Tytułowy zwrot (ang. Wisdom of crowds) jest czymś dużo bardziej znaczącym i konkretniejszym niż określenie pokoleniowo zgromadzonych doświadczeń, znane z opowiadań i legend.

 

Co więcej, ma bardzo ścisłe konotacje giełdowe!

Określa się tym mianem dość profesjonalnie już zbadane i opisane w literaturze, niesamowite chwilami zjawisko. Polega ono w skrócie na tym, że zbiorcza opinia jednostek, tworzących jakąś grupę, jest równie dobra, a często znacznie poprawniejsza niż najlepszych członków (ekspertów) w owej grupie. Dotyczy to przede wszystkim estymacji ilościowych w operacjach typu rozwiązanie zadania, dokonanie wyboru, odpowiedź na zadany problem. Z pojedynczych wyników poszczególnych uczestników grupy wyciąga się średnią, częściej geometryczną niż arytmetyczną, albo medianę, której wartość bardzo blisko trafia w poszukiwaną wielkość, nawet jeśli jednostki nie są ekspertami w danym obszarze. Im większa ilość jednostek tym trafniejszy wynik końcowy.

Koncept ten, na tle kilku dziedzin ludzkiej działalności, opisał świetnie James Surowiecki w książce sprzed dekady p.t.”The Wisdom of Crowds: Why the Many Are Smarter Than the Few and How Collective Wisdom Shapes Business, Economies, Societies and Nations”. Żeby przybliżyć sposób działania tego zjawiska przytoczę przykład, który otwiera książkę (przestudiowaną przez mnie niemal na jednym oddechu):

Ponad wiek temu Francis Galton, twórca wielu statystycznych terminów (jak choćby konceptu korelacji), udał się na targ bydła, gdzie ogłoszono konkurs na podanie szacunkowej wagi jednego z byków. Galton zapisywał wszystkie typy w ilości nieco ponad 1000, a na koniec obliczył ich medianę, która różniła się od realnej wagi woła o jedynie 1%.

W podobny, bardzo praktyczny sposób, poszukiwano zaginionych statków czy pocisków, przewiduje się wyniki wyborów, szukano winnych tragedii, organizuje biznesy – np. tak działają algorytmy internetowych wyszukiwarek. Co powoduje, że tego rodzaju sposób działa, nawet jeśli grupę tworzą mało doświadczone w badanym obszarze jednostki? Nie jest to oczywiście magia, ale też nadal gruntownie nie wyjaśniono jeszcze owego fenomenu. Przyjmuje się, że odchylenia od pojedynczych typowań znoszą się i w ten sposób średnia spłaszcza szum do postaci bliskiej ideału. W takim razie do rozwiązania szeregu problemów, prognozowania czy podejmowania decyzji nie potrzeba ekspertów, wystarczy grupa przynajmniej zorientowanych w temacie jednostek. Wówczas odpowiedź zawsze będzie w miarę poprawna, podczas gdy pojedynczy, nawet najlepsi profesjonaliści w danej dziedzinie potrafią się przecież mylić niejednokrotnie, nie mówiąc już o tym, że ich pomyłki mają losowy rozkład, a więc nie wiadomo kiedy i na którego eksperta postawić.

W takim razie przychodzi oczywiście pokusa, by podobną grupę stworzyć do celów inwestycji giełdowych. Skrzyknąć jak największą liczbę inwestorów, zignorować gazetowych i telewizyjnych ekspertów, i co dzień przed sesją typować np. medianę wartości WIG20 na koniec sesji, a potem postawić na zmianę kursu realne pieniądze na rachunku. Oczywiście, że można taką próbę zrobić, z góry uprzedzę jednak, że może to nie przynieść oczekiwanych wyników. Już tłumaczę dlaczego.

Otóż aby „mądrość tłumu” działała efektywnie, muszą zostać jak najlepiej spełnione 3 poniższe warunki, opisane szczegółowo w książce Surowieckiego:

1. Rozproszenie (ang. diversion)

Jednostki muszą się różnić w swoich opiniach na dany temat. Każdy powinien dysponować informacją, czy może ściśle zdefiniowanym poglądem na dany temat, nawet jeśli jest on bardzo radykalny czy ekscentryczny.

2. Niezależność (ang. independence)

Opinia każdej jednostki w grupie musi być niezależna od opinii pozostałych uczestników.

3. Decentralizacja (ang. decentralization).

Jeśli celem jest ocena wagi byka, nie potrzeba żadnej wiedzy. Ale kiedy poszukiwane są rozwiązania w bardziej złożonych dziedzinach, najlepiej aby uczestnicy grupy mieli pewne obycie, wiedzę i doświadczenie w danym temacie.

Jak na tym tle wygląda sprawa z inwestowaniem na giełdzie? Punkt 1 nie stanowi problemu, ponieważ każdy inwestor ma jakiś pogląd na to co może się zdarzyć, nawet jeśli jest on przeciwny do opinii reszty giełdowego towarzystwa. Spełniony będzie również warunek nr. 3, jako że każdy z inwestujących po czasie nabywa wystarczającego doświadczenia, które pozwala w miarę fachowo przynajmniej ogarnąć temat. Problem niestety pojawia się przy punkcie nr 3…

Dlaczego?

Część Czytelników zapewne się domyśla. Aby rozwiać niepewność, wyjaśnijmy sobie:

Opinie sporej części uczestników giełdowego obrotu NIE SĄ NIEZALEŻNE od reszty inwestujących, analizujących czy choćby komentujących rynki!

Podkreślę: nie wszystkich. I nie zawsze świadomie czy celowo. Buffett i jemu podobni mogą sobie pozwolić na niezależne oceny i wybory, reszta świata raczej kopiuje ich zachowania. Gracz używający algorytmów czy systemów mechanicznych nie musi się przejmować opiniami w ogóle, ten problem załatwia za niego niezawisły od reszty inwestorów komputer.

Jednak ogromna rzesza inwestujących i spekulujących pozostaje pod wpływem tego, co generuje z siebie rynek: medialnych komentarzy, omówień i analiz; plotek i nieformalnych opinii; dyskusji czatów, forów lub serwisów społecznościowych; porad i podpowiedzi znajomych, celebrytów czy brokerów; obserwacji zachowań innych inwestorów. W rezultacie pozornie „niezależna” opinia pozostaje pod wpływem tego, co robią inni. To nazywa się po prostu odruchem stadnym, mamy zakodowane w DNA tendencje do poruszania się z nurtem tłumu, chodzenie pod prąd bywa bowiem zabójcze dla psychiki. Z tego powodu tworzą się spekulacyjne bańki, a potem również dlatego pękają one z hukiem, ponieważ uciekający z rynku, lub wchodzący na niego, nie patrzą na to ile papier jest warty, ale co robią z nim inni.

Bardzo trafnie przewidział to kiedyś już sam Keynes. Zapewne część Czytelników zna jego maksymę przyrównującą giełdy do konkursu piękności: chodzi nie o to, by wybrać najładniejszą kandydatkę, lecz tę, która spodoba się większości. Podobnie jest z akcjami – to nie te atrakcyjne rosną w cenie, ale te wybrane przez większość. Gra idzie więc o to, by domyślić się jak najtrafniej tego co myślą inni. Oczywiście nie każdy postępuje w ten sposób, świadomie lub nie, ale jest to całkiem logiczna strategia. Tyle że kładzie na łopatki niezależność myślenia inwestycyjnej branży.

Owa nieracjonalność powoduje, że Mądrość Tłumu w prostej formie na giełdzie nie zadziała. Choć gdyby zebrać grupę i stworzyć żelazne zasady niezależności, może i odgadywanie kursów w jakiś sposób udałoby się… Póki co część rynku zdana jest na to co mówią jego liderzy, którzy mylą się przecież, gdyż są tylko ludźmi.

—kat—

[Głosów:36    Średnia:4.4/5]

1 Komentarz

  1. podtworca

    W maju 2013 postanowiłem wykorzystać ‘mądrość tłumu’ to określenia wartości godziwej WIG20 i przeprowadziłem taki eksperyment:

    http://podtworca.blogspot.com/2013/05/eksperyment.html

    Liczyłem, że podobnie jak ludziom na jarmarku udaje się oszacować ciężar woła, to może wyznaczą wartość godziwą WIG20 i będę wiedział w którą stronę powinna iść giełda (do wartości godziwej).

    Wynik był podwójnie zaskakujący:

    http://podtworca.blogspot.com/2013/05/madrosc-tumu.html

    Po pierwsze średnia ze 117 ankietowanych odpowiedzi różniła się poniżej promila od zamknięcia WIG20, po drugie tylko jedna osoba wytypowała bieżącą wartość WIG20 zaokrągloną do 100, a wszyscy inni wybierali wartości większe lub mniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *