W jednej z ostatnich notek Trystero podsumował pierwszy kwartał, czym wpisał się w szerszą dyskusję o słabości GPW, jaka przelała się przez media branżowe. W sumie wszyscy obecni na GPW zadawaliśmy i zdajemy sobie pytanie, co się dzieje, iż WIG20 jest tak słaby, gdy świat jest tak mocny. Wcześniej podobne pytanie, choć nieco węższe w zakresie, zadał Tomek Symonowicz zdaniem: kto i dlaczego u licha tak intensywnie sprzedaje?
Jeśli zebrać jakąś grupę reprezentatywnych dla różnych obozów wypowiedzi i za pomocą sztucznego zabiegu wyprowadzić wspólne mianowniki, to najczęściej powtarzanym wyjaśnieniem są „za dobra” na tle innych rynków końcówka poprzedniego roku i obecne spadki cen w Warszawie mają być skorygowaniem nadmiernego optymizmu. Tu pojawiają się porównania do innych indeksów, które wybiera się wedle jakiejś tam dowolności, by pasowały do tezy. To nawet ciekawa zabawa, po warunkiem, że zachowuje się jakąś dawkę sceptycyzmu do zabiegów, które określiłbym dopasowywaniem faktów do tezy a nie budowaniem tez na faktach. W tych zbiorowych poszukiwaniach przyczyn i skutków pojawiają się zmienne, który na pierwszy rzut oka są łatwiejsze do przyswojenia i takie, które odrzucamy, jako zupełnie mało prawdopodobne. Ostatnio pojawiła się nowa zmienna, w postaci „przyszłości OFE”.
Osobiście jestem zwolennikiem tezy, iż na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy analitycy popadli z zbiorową konfuzję, która jakoś kazała im ignorować stosunek zagranicznego kapitału do polskiego rynku w całości. W efekcie w analizach odnoszących się do GPW pomijanymi czynnikami była rentowność polskich obligacji i kondycja złotego. Zauważcie, iż w podsumowaniu kwartału Trystero, sumiennego i sprawnego warsztatowo obserwatora rynku, nie ma zupełnie odniesienia do kondycji złotego ani rentowności polskich obligacji. W jego tabelkach są kontrakty na towary, indeksy rynków wschodzących a nie ma najbliższej ciału koszuli, jakimi są rentowności polskich 10-latek i para USD/PLN. Dla jasności, nie stawiam zarzutu współgospodarzowi blogów bossy – odnoszę się do tabelek a nie tez. Mam nadzieję, iż końcówka tej notki wyjaśni dlaczego mój punkt widzenia nie jest lepszy od innych.
Dlatego na potrzeby tej notki przygotowałem tabelkę, która pokazuje znacznie bliższe GPW zmienne i zagranicznych rynków używa raczej w kategoriach potwierdzenia tez niż ich obalenia.
Zobaczmy, iż w ostatnich dwóch kwartałach poprzedniego roku doskonałemu zachowaniu indeksu blue chipów towarzyszyło równie doskonałe zachowanie złotego w relacji do dolara i postrzeganej, jako pozytywna zmianie rentowności polskich obligacji. Zwłaszcza czwarty kwartał, który przyniósł spadek rentowności polskich obligacji o około 60 punktów bazowych i wzrost WIG20 o około 9 procent, jest dobrym przykładem pominiętej zmiennej. Pierwszy kwartał 2013 jest odwróceniem tej tendencji, ale nie zerwaniem związku. Widać, iż osłabieniu złotego i spadku cen/wzrostowi rentowności obligacji towarzyszą osłabienie czeskiej korony i węgierskiego forinta. Po drodze wszyscy uczestniczyliśmy w dyskusjach, iż w grudniu GPW kupowała przyszłe ożywienie, które miało być tuż za rogiem. Skoro było tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? A może jednak zbiorowo pominęliśmy kluczowe zmienne, jakim dla kondycji GPW był stosunek inwestorów do złotego i obligacji?
Jak w kontekście tak zarysowanych związków wygląda słabość WIG20, która zmusza nas do produkowania coraz to nowych tez o przyczynach wcześniejszej siły i obecnej słabości? Dla jasności, nie chcę namawiać czytelników do skoncentrowania uwagi tylko na kondycji złotego i rentowności obligacji. W istocie powyższe tezy są czymś na miarę alternatywnej interpretacji tego, co działo się na GPW w bliskiej przeszłości. Inaczej mówiąc jest to narracja, która pomija zupełnie klasyczne dla rynków tematy, jak analiza techniczna i fundamentalna czy wreszcie korelacje pomiędzy rynkami akcji na świecie. W sumie można powiedzieć, że tych samych składników zaproponowałem inną zupę, która może smakować lub nie, ale nikt nie miałby większego problemu ze sprzedaniem jej w 2000 znaków standardowego komentarza. W istocie powyższe tezy łatwo jeszcze wzmocnić dawką odpowiednio dobranych obrazków.
Naprawdę w podsumowaniach pewnych okresów na rynkach i bieżącej komentatorce jest całkiem sporo literatury. Stajemy wszyscy wobec pewnej zupy faktów, z której chochlą wyciągamy jakąś garstkę poszatkowanych składników i próbujemy powiedzieć coś o świecie i o przyszłości tego świata. Cytowałem już w poprzednich notkach Śledztwo Stanisława Lema – od niego wziąłem metaforę zupy z poprzedniego zdania – więc bez poczucia winy sięgam raz jeszcze: Nieskończona liczba Rzeczy szydzi z naszego umiłowania Ładu. Szukajcie – a znajdziecie; zawsze w końcu znajdziecie, jeżeli będziecie tylko dość żarliwie szukali, statystyka bowiem niczego nie wyklucza, czyni wszystko możliwym, jedynie mniej lub bardziej prawdopodobnym. Lem ponoć nie szanował swojej powieści o załamaniu pewnego porządku poznawczego, ale warto przeczytać ten anty-kryminał, jak się jest detektywem rynkowych zależności.



Dodaj komentarz