1996 lub 1997 rok – jedna z największych spółek giełdowych systematycznie wysyła do dziennika Gazeta Giełdy Parkiet, w którym wówczas pracuję analizy i rekomendacje dotyczące jej samej. Rynek jest dopiero w powijakach, więc to łakomy kąsek – rekomendacje pochodzą z wielkich zagranicznych banków i nie jest tak łatwo jak dziś dowiedzieć się o nich z agencji informacyjnych. Oczywiście rekomendacje brzmią wyłącznie: „kupuj” albo „ponad rynek”. Dziennikarze szybko uczą się zdobywać sami te rekomendacje. W końcu pojawia się rekomendacja „sprzedaży”. Co robi spółka po publikacji gazety o tej rekomendacji – pisze list do redaktora naczelnego pełen oburzenia i oskarżeń o „czarny PR”.

Również 1996 rok – inna spółka nie informuje o konieczności stworzenia zalecanej przez audytora rezerwy – kilkukrotnie przewyższającej przychody z poprzedniego roku. Po moim tekście na ten temat, do redaktora naczelnego przychodzi list z oburzeniami na manipulacje dziennikarza i oskarżeniami o czarny PR. Prokurent spółki pisze, że rezerwę utworzono. Nie wspomina tylko, że na zupełnie coś innego. Jakiś czas później Zarząd GPW składa wniosek o udzielenie kary regulaminowej za nierzetelny raport. O ile dobrze pamiętam prokurent kilka miesięcy później jest aresztowany za nieprawidłowości.

 

2002 rok – obejmuję szefowanie Magazynu Finansowego (cotygodniowego dodatku do dziennika Prawo i Gospodarka). Zlecam analizę spółki, która właśnie planuje wejście na rynek giełdowy, cenionemu przeze mnie doradcy inwestycyjnemu, który zajmuje się od kilku lat wycenami spółek i robi to bardzo rzetelnie. Raport jest „nieprzyjemny” dla spółki. Efekt – oczywiście list (tym razem do mnie) z oskarżeniami o czarny PR.

 

Myślę, że takich przykładów, każdy dziennikarz zajmujący się naszym rynkiem finansowym poda przynajmniej kilka.

 

Z moich obserwacji wynika, że jeśli spółka nie potrafi się bronić przed analizami merytoryką to wali od razu na oślep „czarnym PR-em”. Co więcej odnoszę wrażenie (subiektywne), że gdy tylko owo słowo-klucz się pojawia, to za uszami jest o wiele więcej.

Właśnie do tego grona dołączył GANT Developement, którego Zarząd zdaje się rozumieć, że dziennikarz jest obiektywny tylko wtedy jeśli pisze o spółce dobrze. Gdy pisze krytycznie to automatycznie para się „czarnym PR-em”. W reakcji na tekst blogera, spółka “wysmażyła” oświadczenie, w której nie mogło zabrać słowa-klucza, czyli “czarnego PR-u”

http://www.gant.pl/CMS/pressroom/wrzesien_05_09_2012.html

 

„[Gant Developement] aktywnie walczy z pojawiającymi się informacjami medialnymi, które noszą znamiona manipulacji instrumentami finansowymi (akcje Gant Development notowane są na GPW, a obligacje na rynku Catalyst), „czarnego PR” i niedostatków rzetelności oraz profesjonalizmu analityczno-dziennikarskiego. 

[…]

Niniejszym pragniemy niedostatki różnego rodzaju opracowań w wymienionym zakresie nadrobić. Zachęcamy do lektury poniższego materiału.”

 

Rozumiem, że kolejnym krokiem będzie otwarcie działu analitycznego, który będzie wydawał rekomendację i wyceniał spółkę GANT?

A gdy już zarząd upora się z dziennikarzami, to zdaje się, że czas na „aktywną walkę” ze spekulantami, którzy sprzedają akcje spółki sprawiając, że ich cena spada

Spada

i spada

i

s

p

a

d

 

a

 

I tak już od sześciu lat.

 

A po kolejnym moim zdaniu czekam na pozew ze spółki. Myślę, że zajmując się analizą techniczną mogę to napisać – wykres akcji spółki GANT od 2007 roku znajduje się w długoterminowym trendzie spadkowym. Według klasycznej analizy technicznej dopóki nie nastąpi pokonanie poziomu 5 złotych, nie należy spodziewać się zmiany tej tendencji. Nawet wówczas należy czekać na potwierdzenie zmiany tej tendencji.

Swoją drogą w marcu 2012 KBC Securities wydał rekomendację “sprzedaj” dla akcji spółki (cene docelową dając na poziomie 7,30, wówczas akcje kosztowały 1 pln drożej. Ciekawe, czy wycena KBC nosi też znamiona manipulacji, niedostatku i o-rany-krytykuja-nas.

A już poważnie, sugestia dla spółki – zmieńcie agencję, która zajmuje się u Was relacjami inwestorskimi. Bo niestety metody sprzed kilkunastu lat najlepiej nie świadczą o ich kompetencjach. No i zainwestujcie w parę podręczników o zarządzaniu kryzysowym w dobie internetu.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

3 Komentarzy

  1. Adam_S

    Grzes

    Zale wyales 🙂

    Opisane przez ciebie przypadki nie sa niczym szczegolnym. Chocby ostania naglosniona sprawa – Amber Gold. czym sie tlumaczyli na poczatku? ze media i dziennikarze doprowadzili ich do upadku. Nic nowego…

    I wiesz co, zle jest ze dziennikarze / wydawnictwa boja sie coraz czesciej takie informacje podawac…

    byly afery firm produkcyjny z sola nie to co trzeba, maczka i cala masa innych oszustw i???
    Poza jedna smazalnia nie podali zadnych firm – pewnie aby nie zaszkodzic ich sytuacji, bo niech przypadkiem zbankrutuja, badz sprzedaz po tych oszustwach spadnie (ludzie czasem mysla i moga od takiego producenta wiecej nie kupowac) i taki przedsiebiorca albo zaklad zamknie albo czesc ludzi zwolni… bo MEDIA mu biznes zepsuly…

    ze spolkami gieldowymi to samo.
    akcjonariusze beda w takich sytuacjach zawsze obwiniac tego kto ta informacje ujawniil…

  2. GZalewski

    kurde teraz wyglada na to, ze sie żalę. No nie.

    Ale na bloxie, gdzie ten tekst został podlinkowany to dopiero po mnie jadą. Naprawde to sie nazywa lojalny akcjonariat. Jestem pod wrazeniem.

    Ale faktycznie ludzie chyba nie chcą słyszeć niektórych rzeczy.

  3. Mierzwik

    No to sobie zrobiłeś czarny PR 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *