Wzburzenie moralne wokół parabanków przybierana na sile. Różne środowiska próbują wskazywać mniej lub bardziej winnych, którzy mieli zrobić zbyt mało albo niezbyt dużo. Niestety cały ten szum przykrywa znacznie ważniejsze mechanizmy, które stoją za popularnością parabanków.

Pierwszym elementem, który jakoś trafia do opinii publicznej, jest rosnąca liczba wykluczonych z obsługi bankowej. Możemy założyć, iż sporą część zbioru stanowią ludzie wypchnięci przez porażki w spłacie poprzednich kredytów, ale też część wypadła w wyniku przykręceniu kurka kredytowego. Bez wątpienia swoją rolę odegrał nadzór finansowy, który wieloma rekomendacjami wymusił na bankach ostrożniejszą politykę kredytową. Człowiek, który nie dostał kredytu w banku musi iść do parabanku lub do lombardu. Stąd już tylko krok do przyjmowania lokat.

Drugim czynnikiem jest nastrój grozy, jaki rozlewa się po świecie od 2008 roku. Upadek Lehman Brothers i kryzys w Unii Europejskiej spowodowały, iż w mediach powstała osobna grupa komentatorów, których można nazwać zawodowymi pesymistami. Większość z nich mogłaby mieć doktorat ze straszenia ludzi. W efekcie sojuszu z poszukującymi gorących przekazów stabloidyzowanymi mediami mamy trwale obecny przekaz, iż banki będą upadać a jedynym pewnym towarem jest np. sztabka złota na własność. Jeśli dołożyć do tego popularną inwektywę o banksterach, to nie można mieć pretensji do ludzi, iż nie wierzą już Bogdanowi, co mówił bankowy.

Trzecim jest polityka marketingowa samych banków. W przypadku parabanków podnosi się krzyk, że proponują lokaty na 10 czy nawet 15 procent. Dziś widziałem reklamę w jednym z takim parabanków z ofertą 10,75 procent. Nie sprawdzałem szczegółów, ale tak się składa, iż jeden z banków o wielkim udziale w rynku reklamuje się ofertą „zarób do 10 procent”. Na poziomie pierwszego przekazu, który bywa jednym przy podjęciu decyzji o lokacie, nie ma właściwie żadnej różnicy. Dopiero wczytanie się w mały druk pokazuje, że realne oprocentowane w banku to 5 z ogonkiem. Niestety większość ludzi widzi tylko 10 procent a konkurencja pomiędzy bankami nie zachęca do dbania o to, by widziała coś więcej niż psychologiczne 10 procent.

Czwartym elementem, zupełnie pomijanym, jest polityka państwa wobec oszczędzających. Nieszczęsny podatek od zysków kapitałowych w połączeniu z niskim oprocentowaniem lokat oznacza, iż przy zręcznej polityce banków ludzie zamiast na lokacie zarabiać, potrafią na niej stracić. Naprawdę spora część lokat jest niczym więcej niż pożyczką pieniędzy bankowi, który po uwzględnieniu inflacji i podatku oddaje mniej niż przyjął. Zręczność banków i niewiedza klientów powoduje, iż w części przypadków można mówić raczej o usłudze skrytkowej nie o klasycznej lokacie. Większość tego nie zauważa, ale część jednak czuje, że depozytariusze nie są szanowani.

Nie dziwmy się również, iż w dyskusji o parabankach ludzie podnoszą głosy, iż atak na parabanki jest efektem działań lobby bankowego, które miało czuć się zagrożone rosnącą popularnością konkurencji. Skala pieniądza zdeponowanego w bankach i parabankach wskazuje, iż oficjalny sektor nie ma dziś żadnych powodów do obaw, ale sam fakt, iż takie głosy mogą mieć miejsce powinien być bazą do namysłu dla KNF, NBP i Związku Banków Polskich. Każda z instytucji ma sporo do zrobienia, by środowisko bankowców – bankierów jednak w Polsce ciągle mało – pozbyło się gęby banksterów.

Podsumowując, walczyć z parabankami za pomocą policji, to jak walczyć bimbrownikami i jednocześnie radykalnie podnosić podatki na alkohol. Jeśli chcemy ograniczyć działalność parabanków, to nie musimy budować policji parabankowej, ale z szacunkiem podejść do zapomnianej idei, iż bogactwo buduje się również poprzez zachęcanie ludzi do oszczędzania. Dziś dla części ludzi państwo jawi się, jako spółka spleciona z bankami, która poluje na frajerów. Trzeba się wsłuchać w głosy tych, który czują, iż po nakarmieniu instytucji oraz fiskusa wyjmują mniej niż włożyli. W zarysowanym schemacie rzeczywistości parabanki są raczej objawami choroby niż samą chorobą.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

3 Komentarzy

  1. inwestonik blog

    Jedynym skutecznym rozwiązaniem tego problemu jest edukacja ekonomiczna Polaków, innej rady nie ma.

  2. _dorota

    “niskim oprocentowaniem lokat”
    Hm, “niskim”?

    Co do podatku od zysków kapitałowych – chyba będziemy musieli się do niego przyzwyczaić. Jest łatwo ściągalny, i dlatego nie zniknie nigdy. Nawet mimo tego, że jest dewastujący dla skłonności do oszczędzania. Zresztą – dopóki płynność w systemie bankowym jest wystarczająca, nikt się nię będzie zastanawiał nad zniesieniem go.

    “rosnąca liczba wykluczonych z obsługi bankowej”
    Tak mi się coś przypomina, że Clinton (z pomocą Greenspana) walczył w “dyskryminacją w dostępie do kredytu”.
    Skutecznie 😉

    1. astanczak (Post autora)

      @ _dorota

      Dobra uwaga z tym Greenspanem – trzeba o tym przypominać – ale rynek nie lubi próżni i będzie próbował zapełniać nisze zostawione przez dominujące podmioty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *