W świecie, w którym panuje strach przed wojną a waluty rynków wschodzących, jak indyjska rupia czy turecka lira sięgają historycznych minimów, trudno zdobyć się na dawkę optymizmu. Niemniej wakacyjne siedzenie na polskiej, wietrznej plaży sprzyja dystansowi do bieżączki i czytaniu zaległych papierów, które czasami mają optymistyczną wymowę. Dlatego dziś notka w kolorze zielonym lub chociaż zielonkawym.
Wszyscy mamy w pamięci obrazki medialne, w których protesty spod znaku Occup krzyczały doniesieniami o nowej plutokracji. Ów 1 procent populacji, który skupił w sobie światowe bogactwo przeciwstawiano reszcie, która nie ma nic lub niewiele. W istocie świat wygląda jednak inaczej niż chcą tego zwolennicy pauperyzacji klasy średniej a trendy jawią się, jako optymistyczne. Prawdą jest, że dane pokazują rosnącą przepaść pomiędzy elitą finansową świata a klasą średnią, najlepszym stabilizatorem politycznym współczesnych demokracji, ale też równolegle zachodzi proces, którym można nazwać globalnym wzrostem klasy średniej. Naprawdę na świecie trwa trend, który pokazuje, że w bliskiej perspektywie masy ludzi przesuną się z klasy biednej do klasy średniej przy relatywnie stabilnym poziome grupy najbogatszych.
Na potrzeby notki pominę spór o to, jak definiować podział na klasy. Osobiście zawsze byłem zwolennikiem dość archaicznego dziś, ale wygodnego podziału, w której społeczeństwa dzieli się na trzy klasy (wyższą, średnią i niską) a każdą z klas na kolejne dwie (wyższą i niższą). Dla przykładu w takim podziale klasa średnia dzieli się na klasę średnią wyższą i klasę średnią niższą. Poniżej sięgam jednak po podziału, który lepiej oddaje przesunięcia między klasami głównie z banalnego powodu, jakim jest przekonanie, iż klasie średniej przypisuje się pewną gamę zachowań konsumpcyjnych odmiennych od klasy biednych i klasy bogatych, co przekłada się na konsekwencje ekonomiczne i polityczne.
Zacznijmy od doskonałego wykresu, który pokazuje, jak zmieni się relacja pomiędzy klasami społecznymi w Chinach w dwóch kolejnych dekadach. Jak widać w końcu bieżącej dekady w gospodarce chińskiej zajdzie zmiana, której konsekwencją będzie przeszło 40-procentowy udziału klasy średniej w społeczeństwie. W kolejnej dekadzie w klasie średniej znajdzie się przeszło 70 procent społeczeństwa i większość będzie rekrutowała się właśnie z biedoty. Inaczej rzecz ujmując na przestrzeni ledwie jednego pokolenia w Chinach pojawi się liczona w setkach milionów ludzi rzesza, którą będzie charakteryzowała klasyczna dla pierwszego, dorabiającego się pokolenia pogoń za wzorami konsumowania na Zachodzie.
Naprawdę jednak będzie to tylko część globalnego trendu, w ramach którego kolejne dwie dekady przyniosą wzrost klasy średniej do poziomów właściwie trudnych dziś do wyobrażenia. Kolejny wykres pokazuje, że już 2020 roku globalnie liczona klasa średnia ulegnie podwojeniu i zbliży do 4 mld, by na przestrzeni kolejnej dekady sięgnąć a nawet przekroczyć 5 mld ludzi. Już teraz można założyć, że będzie to bardzo głodna konsumpcji populacja, która zechce mieć samochody, elektronikę, mieszkania wyposażone w to, co jest standardem dla naszego kręgu kulturowego. Jeśli ktoś mniema, że jest wstanie wyobrazić sobie dzisiaj, jak będzie wyglądał światowy handel przy tak radykalnej zmianie, to pragnę przypomnieć, że amerykańską i europejską klasę średnią liczy się łącznie na około 1 mld ludzi.
Daleki jestem od rysowania kolejnej bajki, o wielkim popycie z Azji, ale nie spotkałem się z tekstem, który kwestionowałby zarysowany powyżej trend. Czytelnikom, którzy chcieliby oderwać się od pesymizmu i w szczegółach prześledzić projektowany wzrost klasy średniej polecam moją wakacyjną lekturę The New Global Middle Class: A Cross-Over from West to East z ważnej książki China’s Emerging Middle Class: Beyond Economic Transformation. W sieci warto przeczytać stosunkowo świeży tekst McKinsey’a Mapping China’s middle class z ciekawej serii China’s next chapter.



