Zaciskanie pasa (na szyi)

W kwietniu sprzedaż detaliczna w Hiszpanii spadła o 9,8% – to największy spadek w historii (przynajmniej odkąd istnieją dane). Kwiecień był dwudziestym drugim spadkowym miesiącem z rzędu.

Merijn Knibbe zwrócił uwagę na trend hiszpańskiej sprzedaży detalicznej i podał dwa interesujące szczegóły:

  • sprzedaż detaliczna znajduje się na poziomie z 1999 roku
  • sprzedaż detaliczna per capita jest 8% poniżej poziomu z 1995 roku

Knibbe pyta więc: jak długo i jak mocno Hiszpanie mają zaciskać pasa, jeśli zdaniem wielu prominentnych ekonomistów, tylko zaciskanie pasa może uzdrowić sytuację w państwach peryferyjnych UE?

Otóż, sytuacja w Hiszpanii nie jest wyjątkowa. Od szczytu, sprzedaż detaliczna (bez samochodów i motocykli) spadła w tym państwie o 18%. W Grecji spadek ten wyniósł 32%. Na Łotwie spadek sprzedaży detalicznej od szczytu do minimum wyniósł 39%. Wskaźnik zdołał się jednak podnieść od ‘dołka’ o 16%. W Irlandii, Grecji i Hiszpanii trwa trend spadkowy.

Popatrzcie na poniższy wykres, który za danymi Eurostatu pokazuje trend sprzedaży detalicznej w Niemczech, Irlandii, Grecji, Hiszpanii, Polsce i Łotwie w okresie IQ2000 – IQ2012 (poziom 100 to wartość sprzedaży detalicznej z 2005 roku).

Dane: Eurostat

Oglądając ten wykres odczuwacie dumę z polskiego konsumenta czy silny niepokój spowodowany obawami o dotarcie do Polski europejskiego trendu sprzedaży detalicznej?

Warto obejrzeć jeszcze jeden wykres. Z danych Eurostatu o liczbie bezrobotnych w poszczególnych kategoriach czasu trwania bezrobocia obliczyłem wskaźnik długoterminowego (powyżej 1 roku) bezrobocia. Określa on jaki procent wszystkich bezrobotnych stanowią osoby nieposiadające pracy przynajmniej przez rok. Niestety, nie mogłem uwzględnić Łotwy. Dane dla Niemiec sprzed 2005 pochodziły z jednego kwartału w każdym roku (w celu stworzenia wykresu ‘przeciągnąłem’ je na pozostałe kwartały).

Dane: Eurostat

Zwróćcie uwagę na sytuację w Hiszpanii i Irlandii. Czy wzrost długoterminowego bezrobocia jest konsekwencją przekłucia baniek na rynku nieruchomości i ma charakter strukturalny? Taka interpretacja wydaje się sensowna. Niestety, oznacza to, że w przypadku tych państw spora część populacji (w przypadku Hiszpanii 9% – 0,36 z 25% bezrobotnych)w najbliższej przyszłości nie ma szans na aktywność zawodową.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

36 Komentarzy

  1. szutnik

    Oj Trystero,

    Tym wpisem kopiesz Wielkiego Autoryteta, Balcerowicza Leszka, któren wszędzie, gdzie tylko może, na ekranie każdej TV, ktora Go tylko zaprosi i każdej gazety, która mu da wierszówkę głosi, że Południe musi jeszcze bardziej zacisnąć pasa i tylko w ten sposób wyjdzie z problemów, a drukowanie pieniędzy jest bardzo Be.

    I co Waść na to, doktorancie? Nie boisz się? 😉

    1. trystero (Post autora)

      @ szutnik

      Ten tekst nie był pomyślany jako polemika do jakichkolwiek poglądów. Gdy obejrzałem dane o sprzedaży detalicznej, stwierdziłem, że ludzie (w tym ja!) w państwie takich jak Polska, z gładkim, rosnącym trendem konsumpcji, mogą nie do końca rozumieć co się dzieje na peryferiach strefy euro. Stąd pomysł na pokazanie tych danych.

      Więcej danych jest zresztą w drodze…

      Natomiast rzeczywiście: jeśli mnie zapytasz co sądzę o stosowaniu strategii zaciskania pasa w Hiszpanii, to odpowiem, że w świetle pokazanych danych wydaje się counterintuitive (to słowo najlepiej odda moje odczucia).

  2. _dorota

    Południe zostało złapane w pułapkę wspólnej waluty, to determinuje ich obecną sytuację. Gdybyż mogli sobie drukować…(dla Grecji jedynym ratunkiem jest wyjście, potężna dewaluacja i druk).

  3. Adam_S

    Skoro kraje te maja tak mocne bezrobocie, nie maja przemyslu, nie maja na czym sie oprzec to drukowanie im nic nie da…
    dac bezrobotnemu pieniadze bez mozliwosci pracy mija sie z celem, przeje to, chwile gospodarka ruszy i znow zdechnie tyle ze z wiekszym dlugiem. Drogi juz tam maja, domow pelno tez… co oni moga budowac? Najwyzej zajac sie rolnictwem ale do tego potrzebne sa pozwolenia z Unii bo za duzo jedzenia niby produkujemy…

  4. podtworca

    Jestem ciekaw jaki wpływ na naszą sprzedaż ma handel przygraniczny. Spędzam zazwyczaj wakacje na Suwalszczyźnie i jak do 2008 jeździło się na Litwę tankować, tak od 2009 region przeżywa dosłownie najazd litewskich zakupowiczów (lit jest przywiązany do euro). Złoty jest jedną z najszybciej sypiących się walut, a sąsiadów z mocniejszą walutą mamy aż 4 (z czego 2 – Słowacja i Litwa, ma waluty nienaturalnie silne w stosunku do swojej gospodarki).

    Drugi czynnik – pracujący za granicą. Znam kilka przypadków ludzi, którzy trzymali funty, bo nie opłacało się im sprzedawać poniżej 5zł. Teraz chcą je wydać, bo mogą za nie więcej kupić, a boją się znowu szybkiej utraty wartości (zbyt częste euforie i paniki przyzwyczajają ludzi, że jak szybko urosło, to równie szybko może spaść).

    Na koniec chciałbym zarzucić taki temat do zastanowienia – czy oszczędności, przez które tak cierpi południe Europy mają tylko negatywne aspekty? Dekadę temu Niemcy też przeprowadzali ‘drakońskie’ reformy i dziś są kwitnącą gospodarką.

    Czytałem ciekawy reportaż o rozwoju barteru w Grecji. Ostre cięcia w budżetówce sprawiły, że więcej ludzi zajęło się wytwórstwem, przetwórstwem, handlem. Oddolnie organizują się, miasta otwierają targowiska na których rolnicy sprzedają taniej niż markety swoje towary. A skoro są tańsi w Grecji, prawdopodobnie zrodzi się pomysł eksportu. Od wielu lat było wiadomo, że Grecję ciągną na dno przerośnięta administracja, wycieki w budżetówce, korupcja, upadek przemysłu. Może dzięki ograniczonej podaży pieniądza rządy greckie nie mają innego wyjścia, niż uzdrawiać tę chorą sytuację?

    1. trystero (Post autora)

      @ podtworca

      Na koniec chciałbym zarzucić taki temat do zastanowienia – czy oszczędności, przez które tak cierpi południe Europy mają tylko negatywne aspekty?

      No jasne, że nie. W szerokim ujęciu to delewarowanie sektora prywatnego jest procesem prowadzącym do odzyskania równowagi w gospodarce.

      Dekadę temu Niemcy też przeprowadzali ‘drakońskie’ reformy i dziś są kwitnącą gospodarką.

      Drakońskie? Popatrz na wykresy. Widzisz te ‘drakońskie’ reformy na początku XXI wieku?

  5. kajet

    Po pierwsze – czy Hiszpanie rzeczywiście zaciskają pasa? Deficyt finansów publicznych wyniósł tam w 2011 r. 9% PKB. Do tego niedawno hiszpański skarb państwa zafundował Bankii 23 mld euro w zamian za 90% (prawdopodobnie bezwartościowego) kapitału własnego tego banku – pytanie, czy tak postępują kraje zaciskające pasa. I czy kraje zaciskające pasa wydają 37% budżetu na emerytury (źródło: http://dailycaller.com/2012/04/04/an-impossible-57-of-spains-budget-is-devoted-to-pensions-unemployment-benefits-and-interest/).

    Druga rzecz – dane dotyczące konsumpcji są interesujące, ale z porównania Polski do krajów rozwiniętych trudno wyciągnąć wnioski. Pytanie także, w jakiej to jest walucie – czy ten nasz wzrost o 30% od 2006 r. do wybuchu kryzysu to nie jest w dużej mierze osłabienie euro?

    1. trystero (Post autora)

      @ kajet

      Po pierwsze – czy Hiszpanie rzeczywiście zaciskają pasa?

      Cóż, jeśli po pokazaniu wykresu trendu sprzedaży detalicznej ciągle masz wątpliwości, to ja nie mogę już pomóc.

      Pytanie także, w jakiej to jest walucie – czy ten nasz wzrost o 30% od 2006 r. do wybuchu kryzysu to nie jest w dużej mierze osłabienie euro?

      Wiesz co, odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Dojrzy ją na wykresie każdy SZCZERZE zainteresowany poznaniem odpowiedzi. Generalnie, sprzedaż detaliczną podaje się w walucie lokalnej (i od wartości w walucie lokalnej liczy się zmiany procentowe), dostosowaną o inflację, z reguły dostosowaną sezonowo. Ale nawet gdybyś tego nie wiedział – odpowiedź, znajduje się na wyciągnięcie ręki, na wykresie. Zastanów się i powiedz dlaczego po dokładnym przyjrzeniu się wykresowi jesteś pewien, że trend sprzedaży detalicznej w Polsce nie jest determinowany kursem euro.

      Druga rzecz – dane dotyczące konsumpcji są interesujące, ale z porównania Polski do krajów rozwiniętych trudno wyciągnąć wnioski.

      Nie musisz tego robić. Porównaj Hiszpanię do Niemiec a Polskę do Łotwy.

  6. Tomala

    Prośba o wyjaśnienie ostatniego zdania “(w przypadku Hiszpanii 9% – 0,36 z 25% bezrobotnych)”. Domyślam się, że błąd. 9 procent bezrobotnych, czyli 0,36 Hiszpanów, przy bezrobociu 25%?

    1. trystero (Post autora)

      @ Tomala

      Bezrobocie w Hiszpanii to 25%. Wskaźnik długoterminowe bezrobocia (widać to na wykresie) to 0,36. A więc 9% populacji jest długoterminowymi bezrobotnymi (oczywiście, populacji = siły roboczej).

  7. podtworca

    Pisząc drakońskie miałem na myśli sposób, w jaki odbierało je społeczeństwo (wydłużenie wieku emerytalnego, ograniczenie kosztów pracy i co za tym idzie zabezpieczeń socjalnych). Niedawno czytałem hiobowy artykuł o Francji, która ma podobno dwukrotnie wyższe koszty pracy niż Niemcy. Nie oceniam, nie patrzę przez ideologiczne okulary, po prostu wydajność i długość pracy przeciętnego Niemca znacząco wydłużyła się w stosunku do innych państw i to zaowocowało profitami.

    Z drugiej strony taka Francja dużo łożyła (z sukcesem) na zwiększenie dzietności społeczeństwa i nietrudno sobie wyobrazić, że za jakiś czas starzejące się społeczeństwo niemieckie będzie miało problemy, a Francuzi przeżyją boom dzięki demografii.

    A to, że nie było widać reform na wykresach? Może było widać gdzie indziej – na pęczniejących niewspółmiernie wykresach greckich, hiszpańskich czy włoskich.

    1. trystero (Post autora)

      @ podtworca

      Nie oceniam, nie patrzę przez ideologiczne okulary, po prostu wydajność i długość pracy przeciętnego Niemca znacząco wydłużyła się w stosunku do innych państw i to zaowocowało profitami.

      Możesz podać jakieś potwierdzenie informacji o wydłużeniu się długości pracy w Niemczech w porównaniu do innych państw?

      A to, że nie było widać reform na wykresach?

      Rzecz w tym, że nie było widać. Ani na wykresie bezrobocia, ani na wykresie konsumpcji. Być może Niemcy wcale nie przeprowadzili tak drakońskich reform jak wydaje się Niemcom, że przeprowadzili? Być może Niemieckie reformy były bardziej przemyślane?

  8. asmoeth

    Kto w marcu nie kupił 10k dolarów, ten trąba.

    @ Hiszpania:

    Mam wrażenie, że Hiszpania wpadła już w spiralę, na końcu której jest totalny krach. Głęboka recesja, masowe bezrobocie, brak płynności w systemie bankowym. Potem jest już tylko “liquidity hospital” dla rządów i nawet nie chcę myśleć, co jeszcze.

    Nawiasem mówiąc, akurat Hiszpania ma jakiś tam przemysł. Zresztą, nawet gdyby nie miała, mogłaby tanio (po ewentualnym wyjściu ze strefy euro i dewaluacji własnej waluty) eksportować usługi. Jak Grecja.

    @ Niemcy:

    W przypadku Niemiec kluczowym czynnikiem były nie tyle “drakońskie reformy”, a raczej wypracowanie gigantycznej nadwyżki w handlu zagranicznym. Jeżeli jest jakiś powód, dla którego Niemcy kwitną, to jest nim właśnie stworzenie potęgi eksportowej. Jak to ktoś ładnie ujął, Niemcy produkują producentów produktów. Bo konsumpcja stoi od wielu lat w miejscu, co zresztą widać na pierwszym wykresie od Trystero – realna sprzedaż detaliczna jest od 12 lat taka sama.

    @ Balcerowicz:

    Poniedziałkowy wywiad z Balcerowiczem zapiera dech w piersiach. Mam w związku z nim tylko jedną prośbę – niech LB opowie o pożytkach z posiadania stałego kursu walutowego na przykładzie ostatniego kryzysu. Proszę.

  9. podtworca

    Przejęzyczenie, chodziło mi o wiek emerytalny, który przez lata był dłuższy w Niemczech. Jesli to nie wynikało z kontekstu, to sorry. O tym, że zmiany wprowadzali mądrzej (bez finansowego noża na gardle, w sposób zorganizowany i dalekosiężny) nie napisałem, co nie znaczy, że twierdziłem coś przeciwnego.

    Nigdzie nie napisałem, że popieram sposób, w jaki przeprowadza się reformy w PIIGSach. Nie mam pojęcia w jaki sposób można było je przeprowadzić lepiej, ani czy po sztucznym kreowaniu bogactwa w tych krajach, dało się je podtrzymać bez ciężkich wyrzeczeń społeczeństwa.

    Jestem natomiast ciekawy, czy ktoś potrafi znaleźć pozytywne aspekty pakietów oszczędnościowych, zmieniania patologicznego w tych państwach systemu dystrybucji dóbr.

    I znowu – nie oznacza to, że jestem jakimś wolnorynkowym oszołomem (ciężko komentować, kiedy trzeba się tłumaczyć z każdego poglądu). Wiem jakich spustoszeń dokonała ideologia neoliberalna w państwach afrykańskich, w których podkopała państwowość i elity skupione wokół administracji.

    1. trystero (Post autora)

      @ podtworca

      Nigdzie nie napisałem, że popieram sposób, w jaki przeprowadza się reformy w PIIGSach. Nie mam pojęcia w jaki sposób można było je przeprowadzić lepiej, ani czy po sztucznym kreowaniu bogactwa w tych krajach, dało się je podtrzymać bez ciężkich wyrzeczeń społeczeństwa.

      Wiesz, ja też staram się nie sprawiać wrażenia, że znam najlepszy sposób na wyciągnięcie peryferii z kłopotów.

      Przede wszystkim trzeba zauważyć, że Grecja i Hiszpania mają zupełne różne problemy. Hiszpania ma recesję bilansową spowodowaną pęknięciem bańki na rynku nieruchomości. Grecja ma zdegenerowany system instytucji – zarówno publicznych jak i prywatnych. Ja, o ile dostrzegam możliwości wyjścia Hiszpanii z problemów to dla Grecji (z wyjątkiem stworzenia tam niemiecko-nordyckiego kondominium) takiej szansy nie widzę. Mam nadzieję, że uwaga o kondominium nie będzie odebrana jako jakaś forma szowinizmu.

      I znowu – nie oznacza to, że jestem jakimś wolnorynkowym oszołomem (ciężko komentować, kiedy trzeba się tłumaczyć z każdego poglądu). Wiem jakich spustoszeń dokonała ideologia neoliberalna w państwach afrykańskich, w których podkopała państwowość i elity skupione wokół administracji.

      Nie rozumiem dlaczego odczuwasz potrzebę tłumaczenia się z każdego poglądu ani wyjaśniania, że nie jesteś wolnorynkowym oszołomem.

  10. _dorota

    Ale przyznacie jedno: pozostając przy wspólnej walucie Hiszpania (i nie tylko) NIE MA alternatywy dla drastycznego cięcia wydatków i obniżania kosztów pracy. Konkurencyjność jakoś muszą odzyskać.

    Można komentować to mniej lub bardziej dramatycznie, ale innych recept brak.

    1. trystero (Post autora)

      @ dorota

      Ale przyznacie jedno: pozostając przy wspólnej walucie Hiszpania (i nie tylko) NIE MA alternatywy dla drastycznego cięcia wydatków i obniżania kosztów pracy.

      Nie wiem czy jest alternatywa czy nie. Wiem jedno: koszty pracy nie są problemem (przynajmniej w Hiszpanii). Spróbuj ‘przetrawić’ ten tekst: Competitiveness is about capital much more than labor

      Workers’ pay level is not the problem in Southern Europe. It is deficiencies in the arrangement of capital, again broadly construed, that have left Greece and Spain unable to produce value in sufficient quantity to compete with their neighbors.

      Nie rozumiem dlaczego pracownicy mają ponosić koszty problemów, które nie spowodowali.

  11. szutnik

    @ Trystero

    Ależ ja się w pełni z Tobą zgadzam ( i zarazem zdecydowanie jestem przeciw poglądowi, lansowanemu przez LB) Dlaczego? Bo:

    1. Obecnie mamy stałą presję deflacyjną, wywołaną nadmiarem długu w Systemie. Do czasu zdelewarowania się przez sektor prywatny, presja ta będzie obecna. Miejmy nadzieję, ze to zdelewarowanie się wystarczy do ponownego postawienia pociągu na tory, z ktorych wyleciał.

    2. Ta presja deflacyjna jest sztucznie zatrzymywana przez banki centralne po to, by nie przerodziła się w zapaść deflacyjną, dlatego jest niewidoczna na pierwszy rzut oka, ale jest. Wystarczy spojrzeć na reakcje rynków surowcowych zaraz po zakończeniu kolejnych transz pompowania kredytu w System.

    3. Jeśli podstawowym problemem jest potencjalna Deflacja, a nie Inflacja, to z problemu braku konkurencyjności NIE DA sie wyjść tylko przez zaciskanie pasa – to nakręca dalej spiralę deflacyjną.
    To znaczy: matematycznie, na papierze się da. Tak zawsze można zrobić zaciskanie pasa przez np. gwałtowne, 80% obniżenie konsumpcji i zarobków, natychmiast rozwiązujące problem.
    W realnym świecie chyba tylko społeczeństwo Korei Północnej byłoby zdolne wytrzymać taką politykę bez rewolty; z wiadomych zresztą powodów.

    4. Problem Południa to odzyskanie konkurencyjności, bo tylko ta da im przejście od deficytu do nadwyżki budżetowej i w konsekwencji da szansę na zmniejszenie kiedyś zadłużenia. Jednocześnie kraje te tkwią we “współczesnym złotym standardzie” czyli Euro. Jest tylko kwestią czasu zrzucenie tego “złotego standardu” – to pokazuje doświadczenie krajów europejskich z czasów Wielkiego Kryzysu.

    Co zaś do LB to dla mnie, jak przystało na każdego rasowego Generała, walczy On “w poprzedniej (inflacyjnej) wojnie”.

    Pytałem, bo byłem tylko ciekaw, czy masz świadomość, że idziesz mocno pod prąd oficjalnego poglądu ekonomicznego polskiego mainstreamu 🙂

  12. jacek

    @_dorota

    “Południe zostało złapane w pułapkę wspólnej waluty, to determinuje ich obecną sytuację. Gdybyż mogli sobie drukować…(dla Grecji jedynym ratunkiem jest wyjście, potężna dewaluacja i druk).”

    “[…] NIE MA alternatywy dla drastycznego cięcia wydatków i obniżania kosztów pracy. Konkurencyjność jakoś muszą odzyskać.

    Można komentować to mniej lub bardziej dramatycznie, ale innych recept brak.”

    Możesz mi proszę wyjaśnić na czym będzie polegało dobroczynne działanie proponowanego przez Ciebie rozwiązania?

    Czy twoim zdaniem, po przejściu na drachmę i dewaluacji, wewnętrzna sprzedaż w Grecji wzrośnie radykalnie kompensując z nawiązką dotychczasowe straty? A może cała Europa rzuci się do masowego kupowania tanich Greckich produktów i usług? Albo Niemcy będą przenosić swoją produkcję do taniej Grecji?

  13. _dorota

    @ Trystero
    Wyjątkowo ciekawy link. Jak zrozumiałam, wyjściem mogłaby być produkcja dóbr bardziej zaawansowanych technologicznie, i przez to miałaby być odzyskana konkurencyjność. Tylko, że 1)obecnie kapitału na inwestycje nikt im nie dostarczy i 2)nie potrafiliby go wykorzystać (nie potrafili wcześniej).

    Tak czy tak – niezależnie czy pracownicy spowodowali obecne problemy, czy też nie – to tylko oni mogą ponieść ich koszty.

    Zahaczamy tutaj o problem wyboru elit politycznych. Jeżeli wyborcy dadzą możliwość rządzenia ludziom, którzy nie dorośli do tego zadania, to…trudno. Koszty spadną zawsze na nich samych.

  14. _dorota

    Widzę, jak scierają się dwa poglądy na możliwość wyjścia z kryzysu: 1) zaciskanie pasa, 2) “ucieczka do przodu” przez zwiększenie produktywności.

    Gdyby to było 10 lat wcześniej, to wyjście 2. byłoby możliwe. Przy obecnem poziomie zadłużenia nie jest m.zd.

  15. _dorota

    @ Jacek
    Na wakacje do Grecji za 1/2 (nawet 1/3) obecnej ceny pojadą chyba wszyscy 😉

  16. kajet

    @trystero
    “Nie rozumiem dlaczego pracownicy mają ponosić koszty problemów, które nie spowodowali.”

    A ja nie rozumiem tego zdania 🙂
    Rozmawiamy o postulatach moralnych czy o kryzysie i działających (lub nie) rozwiązaniach?

    Hiszpanie wybrali parlament, który przegłosował, że za każdy przepracowany rok pracownikowi należy się w momencie zwolnienia 45-dniowa odprawa. Oznacza to, że zwalniając kogoś po 12 latach, muszę mu wypłacić 18 pensji! Teraz – w obliczu MEGAKRYZYSU i absurdalnie wysokiego bezrobocia – obcięto te odprawy o 1/4 (sic!), i to tylko w odniesieniu do pracowników zatrudnionych od momentu wejścia w życie “reformy” (http://www.businessweek.com/news/2012-02-13/spain-cuts-severance-pay-on-new-open-ended-job-contracts.html). Nic dziwnego, że brak chętnych do inwestowania. Gdybyśmy mieli w Polsce takie przepisy, dawno byśmy zbankrutowali, a dystans do Niemiec pod względem formacji kapitału by rósł, a nie malał.

  17. kajet

    Re ostatni wpis – pisząc “nie rozumiem tego zdania” nie wytykam przejęzyczenia gramatycznego – chodzi wyłącznie raczej o to, że nie jest ono argumentem.

  18. Bogdan

    W lutym zeszłego roku kupiłem sobie greckie obligacje rządowe po kursie ok. 98%. Po paru miesiącach sprzedałem i… zarobiłem 5 euro. (czyli wyszedłem na zero). Tajemnicą “sukcesu”, czyli braku straty, było to, że kupiłem obligacje z krótkim okresem wykupu (naówczas ok. 6 miesięcy). To może być wskazówka dla kupujących obligacje krajów zagrożonych bankructwem. Kupując nasze obligacje też preferuję te o krótkim okresie wykupu…

  19. Globalny Śmietnik

    “Za to Magda jest w Madrycie i wychodzi za Hiszpana … ”

    Ciekawą by była próba spojrzenia na przyczynę uprzedniego wzbogacenia się Hiszpanii, Grecji innych tego typu krajów.

    Czy przyczyny koniunktury miały charakter trwały, czy może jednorazowy?

    1. trystero (Post autora)

      @ Globalny Śmietnik

      W przypadku Hiszpanii, kluczowa była bańka na rynku nieruchomości – w pierwszej dekadzie XXI wieku w Hiszpanii budowano 30% wszystkich domów w Unii Europejskiej. A bańka na rynku nieruchomości doskonale ukrywa poważne problemy gospodarcze – generuje mnóstwo relatywnie dobrze płatnych etatów dla niewykwalifikowanych pracowników.

      Grecja to jest jakaś zagadka. W ostatniej dekadzie to permanentny deficyt budżetowy i dotacje z UE miały pewnie największy udział we ‘wzbogacaniu się’ Greków.

  20. wojtuszek

    @Bogdan – a w jaki sposób je kupiłeś?

  21. Bogdan

    @ wojtuszek : na giełdzie we Frankfurcie czy też Duesseldorfie (tam można kupić prawie że wszystko). Mam rachunek inwestycyjny w Niemczech.

  22. Bogdan

    Trystero ma rację. Grecja to zagadka. Nigdzie nie trafiłem na jakieś rozsądne wyjaśnienie. Gdzie są te wszystkie pieniądze? Państwo greckie jest bankrutem, a na pieniądzach położyli łapę cwani obywatele, bo przecież nie wyparowały.

  23. Globalny Śmietnik

    @trystero
    “W przypadku Hiszpanii, kluczowa była bańka na rynku nieruchomości” Acha – czyli to se ne vrati.

    Hmm – pamiętam inną podobną przyczynę wzrostu gospodarczego – za PRL (8-9 gospodarka świata) była to izolacja od gospodarki światowej – wygłodniały RWPG kupował wszystko. Wystarczyło na “małą stabilizację” za Gomułki, potem trochę na Drugą Polskę Gierka.

    A potem przyszedł kryzys i nieunikniona transformacja ustrojowa: Miliony ludzi wyleciały z pracy albo pracowały czy pracują do dziś poniżej kwalifikacji (rzekomych?), w Niemczech pojawiła się Mniejszość Polska, Magda wyszła za Hiszpana, marynarze statkow porywanych przez piratów to często Polacy.

    Nie wiem, czy Hiszpanię nie czeka to samo: masowa emigracja zarobkowa i prywatny transfer gotówki do ojczyzny, Dolores wyjdzie za Bułgara albo Słowaka, Guardiola zatrudni się w Górniku Polkowice, powstanie Mniejszość Hiszpańska w Nienczech, pojawią się na morzach hiszpańscy marynarze…

    1. trystero (Post autora)

      @ Globalny Śmietnik

      powstanie Mniejszość Hiszpańska w Nienczech, pojawią się na morzach hiszpańscy marynarze…

      A skąd się wziął Mario Gomez? Mniejszość hiszpańska w Niemczech już jest (chyba z lat 50. i 60.)

      Nie wiem, czy Hiszpanię nie czeka to samo: masowa emigracja zarobkowa i prywatny transfer gotówki do ojczyzny

      Myślę, że nie jest tak źle. Hiszpania 2012 to nie Polska 1989. W Hiszpanii są konkurencyjne gałęzie gospodarki, jest kapitał ludzki, są też powiązania z szybko rosnącymi rynkami w Ameryce Łacińskiej. W długim terminie Hiszpania ma szansę wyjść na prostą. Bez bólu się jednak nie obędzie.

  24. szutnik

    @ Trystero

    Grecja to jest jakaś zagadka. W ostatniej dekadzie to permanentny deficyt budżetowy i dotacje z UE miały pewnie największy udział we ‘wzbogacaniu się’ Greków.

    Ekspansja monetarna (ściślej – kredytowa) na początek dużo poprawia i daje efekt “bogactwa”. Problemy pojawiają się dopiero później…

    Podrzucam wywiad z jednym z moich ulubionych ekonomistów, Richardem Duncan’em nt. jego nowej książki:
    http://www.financialsense.com/financial-sense-newshour/in-depth/2012/04/04/richard-duncan/the-new-depression

    i końcowy rozdział z tej ksiązki:
    http://media.wiley.com/PressRelease/102972/c09.pdf

    A tu informacje, Kto zacz, dla nieznających:
    http://www.richardduncaneconomics.com/about-richard-duncan/

    To nie jest o Grecji, ale i tak ciekawe.

  25. yogi

    zgodnie z teorią Hayeka powodem kryzysu jest nadmierny poziom inwestycji , którym nie towarzyszy wzrost oszczędnościa więc ograniczenie konsumpcji co umożliwia ekspansja kredytowa, taka kontrakcja jest naturalna…ale to taka nie naukowa teoria ,kto by sie tym przejmował:)

  26. gszczepa

    Grecja ma niecodziennie wysoki (jak na europejski kraj) udział wydatków na armię. Co więcej, znikoma część sprzętu wojskowego jest produkowana na miejscu.

  27. jacek

    @_dorota

    “Na wakacje do Grecji za 1/2 (nawet 1/3) obecnej ceny pojadą chyba wszyscy”

    Dzięki za to błyskotliwe wyjaśnienie, jak to dewaluacja drachmy uratuje grecką gospodarkę. Rozumiem, że żartujesz sobie z mojego pytania, no i dobrze, bo inaczej pomyślał bym, że nie masz pojęcia, co mi na serio odpowiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *