Czytelnicy blogów bossy nie podzielili mojego rozczarowania spadkiem dziennej zmienności.

W nielicznych komentarzach wyczułem też brak zainteresowania tematem. Problem w tym, iż niska zmienność a ściślej niezbyt wysoka, to naprawdę tylko jeden z elementów, który czyni rynek mało atrakcyjnym dla inwestorów, spekulantów czy zwyczajnie dla spółek. Rekapitulując punkt widzenia na zmienność powtórzę, iż rynek, na którym nie ma wystarczającej zmienności staje się nieatrakcyjny dla graczy operujących w krótkiej perspektywie, popularnie nazywanych spekulantami. Wraz ze spadkiem obecności spekulantów spada również wielkość obrotu i kapitalizacja a to wiąże się już bezpośrednio z kolejnym problemem, jakim jest niska płynność.

Jednym z elementów, który akcje czyni godną klasą aktywów jest ich płynność. Giełdy właśnie dlatego działają coraz dłużej, iż siłą notowanych na nich aktywów jest możliwość szybkiego upłynnienia zamrożonych środków. Atrakcyjność szybkiego spieniężenia akcji jest tym, co odróżnia je od np. nieruchomości czy dzieł sztuki, które sprzedaje się tygodniami, miesiącami a czasem latami. W takim kontekście zadaniem organizującego rynek jest dbanie o to, żeby giełdy były dostępne dla inwestorów w przewidywalnym i powtarzalnym cyklu np. poniedziałek-piątek. Nie bez powodu ostatnie zamknięcie giełd w Nowym Jorku na dwa dni wywołało falę pytań, czy w świecie zdominowanym przez nowe technologie nie można mieć alternatywnego systemu handlu.

Częścią tego procesu jest również obowiązek dbania o przyzwoity poziom obrotów, wzrost liczby notowanych instrumentów i stale wysoką płynność. Dlatego nigdy nie rozumiałem głosów, które zwalczały szybko rotujący kapitał spekulacyjny. Można spekulantów nie szanować, ale trzeba doceniać w nich elementy, które podtrzymują system, jako taki. Z edukacyjnego obowiązku odnotuję, że spekulanci są też elementem, który na rynkach pozwala przenieść część ryzyk, ale to już temat na osobną notkę. Dla bieżącej tezy ważne jest, iż rynek powinien dbać również o spekulantów, bo w swojej masie czynią jakąś giełdę zwyczajnie płynną. Odwołując się do metafory z medycyny można powiedzieć, że trzeba dbać o dobre ciśnienie – za wysokie jest szkodliwe, ale zbyt niskie prowadzi do komy.

Ostatnim elementem, który wiąże się z płynnością jest tzw. głębokość rynku. Na giełdach, którym brakuje głębokości – czyli są płytkie – na plan pierwszy wybijają się skokowe przesunięcia cen. Jednak to nie różnego rodzaju „cudofixingi” są największym zmartwieniem inwestorów instytucjonalnych. Problem dla dużego podmiotu jest to, czy może wejść i wyjść na rynek sporym kapitałem bez nadmiernego rzucania się w oczy i czy będzie mógł wejść i wyjść z rynku bez skokowego przesunięcia ceny. Obrazowo rzecz ujmując, jak ktoś chce zarobić 10 procent na akcjach X, to nie może kupić spółki, którą jego zlecenie sprzedaży przesunie o powiedzmy 3 procent lub – w sytuacji awaryjnej – zje cały zysk.

Między innymi z powyższych powodów uznałem, iż zasadnym jest pytanie, jak żyć przy spadającej zmienności. Spadek pulsu rynku, to tylko symptom spadającego zainteresowania inwestorów giełdami, jako takimi. Problem w tym, iż po zakończeniu kryzysu do GPW może zostać przypięta łatka miejsca, które przez kilka lat było atrakcyjnym rynkiem wschodzącym ale nigdy nie stanie rynkiem w pełni rozwiniętym. Znów wrócą żarty, że za kilka lat większość polskich blue chipów przeniesie się do Londynu. Najwyraźniej już nie pamiętamy postulatów środowiska, żeby na GPW wprowadzić indeks WIG5, bo reszta spółek nie była wystarczająco duża. Dlatego właśnie uważam, że wokół niskiej zmienności powinno być więcej szumu i należy zastanowić się, czy rynek nie potrzebuje jakiegoś wsparcia w postaci np. okresowego zmniejszenia opodatkowania dywidend.

Zwyczajnie, przegapienie momentu, w którym mały rynek zaczyna usychać może oznaczać, iż nigdy nie wróci do zdrowia. Giełdy, wbrew śpiewowi części krytyków ożywionych kryzysem 2008 roku, są elementem stabilizującym spółki a aktywa na nich notowane wydają się trwale wbudowane np. w systemy emerytalne. Tętniące życiem parkiety czynią obrót gospodarczy bardziej czytelnym a poddanie sile rynkowej wyceny często wychodzi dobrze samym spółkom. Metaforycznie ujmując, kurs zachowuje się, jak kanarek w kopalni, który pada zanim ludzie zatrują się gazem. Wreszcie bez silnej giełdy spółki zostaną poddane monopolowi zdobywania kapitałów przez emisje obligacji czy kredyty bankowe a wypadki takie, jak afery z opcjami będą zamiatane pod dywan. Słowem, trzeba dbać o ruch w tej stajni Augiasza, bo bez niej świat może być znacznie gorszy.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

30 Komentarzy

  1. trendfollower

    “Słowem, trzeba dbać o ruch w tej stajni Augiasza”
    A dlaczego mam generować ruch na akcjach skoro większość spółek podaje coraz gorsze wyniki finansowe? Z chęcią generowałbym w drugą stronę ale krótka sprzedaż jest mocno utrudniona.
    Brak rozwiniętej SS zabija (IMO) także pochodne na akcje, ale to inny temat.

  2. trendfollower

    i jeszcze jedno. Nic nie trwa wiecznie 🙂 więc zmienność się pojawi. nie pierwszy i nie ostatni okres niskiej zmienności.

  3. astanczak (Post autora)

    @ trendfollower

    > A dlaczego

    Nieporozumienie – nie chodzi o generowanie ruchu, tylko o działania sprzyjające ruchowi na rynku. Krótka sprzedaż jest jedną z takich form, ale od zarania rynków traktuje się krócenie akcji, jako coś moralnie wątpliwego. W sumie stosunek do krótkiej sprzedaży jest bardzo bliski stosunkowi do spekulacji.

    >zmienność się pojawi.

    Nie wątpię, ale właściwie dlaczego np. na takim rynku jak amerykański podchodzi się do wysokości podatków od dywidend w sposób miękki tzn. stawka może być zmieniana w zależności od potrzeb rynku, gospodarki czy budżetu a w Polsce działa to, jak beton – raz nałożone nie jest nawet przedmiotem debaty? Właściwie dlaczego w sytuacji, w której obroty na giełdach spadają władza nie miałaby podjąć działań zachęcających do inwestowania na giełdzie? Jakiś czas temu mieliśmy debiut prywatyzowanej spółki PAK i żadne wnioski nie zostały z tego wyciągnięte.

  4. lesserwisser

    Ewangielizować to znaczy głosić dobrą nowinę, natomiast ojciec katecheta raczej złe wieści nam przynosi, więc chyba bardziej wypada nazwać go anty-ewangelizatorem. 🙂

    Ja, jako niedowiarek mam pytanie do naszego głosiciela pesymizmu.

    Jeśli rynek jest w depresji, ma małą zmienność i niskie obroty to chyba ceny powinny być na niskim poziomie?

    Jeśli tak jest to co stoi na przeszkodzie aby ci co mają kapitał zaczeli kupować i wchodzić na długie pozycje? A to przecież powinno ożywić ten nieruchawy rynek, który najpierw powoli powoli, jak żółw
    ociężale, ruszy do przodu choć może ospale, ale z czasem się powinien rozbuchać.

    No to jak to w końcu jest, czyżby teoria rozchodziła się z praktyką?.

    Aha, jeszcze jedno, apologeci spekulacji twiedzą że dobrze robi ona rynkowi bo nie tylko zwieksza jego płynnośc ale rownież zmniejsza zmienność!

    PS

    Na zakończenie szczypta ewngielicznego uśmiechu. Na lekcji religii katecheta prosi Jasia by wymienił imiona Ewangielistów. Jasiu mówi – Piotr, Jan, a potem zapada długie milczenie po którym chłopiec mówi – Bogusław.

    Bogusław??? – powtarza zdumiony katecheta. Tak, odpowiada rezolutny Jssio, a o Lindzie Ewangieliście to pan nie słyszał?

  5. Ed

    Zasadniczym problemem niskiej plynnosci moze byc niewydolny warset. Duza czesc obrotu generuja automaty ktore na WARSECIE nie maja chyba pola do popisu. Kolejna sprawa, plytki rynek = duza zmiennosc, tak wiec nie utozsamialbym zmiennosci z plynnoscia. Wrecz przeciwnie, wysoka plynnosc ogranicza zmiennosc. Test ktory bym przeprowadzil to stosunek zmiennosci do obrotow i w ten sposob zbadal plynnosc na gpw.

  6. astanczak (Post autora)

    > Jeśli rynek jest w depresji, ma małą zmienność i niskie obroty to chyba ceny powinny być na niskim poziomie?

    Pan profesor Lesserwisser jak zwykle prowokuje. Ja nawet lubię sokratejskie metody zapędzania dyskutantów w konfuzyjne rozdziawienie, ale nie dam się sprowokować, bo znamy odpowiedź na to pytanie 🙂

    Niemniej odpowiem odbijając piłeczkę – spółki z małą kapitalizacją i z małym free float potrafią być na wysokich poziomach, ale spróbuj je kupić dla funduszu, wyczekać na wzrost cen i wyjść bez zwalenia ceny. Możliwe, ale normalnym handlem na płynnym rynku nie ma to wiele wspólnego.

    > powinien rozbuchać

    Właśnie idzie o to, żeby rynek nie poruszał się od bańki do kolejnej bańki, tylko żeby nie miał okresów takich, w których zasypia na rok, bo mu się odleżyny porobią.

  7. deli deli

    Kolejny, czwarty wpis Pana w reakcji na asfaltowaną zmienność, ale też zwiastun z amerykańskiego rynku nieruchomości. Podążam za intuicją Pana Adama, składam segmenty scenerii dla początku trendu wzrostowego. A nawet hossy jak wieszczy Krzysztof Stupnicki z Amplico TFI w dzisiejszym Parkiecie. Moim zdaniem prawidłowo.Dodam, że początki dobrego pod patronatem Saturna, a więc w bólach przenikających do samej kości.
    Jeśli Tobie młody inwestorze ten ból się przytrafi nie uciekaj, nie panikuj ale dokupuj. Albo inaczej, trzymaj środki jak na lekarstwo, na przejmujący do szpiku kości ból.

  8. astanczak (Post autora)

    @ Ed zmienność a płynność

    Myślę, że nie utożsamiam tych dwóch elementów (patrz odpowiedź o konsekwencjach niskiego free float). Sygnalizowałem raczej efekty związku niskiej płynności rynku ze spadkiem zainteresowania.

  9. lesserwisser

    “spółki z małą kapitalizacją i z małym free float potrafią być na wysokich poziomach, ale spróbuj je kupić dla funduszu, wyczekać na wzrost cen i wyjść bez zwalenia ceny. Możliwe, ale normalnym handlem na płynnym rynku nie ma to wiele wspólnego.”

    Magister less odbija piłeczkę – ping pong – i zapytuje: To chyba naturalne, że w przypadku spółek o małej kapitalizacji i małym free float, zakup i sprzedaż stosunkowo niewielkiej części akcji spowoduje znaczną reakcję cenową? Społki o dużej kapitalizacji i procentowo takim samym free floacie powinny być mniej wrażliwe za zakusy funduszowe.

    Według mgr lessera to inne zachowanie się akcji tych firm miało by niewiele wspólnego z normalnie działającym rynkiem. Normalizacja i zwiększanie płynności powinny chyba następować poprzez zwiększenie palety i atrakcyjności oferty rynkowej i nowych emisji?

    Na naszym prowincjonalnym rynku ospałość i nieruchawość jest typowa dla zachowania się prowincji, a wymaganie od niego zachowań charakterystycznych dla światowców jest chyba zbyt wygórowanym wymogiem i może rodzić niepotrzebne frustracje.

    PS

    Nawet podoba mi się porównanie “zasypia na rok, bo mu się odleżyny porobią”. Natomiast od dreptania w miejscu może dostać odcisków, ale za to kondycyjnie powinien zyskać.

  10. Klondike

    Jeśli mamy strategię o skuteczności 60% przy R (reward/risk) = 1. Bez uwzględnienia kosztów transakcyjnych i spreadu.
    SL = TP = 20pkt (założenia proste żeby nie komplikować ale mogą być oczywiście inne).
    Przy dziesięciu transakcjach mamy zysk 40 punktów przy profit factor 1,5.
    Uwzględnijmy koszty transakcyjne 2 pkt na transakcję czyli 20 pkt na 10 transakcji.
    Zysk po uwzględnieniu kosztów spada do 20 pkt a profit factor do
    około 1,23.

    Teraz przyjmijmy, że chcemy zastosować strategię na mniejszej zmienności. SL = TP = 10 pkt. Transakcja przestaje być dochodowa.

    Tak to może wyglądać ze strony pewnych strategii – im większa zmienność tym mniejsze ryzyko związane z zyskownością strategii a nie odwrotnie.

  11. astanczak (Post autora)

    @ Klondike

    W sumie o to mniej więcej chodziło z pytaniem “Jak żyć z taką zmiennością?”.

    Z praktyki spekulacji na kontraktach wyłapanie ruchu rynku na poziomie 30 procent od dołka do szczytu jest trudne. Bez złośliwości chętnie zadałbym pytanie, jak np. Lucek zapatruje się na swoje zalecenie “20 punktów dziennie – codziennie” przy takim ATR.

    @ Lesserwisser

    > Normalizacja i zwiększanie płynności

    Zgoda, ale trzeba dbać o rynek, jako taki a nie postrzegać go, jako rój spekulantów.

  12. lesserwisser

    Wprawdzie gdzies mi się zapodziały okulary ale jeszcze co nieco widzę, choc jak przez mgłę, bo wzrok już nie ten.

    No więc spogladąm ja na wykresy WIG20 za ostatni rok i za 5 miesięcy i wcale jakiejś tragedii nie widzę.

    http://stooq.pl/q/?s=wig20&c=1y&t=c&a=lg&b=1

    http://stooq.pl/q/?s=wig20&c=5m&t=c&a=lg&b=1

    Powiem wiecej, daj Boże zawsze takie ruchy. Wprawdzie 14 dniwoy ATR może i nie powala, ale zmienności i zakres ruchu cenowego w dłuższym okresie dawała zarobić, nawet więcej niż 20 punkciorków. Wprawdzie nie codziennie, ale zawsze, lepszy rydz niż nic.

    Wszak nie codziennie jest Sylwester czy Gwiazdka, ale zato tza nieboszczki komuny codziennie z kumplami obchodziliśmy imieniny Alpagi, i było git, nikt nie narzekał. 🙂

    A może to nie zwrok mnie zawodzi tylko optyka szwankuje?

  13. pit65

    A może wpis powinien mieć nazwę:
    “Raj utracony” lub cos a’la Backett np. “Czekając na Godota” aka kapitał.

    A może spojrzeć bardziej optymistycznie jak DeliDeli z godnie z żasadą , że im dłuższa stabilizacja tym pewniejszy wzrost zmienności w przyszłośći .

    1. astanczak (Post autora)

      @ pit65

      > spojrzeć

      z punktu widzenia krasnala nie ma większego problemu – przy średnim kapitale, jakim operuje polski inwestor detaliczny niski obrót i mała zmienność sprowadza się do tematu wiarygodności rynku a nie braku możliwości gry na nim. Inaczej mówiąc, jak masz 10K do włożenia w jedną spółkę, to zawsze coś znajdziesz nawet na takim rynku, jak polski.

      @ lesserwisser

      Dlatego notka dotyczyła głównie rynku a nie graczy indywidualnych. Trend boczny to trend boczny – znów z punktu widzenia krasnala – trzeba szukać na nim szansy albo znaleźć inny rynek (np. FX). Problem zaczyna się przy grze każdego dnia. Normalnie reakcje na taką flautę są dwie – wyjście z rynku lub przerzucenie się np. z daytradingu na swingtrading, ale to ma też konsekwencje dla rynku, jako takiego.

  14. RomanTT

    Bez duzej zmiennosci dziennej nie da sie nic zrobic. Moznabyloby spedzic caly dzien przed komputerem i nie kliknac ani razu bo nie znalazlo sie nic ciekawego (czytaj: braku zmiennosci). Duza zmiennosc jest wrecz warunkiem koniecznym, obok volumenu, by istniec. Traktujac trading jako prace, brak klikniec jest dniem straconym, czyli po prostu do tylu.

    Rownie wazny jest system podatkowy danego kraju, bo jesli on mnie traktuje jako osobe zawodowo pracujaca na tradingu i musze placic 50% swoich dochodow w postaci podatkow na koniec roku, to ja to znajduje outrageous. Nie tylko gielda jest przeciwko mnie ale tez taxman.

    Co jest bardziej niepokojace, to wypowiedzi wielkich bosow – chyba to byl ktos wysoki z Goldman Sachs, ktory po kradziezy systemu z ich komputerow, ostrzegl, ze uzywanie tego systemu pozwala na kontrole nad rynkiem. Dalszych wyjasnien nie bylo. Drugie co mnie niepokoi, to prywatne obserwacje na rynku. Nie traduje akcjami firm, ktore sa gigantami, gdyz mija z reguly za mala zmiennosc dzienna. Szukam mniejszych, gdzie z jakichkolwiek powodow wystapila duza zmiana i jest volume. Zdarza sei tez, ze wolume szybko wyschnie, co jest zmora i wtedy jest sie bez szans. Kiedys znalazlem sie przypadkiem w takiej sytuacji, gdzie dobrze wygladajace akcje zaszortowalem po duzym wzroscie i volume ok. pol miliona. Zamiast zakonczyc pozycje danego dnia (profit wydawal sie za maly – ok. 100 $), greed wzial gore i odlozylem na nastepny dzien ( 4 tys. akcji short). Brak volume byl totalny i z pol mln zrobilo sie 20 tys. volume i moja oferta kupna automatycznie zmieniala cene. Gdy wycofywalem oferte cena automatycznie spadala. I tak kilka razy bez transakcji. Ja chce kupic, ktos podnosi automatycznie cene. I tak gra grala ponad tydzien – ten ktos wiedzial, ze jestem short i musze cover it gdyz zmiana nastepowala automatycznie po postawieniu mojej oferty. Chcac zakonczyc pozycje, zrobilem HIT THE MARKET widzac za jaka cena uderzam. W momencie hit, nastapila zmiana i dostalem druga cene. Stracilem 1000$ co jest drobnostka, ale gorsze bylo moje samopoczucie, ze jakis komputer wiedzial, ze jestem short i kontrolowal sytuacje, a ja bylam na jego lasce.

    Na forex nie umiem wejsc, bo nie wiem na czym sie oprzec. W akcjach mam Dow Jones, ktory jest dla mnie podstawa i ktory w 90% daje mi kierunek dzialania. Bez tego nie mialbym szans. Chociaz na forexie mialbym super maga, czlowieka, ktory ma zakaz posiadania konta tradowego w jakiejkolwiek postaci i ktorego inteligencja i poziom wiedzy powala wiekszosc. Stracil 2 miliardy dolarow na rynkach finansowych w innym kraju( nie swoich bo banku, gdzie byl glownym traderem – Chiny) i teraz ma zakaz na cokolwiek.

    Super artykul P. Stanczaka.

  15. pit65

    @astanczak

    No to takie szersze spojrzenie.
    Jaka gospodarka taki kapitał , a jaki kapitał taka giełda.
    Czekamy na Godota, ale on se cwaniak obserwuje i kombinuje .
    W imię czego ma tu “pogłębiac rynek” widząc tabuny młodych ludzi z inicjatywą opuszczających łajbę.

  16. lesserwisser

    W podjetym wątku, w tle, pobrzmiewa mi jednen motyw, i to coraz wyraźniej. Nie jest dobrze (dla kogos innego może być – jest źle) bo na rynku są słabe możliwości pospekulowania lub, jak kto woli, potradowania sobie. Bo warunków za bardzo nie ma – mała płynnośc i zmnienność.

    Ja to rozumiem, jako były namiętny gracz w różne gry (w tym i na pieniądze), rozumiem ale mam tu mieszane uczucia. Rozumiem uzależnienie od hazardu (bo mu zamkli lewe kasyno), rozumiem narzekania właściciela zakładu bukmacherskiego ( że ludzie coś fantazji nie mają), rozumiem rozczarowanie pracownika biura maklerskiego ( bo rynek coś mało aktywny), rozumiem frustrację day tradera (że dzienna zmienność i range nie takie), rozumiem analityka rynkowego ( bo nie ma clue by coś ciekawego i rzeczowego) napisać.

    Ja to wszystko rozumiem, każdy ma swoje powody, swoje potrzeby i oczekiania oraz swoją subiektywne postrzeganie. Jednak nie mogę, w tym miejscu, postawić pewnego pytania o ogólnym charakterze, bo ono wręcz natretnie cisnie mi się na usta.

    A czy giełda papierów wartościowych ma służyć jako maszynka do zarabiania? To znaczy, czy jest to jej podstawowa funkcja. Jeśli jest duża aktywnośc na rynku i duza zmiennośc cen to dobrze, a jesli nie to źle? Bo przykładowo to taki fundusz inwestycyjny czy emerytalny to chyba raczej wolałby aby zakupione papiery rosły w cenie a nie aby chodziły w te i we te z dużymi swingami?

    Nie będę udawał fłaszywego świetoszka, jak ci apologeci (swa)wolnego rynku, którzy nie chcą nazywać rzeczy po imieniu i mówiąc o giełdzie namawiają do inwestowania ewentualnie do gry na giełdzie (bo to taka wręcz miła zabawa – połączenie przyjemnego z pożytecznym). Inni ci bardziej ambitni i kumaci w temacie będą mówić, że zajmuja się tradingiem, bo to brzmi bardziej ptofesjonalnie, szczególnie gdy traktują to zajęcie jako żródło stałego dochodu.

    Rynek giełdowy, podobno, ma służyć do pozyskiwania kapitału przez spółki upubliczniające się a przy okazji stwarzać inwestorom możliwość ulokowania w nich kapitału, gdy uważają że dana firma ma dobrą przyszłość przed sobą. A że przy okazji stwarza możliwość pogrania sobie czy pospekulowania to sprawa uboczna, bo to nie jest przecież podstawowa funkacja giełdy papierow wartościowych. Przynajmniej nie mówi się o tym oficjalnie i głośno.

    Mówi się natomiast, że giełda jest barometrem gospodarki, który odzwierciedla jej stan. Jeśli mamy dobrą koninkturę gospodarczą, dobre nastroje i perspektywy na przyszłość to znajdzie to swoje odbicie zarówno w poziomie cen jak i aktywnosci rynkowej. Ze wszelkimi konsekwencjami z tego faktu wynikającymi. Jesli natomiast jest odwrotnie to i giełda będzie w depresji, niezależnie od tego co głosić będzie oficjalna propaganda.

    I moim professorskim zdaniem to jest prawdziwy problem nad którym trzeba biadać (to jest to że jest zapaść ekonomiczna) a nie to że na rynku hiełdowym są ograniczone szanse zarabiania bo jest mała zmiennośc i aktywność.

    Jak ktoś chce zarobić to jest wiele innych mozliwości pogrania sobie i pospekulowania.

    To jest moje widzenie problemu o charakterze refleksji ogólnej, nikogo nie zmuszam do podzielania mojej wizji ani nawet solidaryziwania się z nią. Ale jest jak jest- 🙂 a raczej 🙁 .

    PS

    Na marginesie, żeby było jasne, to zaznaczam że nie potępiam spekulacji giełdowej, sam się nią kiedyś zajmowałem i nie uważam że grzeszyłem. Nie wychwalam jej jednak tylko zachowuję zdrowy rozsądek.

    Rozumiem jednak tych, co jak Lenin czy Lincoln, mówią że spekulantom nalezy się jedno – kulka w łeb – bo to oni ludziom zgotowali ten los. A spekulacja w tamtych czasach to była małe miki przy tym co dzieje się obecnie.

    1. astanczak (Post autora)

      @ lesserwisser

      Gdyby przyjąć kryterium, że giełda ma być wyłącznie światem romantycznego spotkania inwestora i poszukującego kapitału, to równie dobrze można domagać się od firm mięsnych, żeby produkowały tylko i wyłącznie wysokogatunkowe wędliny. Tego świata już nie ma i nie będzie. Giełdy, jak rzeźnicy, będą produkowały pełną gamę zachowań, bo są wstanie mielić nawet kości i sprzedawać je, jako parówki. Chyba czas przestać wierzyć w to, że lesserwisser przychodzi na rynek kupuje akcje a właściciel firmy traktuje go, jako pełnoprawnego właściciela i dzieli się z nim grzecznie zyskiem. Przypomnijmy, że taki Apple pod władzą uwielbianego guru nie płacił dywidend. Spółka puchła od gotówki a na zasadzie widzimisia nie dzieliła się zyskiem z drobnymi właścicielami. Im została tylko spekulacja ceną.

      Oczekiwanie, że na rynku będą tylko spółki zdrowe, płacące regularnie dywidendy i podnoszące swoją wartość w czasie to miraż.

  17. trendfollowerpl

    @RomanTT

    proszę o kontakt : trendfollowerpl@gmail.com
    mam kilka pytań.

  18. lesserwisser

    @ astanczak

    Chyaśmy się nie zrozumieli zbyt dobrze a chyba najwyży czas przestać wierzyć w to, że less przychodzi na rynek z przekananiem innym niz to, ze tam wszysyscy chcą go wydymać, a nie zrobic mu dobrze, bo tam każdy dba o swój własny interes a nie o interes lessa. W razie czego to nagnie się odpowiednio prawo, zasady i odwróci kota ogonem.

    Moje komentarze wzieły się z tego, iż coś wychodzi mi na to że masz kolego podświadomy żal do rynku iż nie zachowuje się tak jak tego oczekujesz, czyli w iterpretacji – tak jak powinien.

    To nie rożni mi się od narzekań inwestora, który nabył akcje licząc na zwyżkę, bo tak mówiono i pisano przed jego zakupem. Ba wręcz sugerowano, że zakup giełdowy to nie tylko świadectwo nowoczesności uczestnika wolnego rynku ale również niemalże akt patriotyczny, gdyż w ten sposób przyczynia się on do rozwoju i umacniania krajowego rynku kapitałowego.

    Jeden – iwestor bedzie narzekał, że niedobry rynek nie rośnie a powinien, drugi-trader bedzie się skarżył, że jest za mała zmienność więc sie nie da normalnie zarabiac a trzeci- pracownik biura maklerskiego będzie utyskiwał iż są za małe obroty więc trudno pokryć koszty. A może znaleźć się i taki uczestni rynku, który powie że ceny są za wysokie, by on mógł wejść zakupem – bo jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził.

    Cieszmy się więc tym co jest i co mamy, bo zawsze może być gorzej, czego ani sobie ani innym nie życzę.

    1. astanczak (Post autora)

      > wychodzi mi na to że masz kolego podświadomy żal do rynku

      I tak lesserwisser objawił nam się, jako pop-psycholog zdolny do zdalnego odczytania mojego – przepraszam za pojęcie bez desygnatu – podświadomego żalu.

      A wystarczyło na starcie zadać proste pytanie “czy mam jakieś pozycje na rynku?”, które opisuje a nie pisać językiem rodem z telewizji śniadaniowej. Przepraszam Pana doktora – stracona szansa! Będzie Pan musiał żyć z pytaniem, czy opisuję problem rynku, czy może własne problemy.

  19. lesserwisser

    Lesserwisser objawił się nie jako psycholog tylko jako intuicjonista, który czyta miedzy wierszami i coś mu się wydaje, że jednak coś może być na rzeczy.

    Tym niemniej pisałem ogólnie, nie mając na myśli konkretnej osoby, a poza tym to mnie zupełnie nie interesuje zaglądanie do cudzych kieszeni, bo jedyne co mnie interesuje to zrozumienie czemu tak a nie inaczej.

    Jak by mnie interesowało czy autor ma jakieś pozycje na giełdzie, i stad jego frustracja, to bym takie pytanie zadał wprost – czy dlatego jestes biased, czy też tak to widzisz – po swojemu.

    W związku z tym nie będzie mnie wcale dręczyć żadne pytanie, bo to co robi ktoś inny jest mi zupełnie obojętne, o ile mnie to nie dotyczy i nie dotyka.

    Doszukiwanie się więc podtekstów w moim komentarzu jest chybione a nawet nie na miejscu.

  20. astanczak (Post autora)

    W sumie wymiana argumentów ad personam mnie nie interesuje, ale wyjaśnię.

    > coś mu się wydaje

    Wydaje się błędnie. Notka nie ma żadnego związku z pozycjami. Dla spekulanta flauta na jednym rynku jest niczym więcej niż wezwaniem do poszukania innego rynku. Jak spekulujący traci czas na jęczenie o braku trendu, to musi wrócić do książek. Kropka.

    Flauta jest problemem dla rynku, bo nie pozwala lokować nowych emisji, nie przyciąga nowych klientów do funduszy i nie pozwala rozwijać się branży. Z tych trzech punktów najbardziej zainteresowany (prywatnie) mogę być tylko ostatnim, bo maklerka jest mi dzisiaj bliska. Powodzeniem reszty jestem zainteresowany z przyczyn, które wyjaśniałem w notce. Możliwe, że trudno dziś przebić się z tezą, że rozwinięty rynek kapitałowy w kapitalizmie obecnej fazy, to wartość dla gospodarki, ale może musimy dojść do punktu, w którym polskie firmy będą lokowały się na rynkach zagranicznych, żebyśmy zrozumieli, co tracimy.

  21. lesserwisser

    Nie ma żadnego ad personam.

    “Flauta jest problemem dla rynku, bo nie pozwala lokować nowych emisji, nie przyciąga nowych klientów do funduszy i nie pozwala rozwijać się branży.”

    A może ta flauta to wynik tego, że nie ma nowych atrakcyjnych ofert emisyjnych?

    A czy czasem dla rynku nie jest gorsze to, że jest ruch w interesie, pozyskiwani są nowi klienci, branza się rozwija ale dlatego że rynek jest sztucznie rozbuchany, a potem schodzi z niego powietrze i jest jedno wielkie rozczarowanie.

    No to co jest lepsze real czy ściema? Flauta na rynku uwaunkowana realiami ekonomicznymi czy też sztucznie napompowane rozdęcie rynku, bez realnych podstaw a jedynie pobudzane jakimiś wirtualnymi czynnikami i pogłoskami bez pokrycia.

    “Możliwe, że trudno dziś przebić się z tezą, że rozwinięty rynek kapitałowy w kapitalizmie obecnej fazy, to wartość dla gospodarki, ale może musimy dojść do punktu, w którym polskie firmy będą lokowały się na rynkach zagranicznych, żebyśmy zrozumieli, co tracimy.”

    O to jest ciekawy temat na dyskusję – Czy i jaką wartość dla gospodarki ma obecnie rozwiniety rynek kapitałowy? Wtedy może zrozumiemy czy i co tracimy.

  22. astanczak (Post autora)

    > Czy i jaką wartość dla gospodarki ma obecnie rozwiniety rynek kapitałowy?

    Jako osoba postrzegana w charakterze przedstawiciela branży nie mam szans na obiektywne potraktowanie mojej opinii o rynku lokalnym, więc robię unik, chociaż nie trudno będzie domyślić się mojego punktu widzenia. Jeśli chodzi o inne państwa, to wkład do PKB branży inwestycyjnej jest mierzalny obiektywnymi wskaźnikami. Wall Street i City to instytucje – de facto – centralne dla globalnego obiegu biznesowego.

  23. lesserwisser

    Ja nie jestem wcale przekonany czy faktyczna rola giełdy papierów wartościowych jest tak istotna dla gospodarki jak twierdzą niektórzy?

  24. Piechur

    Moim zdaniem trwającą od połowy września flauta na WIG20 jest faktem. Zarabianie przy takiej zmienności to jak fedrowanie przodka za pomocą młotka. Oczywiście można, tylko pytanie brzmi – jaki jest sens się tak męczyć, jeżeli jest FX? Także emini wygląda pod tym względem lepiej niż nasz banan.

    Także z mojego punktu widzenia, poprzedni wpis autora słuszny. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić odnośnie wcześniejszej notki to długość tej flauty, bo moim zdaniem do początku września Wig20 robił swingi na których można było spokojnie zarabiać.

    Zaś tego typu teksty w wykonaniu autora notki:

    “Dla spekulanta flauta na jednym rynku jest niczym więcej niż wezwaniem do poszukania innego rynku. Jak spekulujący traci czas na jęczenie o braku trendu, to musi wrócić do książek. Kropka.”

    przekonują mnie że wie o co chodzi w tej grze.

  25. pit65

    @Less
    “Ja nie jestem wcale przekonany czy faktyczna rola giełdy papierów wartościowych jest tak istotna dla gospodarki jak twierdzą niektórzy?”

    W gospodarce centralnie sterowanej za pomoca całkowitej kontroli nad emisja pieniądza pełni rolę “slave” w modelu rodem z przełącznika “master-slave” 🙂

  26. RomanTT

    @TRENDFOLLOWERPL
    Jesli masz jakies pytanie to mysle, ze mozesz je zadac tutaj. Mimo ze mamn oficjalne uprawnienia do udzielania porad, wcale nie znaczy, ze posiadam taka wiedze jak autorzy blogow na bossie. Poza tym ja nie mam zadnej wiedzy o polskiej gieldzie, nie mam nawet praw by tam byc.
    Pozdrawiam,
    RomanTT

  27. trendfollowerpl@gmail.com

    @RomanTT
    Moje pytania nie mają nic wspólnego z tym postem i polską giełdą.
    Dlatego będę wdzięczny za kontakt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *