Po latach, w których chińskim apetytem można był wytłumaczyć na rynku wszystko, ostatnie tygodnie przynoszą falę pytań na temat kondycji azjatyckiego smoka. Tylko w trakcie ostatnich kilkunastu sesji na plan pierwszy wybijały się dane z Chin, które straszyły spowolnieniem w wielu gałęziach chińskiej gospodarki.

Ciekawostką tych obaw jest to, iż nikt do końca nie potrafi zdefiniować, co w przypadku Chin będzie można uznać za poważne spowolnienie. W powszechnym użyciu jest pojęcie hard landing, które przeciwstawia się pojęciu soft landing. Naprawdę jednak, dziś granicy pomiędzy soft landing i hard landing być nie może, bo o tym, czy rozgrzaną gospodarkę uda się schłodzić bez pchnięcia jej w dynamiczny spadek wzrostu gospodarczego daje się ocenić dopiero po efektach terapii schładzającej.

W skrócie rzecz ujmując strategia zakłada, iż w schładzaniu rząd czy władze odpowiedzialne za politykę monetarną starają się obniżyć dynamikę wzrostu gospodarczego i inflacji dostępnymi narzędziami bez recesji. Jednak dopiero po czasie okazuje, czy zastosowane działania spowodowały, iż gospodarka podpadła w recesję, czy też miękko przeszła do wzrostu o mniejszej dynamice przy wygaszeniu czynników generujących zbyt mocny wzrost cen. Tyle mówi teoria. W praktyce dynamika wzrostu gospodarki chińskiej powoduje, iż to, co w Europie byłoby uznane za rozpalenie do czerwoności w Chinach uznawane jest za sytuację kryzysową i groźną dla stabilności politycznej. W efekcie na rynku pojawiły się badania, w których zapytano inwestorów, co właściwie są skłonni uznać za chińskie lądowanie w stylu hard lub soft. Okazuje, iż dla przeszło ¼ ankietowanych wersja hard oznacza spadek dynamiki PKB Chin poniżej 7 procent. Kolejne 26 procent zgodzi się na określenie hard, gdy PKB spadnie poniżej 5 procent.

Dla osób przyzwyczajonych do „europejskich” wskaźników takie dane właściwie nie mówią niczego o gospodarce chińskiej, bo trudno martwić się czymś, co w najmniejszym stopniu nie wypełnia definicji recesji. W istocie problem z 7-mio czy 5-procentowym wzrostem w Chinach polega na tym, iż przy takiej dynamice gospodarka nie jest wstanie wchłaniać nowych ludzi, którzy pojawiają się na rynku pracy w każdym roku. Dokładnie ten sam problem mają dziś Stany Zjednoczone, których gospodarka wygląda poprawnie np. na tle Europy, ale rynek pracy ciągle jest w zbyt słabej kondycji. Co ważniejsze, przy lądowaniu Chin w wersji hard istnieje zagrożenie, iż proces przesuwania się pracowników ze wsi do miast zostanie odwrócony a stąd już tylko krok od najgroźniejszego dla Chin elementu, jakim są bunty zdesperowanych chłopów.

Dziś doniesienia o protestach rolników są słabo obecne, ale też Chiny ciągle rozwijają się w tempie, które nie generuje napięć społecznych na skalę, która groziłaby destabilizacją polityczną. Jednak to, co świat może uznać za hard landing dla samych Chińczyków może być radykalnym pogorszeniem perspektyw po latach imponującego bumu gospodarczego. Obserwujemy to dziś w Hiszpanii, Włoszech czy Grecji. Chiny z dynamiką PKB na poziomie kilku procent i stałym wzrostem populacji mogą mieć ten sam problem. Trzeba bowiem pamiętać, iż do końca dekady społeczeństwo chińskie powiększy się o blisko 50 mln ludzi a wzrost populacji wygaśnie dopiero po 2030 roku. Do tego czasu Chiny muszą robić wiele, by nie skończyło się zdestabilizowaniem nie tylko systemu gospodarczego, ale również politycznego.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *