Niedoceniona zmiana klimatu

Rzecz nie będzie o globalnym ociepleniu. Kilkanaście miesięcy temu pozwoliłem sobie napisać notkę, w której postawiłem tezę, iż w przypadku polskiego rynku kapitałowego mamy  do czynienia z rynkiem upaństwowionym. Po obecnych komentarzach widzę, iż spora część ciągle nie dostrzega zmiany, która zaszła na rynku wraz z większą obecnością państwa i drugą falą „prywatyzacji” a raczej „upublicznienia” polskiej energetyki i węgla. Co ważniejsze, nie dostrzega również trendu w zachowaniu większościowego właściciela.

W istocie od kilku lat w Polsce zachodzi proces postępującej ekspansji rządu na rynku kapitałowym. Już w poprzedniej notce postawiłem tezy, iż włączając do własności rządowej majątek skupiony w OFE państwo stałoby się właścicielem tego, co jest na rynku kapitałowym. Uwzględniając obecność rządu w PZU, PKO czy GPW mamy do czynienia z czymś, co można nazwać czebolizacją polskiej gospodarki, w której ośrodki decyzyjne przenoszą się ze spółek do gabinetów ministrów. Dla jasności, używam pojęcia czebolizacji, jako opisu rzeczywistości – moralizowanie zostawiam innym. Dobrym świadectwem tego jest niedawno rzucony przez jednego z ministrów pomysł budowania elektrowni przez spółkę JSW. Prezes JSW nie krył zaskoczenia, które później przykrywał konfliktem pomiędzy spółką a wiceministrem, jaki miały narzucać media, ale to dobrze pokazuje zmianę relacji pomiędzy rządem-właścicielem a spółkami. Firmy z udziałem państwa przestały być już traktowane, jako w miarę autonomiczne albo delikatniej mówiąc mniej dba się dziś o pozory.

Jedną z konsekwencji niedocenionej zmiany jest stosunek do dywidendy, jaką ma wypłacić KGHM. Średnie prognozy mówią, iż Minister Skarbu – a de facto Minister Finansów – sięgnie po około 14 złotych na akcję. Wszystko powyżej tej sumy miałoby być zdaniem sporej grupy komentatorów szkodliwe dla spółki a dywidenda, na którą spółka miałaby się zadłużyć byłaby już skrajnie szkodliwa dla KGHM. Problem w tym, iż Minister Finansów walczy dziś nie tyle o domknięcie budżetu, co uniknięcie znacznie większej katastrofy w postaci przekroczenia progu wywołującego automatyczne cięcia w wydatkach państwa. W takim kontekście to, czy po wypłacie dywidendy KGHM będzie osłabiona większym zadłużeniem jest czymś dla rządu tak marginalnym, iż trudno nawet stawiać to na szali obok ryzyk, z jakimi flirtuje władza. Gra idzie o naprawdę dużą stawkę, więc okresowe osłabienie bilansu KGHM to dla właściciela mały wymiar kary.

Ktoś powie, że przesadzam z trudnościami rządu z domknięciem budżetu. Jednak potraktowanie działań ministrów, jako symptomów wymusza wrażenie, że władze operują w skrajnie trudnym położeniu. Nie ryzykuje się twarzy premiera sygnalizując wycofanie się z okresowego podniesienia stawki VAT z 22 do 23 procent, jeśli ma się szerokie pole manewru. Nie ryzykuje się konfliktu z elektoratem planując „przesunięcie” części zasobów OFE, gdy nie ma się przysłowiowego noża na gardle. Nie ucieka się od pytań o przyszłość OFE, gdy rynek oczekuje odpowiedzi. Dlatego nie bądźcie zaskoczeni znacznie wyższą od prognoz rynku dywidendą ze strony KGHM, bo Minister Finansów nie ma wyjścia. Rynek nazwie to dojeniem kasy, ale będzie to tylko prostą konsekwencją zmiany w gospodarce i otoczeniu gospodarczym, w jakim operuje dziś rząd w Warszawie. Osobną sprawą będą  średniookresowe konsekwencje dla spółki, ale to temat wykraczający poza notkę na blogu.

W istocie zmiana w polskim pejzażu giełdowym jest częścią większego trendu, który nazwałbym powrotem etatyzmu. Jeśli uznać, iż modele obecności rządu w gospodarce wahają się od zaleceń Keynesa do postulatów Heyek’a to dziś świat jest znów odchylony raczej w stronę keynesizmu i działania rządu są tylko dostosowaniem się do obowiązującego modelu. Moraliści będą krzyczeli o przyszłej katastrofie, jaką to sprowadzi, ale osobiście wolę pozostać przy pojęciach opisowych. Jedną z ostatnich instytucji, która stara się operować wedle porzuconego dziś globalnie modelu jest RPP. Rada trzymająca się konserwatywnych założeń w polityce monetarnej zupełnie nie przystaje do mainstreamu, gdzie wojny walutowe stały się faktem. Znów nie krytykuję działań Rady – odnotowuję fakt. Możemy spekulować, czy wynika to ze świadomości braku środków do innych działań, czy też z trzymania się mandatu, jaki nałożyła na RPP konstytucja, ale faktem jest, iż Rada pozostaje rzadkim dziś przedstawicielem świata sprzed 2008 roku. Niestety, w jego ramach ciągle operuje spora grupa analizujących układ sił na polskim rynku kapitałowym i dlatego mogą czuć się zaskoczeni działaniami władzy.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

22 Komentarzy

  1. Wojtek S.

    Kolejny świetny wpis na blogu! Panie Adamie, ostatnio pisze Pan jak w natchnieniu!

  2. astanczak (Post autora)

    @ Wojtek S.

    Powiedzmy, że jest to pewien punkt widzenia – niemniej świat, w którym rządy i banki centralne stają się zarządzającym majątkami, inwestorami i szefami spółek na masową skalą kierującymi gospodarką z tylnych siedzeń będzie czynnikiem, który w kolejnych latach wydaje się czymś stałym. W sumie, to nie wiem, czy na rynku w Polsce mamy kogoś, kto będzie mógł odwołać się do własnego doświadczenia w analizowaniu tej rzeczywistości – nie znamy tego świata, bo go nie było a proste porównania do PRL zawsze będą naciągane.

  3. lesserwisser

    “Uwzględniając obecność rządu w PZU, PKO czy GPW mamy do czynienia z czymś, co można nazwać czebolizacją polskiej gospodarki, w której ośrodki decyzyjne przenoszą się ze spółek do gabinetów ministrów.”

    Proszę o (d)oświecenie, jakie cechy typowe dla czeboli wystepują w przypadku gospodarki naszego obecnego Lechistanu?

  4. GZalewski

    mialem poswiecic temu notkę – ale skoro już temat zacząłeś to nie bede sie rozdrabniał. Ale mało kto zauważyl, ze nasz szanowny rząd wynalazł perpetuum mobile na miarę Universalu, który kilka razy sprzedał swoją wlasną siedzibę.
    Po przejęciu aktywów OFE – bedzie możliwa znów prywatyzacja – PKN, KGHM itp 🙂

  5. [bossa.pl] (Post autora)

    @ lesserwisser

    Ręczne sterowanie inwestycjami jest już od pewnego czasu – PKN/Możejki to najlepszy przykład. Teraz pomysł na scentralizowaną energetykę oznacza faktyczne przymus pewnych inwestycji nawet, jeśli spółki na tym stracą.

    Niedawny manewr z Azotami, żeby nie przejęli spółki Rosjanie to kolejny przykład. Wymiana ministra skarbu i jasny sygnał od premiera, że oczekuje konsekwencji wobec władz spółek gazowych za podpisanie memorandum w sprawie Jamału II. Starczy?

  6. astanczak (Post autora)

    @ lesserwisser

    oops 🙂

    http://www.rp.pl/artykul/9157,1003794-Kto-reprezentuje-interesy-panstwa.html

    Blogi Bossa.pl: Tomorrow’s News Today 😉

  7. lesserwisser

    @astanczak

    Nie wiem czy w czebolach dominuje ręczne sterowanie, myślałem, że chodziło raczej o fakt silnego występowania tam więzi rodzinno-klanowych, które u nasz zastapiły więzi rodzinno-partyjne, o różnym stopniu Gradacji. 🙂

    Ja powiedział bym raczej, że u nas jest czebolkizacja, bo zbyt często głos decyzyjny mają cienkie Bolki, bez fachowego przygotowania i zrozumienia zagadnień.

    Powiem szczerze, że za komuny to bylo małe miki, wobec tego co jest obecnie. Wprawdzie decydował głos partii po linii ideologicznej i nawet jak sam szefu, pochodzący równiez z tak zwanego partyjnego klucza, był noga w obszarze mu podległym(przerzucany z rolnictwa do przemysłu a z przemysłu do kultury a potem do dyplomacji w ramach karuzeli stanowisk) to jednak na niższych stopniach ministerialnych czy dyrektorskich byli z reguły ludzie kompetentni w temacie.

    Taki przypadek jak z ministrem Budzanowskim, naszym nieocenionym skarbnikiem, historykiem i archeologiem, który w 2004 uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych na podstawie dysertacji “Nisze kultowe na górnym tarasie świątyni Hatszepsut w Deir el-Bahari. Aspekty kultu królewskiego w Świątyni Milionów Lat Dsr-dsrw w okresie panowania królowej Hatszepsut”, był raczej niemożliwy za komuny.

    A premie Donek mówi, że do jego kompetencji nie ma zastrzeżeń, najwidoczniej był niezwykle inteligenty i ogarnął całą złożoność godpodarki i finansów w lot.

    Ale wróćmy do tematu, ja aurat nie uważam wcale by liczący się udział państwa w gospodarce był czymś zlym z założenia (vide taki Singapur), ale nie może być tak że sprowadza się to tylko do spijania śmietanki, bo oprócz przyjemności i korzyści są jeszcze i godpodarskie obowiązki.

    Trzeba też dojne krówki wypasać i ich doglądać i pilnować. I tak w przypadku wspomnianego KGHM powinno się, tym gospodarskim okiem,
    bacznie przyjrzeć inwestycji w Sierra Morda eee Gorda, podobno tak bardzo opłacalnej, prawie kokosowego interesu.

    Bo, jak ostatnio mówią, prawie robi wielką różnicę, a myszy harcują gdy kota nie czują.

    I proszę by mnie nie ciągnąć za jęzor (zbyt). 🙂

  8. [bossa.pl] (Post autora)

    @ lesserwisser

    Na czebole czy czebolizację trzeba patrzeć, jak na procesy w gospodarce. To nie jest tak, że przestawiamy zwrotnicę i mamy czebole w miejsce niezależnych przedsiębiorstw. To jest proces postępującej ingerencji państwa w procesy produkcyjne. Ten tekst poniżej o czebolach dość dobrze oddaje to, co zawsze rozumiałem przez czebolizację w sensie procesu. To nie musi się stać intencjonalnie, ale być wypadkową pewnych działań. Najpierw upubliczniamy czy prywatyzujemy coś a później nie wycofujemy się ze spółki i mamy krok do tytułu. Z czasem budzimy się w świecie, gdzie upubliczniona spółka jak JSW może zostać zmuszona do budowania elektrowni, której nie chce zbudować specjalista, który uznaje biznes za nieopłacalny. Myślę, że w tym nie ma intencji. Zwyczajnie proces i czasy dają taki a nie inny wynik z tej całej mieszanki, która żyje swoją własną dynamiką.

    http://www.pi.gov.pl/Klastry/chapter_95723.asp

  9. lesserwisser

    @bossa.pl

    Czy aby nie mamy u nas do czynienia raczej z procesem deczebolizacji.
    Jeśli w Korei proces czebolizacji postępował od małych firm rodzinnych do postaci wielobranzowych wielkich konglometratów to u nas często przejście było odwrotne od dużych firm państwowych do małych firm rodzinnych.

    A rodzina, jak to rodzina, jest naszą sprawą, i nie naszą.:)

  10. astanczak (Post autora)

    @ lesserwisser

    W Polsce proces idzie inaczej państwowe, później publiczne, ale nie prywatne, więc rządowe. Konsekwencją jest właśnie wpływ na to, co spółki robią lub będą robiły. Można to nazwać niedokończoną lub przerwaną prywatyzacją. Zatrzymano się w połowie drogi, jak z emeryturami – niby sprywatyzowano a naprawdę nie do końca. GZ zwrócił uwagę, że jak tak dalej pójdzie to ten proces, który wyrwał się już spod kontroli, skończy się sprzedawaniem akcji spółek, które już raz sprzedano OFE. Całkowity miszmasz, dla którego trzeba szukać nowego języka opisu – słownikowo zostaliśmy w świecie sprzed 2008 roku.

  11. lesserwisser

    “trzeba szukać nowego języka opisu – słownikowo zostaliśmy w świecie sprzed 2008 roku.”

    Czyżby? A stare słowa takie jak, rencjonalizacja, reprywatyzacja, repetycja, rekonfiguracja, rekonkwista, etc już nie sztymują?

    Nie takie rzeczy świat już widział.

  12. astanczak (Post autora)

    Nie pasują – bo trzeba zmieniać prawo. Dla przykładu Skarb Państwa, który zwiększa zaangażowanie w spółkę może zostać zmuszony do ogłoszenia wezwania na co nie ma kasy, więc będzie szukał jakiegoś parkowania akcji u zewnętrznych podmiotów z prawem pierwokupu. To jest powrót do idei typu złota akcja. Możemy więc mówić renacjonalizacja, ale lepiej będzie chyba ukryta nacjonalizacja. W efekcie część życia gospodarczego przenosi się do jakiejś dziwnej strefy, w której spółki są publiczne, rząd niby nie ma kontroli a jednak ma kontrolę. Będzie sporo zamieszania wokół tego procesu. Skończy się pewnie konsorcjami, które będą miały udziały w innych konsorcjach.

  13. lesserwisser

    “Skończy się pewnie konsorcjami, które będą miały udziały w innych konsorcjach.”

    A może to holding jest?

    Żabka za boćka,
    Bociek za gąskę,
    Gąska za kurkę,
    Kurka za Kicię,
    Kicia za Mruczka,
    Mruczek za wnuczka,
    Wnuczek za babcię,
    Babcia za dziadka,
    Dziadek za rzepkę.

    Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

    Pocą się, sapią, stękają srogo,
    Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!

    🙂

    Nic nowego pod śłońcem, ot prozaiczne przenikanie się struktur.

  14. astanczak (Post autora)

    @ A może to holding jest?

    Jak zwał, tak zwał – zwykle kończy się koszmarem prześledzenia, kto ma w tym całym zamieszaniu władzę i jak zmieni się strategia biznesowa, kiedy ekipa X przegra wybory na rzecz ekipy Y. Telewizja Niepokalanów z czasów AWS-u jest dobrym przykładem inwestycji, którą musiały robić spółki pod kontrolą polityków.

  15. Ekonom polityczny

    @ Autor

    A to Keynes zalecał rozmywanie struktur właścicielskich w gospodarce i tworzenie państwowo-prywatnych firm?
    Całe życie myślałem, że Keynes jedynie radził antycyklicznie zwiększać wydatki państwa, gdy recesja i “odbierać” te ekstra wydatki z dochodu fiskalnego w czasie rozwoju gospodarczego.
    O ile znam Keynesa (może jednak nie znam, stąd tryb przypuszczający) to nie był on zwolennikiem spółek państwowo – prywatnych i w kwestiach własności był bardzo bliski “Austriakom”, ale człowiek uczy się całe życie, więc chętnie się dowiem czegoś nowego o Keynes’ie…

  16. astanczak (Post autora)

    @ Ekonom polityczny

    Keynes i Hayek to latarnie, punkty orientacyjne na mapie sporu. Dlatego powiedziałem o wahadle ideologicznym od Keynesa do Hayek’a Nie lubię tego robić pod własnymi notkami, ale idea wahadła ideologicznego to odwołanie do Habermasa.

    Przez analogię do Marksa i marksizmu – trzeba odróżniać to co marksowskie od tego, co marksistowskie i Marksa od marksistów. Tak samo jest z Keynesem i keynesizmem.

  17. pit65

    @astanczak

    “trzeba odróżniać to co….”

    Odrózniać można, ale rozdzielać nie bardzo tak jak nie można rozdzielic dzieła od twórcy nawet w sensie ideii czy jak zwał jeden gość “nadbudowy”. A jak mawiają teorią mozna wybaczać tylko po owocach można poznać , a wtedy już wybaczać nie nada…..

    “Keynes i Hayek to latarnie” – nie wiem czy to latarnie choć jeżeli chodzi o spór to byc może. Natomiast jeżeli chodzi o ekonomię w którą stronę zmierza w sensie właścicielskim to osobiście mam taki kamień z którym porównuję teraźniejszość:

    privatepaste.com/545b7ff626

    Co prawda róznic jest jeszcze kilka , abstrachując od etykietek które w różnych czasach inaczej się nazywają , ale mam takie wrażenie , że choć każdy mówi o wolnym rynku dzisiaj to powoli i nieubłaganie zmierzamy do fraktala, który już był .
    Na dzien dzisiejszy mamy mikst wolnego rynku z gospodarką nakazową jeszcze przechodzącą przez rynek, ale jakoś jestem przekonany ,że jeżeli azymut bedzie kontynuowany to rynek trzeba bedzie eliminować , ąż osiągnie się doskonały , acz troszke odmienny fraktal z przeszłości.
    Obym się mylił.

  18. pit65

    poproszę o moderację.

  19. astanczak (Post autora)

    @ pit65

    W sumie chyba podpisałbym się pod tym, że Hayek i Keynes jednak fundują sposoby myślenia o gospodarce. Nie wiem, czy obaj byliby zadowoleni z wyznawców, których się dorobili.

  20. _dorota

    @ Betriebsfuhrer
    Smaczny cytat, ale kamieniem probierczym gospodarka nazistowskich Niemiec nijak stać się nie może: była całkowicie wyjątkowa, nakierowana (jak cały system społeczno-polityczny) wyłącznie na wysiłek wojenny. Maszynka do ekspansji militarnej, której część stanowiły przedsiębiorstwa.
    Obecnie tylko Korea Północna ma podobne cele.

  21. pit65

    @Dorota

    Jestes zbyt dosłowna w pewnym sensie.
    Zgoda wysiłek wojenny, ale zanim ten wysiłek został wprowadzony na top był inny cel walka z kryzysem /w tamtym okresie hiper, bezrobocie itp/.
    Cele można stawiać róznorakie.NAtomiast formy ekonomicznego wykonania to coś innego.
    I tutaj widzę pewne podobieństwa w ścieżce dochodzenia do celu gdzie państwo przejmuje kolejne odcinki należne ekonomii definiując jeden cel i tym samym podporządkowuje sobie cele pośrednie podmiotów ekonomicznych droga ich eliminacji /nie podmiotów tylko celów/.
    Taka jest kolej rzeczy, a zaczyna sie niewinnie poprzez usprawnianie rynku /polityka, stopy,pieniądz. subsydia,lobbing/, by zakończyc na takim usprawnieniu, które polega na jego stopniowej eliminacji i staje się koniecznościa , gdyż wzajemna relacja cen nieustannie “poprawianych” staje sie nie do utrzymania.

  22. astanczak (Post autora)

    @ pit65

    Dobre uwagi o tej pełzającej kontrrewolucji. Zaczęło się od kroku w przypadku amerykańskich banków, który stale twierdzę, musiał być zrobiony (i broniłem tego na blogach) a skończyło się tym, że rządy do spółki z bankami centralnymi stały się funduszami zarządzającymi papierami dłużnymi, akcjami i kursami walut.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *