ile amerykańskie indeksy w pewien sposób „zasłużenie” biją rekordy wycen wszech czasów, to co dyskontują rekordowe kursy europejskie, z DAX w szczególności? Gospodarczy raj w Europie? Po cóż w takim razie Mario Draghi zdecydował się na drukowanie po 60 mld Euro miesięcznie na, było nie było, WSPARCIE ciężko dyszącej europejskiej ekonomii, rzucając w eter usprawiedliwiające słowa: „We see no bubble” ? Co zgrabnie skomentował na twitterze, ktoś kto o drukowaniu wie wszystko, czyli Ben „Helikopter” Bernanke:

„I love the smell of fresh QE in the morning”

Cóż za okrutny los, że w tym samym czasie to właśnie bezpieczny kraj czyli Szwajcaria ma problem z własną giełdą, która zadławiła się nową polityką stóp i walut. Może też powinni zakupić porządne drukarki? Czy kolejna wojna odbędzie się już na drukarki 3D?

Jeden ze strategów J.P. Morgan ogłosił, że czeka nas jeszcze 5 lat hossy. Niemożliwe? A dlaczego nie! Alzheimera, którego dopadło kilka giełd, leczy się w stadium zaawansowanym, a nie prewencyjnie.

—kat—

[Głosów:16    Średnia:3/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *