Jak bardzo i do czego potrzebni nam są analitycy? To pierwsze z pytań…

 

Temat analityków powraca na nasze blogi co jakiś czas. Niedawno  Adam podrzucił celną refleksję by analizy i komentarze potraktować raczej jako wyzwanie intelektualne, które pomaga nam samym znaleźć własną perspektywę, ocenić i skonfrontować swoją wiedzę, potrenować własne umiejętności.

Ale analizy to dział wielowątkowy i do tego przez chwilę chciałbym nawiązać kilkoma refleksjami.

Weźmy na początek na tapetę dość popularne analizy sytuacyjne szerokiego rynku, w których zwykle syntetyzuje się fundamenty, politykę, wydarzenia, trochę Analizy Technicznej, intuicję piszącego i – co ważne – jego prognozę.

Po pierwsze więc – w sensie prognostycznym nie mają one większej praktycznej wartości. Istnieje wiele dowodów na to, że homo sapiens nie posiadł jeszcze umiejętności przepowiadania czegokolwiek w przyszłości, pomimo że niektórym udaje się co najwyżej trafić z szacunkami częściej niż innym (sławetne: „Prediction is very hard, especially about the future”). Ale nawet trafność na poziomie dużo wyższym niż 50% nie rozwiązuje jeszcze sprawy praktycznej użyteczności (zyskowności inwestycyjnej odbiorcy czy analityka). Po części dlatego, że trafna prognoza zdarzenia rynkowego nie musi oznaczać trafnego prognozowania reakcji inwestorów na nie.

Po drugie – skąd nawet profesjonalista może wiedzieć co zdarzy się jutro skoro w rzeczy samej nie zna nawet rzeczywistego powodu tego co zdarzyło się wczoraj (ani przed tym, ani po tym)? Albo inaczej, nawet jeśli jakiś powód zna, to nie ma szansy by poprawnie zweryfikować jego prawdziwość. Rynek zmienia się bowiem w każdej chwili pod wpływem wielu złożonych czynników, od zewnętrznych poczynając (typu dane ekonomiczne), przez eksploatację nieefektywności (np. HFT czyli trading szybkich częstotliwości) po czynniki wewnętrzne (psychologiczne motywy i behawioralne motywacje inwestorów). Ustalenie jednego zasadniczego, albo choćby dominującego powodu jest niemożliwe w takiej skali interakcji. Wobec czego analityk może mieć 100 % racji jak i w 100% się mylić, tyle że nie ma takiej możliwości sprawczej, która to potwierdzi. Wówczas nawet przypadkowe korelacje mogą wydać się prawdziwe jeśli rynek zareaguje zgodnie z domysłem. Jeśli 10 analityków wymyśli 10 różnych powodów (jeszcze przed sesją), które miałyby spowodować ruch w górę, i tak się rzeczywiście zdarzy, to wyciąganie jakichkolwiek obiektywnych wniosków o czynnikach sprawczych będzie obarczone błędem, którego skalę i jakość nie sposób oszacować. Zresztą podobnie jak w przypadku 10 powodów opisujących sesję, wymyślonych już po jej zamknięciu.

Mamy więc klasyczną mieszankę rzeczywistej wiedzy oraz kompetencji analityka w połączeniu z losowością, przypadkowością i szczęśliwym trafem. Żeby nie zakłamywać rzeczywistości- to samo dotyczy własnych analiz inwestorów.

Po trzecie – sami czytelnicy wystawiają się na działanie przypadkowości w doborze analiz/analityków, głównie z powodu błędów behawioralnych. Raczej nikt nie liczy statystycznej trafności prognoz poszczególnych analityków więc nie ma tu obiektywnej miary tego, którym ufać bardziej, a których ignorować. Przy tym nie docenia się roli losowości, pamięta jedynie wybrane spełnione/niespełnione prognozy, szukając często i dość wybiórczo potwierdzeń lub zaprzeczeń dla własnych tez. Nie mówiąc o tym, że dostęp i cykliczność ich czytania, lub pojawiania się, bywa również kwestią losową, wobec czego nie ma też większej nadziei na powtarzalność trafności.

Pomijam fakt, że część prognoz i projekcji, szczególnie tych telewizyjnych i innych łapanych znienacka w tzw. setkach, ma charakter raczej zapchajdziury i rozrywki dla widzów/słuchaczy.

Po czwarte – nie ma żadnej gwarancji, że analizy nie są w jakikolwiek sposób wykrzywione czy manipulowane. Choćby po to by analityk mógł zachować twarz, albo że ułożył podkład pod gotową tezę (prognozę). Analitycy podlegają tym samym błędom poznawczym co reszta świata, a być może nawet częściej – ze względu na presję, prestiż, ukryte intencje itp.

A teraz odejmijmy z analizy opcję tworzenia na jej podstawie przez analityka prognozy czy rekomendacji. Czy to coś zmienia? Owszem – wspomnianą presję. To w jakimś stopniu pozwala na większe skupienie się na detalach i jakości samej analizy/rekomendacji.

Tylko czego tak naprawdę inwestorzy powinni oczekiwać?

Jeśli przepowiadania przyszłości (a wiem, że są tacy spodziewający się właśnie tego), to przynajmniej z powodów wymienionych wyżej nie będą to oczekiwanie racjonalne. Zresztą statystyki rekomendacji mówią same za siebie.

W takim razie rzeczywistą wartością dodaną powinny być właśnie szczegóły i jakość analizy. Czyli analityk w roli klasycznego dziennikarza, a więc kogoś, kto dociera w miejsca, do ludzi, raportów i zdarzeń, do których inwestorzy zwykle sami nie docierają; który potem je omawia, interpretuje, pokazuje różne scenariusze rozwoju, pomaga je zrozumieć i ocenić ich doniosłość i wpływ; który stara się być maksymalnie obiektywny w tej roli reportera, choć niekoniecznie w roli oceniającego i wnioskującego.

To jednak tylko wstęp do nieco głębszej analizy analiz, o której w kolejnym wejściu.

–kat—-

[Głosów:48    Średnia:4.2/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *