Po szczyty sięgaj nowe, część 2

Istnieje jeszcze jeden rodzaj szczytów cenowych, do którego warto się odnieść w kontynuacji tego tematu.

 

Dodałem na tym samym wykresie z poprzedniego wpisu linie innego rodzaju – zaznaczone na obrazku kolorem zielonym:

 eurocash_maxy2

To są szczyty niższego rzędu – nie absolutne rekordy historycznych notowań spółek, jakie nanosiłem wcześniej czerwonym kolorem, lecz nowe szczyty lokalne, pojawiające się podczas fal korekcyjnych. Zawsze znajdują się one poniżej najwyższego historycznie poziomu czyli czerwonej linii szczytowej. Nie sposób ich pominąć jeśli rozważamy zdefiniowany w poprzednim wpisie problem “kupowania przez inwestorów akcji na szczytach”. Tym bardziej, że “kupowanie na szczytach” to dość pojemne pojęcie, gdyż w prosty sposób nie da się odseparować te przydatne od niedobrych.

Powstają one gdy kurs zawraca w górę po uprzednich spadkach, zaczynając tworzyć coraz wyższe lokalne minima i maksima notowań. Zasadniczo rzecz biorąc można je wyznaczać w następujący sposób:

– podczas korekty trendu wzrostowego kurs zalicza dołek (np. jak w punkcie numer 1 na powyższym wykresie), a następnie zaczyna piąć się w górę,

– pojawia się korekta owego wzrostu, której dołek (nr 3 na wykresie) jest wyższy od poprzedniego (nr 1),

– kurs wspina się dalej i przebija lokalne maksimum, rozdzielające oba dołki (numer 2 na wykresie), które nadal jest niższe od ostatniego historycznego maksimum (absolutnego).

I takie właśnie szczyty również mogą stanowić inwestycyjną okazję.

W czym są w praktyce gorsze lub lepsze od absolutnych rekordów, zaznaczonych na czerwono, a wyklętych przez wspomnianą poprzednio panią ekspert od inwestycji?

Podczas gdy istnieje zawsze tylko jeden aktualnie niepokonany jeszcze szczyt absolutny, szczytów lokalnych nieprzebitych nadal przez kurs papieru może istnieć wiele, nawet dziesiątki. Dotyczy to szczególnie długich i głębokich spadków, które powodują powstawanie „fałszywych” lokalnych maksimów, czyli takich nie prowadzących do dalszych wzrostów. Na wykresie widać kilka takich w ostatniej fali spadkowej. W zestawieniu z ostatnim szczytem absolutnym wyglądają one jak „dołki”, to prawda. Ale w swej masie mentalnie mogą one być dużo większym obciążeniem i pułapką niż szczyty absolutne, wobec których mamy klarowną sytuację związaną z powstawaniem, znaczeniem, ryzykiem i orientacją na przyszłość.

Oczywistym jest, że szczyty lokalne potrafią wygenerować zyski nieco wyższe niż ostatni absolutny szczyt. Jednak trzeba sobie też uświadomić, że czasem bessa na spółce zamienia się w bankructwo lub zejście do poziomu śmieciowego, więc dołki lokalne jako drogowskazy siły papieru w wielu przypadkach wydają się być mocno nieprzydatne, co najwyżej wyznaczają zmiany i kontynuacje lokalnych trendów. Szczyty absolutne w odróżnieniu od nich niemal zawsze wskazują przeważającą siłę popytu (bez względu na powód), szczególnie gdy korekta po ich wystąpieniu robi się dość płytka i krótka, a przy tym definiują moc najważniejszego aktualnie trendu zasadniczego, a więc i jakość samej spółki.

O ile szczyt absolutny zawsze definiuje się według bardzo jednoznacznych kryteriów, o tyle maksima lokalne mogą czasem nastręczać problemów w tej mierze (użyłem jednej metody, co wcale nie znaczy, że najlepszej), a przy tym podczas trendu spadkowego generują fałszywe oczekiwania. W sensie jakościowym nie dorównują więc absolutnym poziomom rekordów historycznych, ale mimo wszystko są potrzebne wszędzie tam, gdzie maksima absolutne pozostają nienaruszone. Pewne ich zalety da się wykorzystać, o czym więcej wkrótce.

–kat—

[Głosów:20    Średnia:3.4/5]

1 Komentarz

  1. pit65

    1.Kupienie górki to easy-peasy .
    2.Wytrzymanie do następnej bez skasowania pozycji na dołku to jest coś.
    Z drugiej strony jak odwrócisz wykres o 180 stopni to 2 jest niewykonalne przy kwocie która ma znaczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *