Trudno byłoby wyobrazić sobie lepsze drożdże przed zbliżające się dużymi krokami posiedzenie władz Europejskiego Banku Centralnego w czerwcu niż skok poparcia dla eurosceptyków w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego. System polityczny jednoznacznie dał do zrozumienia, iż po kryzysie zaufania do unii walutowej pojawia się kryzys zaufania do Unii Europejskiej w całości.

Oczywiście, w swojej masie wyniki nie wyglądają tak źle, jak nagłówki gazet. Partie maintstreamu zachowają kontrolę nad Europarlamentem i można oczekiwać kontynuacji wysiłków w celu utrzymania Unii Europejskiej i strefy euro w całości. Przyczyna dążenia do zachowania Unii jest najbanalniejsza z banalnych – rozpad byłby w obecnym momencie znacznie gorszy. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, iż na tym całość pomysłu się kończy. Unia bankowa jest ciągle daleka do sklejenia a nadzór nad bankami w skali Eurolandu nie istnieje i długo nie powstanie. W Unii nie ma również zgody, co do tego, jak dalej prowadzić politykę gospodarczą. Zgodzić się na dalsze delewarowanie się systemu i zaryzykować dekadę deflacji, czy jednak pójść drogą innych banków centralnych i masowo powiększyć płynność w systemie, ale też przerwać terapie w państwach, które w ostatnich latach objawiły się jako przesadnie zadłużone.

Wydaje się zasadnym założenie, iż politycy nie mają dziś pomysłu i – co ważniejsze – nie potrafią znaleźć kompromisu, jak uzdrowić gospodarkę strefy euro w całości. Nawet sygnał zmiany (jakkolwiek oceniamy moralnie jej radykalizm) w postaci Marie Le Pen, która zwycięstwem we Francji wprowadziła Front Narodowy dla przedsionka pierwszej ligi francuskiej polityki, zdaje się skłaniać do leczenia dżumy cholerą i postuluje wygaszenie strefy euro. Był czas, kiedy nawet deklarowała sympatię dla standardu złota, co w obecnym układzie jest już czystym szaleństwem. Dlatego w najbliższym tygodniu znów uwaga całego świata zwróci się na Europejski Bank Centralny, który staje przed perspektywą nie tylko ocalenia unii walutowej, ale projektu europejskiego w całości. Senny wzrost gospodarczy i wysokie bezrobocie wśród ludzi młodych są idealnym fundamentem pod radykalizm przyszłych wyborców, którzy – w przeciwieństwie do pokolenia rodziców – zdaje się nie widzieć w projekcie europejskim idei godnej szacunku.

Wygląda na to, że – jak wiele razy w przeszłości, gdy politycy popadali w paraliż – na scenie musi pojawić się jakiś ekonomista, który przychodzi i rysuje ścieżkę wyjścia z kryzysu. Tym razem jest to ścieżka prowadząca przez większą inflację osłabiająca programy naprawcze w poszczególnych krajach strefy euro. Jeśli Mario Draghi, któremu do końca kadencji na stołku szefa EBC zostały dwa lata, ma zostać zapamiętany jako Super Mario, to właśnie nadchodzi czas, by do zdania, iż zrobi wszystko, by ocalić strefę euro, dopisał drugą myśl o zrobieniu wszystkiego, by Euroland nie podążył ścieżką japońską i nie zamroził się w deflacyjnej dekadzie. Nie ma bowiem wątpliwości, iż europejski projekt nie będzie miał szans czekać 20 lat na oczyszczenie się. Wcześniej całość rozpadnie się poprzez rosnący radykalizm lokalnych scen politycznych, które same w sobie nie mają zapędów reformatorskich, więc bez trudu chwycą się znanego z historii schematu wrogości do wszystkiego, co zewnętrze i obce.

[Głosów:20    Średnia:4.2/5]

6 Komentarzy

  1. MZ

    tak, co byśmy poczęli bez banków centralnych? pewnie przyszłoby nam biedować strasznie…. a tak, niewiele pożytecznego trzeba robić, reform nie potrzeba, opinii społeczeństw słuchać nie trzeba, komisje i komisarze wiedzą lepiej, nawet wojnę z terroryzmem można tanio sfinansować dzięki nim. A nawet jak nie wszystko działa, tak jak należy, to zawsze jest BC który sypnie jeszcze większą kasą 😉

    to się dobrze nie skończy, niejasna dla mnie jest tylko jedna kwestia : jak długo można udawać, że BC są wszechmogące i uratują nas przed wszelkimi problemami?

  2. astanczak (Post autora)

    @ MZ

    > jak długo można udawać, że BC są wszechmogące i uratują nas przed wszelkimi problemami?

    Można też odwrócić pytanie: czy świat może podjąć ryzyko globalnej spirali deflacyjnej i pozwolić sobie na to, żeby BC skupiały się tylko na inflacji, której nie ma? Paradoksalnie przykład UE – jakiegoś systemu globalnego w miniaturze – wydaje się dobrym zobrazowaniem ryzyk globalnych mizerii gospodarczej. Wzrost izolacjonizmu, nacjonalizmów czy radykalizmów to modelowa mieszanka pod przyszłe konflikty o znacznie większej skali. Dla jasności sam przyjmuję postawę obserwatora a nie moralisty w tej kwestii.

  3. Paweł

    Wydaje mi się że zamiatanie problemu pod dywan nie jest dobre,bo jak się na zbiera pod nim więcej tego “syfu” to w końcu się “właściciel” na nim przewróci i w najlepszym razie złamie nogę lub rękę a w najgorszym uderzy głową w jakiś kant i zejdzie…

  4. MZ

    @ astanczak

    ja uważam, że należy podjąć to ryzyko….

    bo nie wierzę, że BC mogą rozwiązać problemy, które się nagromadziły przez lata coraz bardziej szalona ekspansją pieniężną. weźmy taką EU. Czy EBC może problemy EU rozwiązać? EU to twór polityczny, więc jeśli nie ma woli społeczeństw i polityków do zajęcia się problemami, to BC nic dobrego nie zrobi… a strefa euro od początku przez co mądrzejszych została uznana za obszar, który nie może funkcjonować poprawnie z jedną walutą. Więc takie rozwiązywanie sprawy, że BC zrobi QE i już po problemie, można porównać do metody znanej od wieków: władca czy bogacz wysyłał zaufanych ludzi ze skrzynią złota, aby kupili i przekupili kogo trzeba. i powstawały sojusze, na chwilę, na rok albo na jedną wojnę…. i nie działo się to dla dobra ogółu, tylko w interesie tego, kto wydawał skrzynię złota. tu mamy to samo – władca nazywa się system bankowy

  5. astanczak (Post autora)

    @ MZ

    Z myśleniem o systemie ekonomicznym zawsze jest problem, bo komentatorzy i badacze mogą przyjąć dwie postawy – opisową i normatywną. Osobiście unikam postawy normatywnej. Rozumiem potrzebę, ale staram się unikać.

    Zresztą sami krytycy QE zdają się jednak nie rozumieć, co krytykują. Bernanke kiedyś wprost przyznał, że z punktu widzenia teorii QE nie powinna działać a w praktyce działa. Dlatego czasami uśmiecham się czytając krytykę dzisiejszej działalności banków centralnych, bo mam poczucie, że argumenty nie są brane z modelu tylko na wiarę a to zmienia spór w ideologiczny.

  6. Harry

    @ astanczak

    ‘czy świat może podjąć ryzyko globalnej spirali deflacyjnej’ – no coz, zalezy od punktu siedzenia. Bo tak na dobra sprawe nalezy sie chyba najpierw zastanowic gdzie poszly te wszystkie pieniadze wpompowane w system przez FED i EBC podczas LTRO… Ano zostaly uzyte w sposob spekulacyjny do obnizenia rentownosci obligacji krajow PIIGS i inwestycje. Ale czy mimo calej tej dobroczynnosci drukowania przecietnemu Hiszpanowi zyje sie lepiej w jego wlasnym kraju, szczsegolnie jesli nalezy do grupy mlodych z bezrobociem ponad 50%?? Przecietny zjadacz chleba nie zyskuje NIC na tego typu programach!!! Jesli chodzi o deflacje to polacam przeczytanie ksiazki Petera Schiffa ‘Crash proof’ (jest jeszcze druga, ale nie pamietam tytulu), w ktorej polemizuje on z tymi dobrodziejstwami. Zreszta ostatnio czytalem artykol o wdziecznym, emocjonalnym tytule: ‘Homes are meant for living not selling’ gdzie autor pokazuje statystyki z UK odnosnie budowy nowych domow. Wynika z nich ze zdecydowana wiekszosc z nich budowana jest pod wynajem, gdyz z uwagi na dobroczynna inflacje ceny domow w UK urosly do poziomu, przy ktorym klasa biedniejsza nigdy nie bedzie w stanie kupic wlasnego M (nie mowiac o niektyrych dzielnicach Londynu).
    Na koniec taka mala uwaga na temat calego tego radykalizmu – jako iz zyje od dawna w UK, gdzie liczba obcokrajowcow jest znacznie wieksza niz w Polsce obserwuje z uwaga co sie tu dzieje i powiem ze wszystko idzie w raczej zlym nacjonalistycznym kierunku. Jest to o tyle smieszne, iz Ci nacjonalisci zapominaja o tym, iz cala ta Polonia (oraz pozostali Eastern Europeans), ktora przyjechala tu, aby krasc pieniadze z social care (jak zauwazyl premier tej smiesznej wyspy:P) za kilka lat (lub teraz jak ja) bedzie mogla ubiegac sie o paszport i uzyskac prawo glosu, co w niedlugiej przyszlosci zmieni uklad sil na scenie politycznej! Jednakze w ktotkim okresie nienawisc i prejudice spowodowane obecnoscia imigrantow (w kraju, ktory zyl przez wieki z taniej sily roboczej, a jeszcze 100 lat temu ich home office odradzalo malzenstwa mieszane!!!) beda sie nasilaly, poniewaz przecietny Angol to koles, ktory ledwo potrafi przeliterowac swoje nazwisko i dodac 2 i 2, wiec wglebianie sie w liczby z rocznika statystycznego znacznie przewyzsza jego imiejetnosci, a zaden polityk nie stanie w obronie obcokrajowcow i nie poda uczciwie danych pokazujach np ze 900 tys Brits nigdy nie pracowalo w zyciu i od skonczenia high school zyja z socjalu (nie mowie o disabled czy innej grupie ktora nie jest zdolna do pracy), bo zostalby zlinczowany! Widac to nawet obecnie wzgledem Szkotow w oczekiwaniu na to smieszne referendum. Nie wydaje sie aby Szkoci mogli przeglosowac odejscie od GB (choc moze to byc close call), a mimo to wielu Angloli ktorych znam mowi otwarcie, ze mimo iz chcieli pojechac do Szkocji na wakacje za pare miesiecy, to rezygnuja bo przeciez niedlugo beda potrzebowali paszportu!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *