Szef Fed- Ben Bernanke- pobłogosławił w środę amerykańską hossę, a w eterze cisza. Żadnych gromów, żadnych połajanek, ale też żadnych zachwytów…
W zasadzie wszystkie zainteresowane strony nieoczekiwanie dostały to czego dostać się nie spodziewały. I choć nie był to precedens to przecież od szefa banku centralnego nie oczekuje się by wskazywał prawidłowe wyceny akcji giełdowych. Wprawdzie można by to uznać za choćby element stabilizacji rynku, ale już samo wyznanie publiczne, że nie ma bańki, taką bańkę tym samym pompuje i ukierunkowuje oczekiwania, stępiając przy okazji racjonalność! Tu jednak nie ma improwizacji i każdy akapit był uprzednio przemyślany, a więc sztab doradców uznał, że ciepła ocena poziomu indeksów przyniesie więcej korzyści niż ewentualne oburzenie tym faktem.
W ten sposób przeciwnicy słownych interwencji dostali dowód na to, że FED wprost lub dyskretnie manipuluje, w tym wypadku werbalnie, nieprofesjonalnie ingeruje w siły wolnego rynku i oczywiście myli się swoich ocenach, czym maskuje zasadność wtłaczanego w system tonami supertaniego pieniądza, który przecież nie raz w przeszłości stawał się fundamentem irracjonalnie niebotycznych wzrostów.
Ku pokrzepieniu całej reszty towarzystwa inwestorskiego, które od Sylwestra rzuciło się do zakupów funduszy i akcji, Bernanke twierdzi jednak, że tym „razem jest inaczej”. Najpierw uspokajając, że ostatnie wzrosty nie odstają ani na milimetr od historycznie zanotowanych wzorów (zapewne tych pozytywnych). Potem przekonując, że nie są one zaskakujące, biorąc pod uwagę optymizm odnośnie gospodarki, wobec którego ostatnie aprecjacje giełdowe są co najwyżej umiarkowane. I w finale rozwiewając jakiekolwiek pozostałe wątpliwości wskaźnikiem P/E na jakże zdrowym poziomie średniej w okolicy 15 oraz wskazaniem sporo niedocenionych indeksów, biorąc pod uwagę ich wartość w cenach skorygowanych o inflację. I jeśli ktoś miałby jeszcze jakieś obiekcje – grożąc arsenałem całkiem nowych narzędzi antybańkowych, które zostaną użyte w sposób bardziej agresywny niż dotychczas i bez ostrzeżenia. Dodajmy narzędzi polityki monetarnej, którą dezawuował w takiej roli jeszcze jako gubernator FED.
Czy po czymś takim trzeba jeszcze robić jakiekolwiek analizy, czytać jakiekolwiek newsy albo słuchać gadające głowy w szklanym okienku? Pozostaje tylko poczekać z workami akcji aż rynek powie kiedyś „sprawdzam” wobec tych monetarnych armat nieznanego jeszcze kalibru.
Gdyby tak jeszcze Bernanke, wzorem swojego niedocenionego w tego samego stylu działaniu poprzednika, uprzedził świat w odpowiednim momencie, że „irrational exuberence” zawładnęło rynkiem, inwestowanie naprawdę stałoby się wreszcie tak proste jak piszą w książkach.
Pozostaje jeszcze pytanie: kiedy z tego obfitego, królewsko zastawionego stołu kapnie kilka milionów do Warszawy? Sam nie siedzę we wskaźnikach, ale chyba nie pomylę się bardzo pisząc, że nasze P/E jest równie czarownie atrakcyjne a indeksy korygowane o inflację wyglądają przecudownie. Czy ktoś mnie może zweryfikuje? Będę wdzięczny.
Mamy więc hossę typu G7, jakościową, ponieważ dotyczy giełd z ekstraligi światowej. Indeksy MSCI rynków wschodzących od kilku miesięcy wyraźnie podążają w przeciwną stronę. Kiedy skończą się konfitury na topowych giełdach, kapitał przyjdzie i do nas. Ciekawe czy do tego czasu zdążymy spaść o 20% od ostatniego szczytu…?
No i news weekendu: raport o Amber Gold!
http://www.mf.gov.pl/documents/764034/1159297/20130321_raport.pdf
Jestem świeżo po lekturze i chyba nie znalazłem tam nic czego się nie spodziewaliśmy, przynajmniej my siedzący w tej branży głęboko. I tak jak zawsze byłem sceptykiem oddawania zbyt wielkiej władzy KNFowi tak w tym wypadku obiema rękami podpiszę się pod rozszerzeniem ich uprawnień. Potwierdza się wszystko to o czym tu spekulowaliśmy – KNF utknął głową w murze sądowych niekompetencji.
Kat———
P.s. Gdyby ktoś chciał zagłębić się w czat z Talebem:
IAm Nassim Taleb, author of Antifragile, AMA
byu/nntaleb inIAmA

