Forex straceńców, część 13

Chciałbym tym wpisem zakończyć na razie temat strat w spekulacji i inwestycjach walutowych choć wiem, że wiele pytań nadal pozostanie otwartych, ale zapewne nie raz będzie jeszcze okazja zająć się nimi bliżej w przyszłych dyskusjach.

 

Właśnie, a czy na forexie można być inwestorem czy trzeba być spekulantem? Klasyczne, długoterminowe kup i trzymaj ma tu zupełnie inne szanse powodzenia niż na rynku akcji, gdzie od dziesięcioleci dominuje dryf wznoszący. Waluty poruszają się bardziej symetrycznie w obu kierunkach, siłą rzeczy zmuszeni jesteśmy więc do dokonywania aktywniejszych działań dostrajających pozycję do koniunktury (timing). To zmienia również perspektywy odniesienia dla wyników i wymaga nieco większej wiedzy i umiejętności. Fundusze są tu więc mało aktywne poza zabezpieczeniem ryzyk walutowych, forex nie wybacza błędów tak jak akcje i obligacje. Dlatego często wybierana pasywna taktyka zarządzania ryzykiem, jaką posługują się nie tylko początkujący na forexie, czyli pozostawienie pozycji zanurzonej w stratach na tygodnie czy miesiące, dopóki się nie odwróci i wymaże straty, jest bardzo złym pomysłem o ile lewar zaangażowania wynosi więcej niż 1:1. Prędzej czy później nadchodzi moment ogromnego trendu przeciwnego do pozycji, matka wszystkich strat, która zeruje rachunek.

Niestety rachunki demo uczą właśnie tego typu złych nawyków związanych z marną dyscypliną a realne często je potem automatem powielają. To ciemna strona transakcji wirtualnych, i przypomnę tylko, że mieszanie do tego emocji nie wyjaśnia wcale wszystkich powodów strat realnych po zakończeniu zabawy na demo, o czym traktował poprzedni wpis. Rachunek demonstracyjny powinien uczyć nie tylko mechanizmów działania platformy i składania zleceń, ale także solidnej podstawy uzyskiwania przewagi nad rynkiem. Najczęściej jednak przewaga mylona jest nieświadomie (poniekąd) z losowością i szczęściem a potem zostawiana na pastwę emocji i quasi zarządzania ryzykiem. Ubolewam, że tak mało traktuje o tym literatura popularna (poza Talebem).

Zjawisko „szczęścia początkującego” na forexie to w dużej mierze kwestia właśnie losowości rozkładów , choć szczęśliwiec przypisuje je najczęściej swoim umiejętnościom. „Hot hand” czyli sekwencja udanych zagrań nie jest do przewidzenia z powodu swojego losowego charakteru i trafia się zarówno amatorom jak i zawodowcom, krzywdząco zmienia natomiast percepcję początkującego gracza odnośnie przyszłych sukcesów. U bardziej doświadczonego również choć na nieco inny sposób, u świadomego natomiast jest tylko i wyłącznie małym, acz miłym przerywnikiem, za który i tak wie, że będzie musiał kiedyś zapłacić serią strat.

Niewykluczone jednak, że ten i ów początkujący ma jednak samorodny talent, niezrozumienie jednak kwestii zarządzania ryzykiem, błędów poznawczych oraz losowości rozkładów zysków i strat pogrzebie jego szanse rozwoju. A sam wynik końcowy bez spojrzenia na jego zmienność, pochodzenie i obsunięcia na rachunku nie jest jeszcze wiarygodnym miernikiem umiejętności.

Zdaję sobie sprawę, że poprzedni wpis o emocjach i racjonalności był cokolwiek trudny w odbiorze, szczególnie właśnie dla początkujących. Dlatego rolę emocji i przewagi trzeba wałkować do znudzenia, tym bardziej, że zwykle nie zajmują wiele miejsca w podręcznikach.

Podejmowanie decyzji na drodze doświadczeń w warunkach niepewności odbywa się właśnie za pomocą emocji, bez nich wnioskowanie i nauka są niemożliwe. Poprawnie podjęte decyzje skutkują tworzeniem się specjalnego rodzaju powiązań w tzw. neuronach dopaminowych, a proces decyzyjny przez to utrwala się w pamięci zarówno świadomej jak i tej nieświadomej. Np. odczucia piekącej zabawy z ogniem pozostają jako niemiła nauczka w pamięci zdrowego człowieka na całe życie dzięki jednorazowemu, emocjonalnemu kontaktowi po raz pierwszy, ale trzeba sobie uświadomić, że to zdarzenie o prostej formule przyczynowo-skutkowej (która tylko pozornie zachodzi również w tradingu jak chcieliby inwestorzy).

Świat inwestowania dość mocno zaburza ową prostą, liniową zależność przyczyn i skutków a neurony dopaminowe nie radzą sobie najlepiej z losowością i kompleksowo złożonym środowiskiem. Na szczęście odpowiednio długi i dobrze ukierunkowany trening usprawnia ich działanie (wszystko w niezbędnym towarzystwie emocji). Jeśli na początku gry (walutowej czy giełdowej) pewne decyzje wywołały pozytywne skutki (zysk) to mózg zapamiętuje sekwencję myśli, odczuć i działań, które do tego doprowadziły (za pomocą emocji właśnie) i do tych zasobów sięga w przyszłych transakcjach. Jeśli pojawiają się nagle straty to oznacza, że spora zbieżność naszych myśli i działań (przyczyny) ze skutkami mogła wcześniej być jedynie przypadkowa a prawdopodobieństwa układają się w rzeczywistości inaczej niż sądziliśmy. Neurony dopaminowe doznają wówczas delikatnych szoków.

Na przykład jeśli uda nam się wykryć, że długa pozycja w EUR/USD dała zarobić kilka razy po tym jak otworzyliśmy ją po wzroście o 20 pips od ostatniego dołka albo po wybiciu w górę z formacji trójkąta, to pewnego dnia nasze odkrycie okaże się tylko ułudą (nie istnieje 100% trafność). Żeby to wykryć i prawidłowo oszacować szanse potrzeba jednak nie kilku lecz kilkuset transakcji na rynku o różnej zmienności i kierunku. Kiedy okaże się, że nie zawsze kupno po 20. pipsach jest skuteczne (i nie wiemy co zrobić ze stratą), to mózg (dokładnie przednia część kory obręczy – AAC) za pomocą neuronów i przekaźnika czyli dopaminy wpadają w spiralę chaosu a organizm serwuje nam koktajl wielorakich odczuć i reakcji psycho-fizycznych (złość, strach, wściekłość itd.).

Nie ma jednak gwarancji, że wielokrotne doświadczanie za pomocą emocji przyniesie wreszcie pożądane efekty czyli że powstanie bądź to możliwa do sparametryzowania bądź intuicyjna strategia, plan efektywnego, prawidłowego postępowania. Jedynym natomiast RACJONALNYM działaniem na wstępie jest odkrycie i solidne przebadanie takich powiązań między cenami i informacjami z rynku a naszymi analizami/decyzjami określonego rodzaju, które prowadzą do powstania strategii gry.

Oczywiście poziom emocji, których doświadcza się subiektywnie intensywniej w grze realnej, zaburzać może dużo mocniej lub wręcz paraliżująco proces osądu i decyzji, ale dotyczy to w zasadzie strategii opartych na każdorazowo intuicyjnej ocenie sytuacji. Strategie sparametryzowane wolne są od tego wpływu (parametry są ustalone wcześniej a nie incydentalnie), podlegać mogą natomiast innego rodzaju oddziaływaniu na nas emocji, które pojawiają się w afekcie, impulsywnie, chaotyczne – przez niezgodne z naszą metodą łamanie przyjętych zasad gry lub gdy metoda wyraźnie przestaje być skuteczna. Tego rodzaju emocje też uczą – konsekwencji przede wszystkim. Ale nie mają wpływu na działanie samej metody jak w tradingu intuicyjnym.

Warto dokonać rozróżnienia: jeśli z demo wychodzimy na real ze strategią opartą na intuicji i subiektywnych ocenach – emocje w dalszej części mogą ją istotnie zaburzać; jeśli strategia ma silne oparcie w obiektywnych kryteriach – poziom emocji staje się sprawą wtórną.

W omawianym dopiero co piśmie z KNF dostajemy inne, niestety mało przydatne wytłumaczenie: emocje zaburzają racjonalność myślenia (co może domyślnie prowadzić do strat). Ale czymże jest tutaj racjonalność myślenia? O jakiej racjonalności mowa? Czy to, że na chłodno, bezemocjonalnie będziemy podejmować decyzje zwiększa jakieś szanse działania racjonalności? Co jest racjonalną decyzją jeśli nie posiadamy strategii gry? Jeśli początkujący przechodzi z demo do tradingu realnego bez planu/metody, to o jakiego rodzaju racjonalność musi się martwić z powodu nowego rodzaju czy większej intensywności emocji?

Zmartwić się powinni takim stanowiskiem przede wszystkich traderzy stawiający w procesie decyzyjnym na intuicję. Przypomnę bowiem, że intuicja zaczyna się tam gdzie kończy świadome i logiczne a więc w dużej mierze racjonalne działanie. Jeśli KNF sugeruje ostrzegać przed emocjami aby czym prędzej powrócić do racjonalności to jednocześnie odsyła w niebyt właśnie intuicję, która jest produktem burzy emocji, niepoukładanych myśli, obserwacji i idei odłożonych w nieświadomości, do których nie trafia się logicznym do nich odwołaniem.

Co więcej, racjonalne myślenie ze świata “normalnego” nie przekłada się na sukces w świecie inwestycji i spekulacji, zresztą tu nawet znaczenia racjonalności nie sposób precyzyjnie ustalić. Gdyby ufać bowiem dominującemu do tej pory nurtowi gloryfikującemu hipotezę rynku efektywnego to nikt, z Buffettem i armią najpotężniejszych funduszy włącznie, nie miałby szans zyskiwać więcej niż rynek i inaczej niż przez pasywną inwestycję (kup i trzymaj).

Poza tym racjonalność jest nieustannie zaburzana przez błędy poznawcze i nie ma szansy, jak twierdzi sam Kahneman, uzyskać jej perfekcyjnego stanu. Ot choćby „błąd potwierdzenia” (ang. confirmation bias). Jeśli ktoś nabiera przekonania odnośnie różnych życiowych, codziennych wyborów to poszukuje jak najwięcej argumentów i faktów, które owe przekonanie będą uzasadniać, maksymalizując swój poziom zadowolenia i nie kosztuje to wiele poza właśnie dobrym samopoczuciem. W inwestowaniu czy w ogóle w kontakcie z pieniędzmi selektywność taka bywa zabójcza– inwestor bywa na tyle ułomny, że poszukuje zwykle tylko tych faktów, które uzasadniają jego pozycję na rynku, nawet jeśli jest stratna, odrzucając fakty dla niego niewygodne. Rezygnując z obiektywności uzyskuje być może poziom komfortu, ale rynek nie dba o to, surowo weryfikując poziom kapitału.

A wreszcie: jak ustalać normę racjonalności i jak jej racjonalnie przestrzegać? Od urodzenia bowiem regularnie działamy nieracjonalnie – choćby zjadając niezdrowe pokarmy, potem nadużywając alkoholu, nikotyny, narkotyków, ryzykownych zachowań, na nieracjonalnym myśleniu kończąc.

Racjonalność trudno nawet w tradingu na forexie wycenić. Przykład ze wstępu: czy fakt, że transakcja zakończyła się sukcesem po przetrzymaniu pozycji przez kilka miesięcy w głębokich stratach jest racjonalnym czy nie myśleniem/działaniem?

Jedynym racjonalnym postępowaniem jest więc zatrudnienie emocji do powstania sensownej metody gry, nawet jeśli oparta miałaby być na intuicji (ryzykowny wybór), i trzymanie się jej wbrew wszelkim emocjom, które będą starały się przeszkadzać w jej realizacji, bez oglądania się na racjonalność, ta bowiem to w tym wypadku w dużej mierze metafizyczne mrzonki.

—kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 Komentarz

  1. Piętaszek

    Podsumowując napiszę tylko, że kolega od kubków przesiedział w więzieniu kilka lat razem ze swoją szajką. Uważam, że spotkał ich sprawiedliwy los mimo, że kolega miał piękne marzenia. Cóż, działanie “w najlepszym interesie Klienta”, nie wystarczyło. Być może chodziło o niezrozumienie “najlepszego interesu Klienta”, który oszust i naciągacz zdefiniuje jako promocję i organizowanie gier hazardowych.

    Ze swojej strony życzę autorowi, żeby opatrzność okazała mu więcej miłosierdzia niż sprawiedliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *