Powoli zbliża się koniec roku, który kolejny raz zaskoczy wielu graczy skalą zmian na rynkach i przesunięciami kapitału po świecie. Ostatnio sporo pesymizmu pojawiło się wobec Europy i perspektyw dla rynków akcji w regionie, które w 2014 roku nie chcą rosnąć razem z innymi rynkami rozwiniętymi.
Jak zawsze w takich momentach pojawia się spora dawka pesymizmu. Recesja, deflacja, stracona dekada i rozpad strefy euro – tylko kilka z duchów, które wracają dziś w kontekście ocen gospodarki europejskiej. Może warto zadać zatem odwrócone pytanie, co stanie się z giełdami w regionie, gdy Europejski Bank Centralny jednak wdroży lokalną wersję luzowania ilościowego, a Komisja Europejska zmobilizuje zapowiadane przez Jean-Claude’a Junckera 300 mld euro na program ożywiający eurogospodarkę? Dziś to stale wydaje się nie możliwe, ale czy na progu 2013 roku ktoś spodziewał się, że Abenomika w Japonii ufunduje Nikkei blisko 60-procentowy wzrost w 12 miesięcy? Giełdy mają w sobie element, który wszyscy powinni brać pod uwagę – zaskakują siłą i słabością na skalę, której nie można przewidzieć. Nikt w grudniu 2012 roku nie prognozował zwyżki Nikkei o 57 procent, bo zwyczajnie takie zmiany nie mieściły się w żadnym modelu i nikt nie był na tyle odważny, by powiedzieć głośno niewyobrażalne. Przy okazji, czy ktoś spodziewał się, że w okresie styczeń 2012-listopad 2014 dolar umocni się do jena o ponad 50 procent? To tez było niewyobrażalne, a jednak miało miejsce.
Niewyobrażalna zwyżka Nikkei w 2013 roku (Źródło: CNN)



Dodaj komentarz