Kilka spraw z komentarzy przenoszę do wpisu zasadniczego gdyż uważam, że są na tyle istotne do rozważenia, że szkoda by przepadły wśród dziesiątków głosów.
Przede wszystkim dotyczy to kwestii 1 jednostki dowolnego instrumentu, choć najczęściej kręcimy się wokół 1 kontraktu terminowego: czy jest czy nie jest formą zarządzania kapitałem? Otóż niezmiennie twierdzę, że jak najbardziej jest i kilka słów właśnie o tym.
Użycie w testach i tradingu 1 jednostki, czy szczególnie 1 kontraktu, to jak najbardziej nasza forma WYBORU, równorzędna z wszystkimi pozostałymi metodami, szczególnie jeśli powiązać ją z nieodłącznymi modelami zarządzania ryzykiem. Dylemat taki pojawia się przecież już na etapie: ile przydzielić kontraktów na X PLN posiadanego kapitału? Jak widzę rozpiętość głosów Czytelników w tej sprawie sięga nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. I nie rozstrzygniemy jej głosowaniem ani krzykiem, nawet próbując odnaleźć jak najbardziej obiektywne i racjonalne argumenty – ponieważ jest ich zbyt wiele i zbyt kompleksowo złożone. Szczególnie włączając w to personalne preferencje odnośnie ryzyka, odporności na ból czy emocjonalnych kompetencji. Pozostańmy więc przy stanowisku, że jest to indywidualna sprawa za każdym razem, zależna od szeregu zmiennych.
„Klondike” podrzucił w swoim komentarzu przykład prostego systemu, w którym jak uważa przewaga w stosowaniu go wyraża się „w samym jądrze” czyli bez użycia MM i bez związku z wielkościami pozycji. Jak domyślam się chodzi właśnie o przypadek stosowania 1 kontraktu. Pomijam sprawę wspomnianą na wstępie czyli kwestii 1 jednostki jako wyboru, którego należy dokonać, ale skupmy się raczej na matematyce i realiach.
System ów opiera się na prostej formule 2R – zysk jako dwukrotność ryzyka. Czyli wystawiamy każdorazowo i jednocześnie: zlecenie z limitem ‘take profit’ w odległości dwukrotnie większej (2R, np. 40 pkt) niż stop broniący czyli ‘stop loss’ (R, adekwatnie 20 pkt). Tym sposobem przy 50% trafności, czyli na poziomie niemal losowym, wartość oczekiwana wynosi:
W.O. = (40 pkt x 0,5) – (20 pkt x (1-0,5))=10 pkt
Średnio na transakcję zarabiamy w teorii 10 pkt.
W realnym tradingu, inaczej niż przy losowym rzucie monetą, takiej trafności i średniej zyskowności w transakcji wcale nie musimy uzyskać.
Gdyby udawało się osiągnąć taką lub podobną trafność zajmując pozycję w sposób losowy to w zasadzie można by zająć się tylko tradingiem na masową skalę. W rzeczywistości rynek działa niestacjonarnie na tyle, że w długim okresie nasza trafność mogłaby sięgnąć od 0 do 100% przy czym graniczny poziom opłacalności wynosi 33% (bez uwzględnienia prowizji i poślizgów).
Jeśli jednak nie zdecydujemy się na trading oparty o rzut monetą, chcąc w zamian samemu poszukać przewagi w strategii rynkowej, to należałoby odnaleźć jakąś powtarzającą się zależność, np. taką która wydobędzie efekt momentum (impetu) z danych. Ów efekt powodować powinien to, że rynek dzięki temu iż ma częstsze tendencje do kontynuacji ruchu a nie jego odwrócenia, w naszej strategii sprawi, iż ruchy zgodne z kierunkiem naszej pozycji przewyższać będą w sumie straty spowodowane nietrafieniami.
I teraz: skąd bierze się w tym momencie nasza przewaga (the edge)?
Po pierwsze: z efektu impetu, który wykryliśmy torturując dane.
Po drugie: z takiego a nie innego układu stopów (zarządzania ryzykiem), które ów efekt eksploruje.
Po trzecie: właśnie z zarządzania pozycją (MM). Dlaczego? Ano dlatego, że przy użyciu różnych metod określania wielkości pozycji otrzymujemy różne rezultaty w naszym przykładzie 2R wyżej. Od ujemnych po dodatnie. Jeśli wśród tych ostatnich jest model 1 kontraktu na X PLN kapitału to znaczy, że on ma jak najbardziej wpływ na osiągnięcie przewagi. Gdyby wielkość pozycji nie miała wpływu na przewagę to we wszystkich modelach MM uzyskalibyśmy identyczne wielkości zysku i obsunięć. To m.in. dlatego MM w KAŻDEJ FORMIE (nawet 1 kontraktu) jest integralną częścią każdego systemu i strategii, mającą wpływ na wartość oczekiwaną.
A teraz spójrzmy REALNIE na ciąg dalszy wyboru 1 kontraktu w naszym przykładzie 2R.
Otóż sprawa zaczyna się komplikować gdy nasza equity rośnie. Przy 20 000 PLN kapitału można jeszcze robić zabawę 1 kontraktem, ale czy ma ona sens przy 500 000 PLN albo 2 000 000 PLN? To oczywiste, że potrzebujemy bardziej optymalnego podejścia do wykorzystania kapitału. Zaczynamy więc grę kilkoma kontraktami i niestety nasza przewaga zaczyna się zmieniać, łącznie z tym, że może nawet w jakimś momencie zniknąć, choć nadal wykorzystujemy dokładnie ten sam system. Ponieważ rozkłady zysków i strat są losowe, dlatego może się zdarzyć, że wpadamy w obsunięcie grając 10 kontraktami, po czym mamy zbyt niski kapitał by kontynuować grę taką wielkość pozycji i obniżamy siłą rzeczy ilość do np. 7 kontraktów na wejście. Pojawia się więc asymetria, która istotnie może zmienić pierwotną przewagę uzyskaną przy prostym modelu 1-kontraktowym.
Tak więc konieczność zarządzania rosnącym kapitałem wymusza na nas zmiany w MM, a przewaga wówczas zaczyna się zmieniać i wymaga dopasowań wielkości pozycji bez zmiany zasad samego systemu. Trudno więc zgodzić się na tezę, że przewaga tkwi jedynie w samej metodzie wchodzenia na rynek i opuszczania go. Gdyby tak było to powinna ona być niewrażliwa na zmiany w wielkości pozycji.
CDN
—kat—


Dodaj komentarz