Rewolwerowcy kontra pistoletowcy 4

Adaptacja lub zmiana rynku czy ewentualnie strategii to jedyne co my możemy zrobić w konfrontacji z algorytmami tradingowymi (HFT). Istnieje jeszcze pewne pole do popisu dla nadzoru, choć nie wszystko da się i nie wszystko powinno się rozwiązywać zakazami.

 

O ile dobrze pamiętam na podstawie zapisków, około rok temu ekonomista Michael Hudson przytaczał takie oto dane:

w 2010 roku w USA średni czas posiadania akcji (czyli de facto czas transakcji) trwał 22 sekundy, podczas gdy na forexie było to 30 sekund.

Prawdopodobnie dziś ten czas uległ skróceniu ponieważ zarówno obroty jak i ilość firm HFT wzrosły. Rynki skomputeryzowały się i zglobalizowały, tak samo jak świat dookoła nich. Czy ktokolwiek istotnie odczuł to zmniejszenie średnich interwałów posiadania akcji czy waluty? Prawdopodobnie dalszy ich spadek również nie będzie zauważalny, tym bardziej, że granica leży bliżej niż dalej. Nie sposób tego zatrzymać, choć można częściowo uregulować.

Od zawsze istniały na giełdzie grupy posiadające naturalną (mam na mysli legalną) i przy tym akceptowaną przez resztę uczestników przewagę. Zanim rynek opanowały HFT, profesjonalne instytucje dysponowały (i nadal dysponują) nieporównywalnie większą wiedzą, dostępem do informacji, lepszą technologią oraz zatrudniały najlepszych specjalistów. Od zawsze mamy tego świadomość i mimo to decydowaliśmy się stanąć przeciwko nim w walce o zyski. Wejście na ten plac bitwy ultraszybkich robotów nie zmieniło wiele w tym bilansie przewagi na naszą niekorzyść poza tym, że one teraz stały się „tyranozaurem” w tym ekosystemie a instytucje albo same zbudowały działy algorytmów albo zadowoliły się nieco gorszym miejscem w kolejce dziobania (częściowo z powodu nowych regulacji w USA – w tym Volcker Rule- zabraniających bankom gry na własny rachunek w ramach tzw. prop desks) lub poszły dziobać w ukryciu (dark pools).

Ktoś zadał tutaj pytanie przed Konferencją w Kołobrzegu jakie szanse mamy (chodziło głównie o systemy mechaniczne) w obliczu algorytmów i kiedy dogonimy Jima Simonsa (w zasadzie ojca chrzestnego dzisiejszych HFT). Dla systemowców w sensie decyzyjnym nic się nie zmienia poza samą strukturą i motoryką rynków, które na trafność decyzji mają wprawdzie wpływ, ale ich gwałtowność i niestacjonarność zawsze były wielką niewiadomą, która kładła systemy na dobre lub tylko cyklicznie (drawdowns). Nie obawiam się samej realizacji zleceń, która poprawiła się przez ostatnie lata (choćby przez coraz lepsze platformy elektroniczne czy API), martwią mnie kilkunastosekundowe „flash crashes”, które wyczesują stopy, na szczęście bardziej dotyczą one amerykańskich rynków akcji i ETF (choć notowane były już i w kontraktach). Z kilku moich rozmów ostatnio wynika, że na GPW nie ma jeszcze warunków do większości z zagrań stosowanych przez HFT.

Jim Simons ze swoimi 35% rocznych zwrotów (Medallion Fund) i miliardami zysków to zupełnie inna liga, kilka klas wyższa technologicznie, informacyjnie, programistycznie. To co kodujemy i testujemy w naszych mechanicznych systemach to jakiś ułamek tego co przeczesują quants. My szukamy kierunkowych transakcji łapiących trendy w oparciu o ceny i ich pochodne, on (oni) opierają się na szybkości poboru danych o cenach i zleceniach oraz błyskawicznej reakcji na nie, szukając nieefektywności w miejscach niedostępnych dla nas (Simons przyznaje się choćby do badań zależności od zmian na słońcu), arbitrażu w okresach czasowych niewidzialnych dla reszty śmiertelników czy po prostu wyrywając część spreadu transakcjami wyprzedzającymi zlecenia reszty świata, market makingu albo komputerowej analizie newsów.

I co ciekawe – pozostałe fundusze Simonsa otwarte dla instytucji (Renaissance Technologies) zarządzają miliardami na akcjach i derywatach w długich okresach czasowych, niemal jak inne typowe fundusze, choć nadal za pomocą decyzji generowanych przez komputery. Za chwilę powstaje jego nowy subfundusz w ramach R.T. (choć Simons jest już na emeryturze to nadal używa się określenia „jego”), a więc pomimo całej tej gadżeciarni technologicznej inwestowanie w swych fundamentach nie wydaje się zagrożone.

Gorzej jeśli pod pozorem szybkich algorytmów ukrywa się manipulacja albo nieświadomość/głupota. I chociaż Amerykanie nie mają jeszcze dostatecznej technologii śledzącej machinacje to dysponują sprawnymi siłami reagowania. Ot choćby niedalej jak miesiąc temu CME ukarało tradera z firmy Infinium z Chicago za wysyłanie tysięcy nieprawidłowych zleceń na kontrakty na ropę NY Mercantile Exchange, które wyciągnęły cenę o 1 $ w górę. De facto szły one z komputera, który niedostatecznie nadzorował ów trader, co skończyło się milionową stratą samego funduszu. I co ciekawe – okazało się, że ta sama firma… była już wcześniej wielokrotnie karana za podobne błędy i wypaczenia. Pomyłka czy manipulacja? I jedno i drugie istnieje od zawsze i musieliśmy się nauczyć z tym żyć.

W przeciwieństwie do ultraszybkiego pobierania danych i reakcji na nie (czyli naturalnej, technologicznej ewolucji sieci), nie podoba mi się zdecydowanie „quote-stuffing” czyli puszczanie tysięcy zleceń na sekundę przez maszyny HFT po to by zapchać łącza lub robić wrażenie popytu. To jest po prostu manipulacja, dlatego w tym jednym wypadku przyłączam się do ruchu optującego za regulacją tych działań, choćby przez ustalenie minimalnego czasu, w którym zlecenie musi „wisieć w karnecie” (choć i to jest eufemizmem w czasach obecnych technologii). Paradoksalnie jednak, w raporcie po największym jak dotychczas „flash crash” z maja 2010 r. CFTC i SEC nie potwierdziły obserwacji i ewidencji dostarczonych przez firmę Nanex jakoby tego rodzaju zapychanie łącz miało wówczas miejsce. Po części wina spada na brak narzędzi ze strony nadzoru. Ale jest dobra wiadomość:

SEC czyli amerykańska komisja nadzoru rozpoczęła budowę nowego systemu zbierania i raportowania danych o transakcjach ze wszystkich tamtejszych giełd. Tzw. Consolidated Audit Trail, który ma kosztować 4 miliardy USD, powinien powstać w 3 lata i pozwolić skutecznie przeszukiwać każdy podejrzany bit wypuszczony przez roboty handlujące na potęgę. Oczywiście obawy są takie, że w tym okresie HFT wejdzie na jeszcze wyższy poziom „cywilizacyjny”, za którym ponownie trzeba będzie gonić coraz to nowszymi „szpiegami”.

Algorytmy zdecydowanie częściej generują sztuczny czy prawdziwy ruch po stronie kupna w akcjach i ETF-ach, jeśli kursy spadają wiele z robotów zostaje odciętych od obrotu, powodując powstanie dziur w płynności popytu oraz kaskady podaży wzmagane pętlami zwrotnymi, stąd szybkie przejazdy w dół i w górę dużo częściej widoczne są na wykresach po ich spadkowej stronie. Rozumiem pytania i obawy o fałszywe wybicia, trzeba pamiętać jednak, że tego rodzaju szum istnieje od zawsze. Algorytmy również uczą się nie wpadać w takie spirale, obserwowałem kiedyś prace nad podobnym problemem w jednej z takich firm po “krwawej łaźni” w 2007 roku, która nastąpiła zaraz po wydarzeniach opisanych w firmie “Chciwość”.

Jeśli HFT to nowy rodzaj wroga to jedynie takiego, z którym z konieczności trzeba się zaprzyjaźnić.

__Kat___

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 Komentarz

  1. lesserwisser

    No nie, nie może być tak, by nie było żadnego odzewu na wpis o HFT, no
    bo nie uchodzi, nie uchodzi, panie dzieju. No więc, ratujac honor blogosfery, to ja dam głos, jak to mam w zwyczaju (co chyba autora ucieszy – 🙂 ).

    “nie podoba mi się zdecydowanie „quote-stuffing” czyli puszczanie tysięcy zleceń na sekundę przez maszyny HFT po to by zapchać łącza lub robić wrażenie popytu. To jest po prostu manipulacja, dlatego w tym jednym wypadku przyłączam się do ruchu optującego za regulacją tych działań, choćby przez ustalenie minimalnego czasu, w którym zlecenie musi „wisieć w karnecie” (choć i to jest eufemizmem w czasach obecnych technologii).”

    Tylko jedno jedyne quote stuffing Ci się nie podoba w HFT, kolego kathay? toż to jedno z lżejszych wypaczeń. Sugeruję pogrzebać więcej w temacie a zaręczam, że dokopiesz się gorszych wykrzywień, nawet wręcz zaprzeczających samemu sensowi funkcjonowania giełdy.

    Myślę, że z czasem to może nawet dołączych do grona przeciwników HFT. 😉

    Natomiast jeśli idzie o wspomnianą kwestię ustalenią minimalnego czasu, w którym zlecenie musi „wisieć w karnecie”, to już od dawna istnieją w USA takie regulacje, choćby przy tzw flash quoting.

    PS

    A jeśli idzie o HFT na GPW, to przecież juz w 2010 roku prezio Sobolewski rozpowiadał mediom, że przygotowują się technicznie (nowy system transakcyjny) i organizacyjnie na umożliwienie w Warszawie wdrożenia nowoczesnego sposobu dokonywania trasakcji, tzw HFT. No bo chcemy dotrzymać kroku najlepszym i nie odstawać.

    Taka ambicja to chyba godna pochwały jest!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *