Przez dziesięć ostatnich minut starałem się zapanować jak najbardziej nad sobą. Rynek zwariował. Tak przynajmniej to postrzegałem. Zieleń na monitorach wydawała się znacznie bardziej jaskrawa niż zwykle. Krótka pozycja parzyła znacznie mocniej. Miało spadać i nie spadało. Co więcej wszystko co się działo przede mną wskazywało na jakąś nieuzasadnioną euforię radości. Tak jakby nagle rynek zignorował wszystkie złe wiadomości napływające od tygodni i nagle w jednej chwili wszyscy jak jeden mąż zaczęli kupować. Skala tej euforii a tym samym wzrostów była porażająca.

Wiedziałem co to będzie oznaczało i usilnie próbowałem odciąć się od tego wszystkiego co czułem na widok tego wszystkiego na ekranie przed sobą. Ostatnie wakacje – wspaniałe. To był naprawdę dobry czas. Trzy tygodnie spędzone z żoną i dzieciakami, zgodnie z postanowieniem bez żadnego elektronicznego śmiecia – telefonów, tabletów, telewizji. Bez ukradkowego czytania maili, newsów. Po raz pierwszy od lat udało się to naprawdę zrealizować i wszyscy cudownie się bawili. Żadnych kajdanek cywilizacyjnych. Kajdanki. Obręcz na ręku wydawała się w tej chwili ciężka i uciskająca. Choć normalnie nie zwracało się na nią zbyt dużej uwagi. Puls zaczął przyspieszać. No tak, moja pozycja. Strata cały czas rośnie. Nic na rynku się nie zmieniło. Słyszałem, że część traderów nosiła ze sobą jakieś płytki czy blaszki, które pomagały „oszukać” system. Nie wiem, czy je stosują. Nikt nie został jeszcze na tym złapany. Myślę, że kwestią czasu będą implanty. Nasi szefowie nie są idiotami. Nie bez powodu wpadli na pomysł cotygodniowych chińskich ciasteczek. Rytuał początkowo zabawny, później stał się irytujący. Przychodzimy w poniedziałek do pracy i bierzemy z wielkiej szklanej misy ciasteczka z wróżbami, aforyzmami, zadaniami, a może przepowiedniami. Kto to wie? Fakt jest faktem, że w razie wpadki zawsze można te słowa-wytrychy wykorzystać do próby zdyscyplinowania delikwenta. Pasują niemal zawsze. Przesłanie dla mnie na ten tydzień:

„Najwięksi wrogowie spekulanta tkwią w nim samym. Nie da się usunąć z natury ludzkiej nadziei i strachu. Jeśli rynek zwraca się przeciwko tobie, każde dnia mylisz, że jutro będzie inaczej, i tracisz więcej, niż gdybyś nie wsłuchiwał się w głos nadziei” Jessie Livermore

I co mam powiedzieć. Stary Jessie wiedział sto lat temu, że będę gapił się w ekran, bo rynek okazał się wyjątkowo perfidny. Każdy z nas wie o strachu. Każdy z nas wie o tym, jak głupio się zachowujemy mając nadzieję na odwrócenie złej sytuacji, jeśli ją się zestawi z prostym poleceniem „zamknij pozycję, która nie idzie tak jak oczekiwałeś”. I każdy z nas co jakiś czas łamie te postanowienia, bo wydaje mu się, że jest mądrzejszy. Właśnie dlatego czuwa nad nami strażnik emocji – cholerna bransoletka zwana przez nas kajdankami strachu…

***

Tak mogłaby się zaczynać historia pozornie wyglądająca na S-F. Jednak rozwój technologiczny w ostatnich latach sprawia, że jeśli ktoś ogłasza jakiś najdziwniejszy nawet pomysł to nie mam powodów, żeby nie wierzyć, że może dojść do jego realizacji. „Kajdanki strachu” wspomniane w powyższej historyjce istnieją faktycznie. Co więcej sam pomysł ma już kilka lat, ja zaś trafiłem nań dopiero teraz. W 2009 roku ABN AMRO (w ramach projektu Dialogues Incubator) oraz Philips wspólnie ogłosiły koncepcję produkcji „Rationalizera”, który w zamierzeniu pomysłodawców miał być czymś  w rodzaju lustra emocji. Urządzenie składa się z dwóch elementów: EmoBracelet i EmoBowl. Czyli miski emocji i bransoletki emocji. Idea jest bardzo prosta – bransoletka jest w gruncie rzeczy czujnikiem reakcji skórno-galwanicznej (http://pl.wikipedia.org/wiki/Reakcja_sk%C3%B3rno-galwaniczna). W momencie, nienaturalnej reakcji naszego organizmu – między innymi na stres związany z podejmowaniem decyzji rynkowych, bransoletka przekazuje sygnał do miski (cudnie designerski przedmiot), która rozświetla się na żółto lub czerwono, w zależności od stanu pobudzenia. Idea została ogłoszona w 2009 roku i na razie nie znalazłem śladów tego, czy udało się ją zrealizować faktycznie, czyli wyjść z fazy prototypu i jakie są tego efekty.

Pozwoliłem sobie jednak pofantazjować na temat tego urządzenia. Choć twórcy ogłaszali, że sprzęt był pomyślany o traderach działających w domu, pomyślałem sobie, że pewnie instytucje chciałyby też poeksperymentować na swoich pracownikach. Można sobie nawet wyobrazić nawet całe systemy odcinające tradera od platformy transakcyjnej i możliwości składania zleceń, gdyby był zbyt „czerwony”. Ale też od razu pomyślałem sobie, że człowiek z całą pewnością myślałby od początku jak oszukać „głupią maszynę”. Oczywiście najprostszy sposób to brutalna ingerencja, czyli włożenie jakiegoś izolatora między bransoletkę a nadgarstek, jeśli pracodawca wymagałby od nas jej noszenia. W warunkach domowych jestem w stanie wyobrazić sobie jak kolejne miski s z furią rozbijane są o ściany. Pomijając samą użyteczność i skuteczność urządzenia, to właśnie ten aspekt mnie interesuje najbardziej – jak bardzo próbowalibyśmy ominąć i oszukać, coś co teoretycznie miało nam pomagać.

Więcej informacji o Rationalizer:

http://www.design.philips.com/about/design/designnews/pressreleases/rationalizer.page

http://www.design.philips.com/philips/shared/assets/design_assets/pdf/rationalizer/Leaflet.pdf

Fragment J. Livermore’a z książki „Wspomnienia gracza giełdowego”, E. Lefevre

[Głosów:28    Średnia:4.9/5]

2 Komentarzy

  1. Harry

    Zaczynajac czytac ten wpis pierwsza mysla jaka przyszla mi do glowy bylo ‘gdzie jest stop loss’??? Nie watpie, ze takie urzadzenie sprzedaloby sie na rynku, jednakze wiecej dobrego zrobiloby ‘wymuszenie’ na traderze wypelnienie czegos w rodzaju strony z dziennika tradingowego w momencie otwarcia transakcji. Z pewnoscia skutkowaloby to mniejsza liczba zawieranych transakcji, mniejszymi stratami i MNIEJSZYMI WPLYWAMI Z PROWIZJI DLA BROKERA. Tak wiec od razu wiadomo, ze pomysl ten nie przejdzie, mimo iz w dluzszym okresie czasu trader ktory otwiera mniej pozycji, ale jest profitable, zapewnilby podobny zysk brokerowi. No ale przeciez o to wlasnie chodzi, aby ze strat wiekszosci mniejszosc sponsorowala sobie jachty etc:P Wczoraj widzialem fajna reklame w TV w UK. Pokazany jest bankier, ktory idzie przez wielka sale gdzie jest party i mowi: ‘Ciesze sie, ze ludzie korzystaja z naszych uslug przelewow miedzynarodowych. Zariabiamy na tym minimum 30 funtow na pojedynczej transakcji. Pozwala oplacic to wszystko (w tym momencie z tortu wyskakuje panna w skapym ubraniu:P). Potem udaje sie on do biura opowiadajac o nowym sposobie przelewow za granice ktory zabiera im zyski:)

  2. gzalewski (Post autora)

    @Harry
    Gdybym rozbudował tę maleńką “wprawkę” o kilka faktycznych zachań, to niestety skończyłoby się na poważnym opowiadaniu. A żeby przyciągnąć czytelnika, przydałoby się jeszcze jakie morderstwo, romans itp.

    Oczywiście, że urządzenie by się sprzedało. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jak również to, że mógłby powstać całkiem niezły “sciemniarski biznes” w stylu “kup nasz system inwestycyjny za 5000 $ i tylko za 1 $ dorzucamy w gratisie emobowl. Od teraz zyski masz zapewnione”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *