Kupić tanio nie znaczy dobrze… część 4

Podążając za aktualnościami na rynku walut i algorytmów przerwałem na chwilę mini cykl o mirażach kupowania dołków. Proponuję wrócić i posmakować ten temat jeszcze przez chwilę…

W jednym z poprzednich wpisów z tego cyklu przywołałem wykres zmian kapitału w czasie dla 2 strategii:

(1) kupna minimum cen indeksu S&P 500 z ostatnich 200 dni (a dokładnie jednostek odwzorowujących ów indeks)

oraz

(2) kupna jego maksimum cenowego z 200 dni.

O ile w drugiej strategii średnia zyskowność, notowana w okresie 1-100 dni od momentu kupna, nie budzi wątpliwości, o tyle zakup minimów oznaczał dalszą utratę kapitału lub tylko niewielkie zyski, co świadczy jedynie, że takie polowanie na chwilowe dołki dekoniunktury bywa bolesne i wydaje się być przedwczesne.

Owa statystyka wzbudziła w niektórych inwestorach zdziwienie i niedowierzanie. Kupno minimów /dołków/, choć to wcale niełatwe zadanie, „musi” przecież promować większą zyskowność niż wchodzenie w akcje na maksimach /szczytach/. Dołki wszak leżą w dużo większej odległości od nowych rekordów kursu, co powinno zapewniać im większe profity niż wchodzenie na rynek na poziomie lokalnych maksimów. Patrząc z perspektywy czasowej w tył, tak właśnie na pozór mogłoby się wydawać… Aby jednak zweryfikować taką hipotezę najpierw należałoby ustalić o jakim rodzaju dołków mowa i jak namierzać je w czasie rzeczywistym a nie na wykresie historii. Zarówno wyobrażenie “minimum/dołka” jak i “maksimum/szczytu” może czasami oszukiwać nasze zmysły…

Jest bowiem tak, że posługując się wskaźnikami typu „200 dniowe minimum i maksimum”, ulegamy delikatnej sugestii i myślowemu skrótowi. Aby je zrozumieć trzeba dobrze przestudiować poniższy wykres. To zapis poprzedniej bessy na WIG20 z lat 2007-2009. Po lewej stronie zaznaczyłem tam pierwsze minimum 200 dniowe, które pojawiło się po ustanowieniu rekordu hossy. Na prawo zaś – pierwsze 200 dniowe maksimum, które pojawiło się podczas tamtego kryzysu:

 

 

 

Jak widać kupno maksimum 200 dni nastąpiło dużo niżej niż kupno minimum z 200 dni, a więc zysk potencjalny w długim terminie będzie wyższy dla wejścia przy “szczycie” dla tego przypadku. Istotny jest tu jeden szczegół: minima i maksima tego rodzaju w A.T., statystykach i systemach zwykło się liczyć z określonej liczby, jak tutaj z 200, ostatnich dni (minimum/maksimum ruchome) a NIE dla 200 dni od powstania szczytu czy dołka (minimum/maksimum zafiksowane). To powoduje, że owe ruchome 200 dniowe min/max niejakoby „wędrują” wraz z upływem czasu i w każdej bessie oraz hossie pojawia się ich kilka, niemal po każdej korekcie.

Jakkolwiek jednak by je na wykresie nie wyznaczać, następstwa są najczęściej podobne: to kupno maksimów buduje ów fenomen zyskowności a nie polowanie na dołki. O czym zresztą nasi Czytelni dobrze wiedzą, ale pozwoliłem sobie to przypomnieć w określonym celu – poszukania w dalszej części nie tylko matematycznej ale i psychologicznej podbudowy owego zjawiska, które Buffett przeciwstawia logicznemu kupowaniu podczas spadków cen.

 

—Kat—

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *