Domniemywam, że raczej nie istnieje zdrowy mentalnie inwestor, który nie chciałby definitywnie poddać kontroli wszystkie swoje negatywne emocje związane z procesem inwestowania lub spekulacji.

 

Naukowe metody to w zasadzie najbardziej efektywny sposób na uporanie się z tym problemem. Można spróbować samemu bezpośrednio lub lepiej za pomocą specjalisty, ale końcowy wynik zawsze będzie zależny od naszych indywidualnych zdolności, chęci, motywacji i siły. Nauka również coraz dokładniej opisuje, za pomocą technik neuroobrazowania, wszelkie związane z tym sposoby, teorie, anomalie czy ograniczenia. I w tym wpisie o tych ostatnich z wymienionych – mała, acz specyficzna analiza, w kontekście inwestowania właśnie.

Rok temu ukazała się naukowa praca psychologów amerykańskich, która niestety dopiero teraz trafiła w moje ręce:

„Cognitive emotion regulation fails the stress test” (Raioa, Orederub, Palazzoloc, Shurickd, Phelps).

tutaj całość -> http://www.pnas.org/content/110/37/15139.short

W czasie sesji terapeutycznych z odpowiednim specjalistą można nauczyć się adaptacji do stresogennego środowiska oraz samokontroli emocjonalnych wybuchów naszego umysłu i ciała za pomocą świadomości. Dość często stosuje się w tym celu praktykę tzw. kognitywno-behawioralnej terapii. Od siebie dodam, że w dużym skrócie polega ona na pracy nad myślami, bo to od nich mocno zależy jakie emocje odczuwamy i jakie działania w rezultacie podejmiemy. W pewnej mierze można nauczyć się tego samemu. Celem tej praktyki jest wykrywanie niebezpiecznych czy po prostu złych albo mylących myśli, ocena ich prawdziwości i dokładności a wreszcie ich zmiany (reinterpretacji) na inne, bardziej przyjazne, szukające pozytywów i wierniej oddające rzeczywistość. Przy okazji rewiduje się własne przekonania, szczególnie te niemające pokrycia w faktach. To wszystko łagodzi emocjonalne pobudzenie, a w niektórych przypadkach redukuje negatywne odczucia niemal do zera.

Problem jednak w tym, że częstokroć ta praktyka okazuje się zawodna w codziennym życiu, zwłaszcza gdy stresujące nas czynniki okazują się szczególnie intensywne. Aby odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak się właśnie dzieje, autorzy w/w pracy postanowili zbadać fizjologiczne przejawy naszego organizmu za pomocą specjalnej aparatury badającej zmiany w mózgu, skórze i pod skórą. I skonfrontowali to z subiektywnymi odczuciami badanych.

Żeby nie zanudzać dodam jedynie, że wykonano eksperymenty na dwóch grupach ludzi, poddając część z nich dwukrotnie stresogennym czynnikom generującym strach (prąd o bezpiecznym napięciu, zimna woda, obrazki węży). Przy czym po pierwszym eksperymencie badani otrzymali wykład na temat tego jak za pomocą własnej świadomości można łagodzić negatywne stany emocjonalne.

Rezultat? Otóż na przeszkodzie w pracy nad emocjami stoi najzwyklejsza fizjologia ludzkiego organizmu. Kortyzol i noradrenalina, generowane przez nasz organizm w chwilach stresowych, na tyle mocno działają na mózg, że odpowiedzialna za świadome myślenie i koordynację kora przedczołowa zostaje w pewien sposób unieruchomiona, przestając na pewien czas efektywnie działać i wspomagać próby świadomego wpływu na tonowanie emocji. To mniej więcej tak jakbyśmy przy ulewie próbowali otworzyć zepsuty parasol.

To, co napiszę poniżej jest wynikiem mojej interpretacji, połączonej z własną wiedzą i doświadczeniem.

Ten mechanizm opisany wyżej działa w takim razie również w organizmach inwestorów. W chwilach dużej zmienności rynku, straty, gwałtownych ruchów cen, niepomyślnych wiadomości, niespełnienia oczekiwanych efektów naszych działań czy zawodności naszych strategii, zostajemy odcięci od świadomej części naszego systemu myślowego. Myślę, że każdy przynajmniej razy poczuł to na własnej skórze i w tej chwili kojarzy tego typu sytuacje. Pod wpływem emocji i zalewu koktajlu hormonów popełniamy błędy, które często potem w stanie uspokojenia uznajemy wręcz za trywialne. Wszelkie zaklęcia typu „będę konsekwentny/a”, „będę twardy/a” na nic się w takich momentach nie zdają. Dłuższe lub krótsze, ale intensywne ograniczenia lub utrata świadomości, chwilowa bezradność, brak pomysłów, dziury w pamięci, nerwowe tiki – to wszystko widomy i naturalny przejaw tego procesu.

To tłumaczy również różnice w wynikach między tradingiem papierowym czy demo a realną grą. Kiedy poddajemy się wirtualnemu a nie realnemu ryzyku, kiedy nie wiąże nas stres, nie doświadczamy intensywnych emocji, nasz mózg nie nabywa stosownej odporności i doświadczenia. A wobec realnego zagrożenia stratą, doświadczamy procesu opisanego wyżej.

Czy można tego uniknąć w jakiś sposób?

Autorzy pracy ledwo sugerują to, co napiszę wyraźnie:

Jedynie wielokrotne wystawianie się na ryzyko, nieustanna praktyka połączona ze świadomą wiedzą o tych wszystkich mechanizmach i pracą nad swoich charakterem mogą (choć nie zawsze muszą) przynieść niezbędne doświadczenie adaptacyjne. Szybki rynek, jakim jest choćby realny forex, to dobry poligon do tego typu doświadczeń, o ile celem nie jest wyłącznie kasa, lecz również edukacja samokontroli i odporności z udziałem niewielkiego wkładu finansowego.

Trzeba też pamiętać, że w chwilach stresowego odurzenia, kiedy świadomość ulega blokadzie, przestajemy efektywnie korzystać z naszej analityczno-decyzyjnej bazy zgromadzonej w szarych komórkach. W takiej sytuacji pożądaną pomocą powinny być zgromadzone w umyśle pewne automatyczne nawyki i strategie działania. Z góry ułożony plan działania – odnośnie stopów czy poziomów wyjścia/wejścia – wymaga jedynie mechanicznej realizacji w takim momencie, bez konieczności dokonywania analiz wymagających zaangażowania intelektu. Nawet jeśli nie posługujemy się automatycznymi decyzjami na co dzień, warto takie stworzyć na okazję właśnie silnych pobudzeń emocjonalnych.

—kat—

[Głosów:16    Średnia:4/5]

2 Komentarzy

  1. Harry

    ‘W chwilach dużej zmienności rynku, straty, gwałtownych ruchów cen, niepomyślnych wiadomości, niespełnienia oczekiwanych efektów naszych działań czy zawodności naszych strategii, zostajemy odcięci od świadomej części naszego systemu myślowego.’

    I wlasnie dlatego tak wazne jest posiadanie stop losa w pozycjach, aby w razie paralizu naturalnych reakcji, mozna bylo zakonczyc transakcje bez wiekszych strat!!!

    Co do technik samokontroli i adaptacji do stresu to wydaje sie, ze nasze srodowisko (nie tylko w Polsce) robi nam wielki disfavour! Na calym swiecie zaczyna sie odchodzic od tradycyjnych ocen w szkolach i zmniejszac trudnosc egzaminow podajac jako glowny pretekst olbrzymii stres, jaki moglby zrujnowac przyszle pokolenia i ich szanse na dostatnie zycie (tak jest w UK, egzaminy sa latwe, bo nikt nie chce, aby dzieci dostaly zle oceny i sie zalamaly psychicznie!). Jakos moje pokolenie (i wszystkie poprzednie) przeszly przez ten stres i na zle nam to nie wyszlo!

  2. Piętaszek

    Dzieci mają się uczyć radzić sobie z emocjami, a nie ich unikać. Z drugiej strony trzeba dzieciom stres dawkować. Polskie społeczeństwo jest dramatycznie zacofane w tej kwestii, my nadal czujemy się dobrze lub źle (ewentualnie …owo).

    A w temacie, trening nie zawsze przyniesie rezultaty, skutek może być odwrotny do zamierzonego czyli ruina duchowa, społeczna, psychiczna i finansowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *