Jak rozpoznać fałszywkę?

Nie będzie to wpis o podrabianych pieniądzach, zmyślonych informacjach czy też sprokurowanych dokumentach.

 

To będzie rzecz o pomysłach.

W ocenie istoty prawdy i fałszu łatwo się pogubić, ale przecież co dzień musimy takie próby podejmować. W inwestowaniu błąd takiej estymacji bywa oczywiście kosztowny. Problem w tym, że nawet jeśli dotrzemy do „prawdy”, nasza jej ocena czy interpretacja może okazać się diametralnie inna niż rynku. Powstaje więc problem, który zapełniłby niejeden traktat filozoficzny, nie przynosząc z dużym prawdopodobieństwem ani łatwych, ani jednoznacznych odpowiedzi. W takim środowisku doradzenie czegokolwiek w tym temacie to karkołomne zadanie. Ale przynajmniej warto się z tym zmierzyć i być przygotowanym w przyszłości na trudne wybory.

Uciąłem sobie ostatnio pogawędkę, która zaczęła się na twitterze, a skończyła na dość żywiołowych dyskusjach poza sceną publiczną. Osią i zaczątkiem stał się ten oto cytat z Charliego Mungera, partnera Warrena Buffetta:

“The harder you work, the more confidence you get. But you may be working hard on something that is false.”

Te słowa były częścią większego wywiadu, którego udzielił on autorowi książki „Seeking Wisdom: From Darwin to Munger” – Peterowi Bevelinovi. W polskim tłumaczeniu brzmiałoby to mniej więcej tak:

„Im ciężej pracujesz, tym więcej pewności nabierasz. Ale możesz ciężko pracować nad czymś, co jest fałszywe”.

Dwa zdania o kontekście tych słów:

Buffett do spółki z Mungerem przyznają, że nie lubią kompleksowo złożonych rozwiązań/systemów, którym nie ufają, one to prowadzą bowiem do złudnej pewności siebie i do iluzorycznego poczucia rozumienia. Obaj panowie obawiają się tego typu procesu, w takim razie wystrzegają się go, znajdując upodobanie w tym co proste, zrozumiałe.

Przyznam, że sprowokowałem dyskusję twitterowo-prywatną niewygodnymi pytaniami. Przede wszystkim by dociec to jak rozpoznać, że jakaś metoda, pomysł, inwestycyjna idea są fałszywe. Nie udało się znaleźć ostatecznego konsensusu, ale znaleźliśmy pewne punkty zbieżne.

Nie istnieją różnice co do pierwszego zdania z przytoczonego cytatu. Wysiłek intelektualny poświęcony na zrozumienie jakiejś metody inwestycyjnej, poznanie jej zasad, warunków brzegowych, środowiska działania, korzyści i słabych stron, przysposobienie lub usprawnienie jej, obserwacja w czasie rzeczywistym i w przeszłości, prowadzą do powolnej ewolucji świadomości i pożądanego, coraz wyższego stopnia kompetencji. Ale ponieważ człowiek jest istotą emocjonalną i podlega błędom poznawczym, więc w pewnym momencie może ulec wrażeniu iluminacji, pełnej kontroli, kompatybilności, nasyceniu po brzegi wiedzą i umiejętnościami, co w rezultacie podbija ego i wystarczy jedno-dwa udane działania by wpaść w stan nadmiernej pewności siebie. To jeden z zasadniczych zabójców skutecznego inwestowania.

Przykład, który łatwo sobie wyobrazić to jazda samochodem. Zdecydowana większość odpytywanych kierowców, nawet 90% z nich, uważa, że ich zdolności kierowania plasują się powyżej średniej. Nie jest to matematycznie możliwe, ale praktycznie prowadzi do ryzykownych zachowań na drodze.

Innym źródłem poczucia pewności stać się może dokładanie stopni złożoności do wybranej metody. Wówczas np. użycie 5 wskaźników zamiast 1 winduje świadomość bezpieczeństwa i zaufania. Niekoniecznie kosztem rzeczywistego uzyskania przewagi.

Problem w tym, że środowisko finansów i giełdowych inwestycji oraz w szczególności tradingu, to kompleksowo, nieliniowo, wielowektorowo złożone systemy. Ciężka praca nad czymś, co może okazać się iluzją, to nie tylko norma, ale i konieczność. Kwestią niełatwą i sporną w moich dyskusjach okazało się jednak ustalenie: co tak naprawdę jest w tym biznesie fałszywką??? Jak to jednoznacznie ustalić? Co odrzuć już z góry by nie tracić czasu i pozbyć się złudzeń?

Gdyby komuś udało się dostać na kurs nauczania prowadzony przez Buffetta, już na wstępie dowiedziałby się, że spekulacja, timing czy Analiza Techniczna to lipne i nie działające metody. Zapewne całkiem przeciwne zdanie wygłosiłby na swoim kursie Elder, Sperandeo, Tharp czy Larry Williams. A przecież ktoś wchodzący w ten świat nie posiada nawet takiej wiedzy, która pozwoli choćby zrozumieć różnicę między tymi panami i dopiero ciężka praca poprowadzi do miejsca, w którym owe rozbieżności udaje się zidentyfikować i zrozumieć.

Ale jak ustalić kto z nich ma ewentualnie rację? Komu wierzyć? A jak zrobić to u zarania podjęcia ciężkiej pracy nad „być może fałszywymi” metodami? Jak przekonać kogoś, kto latami bez skutku pracuje nad Analizą Techniczną, szczególnie ową subiektywnie podaną, że nie jest ona iluzją? Jak mógłby doznać oświecenia ktoś, kto z mało satysfakcjonującym wynikiem decyduje się na intuicyjne metody powiązane z dowolnego rodzaju analizą, tak by uznał, że posiadają jednak wartość dodaną? Przyznam, że choć zajmuję się tym wszystkim już od ponad 800 wpisów, nadal miałbym problem tego, jak uporać się z dowodem na prawdziwość wielu strategii lub ją odrzucić (nie każde odwrócenie fałszywej metody przynosi sukces).

Moi dyskutanci odnosili się do dowodów ilościowych by mnie przekonać. A więc takich, które pozwolą na danych historycznych lub w czasie rzeczywistym ustalić możliwe do osiągnięcia stopy zwrotu z transakcji, odsiać z nich losowość i przypadek, oraz sprowadzić do wspólnego mianownika a potem oszacować miary ryzyka. To oczywiste i proste wszędzie tam, gdzie ilościowe pomiary da się wprowadzić. Nie sposób jednak w pełni ustalić tych parametrów dla metod, które opierają się na uznaniowości, instynkcie i przeczuciu. Można je wprawdzie zweryfikować w czasie rzeczywistym, i na w miarę dużym ciągu transakcji, jednak w rzeczy samej będzie to  jednak nie sprawdzian danej metody, lecz osobowości, talentu, kompetencji i umiejętności samego inwestora. Nie da się tego jednak wstawić do witryny z napisem „metody inwestycyjne”, z której każdy brałby do woli i z przekonaniem, że da się z ich pomocą pokonać rynek tak samo prosto jak wykopać studnię łopatą.

Nawet metody samego Buffetta (opcje, lewar, inżynieria finansowa) wielu inwestorów uzna za zbyt kompleksowe, choć on sam udowodnił, że są skuteczne, a przez to „nie fałszywe”. Przy tym jednak uważa się, że za jego sukcesami stoi przecież przede wszystkim jego talent i umiejętności, a tego nie da się zreplikować. Zawrót głowy gotowy. Istnieje jednak coś, co uwalnia od „ciężkiej pracy nad fałszywymi metodami” jak i “zbyt kompleksowymi”, coś co sam Buffett wielokrotnie poleca większości inwestujących – pasywne inwestowanie. Wiemy przynajmniej, że do tej pory okazało się „prawdziwą” (czytaj: skuteczną) i wymierną w ocenie metodą.

—kat—

[Głosów:36    Średnia:3/5]

6 Komentarzy

  1. AlGebroid

    “Zdecydowana większość odpytywanych kierowców, nawet 90% z nich, uważa, że ich zdolności kierowania plasują się powyżej średniej. Nie jest to matematycznie możliwe”

    Ależ jest możliwe. Rozkład nie musi być symetryczny.

  2. wburzyns

    „Zdecydowana większość odpytywanych kierowców, nawet 90% z nich, uważa, że ich zdolności kierowania plasują się powyżej średniej. Nie jest to matematycznie możliwe”

    Prosty kontrprzykład: Zbiór dziesięcioelementowy {9, 9, 9, 9, 9, 9, 9, 9, 9, 1}. 90% jego elementów jest większych od średniej zbioru.

    Ale to twierdzenie i tak nie przebije mądrości, że “na akcjach jeżeli sie nie lewarujemy mamy to szczęscie ,że taki portfel nie spadnie do 0” wypowiedzianego tu kiedyś przez kogoś, kto szczyci się “ponad 20 lat przetrwania” na rynku.

    Ten blog powinien pełnić też rolę edukacyjną. Wypowiedzi jak powyżej są po prostu szkodliwe i nie służą nikomu, mniej uważnym czytelnikom wręcz szkodzą, utwierdzając ich w fałszywych przekonaniach.

  3. nieudacznik

    Na sukces Buffetta składają się trzy elementy. Po pierwsze cała jego działalność przebiegała w czasie długoterminowej hossy. Po drugie nie bawił się w lewarowanie. Po trzecie jest człowiekiem niebywale chytrym i skąpym i prędzej da się zabić niż zamknie coś ze stratą. Taką strategię stosuje wielu graczy foreksowych, otwierają nieduże pozycje i trzymają do oporu. To daje dobre efekty, ale niestety tylko do czasu. Warren działa w makroskali czasowej i miał szczęście, następne dekady mogą być usłane zwłokami jego naśladowców. Nie na darmo Buffett jest autorem powiedzenia że pieniądz przepływa od aktywnych do cierpliwych. Ale to jest prawdą dopóki cierpliwi nie polegną.

  4. AlGebroid

    Ze średnimi to trzeba bardzo uważać. Mam takie zadanie dla amatorów średnich:

    Na przystanku autobusowym nie ma rozkładu jazdy, ale wiemy, że średnio co 10 minut przyjeżdża autobus. Przychodzimy na przystanek w losowym momencie. Ile czasu (średnio) będziemy czekali na autobus?

    Jeśli ktoś myśli, że 5 minut, to niech się jeszcze zastanowi. W przypadku rozkładu Poissona (i samochodów zamiast autobusów) zadanie znane jest pod nazwą “Hitchiker’s paradox”. Ale można łatwo wymyślić rozkłady gdzie są bardzo ekstremalne wyniki…

    W “bardzo” dawnych czasach, gdy akcje były papierowe, to rzeczywiście była prawda, bo makulatura też ma jakąś wartość dodatnią.

  5. AlGebroid

    Hm. Coś mi zniknął kawałek tekstu (złe znaki użyte w zaznaczaniu cytatu?) Tu jest końcówka do poprzedniego wpisu:

    @wburzyns
    “Ale to twierdzenie i tak nie przebije mądrości, że „na akcjach jeżeli sie nie lewarujemy mamy to szczęscie ,że taki portfel nie spadnie do 0″ wypowiedzianego tu kiedyś przez kogoś…”

    W „bardzo” dawnych czasach, gdy akcje były papierowe, to rzeczywiście była prawda, bo makulatura też ma jakąś wartość dodatnią.

  6. pit65

    @Wburzyns

    Temat “spadku do 0” śmy zakończyli “protokołem rozbieżności”.
    Jeżeli uraziłem Twoją osobę na co wskazuje styl bezosobowego odgrzewania kilkumiesięcznych kotletów z przeszłości z tzw. “przyczajki” to pardon.
    Trzeba było wcześniej z cukru nie jestem i Twej szkoda wątroby 🙂
    Proponuję zakopać ten topór co by nie zmieniać tego bloga w licytację chlopców z przerośniętym , chorym czy urazonym ego, a jak to wygląda wystarczy poczytac niektóre komentarze np. na blogu imć Białka W.
    Mam teraz większy kłopot bo wywaliło mi piec c.o. i nie zamierzam bawic sie w pseudo-guru czy też jego zaprzeczenie nad takim wydumanymi abstrakcyjnymi pierdołami.
    A dla ćwiczenia proponuje zupełnie niezobowiązująco zakupić jakiś portfel np. do 100 zł i sprawic by w ramach tej stówy spadł do 0 , gwarantuje ,że trzeba się nad tym napracować co najmniej tak samo jak nad zyskiem , o ile to w ogóle możliwe bez całkowitego bankructwa społek w nim zawartych.
    MOże wtedy będzie warto pochylić się nad tym i przedyskutować praktyke zerowania w kontekście teorii miast wymyślać możliwe acz może niezbyt prawdopodobne warunki brzegowe by dowodzić takich, a nie innych racji jednakże pod bardzo wyśrubowanymi warunkami .

    @AlGebroid

    “W „bardzo” dawnych czasach, gdy akcje były papierowe, to rzeczywiście była prawda, bo makulatura też ma jakąś wartość dodatnią.”

    Ten sam problem był jak przechodzili z pisma klinowego na papier 🙂

    i dzisiaj jak slyszę jaką “trwałością” pewności wstecznej pamięci pokoleń jest papirus naszła mnie taka przedpotopowa refleksja 🙂

    PS.

    No nie mogę sobie odmówic komentarza:

    “Prosty kontrprzykład: Zbiór dziesięcioelementowy {9, 9, 9, 9, 9, 9, 9, 9, 9, 1}. 90% jego elementów jest większych od średniej zbioru.”

    No, a jak w reality ta jedynka się zabije na drodze co jest bardzo prawdopodobne to jednak przykład Kathaya nie jest taki “szkodliwy” , aczkolwiek zrozumienie odnoszące się li tylko do stricte nieszczęsnego werbalnego doboru słów rzeczywiście jest niefortunne.
    MOże lepiej czasem miast tylko “literą” kierować się też “duchem” wpisu jako całości 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *