Latem 2008 roku, gdy właśnie padały amerykańskie banki, z Lehman Brothers na czele, czytałem sobie po raz kolejny wspaniałą książkę Michaela Lewisa „Poker kłamców”. Lewis opisywał coś, co właśnie się działo, tylko 20 lat wcześniej – upadek wielkiego banku (Salomon Brothers), manipulacje związane z obligacjami hipotecznymi, pazerność traderów w instytucjach. Czyli mówiąc słowami Jesse Livermora z początku XX wieku „na Wall Street nie ma niczego nowego. I nie może być, gdyż spekulacja jest tak stara, jak świat. Cokolwiek dzieje się dziś na rynku, zdarzyło się już wcześniej i zdarzy się znowu za jakiś czas.”

Gdy Gazeta Prawna poprosiła mnie o napisanie tekstu, na czym właściwie polegał problem, z tymi wszystkimi CDO, CMO, SPV i całą resztą alfabetu, materiał ozdobiłem cytatami właśnie z „Pokera kłamców”

http://forsal.pl/artykuly/88346,skad_wzial_sie_kryzys_na_rynku_finansowym.html

 

Właściwie nie było wielkim zaskoczeniem, że Lewis pisze książkę o nowym kryzysie na rynku obligacji hipotecznych. Znał ten rynek (jako były pracownik Salomon Brothers), znał mentalność ludzi, którzy się tym zajmują, choć jak sam napisał zaskoczyła go skala tego wszystkiego co się znów wydarzyło

spodziewałem się, że przyszli czytelnicy poczują się zbulwersowani faktem, że dyrektor generalny Salomon Brothers, John Gutfreund dostał w roku 1986 trzy miliony dolarów za wpakowanie firmy w kłopoty.[…] Oczekiwałem, że będą wstrząśnięci, dowiadując się, że w dziejach Wall Street przytrafił się taki okres, gdy szefowie jej firm mieli w najlepszym wypadku bardzo mgliste pojęcie o skomplikowanych ryzykach podejmowanych przez traderów obligacji

 

W jaki sposób doszło do kryzysu, kto na nim zarobił, kto i ile stracił i w jakim stylu (choć należałoby napisać raczej że „bez stylu”) może przeczytać również polski czytelnik w wydanej właśnie przez wydawnictwo Sonia Draga, książce „Wielki szort”.

 

Zanim krótko napiszę o samej książce, to popastwię się trochę nad polskim tytułem. Książka nie jest łatwa do przetłumaczenia, właśnie ze względu na branżowe słownictwo i konstrukcje tych wszystkich papierów, które są głównym jej bohaterem. A jednak tłumacz sobie z tym poradził. I dlatego tym bardziej nie mam pojęcia kto wpadł na pomysł, by zaproponować jako tytuł koszmarek „Wielki szort” W zasadzie czemu nie „Wielki krótki”? Byłoby trochę skojarzeń z porno, ale czemu nie pójść po bandzie.

Czasami tłumaczenie tytułów jest kłopotliwe, zwłaszcza w terminologii finansowej (ale nie tylko), ale w tym wypadku to coś dziwnego. Po pierwsze dlatego, że nie specjalnie zachęca publiczność nie interesującą się rynkiem do sięgnięcia, a po drugie, nawet ci, którzy wiedzą o co chodzi mają chyba ubaw. Jest to o tyle śmieszniejsze, że w całej książce ani razu nie natrafiłem na wyjaśnienie, że krótka sprzedaż to właśnie po angielsku „short”. Czyli laik ma cały czas problem, o co chodzi z tytułem. A przecież można było zrobić banalny „Wielki zakład”, co korespondowało by z treścią. Ale dosyć o tytule.

Książkę powinni przeczytać

a)      wszyscy, dla których mechanizmy rynkowe są fascynujące

b)      wszyscy, którzy utyskują na spekulantów ich rolę na rynkach i tą straszną krótką sprzedaż. Niech zadadzą sobie pytanie, co by było, gdyby nie tych kilka osób, które postanowiło zagrać przeciwko bańce hipotecznej

c)      wszyscy, którzy uważają, że na rynku zarządzania kapitałem powinny działać jedynie instytucje spełniające horrendalne wymogi kapitałowe

d)     wszyscy, którzy pamiętają naszą rodzimą „banieczkę” na rynku funduszy inwestycyjnych i różnego rodzaju produktów finansowych.

 

Wyjaśnię tylko ten punkt ostatni. Lewis opisuje w pewnym momencie „bal na Titanicu”, czyli imprezę w Las Vegas, gdy właściwie cały rynek zaczyna się już sypać, ale ludzie, którzy kasowali ogromne premię za sprzedawanie czegoś, czego nie rozumieli wyśmienicie się bawili. Mając świadomość, że i skala nie ta i otoczenie nie to samo, przypomniałem sobie rok 2007 u nas i świętowanie działów sprzedaży firm dystrybucyjnych, kolejnych pozyskanych milionów na produkty, w których najważniejsza była część prowizyjna, a nie klient. Produktów, które polecano ludziom nieświadomym ryzyka i zapewniano ich, że fundusze typu „MIŚ” to fantastyczna opcja, zwłaszcza jeśli się weźmie większy kredyt hipoteczny i część wrzuci właśnie w taki fundusz. „Raty będą same się spłacały”. Może to zabrzmi brutalnie, ale zacytuję Lewisa „Było tam więcej durniów niż oszustów, ale oszuści mieli większą władzę”.

Żeby już nie ciągnąć – książkę Lewisa po prostu trzeba przeczytać.

 

[Głosów:1    Średnia:3/5]

8 Komentarzy

  1. MICk

    Książka świetna. Polecam. Czytałem z dobre 10 lat temu 🙂 Jak widać historia lubi się powtarzać.

  2. blackswan

    “Big Short” daje rade; sam polecam obie te ksiazki osobom, ktore z tradingiem/rynkami maja niewiele wspolnego i poki co dwie osoby kompletnie spoza branzy (FMCG i media) bardzo te ksiazki polubily

  3. lesserwisser

    A wielki zakład to chyba będzie fabryka?

  4. Kornik

    Podążaj za pieniądzem, czyli gorący kartofel (rysunek powstał jakiś czas temu przy okazji dyskusji nad filmem Wall Street 2):

    http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/172b7eab28f199d9.html

    Swego czasu napisałem na blogu bossy, że film nie przypadł mi do gustu, ale po czasie zmieniam zdanie. Ten rysunek mnie przekonał.

    Wynika z niego, że była to zabawa, jak w tej bajce o człowieku z ciężkim workiem na plecach – najpierw pożyczano pieniadze ewidentnym bankrutom (dla prowizji, premii i bonusów), a potem szukano frajera, żeby mu wcisnąć tę “paczkę niespodziankę”, i znowu pożyczano, i znowu szukano frajerów, a na końcu tej drogi big szort…

    Jak to się ma do stwierdzenia: “gdyby nie tych kilka osób, które postanowiło zagrać przeciwko bańce hipotecznej”?

    Według reżysera filmu, big szorta walili ci, którzy narobili tego bigosu. Można powiedzieć, że panowie ci dysponowali szklaną kulą w postaci wiedzy o kondycji pożyczkowbiorców, bowiem, po wywaleniu zagrożonych aktywów z bilansu, wystarczyło obserwować regularnośc spłacania rat od udzielonych kredytów – w momencie, gdy ten domek z kart zaczął się mocno chwiać, to mozna było w ciemno walić “big szorta” na akcjach BANKU 2, i kolejne miliony lecą do kieszonki, a frajerom śmierć…

    To jest w/g mnie istota moralnego hazardu – wyciąganie osobistych korzyści z ewidentnego ciężaru, który najpierw sami świadomie tworzymy, a następnie z pełną premedytacją staramy się zrzucić na barki pierwszego napotkanego na drodze naiwniaka, który zgodzi się “na minutkę” potrzymać ten niewielki pakuneczek.

    Jednak życie znowu poszło dalej, niż wyobraxnia bajkopisarzy, ponieważ cwaniak, po pozbyciu się ciężaru, natychmiast szedł do “buka”, żeby obstawić to, że ten naiwniak prędzej czy póxniej załamie się pod ciężarem worka. Nic dziwnego, po pierwsze – znał zawartość worka, a dwa – moralnością nowoczesnego bankiera jest zysk…

  5. lesserwisser

    “a dwa – moralnością nowoczesnego bankiera jest zysk”

    No właśnie, z tą różnicą, że moralności tradycyjnego bankiera jest godziwy zysk natomiast moralnością nowoczesnego bankiera jest zysk niegodziwy!

  6. Kornik

    “moralności tradycyjnego bankiera jest godziwy zysk”

    Przede wszystkim bezpieczeństwo powierzonych wkładów, a potem godziwy zysk.

    Jeszcze inaczej na temat moralnego hazardu, którego bylismy świadkami. Moralny hazard, to tyle, co po cichu popsuć hamulce w samochodzie, potem zachęcić do przejażdżki tym samochodem Edzia, który nawet nie ma prawa jazdy, a następnie załozyć się z Gienkiem, że Edziu wyleci z trasy na pierwszym zakręcie.

  7. Kornik

    Oczywiscie Gienek jest przekonany, że samochód jest sprawny, a Edziu to mistrz kierownicy. Wie to wszystko od Józka, ale nie wie tego, że wczoraj tajemniczy Don Pedro postawił Józeczkowi “krzynkę łyskacza”…

  8. blackswan

    polecam zabawny tekst, parodia manifestu, ktory wyszedl spod piora Lewisa:

    http://www.bloomberg.com/news/2011-12-05/advice-from-1-committee-lever-up-drop-out-commentary-by-michael-lewis.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *