Inwestowanie mechaniczne – psychologia decyzji 2

W kwestii informacyjnej – poniższe rozważania stanowią kontynuację wątku rozpoczętego w poprzednim wpisie.

 

Mechaniczna czy inaczej systematyczna strategia inwestycyjna DCA to przykład podejścia, które ponad korzyści finansowe przedkłada pewnego rodzaju komfort mentalny, składający się z wielu zjawisk, w tym takich, które akademicy kwalifikują jako nieracjonalne (obciążone błędami poznawczymi). A mimo to od ponad 70 lat poleca się ją nie tylko początkującym inwestorom.

Jak zbadać jej finansową efektywność? Najprościej w sposób, który jest powszechnie używany w branży czyli porównując do benchmarku jakim dla metod inwestowania w akcje jest indeks szerokiego rynku. Wiele prac i statystyk dowodzi, że zainwestowanie od razu pełnej sumy czyli pasywne kupno rynku za całą planowaną kwotę pieniędzy (kup i trzymaj, w skrócie KiP) jest rozwiązaniem optymalnym ponieważ w większości wypadków generuje wyższe zyski końcowe. //Najbardziej znana praca na ten temat: Constantinides „A note on the suboptymality of DCA as an investment policy//

Z tego też powodu Paul Samuelson w „The long-term case for equities” stwierdza, że użycie DCA to nie tylko nieracjonalny wybór, ale wręcz akt kryminalny w przypadku niektórych instytucji zarządzających powierzonymi środkami. Podobnie istnieją prace wykazujące statystyczną przewagę strategii tzw. „sekwencyjnych”, w których wielkość i czas inwestycji dopasowuje się do rynkowej koniunktury i uzależnia od pojawiających się informacji (np. fundamentalnych czy technicznych). Klasyczne „tak, ale” w tym wypadku brzmi: co jednak w przypadku gdy inwestujący z wielu powodów zmuszony jest dokonywać inwestycji w ratach ponieważ nie posiada całej kwoty już na wstępie (np. w ramach IKE), albo gdy nie posiada wiedzy i umiejętności by dokonywać transakcji opartych o analizy wszelkiego rodzaju (sekwencyjnie)?

M.in. z tej ostatniej właśnie przyczyny popularność DCA nie przemija. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że stosując strategie aktywne (sekwencyjne) zdecydowana większość profesjonalnych funduszy jak i inwestorów indywidualnych w długich terminach nie jest w stanie wygenerować zysków wyższych niż średnia rynkowa (indeks), a więc pobić pasywne „kup i trzymaj” (lub inaczej indeksowanie rynku), ale i lepszych niż DCA.

Nawet jeśli dysponujemy pełną kwotą planowanej inwestycji to choć najbardziej racjonalnym ruchem byłoby zainwestowanie jednorazowo i w całości (kup i trzymaj), możemy rozbić ją na comiesięczne transze, które spełniają wymogi metody DCA (pozostałą część trzymamy w lokatach lub obligacjach). Oba podejścia (DCA i KiP) cechuje niebagatelna pod względem behawioralnym korzyść (jak zresztą wszystkie inne podejścia mechaniczne):

Brak potrzeby bieżącego gromadzenia, przetwarzania i analizowania informacji nie wystawia inwestora na działanie sporej ilości błędów i efektów poznawczych. Nie sposób ich tutaj wymienić, zresztą wielokrotnie omawialiśmy je na blogach. Niemal każda decyzja podejmowana na podstawie nowych informacji obciążana jest jednym lub więcej błędem tego typu, nawet wśród profesjonalistów. Prowadzi to często do widocznych lub ukrytych wad i defektów, kończących się stratami, z którymi z kolei związane są emocje najgorszego w giełdowych fachu rodzaju. Jednakże już sam proces podejmowania decyzji, jego konieczność, nieuchronność generuje mało przyjemne często emocje i nastroje.

Prosty przykład:

Jeśli zajmujemy na rynku pozycję często popełniamy grzech zwany „efektem potwierdzenia” – nieobiektywnie oceniamy posiadane informacje większą wagę nadając tym, które potwierdzają naszą pozycję, ignorując lub nie doceniając tych, które do naszej pozycji i teorii nie pasują, a które mogą w istocie być dużo ważniejsze dla przyszłości kursu.

Podejście mechaniczne nie wymaga ani ważenia ani w ogóle przetwarzania jakichkolwiek bieżących informacji, nie wspominając przy tym, że nie do wszystkich informacji jesteśmy w stanie dotrzeć, a przy sporej ich liczbie – efektywnie je przetworzyć.

Poza tym z góry ustalone, precyzyjne i obiektywne zasady realizowania transakcji prowadzą do wewnętrznego spokoju, większej równowagi emocjonalnej i w warunkach niepewności wprowadzają odrobinę stabilności, przynajmniej co do pewnych, przewidywanych z góry zachowań. Dają przez to więcej czasu i przestrzeni na skupienie się nad pracą nad resztą pojawiających się emocjonalnych zagrożeń.

A co rożni podejście „kup i trzymaj” od DCA pod względem ram psychologicznych? Na odpowiedzi na to pytanie skupię się w dalszej części tych rozważań.

Jeśli inwestycję budujemy na raty metodą DCA to średnia cena zapłacona za posiadanie danego papieru wartościowego zawsze będzie niższa niż średnia cena z całego zakresu kursów w tym okresie. To dlatego, że przy wzrostach kupujemy mniej, przy spadkach więcej. Zarówno w przypadku DCA jak i KiP nie mamy żadnej możliwości wpływania na ryzyko (brak stopów), podczas spadków jednak obsunięcie kapitału (zmienność) zawsze będzie większa w przypadku zainwestowania całej sumy (KiP) ze względu na jej większą ilość. A to prowadzi do psychologicznego fenomenu zwanego „ramkowaniem” (ang. framing effect).

Ów efekt uwidacznia się w finansach tym, że ludzie inaczej reagują i podejmują decyzję zależnie od tego czy problem zostaje zaprezentowany w kategorii zysku lub straty. To między innymi doprowadziło do powstania fundamentalnej dla finansów behawioralnych „Teorii perspektywy” spisanej w 1979 przez Kahnemanna i Tversky’ego. Ramkowanie dotyczy jednak wszelkich przejawów działań człowieka. Ot choćby inny sposób podania statystyki dla danej kwestii może spowodować zmianę naszej poprzedniej opinii. Czy też biorąc klasyczny przypadek wypełnionej szklanki i związany z tym eksperyment: jeśli wylać z niej pół wody zdecydowana większość uważa ją za w połowie pustą, jeśli do pustej wlać wodę – większość twierdzi, że jest do połowy pełna!

W przypadku inwestowania ma to również znaczenie dla tego jak postrzegamy ryzyko. Nawet takie rzeczy jak słuchana muzyka, zjedzony posiłek, nastrój czy choćby to którą mogą wstajemy ma ogromny wpływ na to jak podejdziemy do inwestycji danego dnia- szarżując czy chowając się do kąta.

Na to wszystko nakładają się nasze wyobrażenia i doświadczenia. Przedstawienie problemu w postaci statystyki nie ma takiego wpływu na nasze działania i decyzje jak przedstawienie tego samego problemu za pomocą zdjęć, obrazków.

Podobnie jest w przypadku DCA. Małe raty wydatkowane co miesiąc i niższe zjazdy kapitału podczas bessy kształtują nasze poczucie większego „komfortu” psychicznego, lepszego amortyzowania strachu i dopasowania mentalnego wyobrażeń. Efekt finansowy końcowy wprawdzie wypaść może w części przypadków gorzej niż dla KiP, ale chociaż zamieniamy po prostu jeden wielki zakład na szereg malutkich to ów komfort odczuwania ryzyka wart jest w tym przypadku poniesionego kosztu dla wielu bardziej nerwowych inwestorów.

cdn

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. LLTA

    Cyt.:”Małe raty wydatkowane co miesiąc i niższe zjazdy kapitału podczas bessy kształtują nasze poczucie większego „komfortu” psychicznego”

    Większy komfort tylko w czasie bessy. Jeżeli hossa trwa 5 lat a bessa 2 to mamy 5 lat mniejszego komfortu, a wręcz dyskomfortu. Poczucie zmarnowanej okazji obok której stoimy pojawia się już w 3, 4 i 5-tym roku, bo inwestujemy w obligacje a rynek ucieka, wszyscy zarabiają a my nie.

  2. kathay (Post autora)

    Tak możemy to rozpatrywać biorąc pod uwagę swego rodzaju timing czyli sprzedawanie co jakiś czas portfela pod wpływem wzrostów. W 2/3 przypadków rzeczywiscie DCA wypada wówczas gorzej, co nadmieniałem.
    Jest tylko jeszcze drobny szczegół – kiedy kupić całą porcję zamiast na raty i kiedy sprzedać? I skoro to takie proste to dlaczego takie trudne i 80% traci ???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *