Decyzje inwestycyjne nieustannie podlegają zniekształceniom bądź to z powodu błędów poznawczych bądź na skutek oddziaływania emocji, albo z obu powodów jednocześnie.

 

A jak działa na proces podejmowania decyzji prozaiczne poczucie smutku? Powstałego z powodu doznania straty na rachunku czy też jako konsekwencja nastroju wywołanego zdarzeniami życiowymi lub w wyniku doznań psychofizycznych (pogoda, film, muzyka). Zgrabnie i w krótkich słowach opisują to za pomocą eksperymentów trzej akademicy Lerner, Li , Weber w pracy „The financial costs of sadness” (Finansowy koszt smutku”).

Żeby zrozumieć znaczenie smutku i jego oddziaływanie na decyzje finansowe należałoby wyjść od nieco szerszego obrazu, opisanego wcześniej w setkach studiów naukowych, a odnoszącego się do wszystkich codziennych, życiowych sytuacji (pozafinansowych). Otóż stawiają i udowadniają one następującą hipotezę:

człowiek smutny = człowiek mądry

Okazuje się bowiem, że w sytuacji takiego negatywnego stanu emocjonalnego działamy w nieco inny, bo w istocie, i niezaskakująco przecież, przeciwny sposób niż w chwilach zadowolenia i szczęśliwości. Stajemy się bardziej realistyczni, samokrytyczni i myślimy trzeźwiej gdyż zamiast z intuicyjnych podpowiedzi korzystamy wówczas z uważności, przemyśleń i szczegółowszych analiz. Eksperymenty pokazują, że zostaje wówczas zredukowana nasza podatność na błędy poznawcze.

Gdyby więc na tej podstawie pokusić się o ułożenie jakiejś wskazówki postępowania to właśnie takiej by do podejmowania decyzji wymagających szczególnego skupienia i rozwagi podchodzić w smutnym stanie świadomości. Przy tym niekoniecznie wywołanym zdarzeniami życiowymi, ale powstałym choćby w wyniku np. obejrzenia filmu wprawiającego w taki nastrój.

W przypadku finansów trzeba jednak zachować ostrożność ponieważ łatwo można wpaść w nieoczekiwaną pułapkę, która z ową mądrością niewiele może mieć wspólnego. Jak udowadniają bowiem autorzy przywołanej na początku pracy, smutkowi towarzyszyć może wówczas jeszcze jedna implikacja: z mędrców możemy łatwo przedzierzgnąć się w żądne rewanżu bestie, szczególnie jeśli źródłem smutku jest finansowa strata, lub nawet tylko poczucie tego rodzaju straty.

Oszczędzę szczegółowych opisów 3 eksperymentów, które ową transformację dowiodły. W skrócie jedynie poinformuję, że w każdym z nich jedna grupa badanych oglądała 3. minutowy klip video o śmierci – właśnie po to by wzbudzić uczucie smutku, druga grupa dostała film neutralny w wymowie, trzecia – o wybitnie ubrudzonej toalecie, co miało wywołać odrazę. Po tym seansie każda z grup została proszona o opis swojego nastroju po czym otrzymywała różnego rodzaju propozycje korzyści finansowych w dwóch horyzontach czasowych: mniejszą kwotę natychmiast lub wyższą za jakiś czas.

Taka gratyfikacja finansowa w dwóch, do wyboru, ramach czasowych miała za zadanie pokazać stopień cierpliwości badanych, podobnie zresztą jak w wielu innych eksperymentach przeprowadzanych przez ekspertów od finansów behawioralnych. Cierpliwość ma bowiem wpływ nie tylko na bieżące decyzje, ale również przejawia się w sukcesach życiowych ludzi – jako składnik inteligencji związanej z emocjonalnością.

Okazało się, że zamiast w mądrość smutek łatwo przeradza się w NIECIERPLIWOŚĆ. Mechanizm jest nawet dość prosty: obniżone poczucie własnej wartości domaga się jak najszybszej rekompensaty, natychmiastowej nagrody, nawet jeśli osiąganej wyższym kosztem niż można by ją osiągnąć w normalnych warunkach. Tak powstała krótkowzroczność sprzyja wybieraniu dużo bardziej ryzykownych opcji decyzyjnych w pogoni za wysoką nagrodą, która często ma im w założeniu towarzyszyć. Podobnie zresztą reagujemy w przypadku nieodległego odczucia – złości.

Brzmi znajomo?

Zapewne dla niektórych tak – o ile przypomną sobie choćby chwile gdy za wszelką cenę próbowali szybko „odegrać” stratę poniesioną w transakcji, podwyższając wielkość pozycji w kolejnych wejściach na rynek, szukanych zresztą w sposób nie cierpiący zwłoki i daleko od racjonalnego podejścia. Co zresztą generowało po części kolejne straty i narastający nie tyle już smutek co właśnie złość.

Nakierowanie w chwili smutku uwagi na siebie generuje jak się okazuje materialną potrzebę docenienia się. W takiej chwili nie tylko obserwuje się, że płacimy wyższe niż zazwyczaj ceny za impulsywne zakupy, ale nawet łatwiej namówić nas na finansową donację, byle tylko jak najszybciej oddalić od siebie negatywne uczucie.

Co w takiej sytuacji jest najlepszą poradą? Wybór między:

(a) pędem na zakupy i w rezultacie kłopotami z debetem na karcie kredytowej (bo to właśnie jedna z najczęstszych implikacji konsumpcyjnego świata XXI wieku w chwili smutku)

czy

(b) jednak poszukanie okazji do szybkiego tradingu,

jest w zasadzie opcją selekcji mniejszego zła. Samoświadomość i rola pojawiających się mechanizmów są w tym przypadku potężną pomocą dla uzyskania równowagi. Jeśli zakupy to tylko bez karty w kieszeni lecz z jakąś z góry wymyśloną na chłodno kwotą w gotówce. To chyba jednak lepsze niż impulsywne poszukiwanie okazji do spekulacji na podwojone czy potrojone wielkości pozycji, których można potem żałować dużo bardziej.

W kwestii samego tradingu i naszych genetycznie wrodzonych umiejętności – niecierpliwość, jakkolwiek wywoływana (w tym z powodu smutku, depresji po stracie), stanowi o tym w jakiej perspektywie najdogodniej lubimy poruszać się na rynku. Niecierpliwi częściej wybiorą krótkoterminową spekulację. To powoduje bowiem, że po stracie szybko mają okazję wejść na rynek ponownie by poszukać satysfakcji dla zduszenia uczucia smutku.

Natomiast sprawy typu: drobna używka (np. kieliszek wina), kino, wizyta u znajomego, hobby czy ulubiony sport w takiej sytuacji mogą pomóc trojako:

– w odsunięciu problemu na drugi plan i zyskanie czasu na ochłonięcie; natychmiastowa żądza satysfakcji materialnej po czasie powoli wygasa,

– w przemyśleniu na chłodno problemu i znalezieniu właściwej perspektywy,

– w zastępczym uzyskaniu satysfakcji, niematerialnej wprawdzie, ale mającej zregenerować poczucie utraty wiary we własne umiejętności;

Trzeba jednak mieć świadomość, że nie chodzi tu jednak o same pieniądze, ale o nasze obniżone (chwilowo) poczucie własnej wartości. Trwałe radzenie sobie z tego rodzaju problemem to już jednak materiał na inną bajkę.

 —* kat *—

ps. Wpis przygotowany wcześniej i wrzucony automatem. Jak tylko wrócę do kraju obiecuję zająć się zaległymi odpowiedziami i mailami:)

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 Komentarz

  1. _dorota

    Bez cienia złośliwości: mam wrażenie, że podobny w wymowie (prócz szczegółów) tekst mógłby się ukazać we wszelkich miejscach poświęconych psychologii praktycznej, np. na forach Anonimowych Alkoholików, Anonimowych Analityków, etc. 🙂

    Wszak to, jak (od wczesnego dzieciństwa) radzimy sobie przy “pocieszaniu się” (tzn. odzyskiwaniu dobrego nastroju czyli równowagi neuroprzekaźników w mózgu) determinuje całe nasze życie. Nie tylko inwestowanie.

    To nie jest zarzut, oczywiście. Zwracam uwagę na szerszy kontekst.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *