Dzisiejsze zamieszenia wokół osłabienia złotego do franka szwajcarskiego wydaje się dobrym pretekstem, by spojrzeć na element rynkowej rzeczywistości, który roboczo nazwijmy „zmienną polityczną”.

Dla dłużej obecnych w rynkowej rzeczywistości oczywistością jest, iż granicą, która oddziela rynki rozwinięte od rynków wschodzący oraz frontier markets jest ryzyko niespodziewanych regulacji gospodarczych. Składa się na to nie tylko brak stabilnej kultury prawnej, ale również podatność klasy politycznej do manipulowania porządkiem prawnym w celach gospodarczych. Dobrym przykładem rynku, w którym instrumentalnie traktuje się ostatnio prawo są Węgry, gdzie ciąg zdarzeń – od likwidacji funduszy emerytalnych po administracyjne przewalutowanie kredytów hipotecznych – cofnął gospodarkę kilka pól wstecz na ścieżce prowadzącej do rynku rozwiniętego.

Chcemy tego, czy nie, Polska również znalazła się na takiej ścieżce. Postrzegana, jako nacjonalizacja reforma OFE, ryzyko ręcznego przymuszania spółek do ryzykownych inwestycji i wreszcie obawy, iż politycy zmuszą banki do zapłacenia za kredyty walutowe, w dużej mierze odpowiada za spadek, jaki zanotował dziś warszawski sektor bankowy. Zwyczajnie, inwestorzy nauczeni przeszłymi działaniami klasy politycznej mają prawo oczekiwać, iż w roku wyborczym politycy zaczną prześcigać się w próbach sięgnięcia po kilkanaście miliardów złotych zysku, jakie wygenerował sektor bankowy w 2014 roku. Nikt nie ma wątpliwości, iż uzasadnienie zawsze się znajdzie.

Nie podejmuję się oceniać zasadności takich działań i nie mam zamiaru odmawiać politykom prawa do odpowiadania na potrzeby wyborców. W sumie, nawet na amerykańskim rynku pojawiają się czasami procesy, w ramach których chodzi się na skróty i karze za kryzys akcjonariuszy banku, a nie zarządy spółek, które wydawałyby się lepszym adresatem działań mających zapobiegać pewnym wydarzeniom w przyszłości. Niemniej, nie dziwmy się reakcjom inwestorów panicznie reagujących na wydarzenia, takie jak dzisiejsze, które w szerszej perspektywie są poprawne dla gospodarki, bo pozwalają walutom i cenom nieruchomości odnaleźć równowagę dzięki mechanizmom rynkowym, a nie ręcznemu sterowaniu kursami i wycenami.

Dla jasności podkreślę, iż nie mam najmniejszych wątpliwości, iż na boom na kredyty walutowe w końcówce poprzedniej dekady złożyło się wiele czynników – od nieodpowiedzialności banków, przez naiwność klientów, po opieszałość nadzoru – i spokojnie można wykazać winę instytucji finansowych. Jednak właśnie odpowiedź polityków na działania w największym stopniu przesądzi o tym, czy polski rynek i polska gospodarka zostanie cofnięta o kilkanaście lat na ścieżce do rynku rozwiniętego. Przeszłe działania – jak pomysły na zaangażowanie upublicznionych kopalń w budowanie elektrowni, czy niedawne pomysły na ratowanie kopalń przez upublicznione spółki energetyczne – każą myśleć z pesymizmem o długookresowych konsekwencjach pewnych idei.

Bycie rynkiem godnym szacunku nie jest dane na zawsze. Przekonała się o tym Grecja, która spadła do koszyka emerging markets. Przekonała się o tym również Argentyna, która lokowana jest dziś w koszyku frontier markets razem z kilkoma państwami afrykańskimi, o wątpliwej kulturze prawnej. Kto wie, czy najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu kredytów walutowych na polskim rynku nieruchomości nie byłby jakiś fundusz zawiązany przez same banki, które udzielały kredytów w walutach obcych z dezynwolturą godną firm pożyczkowych. Banki muszą powalczyć o obraz instytucji zatrudniających ludzi naprawdę rozumiejących ryzyko, na jakie wystawiano klientów wierzących w to, iż doradca kredytowy jest czymś więcej niż sprzedawcą zainteresowanym głównie prowizją i premią.

[Głosów:40    Średnia:4.2/5]

12 Komentarzy

  1. pit65

    Cytat:

    “Spójrz Albercik, co to się porobiło. Fuj!!!” 🙂

    Efekt 3 lat systemowego masowania psychiki publiki o nieuchronności taniochy na CHF.

  2. ekonom polityczny

    I pomyśleć, że pisząc do prognoz 4.0 zastanawiałem się, czy nie wpisać, że SNB w 2015 odejdzie od pegu walutowego, ale po zastanowieniu tego nie zrobiłem, uznając, że to jednak zbyt mało prawdopodobne, by to uwieczniać 🙂
    Oczywiście ani stylu ani tego, że stanie się to tak szybko nie przewidywałem, raczej widziałem ten ruch w kilku krokach, stopniowo rozluźniających sztywny kurs.

    A odnośnie tekstu dzisiejszego wpisu:
    >”fundusz zawiązany przez same banki”.

    Pomarzyć zawsze można, że mamy banki kierujące się etyką, moralnością i dalekosiężną troską o klienta, widzące w nim nie tylko dojną krowę na dziś, ale partnera na wiele lat.

    Kto chce się z takich marzeń skutecznie wyleczyć, powinien kiedyś być świadkiem egzekucji komorniczej na polecenie banku. Zapewniam – lepiej niż herbatka Paracelsus leczy ze złudzeń….

    1. astanczak (Post autora)

      @ ekonom polityczny

      Tu nie chodzi o marzenia, tylko o banalny fakt: albo banki same ustawią “jakiegoś pega” na kurs franka, powyżej którego przejmą część ryzyka na siebie i wykorzystają swoje narzędzie do rozproszenia tego ryzyka na rynku – powiedzmy zabezpieczając się przed tymi stratami – albo politycy zmuszą ich do przeliczenia kredytów “po węgiersku”, z większymi szkodami dla banków i gospodarki.

  3. MZ

    tak, bankowy tytuł egzekucyjny, to podobno piękna rzecz 😉

  4. Pompon

    Jakoś nie widzę nic złego w karaniu akcjonariuszy. W końcu właściciel powinien odpowiadać za swoją własność. W tej chwili już od dawna nie odpowiada, może więc pora przywrócić ten zwyczaj?

    1. astanczak (Post autora)

      @ Pompon

      Odpowiadają – spadkiem wartości inwestycji i spadkiem wysokości dywidendy itd. Za chwilę zobaczymy to samo w Polsce, jak KNF – na fali zamieszania z CHF – zabroni wypłacać dywidendy części sektora bankowego.

  5. Jack

    Już kilka lat temu wiedziałem, że SNB nie uda się utrzymać pegu wskutek wprowadzenie w życie przez EBC programu QE o czym zresztą napisałem na pewnym blogu ekonomicznym. Sam czas rezygnacji z utrzymania poziomu 1,20 również nie był zbyt zaskakujący i zakładałem, że nastąpi to w ciągu miesiąca przed ogłoszeniem europejskiego QE, co prawdopodobnie nastąpi 22 stycznia. SNB, który w porównaniu do EBC jest jednak małym bankiem centralnym o ograniczonych możliwościach przygotował się do tego wszystkiego całkiem sensownie. Najpierw wprowadzono ujemne stopy procentowe, a następnie zrezygnowano z obrony kursu zakładając, że koszt utrzymania dotychczasowej polityki będzie niewspółmiernie wysoki do korzyści. Utrata na rynku tzw. opinii banku stabilnego jest w tym wypadku również korzystna.
    W tej chwili ciekawe jest to w jaki sposób rozwinie się sytuacja na rynku nieruchomości w Szwajcarii (rosnąca bańka) i kiedy w związku z tym Szwajcarzy podniosą stopy procentowe. Chociaż być może w obecnej i przyszłej sytuacji jedyną opcją Szwajcarii pozostanie wejście do strefy euro.

  6. Jack

    “Nie podejmuję się oceniać zasadności takich działań i nie mam zamiaru odmawiać politykom prawa do odpowiadania na potrzeby wyborców.”

    Istotne decyzje ekonomiczno-gospodarcze podejmowane przez polityków są zawsze wypadkową potrzeb społecznych wynikających z określonego kontekstu i skali zjawiska. Na Węgrzech ilość udzielonych kredytów we frankach była wysoka i państwo zrealizowało interes społeczny poprzez interwencję w system finansowy. Czy w Polsce dojdzie do podobnej sytuacji zależy od wysokości kursu chf/pln. Przypuszczam, że kurs powyżej 5 zł przez dłuższy okres czasu (powyżej roku) wyniesie do władzy opcje polityczne, które podejmą odpowiednie kroki ingerując w system bankowo-finansowy na wzór węgierski.

  7. poszi

    “na boom na kredyty walutowe w końcówce poprzedniej dekady złożyło się wiele czynników – od nieodpowiedzialności banków, przez naiwność klientów, po opieszałość nadzoru –”

    Dobra diagnoza. Ja dodałbym jeszcze media, które z głupoty czy z powodu pieniędzy reklamodawców uwielbiały siać zamęt. Do dzisiaj jeszcze ostała się strona z taką akcją:
    http://www.money.pl/banki/protest/
    A to był protest przeciwko bardzo mało daleko idącym regulacjom nadzoru z 2006. Komentarze pod tą akcją są też doskonałą ilustracją stanu tamtejszych umysłów, gdzie pojawiały się bardzo nieliczne głosy rozsądku:
    http://www.money.pl/forum/pozwolcie-polakom-decydowac-jaki-chca-kredyt-t136860.html

    Jeśli chodzi o “ratowanie kredytobiorców”, to możliwe do przełknięcia politycznie, społecznie i rynkowo byłaby reforma upadłości konsumenckiej, która to niezależnie od tego bardzo by się przydała. Możliwość faktycznego wyjścia z pętli długów (choć nie bez bólu, ale z możliwym do udźwignięcia i dającym perspektywy planem częściowej spłaty) pozwoliłaby niektórym stanąć na nogi.

  8. Freeman

    @ Jack

    Chociaż być może w obecnej i przyszłej sytuacji jedyną opcją Szwajcarii pozostanie wejście do strefy euro.”

    Przeciez poprzez peg jedna noga byli w euro i z hukiem go opuscili. Strefa euro sie rozpadnie.
    DAX rosnie bo zaczyna byc postrzegany jako bezpieczna przystan dla kapitalu.

    http://stooq.pl/q/?s=^dax&d=20150116&c=3d&t=l&a=ln&b=0&r=wig20

  9. ekonom polityczny

    @ Freeman

    “DAX rosnie bo zaczyna byc postrzegany jako bezpieczna przystan dla kapitalu.”

    Nigdy w życiu! DAX rośnie, bo fundusze uznały, że SNB się poddaje WIEDZĄC, że nadchodzi wielkie rozmiarami EuroQE, tak duże, że SNB nie będzie w stanie utrzymać pegu 1,20, gdy deszcz Euro spłynie na Szwajcarię!
    Obecny wzrost DAXa to antycypacja dużego QE. Problem się zacznie, gdy Draghi nie da aż tak dużego QE, jakiego się spodziewają na podstawie decyzji SNB

  10. Freeman

    @ ekonom polityczny

    Jesli Der Spiegel dobrze zaslyszal, to skup obligacji nie bedzie zbyt obfity.
    Do tego pojawiaja sie propozycje aby obligacje danego kraju strefy euro
    mogl skupowac tylko lokalny bank narodowy.

    Zobaczymy czy ta informacja sie w czwartek potwierdzi i jak zareaguje DAX.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *