Wytłumaczyć każdą zmarszczkę

Na rynku kilka dni wstecz, to zamierzchła przeszłość, ale przy okazji wystąpienia szefa Fed pojawił się standardowy zestaw rynkowych zachowań, który zasługuje przynajmniej na notkę na blogu.

Stali czytelnicy blogów bossy zapewne wyczuli mój sceptycyzm do dziwnego napięcia na giełdach, jakie pojawiło się przed wystąpieniem szefa Rezerwy Federalnej w Jackson Hole, ale nie to jest ważne. W skrócie rzecz przypominając w komentarzach giełdowych przewijała się masa tez, iż odbicie po sierpniowych spadkach, w jakiś dziwny sposób miało swoją genezę w przekonaniu o nadciągającym programie pomocy gospodarce.

Specyficzny giełdocentryzm (nie wiem, czy istnieje takie słowo, ale może kiedyś wejdzie do słownika) w umysłach analityków i komentatorów, nie pozwalał przyjąć do wiadomości tezy, że na koniec sierpnia niewiele wskazywało na potrzebę nowego programu pomocowego. Kiedy już szef Fed rzucił na rynek swoje ogólniki, przez media przelała się fala opinii, które koncentrowały się na wyjaśnieniach, dlaczego giełdy nie spadły, skoro nowego programu pomocy nie ma.  Przecież rosły właśnie dlatego!

Z masy całości wynotowałem sobie jedno dość standardowe, które wyglądało mniej więcej tak: Inwestorzy czekali na fajerwerki, ale ich nie zobaczyli. Rzucili okiem na treść przemówienia Bernankego, nie znaleźli nowego programu skupu obligacji i rzucili się do sprzedawania akcji. Po kilku minutach, gdy dokładniej przeczytali dokument, uznali, że amerykański bank centralny wkrótce może przystąpić do akcji. Być może ogłosi to we wrześniu. Inwestorzy z jeszcze większym zapałem zaczęli kupować akcje.

Im dłużej czytam to wyjaśnienie, tym większy podziw u mnie wzbudza. W tej poetyce (rzucili się, wejście do akcji, zapał) każdy ruch rynku ma swoją logikę, każda fala wyjaśnienie w psychice inwestorów. Jest w nim dynamika zawodów sportowych i uniesienie godne finału ważnej imprezy. Biorę jednak poprawkę, iż wypowiedź autora była bardziej zniuansowana a dziennikarz i redaktor wykonujący swoją pracę dołożyli kompresję i klasyczną dla mediów dawkę krwi, potu i łez, bez których – jak mniemam – tekst trafiłby do kosza, jako zbyt chłodny, by zainteresować czytelnika.

Tu dochodzimy do punktu zdziczenia dziennikarstwa i komentatorstwa giełdowego, które coraz bardziej skupia się na przyciąganiu uwagi a nie wyjaśnianiu zawiłości rynków. Dziś w mediach nie może pojawić się analityk i komentator, który nie wie, co będzie działo się na rynku. Jeśli nawet ktoś odważy się powiedzieć, że przy jakichś warunkach trudno o prognozę, to dziennikarz zmusi interlokutora do tezy budowanej ad-hoc, albo zwyczajnie zadzwoni do konkurencji, która nie będzie miała wątpliwości i rzuci swoją quasi-prognozę między jedną a drugą filiżanką kawy.

Niestety specyficzny splot szybkości mediów oraz marketingu branży finansowej powoduje, że osoby szanujące odbiorców treści i ostrożnie szastające prognozami oraz wyjaśnieniami wypadają z wyścigu o uwagę. W efekcie, komentuje się wszystko i wszędzie nie dbając o to, by nie popadać w śmieszność. Wypowiedzi zniuansowane i pełne wątpliwości oraz piętnujące śmieszność niektórych opinii lądują w koszyku pod nazwą jęki frustrata, który czegoś komuś zazdrości. Niestety, owa gorączka staje się już zauważalna nawet dla polityków, którzy wykorzystują medialne “analizy” do wyśmiewania branży, jako całości, jakże celną metaforą: analitycy cierpią na ADHD.

Chciałbym zakończyć notkę, jakimś optymistycznym akcentem, ale na myśl przychodzi mi tylko cytat z Isaaca Asimova, który napisał kiedyś zdanie: Weź pod lupę, jakikolwiek przykład z pseudonauki a znajdziesz tam kocyk do przykrycia strachów, smoczek do wyciszenia lęków i maminą spódniczkę, której można się przytrzymać. Co my my dajemy w zamian? Wątpliwości i niebezpieczeństwa!

Jakoś gorzko koresponduje to z blogami bossy.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

30 Komentarzy

  1. blackswan

    “zdziczenie dziennikarstwa i komentatorstwa gieldowego” polega wedlug mnie przede wszystkim na tym, ze ludzie z natury doszukuja sie wszedzie determinizmu i nie sa w stanie przyjac do wiadomosci, ze pewnych zjawisk niestety nie jestesmy w stanie zrozumiec, a juz tymbardziej moc je wytlumaczyc;

    dodatkowo w Polsce dziennikartswo i komentatorstwo gieldowe ma tak niski standard (na calym swiecie to jest jeden wielki majstersztyk piarowy, jednak w Polsce poziom zenady jest bezprecedensowy) ze doprawdy w 90% przypadkow kiedy slucham komentarzy roznych znanych osobistosci (czesc znanych z tego ze sa znani albo ze kiedys napisali jakas glupawa ksiazke albo po prostu zostali wylansowani przez durne srodowisko) mam ochote zmienic branze;

    mala dygresja – czesto osoby nie majace zbyt wiele do czynienia z gielda i rynkami maja najbardziej przejrzysty obraz sytuacji i potrafia wykorzystac potezne narzedzie zdrowego rozsadku zeby wiedziec jak duzo ignorantow/nieukow/cwaniakow roi sie we wszelkiej masci mediach i maja oni przypinane metki ekspertow….

    Ps. Panie Adamie, bardzo fajnie sie Pana czyta, moze napisalby Pan o tym kogo Pana zdaniem mozna w mediach przedstawiac jako eksperta, a kogo jednak nie do konca ze wzgledu na roznej masci konsekwencje

    1. astanczak (Post autora)

      > moze napisalby Pan o tym kogo Pana zdaniem mozna w mediach przedstawiac jako eksperta, a kogo jednak nie do konca ze wzgledu na roznej masci konsekwencje

      Nie oglądam telewizji poza streamingiem w sieci Bloomberga, ale też nie wydaje mi się, żeby w TV lub innych mediach można było napisać coś, co byłoby treścią wartą czytania. Gazety generalnie przynoszą głównie wczorajsze wiadomości a polskie media zajmujące się giełdami wiadomości nie tylko wczorajsze, ale również takie, które już pojawiły się w innych mediach.

      Jeśli chodzi o ekspertów, to tu mam przekonanie, że ich opinie i trafność/nietrafność prognoz pokrywają się z rozkładem normalnym. Jak rynek rośnie, to zawsze znajdzie się garstka, która mówi, że za chwilę będzie zawał. Jak taki zawał przychodzi, to media wyciągają takiego zawodnika i wynoszą go na piedestał, jako tego, który widział więcej. Najczęściej jest tak, że koronuje się nie za to, w czym był naprawdę dobry – pokazywał napięcia w systemie, które mogły a nie musiały doprowadzić do załamania np. rynku nieruchomości – ale za wyostrzenie tezy. Jeśli weźmiemy Roubiniego czy Taleba, to oni zawsze mieli tendencje to budowania dość złożonych analiz, ale w mediach przebijają się tylko ich wyostrzone tezy, często takie, pod którymi nie podpisaliby się bez pewnych zastrzeżeń. Pominę już fakt, że czasami przypisuje się osobom tezy, których nie powiedzieli lub powiedzieli w innym kontekście. Np. Roubini mówi od pewnego czasu o możliwości drugiej fali recesji, ale w mediach miesza się tą drugą falę recesji z obecnymi spadkami na rynku, które mają być drugą falą bessy. Roubini mówi o scenariuszu potencjalnie możliwym, gdy przypisuje mu się opinie o tym, co już się dzieje. Co gorsze, później rozlicza się ludzi nie z tego, co powiedzieli, ale z tego, co media wysłały, jako przetrawione.

  2. blackswan

    Mandelbrot kiedys slusznie napisal, ze jakakolwiek proba opisywania zachowan jakiegokolwiek ukladu w stanie turbulencji jest z gory skazana na porazke. Teraz mamy do czynienia z rynkami w stanie turbulencji. Wystarczy spojrzec np na dzisiejsze zachowanie sie indeksow europejskich po PMI – jesli jakikolwiek – uzywajac brzydkich slow – pismak/anal bedzie probowal to wytlumaczyc to powinien powaznie rozwazyc zmiane zajecia

  3. rekin

    Mam dla panów blogerów dobry temat
    Investors FIZ -22% za sierpien
    Investors CEE FIZ -20% za sierpien
    aktywne zarzdzanie znów mrzonka

  4. blackswan

    @rekin – przeciez tam nikt nawet nie wie co to jest aktywne zarzadzanie – zajmujesz pozycje, zamykasz oczy i trzymasz kciuki – to jest filozofia inwestycyjna licencjonowanych doradcow

  5. blackswan

    @astanczak

    nie do konca chodzilo mi trafnosc przewidywan pojedynczych ‘ekspertow’ bo jak to mawia Taleb wiekszosc z nich to po prostu ‘monkey at the typewriter’

    Co innego natomiast, kiedy zaprasza sie do TV lub goscinnie na lamy jakiejs gazety a’la pudelek biznesu badz ***kiet (nie daj Boze wybiorcza) i tam taki zawodnik tlumaczy rozne mechanizmy, mimo ze ewidentnie sam kompletnie ich nie rozumie…Do tego oczywiscie jest okreslany mianem eksperta i biznes sie kreci…

    Moglbym tutaj zacytowac sporo takich przykladow z ostatnich tygodni, jednak mowiac szczerze znajac polskie srodowisko troche sie boje ze narobie sobie smiertelnych wrogow 😉

    1. astanczak (Post autora)

      Ale spójrz na to z innej strony – masz program do wypełnienia i trzeba do niego tzw. eksperta. Reszta to konsekwencje przyjętej formuły – sprzedać każde wahnięcie rynku niczym koniec świata.

  6. deli deli

    Pilna depesza
    Podobnie jak przed tygodniem proponuję piątkowe tj. dzisiejsze zakupy na rynku akcji i na fiuczersach.
    Nie sądzę, by złoty osłabł i wyszedł poza 3,78CHF/ZLPL. W przyszłym tygodniu oczekuję wzmocnienia złotego, widzę go w przedziale 3,45-3,55 CH/ZLPL.
    Pod koniec dzisiejszej sesji spdziewam się sygnałów, które dorzucą Wam optymizmu.

  7. reptile

    “W telewizji publicznej jest cenzura, jeszcze 2 miesiące temu miałem co najmniej jedną wypowiedź tygodniowo w sprawach ekonomicznych i finansowych. Teraz cisza, a jeden redaktor powiedział że taka jest decyzja “góry”. To są właśnie mechanizmy działania demokracji medialnej, która ma tyle wspólnego z demokracją, co krzesło elektryczne z krzesłem.”
    http://www.rybinski.eu/?p=2625&lang=pl

    nie ma zadnego spisku.. jest sama prawda.. ;]

  8. gzalewski

    Dzis w Gazecie Prawnej jest materiał Johna Kaya (przedruk z FT)

    “Czy ekonomiści są nam jeszcze potrzebni” i ładny początek
    “Konkretne progmozy wzrostu PKB czy poziomu kursów giełowych wymagają wiedzy, której dokonujący szacunków mieć nie mogą. Systemy ekonomiczne są dynamiczna, nielinearne i podatne nawet na niewielkie zmiany parametrów .[…]
    Na szczeście niewielu ekonomistów snuje prognozy. Istnieje jednak głośna mniejszość, która cynicznie wykorzystuje nienasycony apetyt opinii publicznej na szacunki. WIększość z nich jest zatrudniona w sektorze finansowym – raczej z racji wartości marketingowej, niż trafności ich rad”

  9. lesserwisser

    “Dziś w Gazecie Prawnej jest materiał Johna Kaya (przedruk z FT)- „Czy ekonomiści są nam jeszcze potrzebni”. i ładny początek

    – No i masz babo kolejny kwiatek translatorsko-edytorski, nie dziwota więc, że swój komentarz zatytułuję, nieco zaczepnie,- “Czy (tacy) dziennikarze ekonomiczni są nam jeszcze potrzebni?”.

    Nie dość, że zmienili arbitralnie tytuł eseju (świetnego zresztą) profesora Kaya, co już na starcie ukierunkowała odbiór i wypaczyło sens jego przesłania to jeszcze znacznie wykastrowano tekst, usuwając istotne fragmenty. O potknięciach translatorskich już nie wspomnę.

    Kay (ekonomista zresztą) nie zastanawia się wcale czy ekonomiści są nam jeszcze potrzebni, wprost przeciwnie. On apeluje do ekonomistów o to niezbędny ryzgoryzm intelektualny (logikę i rzetelność warsztatową) i uczciwość naukową przy okazji ich wypowiedziach w mediach i publikacjach i przy stawianiu prognoz. I oto, żeby taka postawa weszła im w krew, stała się niejako rytułałem postepowania.

    Tytuł oryginalny brzmi bowiem – “Economics: Rituals of rigour.” Niełatwy wprawdzie do przetłumaczenia, ale się da.

    Przykład bezmyślnego wycięcia istotnego fragmentu, brak którego może wpłynąć na właściwą percepcję tekstu:

    Po fragmencie zacytowanym , to jest:

    “Na szczęście niewielu ekonomistów snuje prognozy. Istnieje jednak głośna mniejszość, która cynicznie wykorzystuje nienasycony apetyt opinii publicznej na szacunki. WIększość z nich jest zatrudniona w sektorze finansowym – raczej z racji wartości marketingowej, niż trafności ich rad”. ( w oryginale jest enterteinment value rather their advice).

    Powinny bezpośrednio następować dwa poniższe ustępy (za FT com):

    “Economists often make unrealistic assumptions but so do physicists, and for good reasons. Physicists will describe motion on frictionless plains or gravity in a world without air resistance. Not because anyone believes that the world is frictionless and airless, but because it is too difficult to study everything at once. A simplifying model eliminates confounding factors and focuses on a particular issue of interest. This is as legitimate a method in economics as in physics.

    Since there are easy responses to these common criticisms of bad predictions and unrealistic assumptions, attacks on the profession are ignored by professional academic economists, who complain that the critics do not understand what economists really do. But if the critics did understand what economists really do, public criticism might be more severe yet.”

    A dopiero potem fragment z tekstu w Gazecie Prawnej.

    “Nawet jeżeli dokładne przewidzenie konkretnych zdarzeń ekonomicznych rzadko jest możliwe, jak najbardziej realne powinno być opisanie ogólnego ich charakteru, dróg, w jakich się rozwijają, ogólnej natury dostępnych opcji i ich konsekwencji. Możliwe powinno być zawarcie porozumienia w sprawie interpretacji danych, które wspierałoby taką analizę. Tyle że jest zupełnie inaczej.

    Brak tych dwóch fragmentów wpływa na odbiór tekstu, nieprawdaż! A takich cięć jest więcej.

    Poniżej link do oryginalnego tekstu eseju profesora Kaya z Financial Times.

    http://www.ft.com/intl/cms/s/0/faba8834-cf09-11e0-86c5-00144feabdc0.html#axzz1WoopSCN3

  10. gzalewski

    less – zmiana tytułów w przedrukach jest normą. INna sprawa czy pożądaną
    po drugie ja z tego tekstu generalnie wyciagnalem wlasnie owo nawolywanie do rygoru w podejsciu do zdarzen ekonomicznych.
    Faktycznie szkoda, ze wyraznie nie znaznaczono, ze w tekscie zrobiono skróty redakcyjne i nie zaznaczono miejsc. Tak by dyktowal dobry zwyczaj i uczciwosc wobec czytelnika (napisze o tym do redakcji)
    i po trzecie wreszcie, na końcu poprzedniego postu miałem zdanie, o tym dlaczego u nas nie powstaja takie materiały i nie są publikowane w gazetach – dyskusje na poważne tematy, prostym językiem, czasem nawet zabawnym. W jednym z poprzednich postów o raporcie Brady’ego dot. krachu w 1987 nie napisałem dlaczego znalazłem ten materiał (albo co mnie do poszukiwań zainspirowało)
    otóż była to książka Bruce’a Jacobsa “Capital ideas and market realities. Option replication, Investor behavior and stock market crashes”.
    Ksiązka ilustrowana jest przedrukami z gazet z lat 80-90 WSJ, FT, Fortune i inne. POkazując debate jaka miala miejsce w zwiazku z wprowadzaniem nowych instrumentow (dodatkowym smaczkiem są reklamy z tamtego okresu).
    I tak patrząc na to i nazwiska autorów, pomyslalem sobie – kiedy u nas media udostepnią łamy na tego rodzaju debaty – specjalistów, którzy rozważają plusy i minusy nowo wprowadzanych rozwiązań.

  11. lesserwisser

    “zmiana tytułów w przedrukach jest normą. INna sprawa czy pożądaną.”

    Jeśli nawet, to powinna ona mieć jakieś mocne uzasadnienie natomiast w tym przypadku był to zabieg chybiony, moim zdaniem, szczególnie w kontekście cięć re(d)akcyjnych.

    W moim odczuciu oba te zabiegi, razem wzięte, mogły zmienić percepcję tekstu.

    Nie wiem jakie normy teraz obowiązują ale czy czasem nie wypadało gdzieś zaznaczyć – śródtytuły i skróty od redakcji, tytuł oryginału podać i dzień publikacji w FT.

    Też tęsknię za takim stanem rzeczy.

    Pozdrawiam

    Równoważnik ricardowski vel Ekwiwalencja ricardiańska

  12. tomekxl

    W temacie komentarzy Bossa ma też trochę do zrobienia. Idzie mi np. o komentarze walutowe Pana R. Może zatrudnić kogoś kto coś sensownego napisze. Jak wysłałem Panu R. e-mail z prośbą o niepisanie głupot to odpisał : ” rozumiem rynek, pieniądze to emocje itd.”. Jego ulubione zdanko : “bardziej prawdopodobne wydaje się testowanie poziomu “y” ale nie można wykluczyć testowania poziomu “x”. Poziomy “y” i “x” są oczywiście technicznie bez znaczenia (chyba że ktoś gra na interwale sekundowym) i mieszczą się w zakresie normalnej dziennej zmienności.

  13. deli deli

    @Adam Stańczak
    “Nie oglądam telewizji poza streamingiem w sieci Bloomberga, ale też nie wydaje mi się, żeby w TV lub innych mediach można było napisać coś, co byłoby treścią wartą czytania. Gazety generalnie przynoszą głównie wczorajsze wiadomości a polskie media zajmujące się giełdami wiadomości nie tylko wczorajsze, ale również takie, które już pojawiły się w innych mediach”

    Bravo Professore! Wyjaśniając gestem wspaniałomyślnym każdą zmarszczkę, odsłoniłeś oto otchłań ciemną, z której dobywa się krzyk deli deli. Czary mary na rzecz osobowości zintegrowanej poczęte, ku integracji społecznej prowadzące w warunkach cyberwojny.
    Pan nie czyta dezaktualiów, nie zachwyca się ceremonią regionalnego odsmażania newsów. Ale co ma powiedzieć młody człowiek, który dopiero zaczyna rozumieć, że rynek giełdowy w naszym kraju nie jest i nie może być hazardem, rosyjską ruletką, ani puzzlą w polityce mediów i w polityce trzymającej media.
    Nie wygłupiałbym się, nie strzelał jak filip z konopi, nie bębnił hałaśliwie po blogu, nie rozwalał konwencji, nie “napisał”, gdyby nie przekonanie święte, że przeszywa Bossablo młoda źrenica, że zoczy, porówna, zastanowi się. Z czasem dotrze na jasną i klarowną ścieżkę edukacji jaka nam była dana za Lesława Pagi i Wiesława Rozłuckiego w dzewięćdziesiątym pierwszym.
    Ten klimat tę pogodę prognozuję od zaraz w Bossablo.

  14. astanczak (Post autora)

    @ deli deli

    >Ale co ma powiedzieć młody człowiek, który dopiero zaczyna rozumieć, że rynek giełdowy w naszym kraju nie jest i nie może być hazardem, rosyjską ruletką, ani puzzlą w polityce mediów i w polityce trzymającej media.

    Szukać swojej własnej metody i zbierać doświadczenie. Czytanie tego wszystkiego to wstęp do punktu, w którym dyskutuje się z analizami, serwisami newsowym i wszystkim, co płynie z rynku. Początkujący musi nauczyć się kodu, jakimi operują rynki. Media, generalnie pomagają zorientować się w tym wszystkim, ale trzeba pamiętać, że one są wtórne do tego, co działo się na rynku.

    Przenosząc to na inną działkę – jak się ktoś interesuje polityką, to stara się czytać gazety (papierowe lub w sieci). Jednak nie na tym polega czytanie gazet o polityce, że się przyjmuje wygłaszane tam poglądy za swoje, tylko na konfrontowaniu treści z własnymi poglądami. Osobiście nigdy nie byłem wstanie zrozumieć tego, jak na rynku czy w dziennikarstwie może objawić się jakiś guru? Jak ktoś potrzebuje guru, to znaczy, że nie jest samodzielny i potrzebuje protezy w głowie.

  15. deli deli

    @Adam Stańczak

    Zapewne Pan się domyśla, że i ja nie trawię odsmażanych kotletów, chociaż ich funkcja jest widoczna jak na dłoni. Wypełniają lukę logistyczną, podół niewiedzy, opóźnienia lub wrecz zapóźnienia. Nie rozliczam za to widowni, bo jest to faza konieczna przejściowa.

    Nie odważyłbym się natomiast ogałacać jakiejkolwiek kultury z pojęcia kapłana, przywódcy duchowego, postaci legendarnej, guru etc. Element kreacji opuścił terytorium kultury duchowej będącej dotąd w opozycji do sfery życia przyziemnego, materialnego i przejął na naszych oczach … sferę materialną. Kreatywność pieniądza na rynkach może pochłaniać wyobrażnię w równym stopniu co poezja czy matematyka. Pod jednym wszakże warunkiem – potrzeba poznania musi górować nad potrzebą posiadania.
    Dzisiaj sztuka marketingu czerpie ze sztuki narracji, wchodzi w prawidła retoryki.
    Do tego jeszcze kreator na rynkach otacza się sztuką, co przychodzi mu z dziecinną łatwością, ponieważ z jego grupy społecznej kupców i handlowców wywodzi się mieszczański model mecenatu.
    A wszystko to razem sprawia, że ikona, idol, guru mają się dobrze w naszym sceptycznym, bezbożnym świecie.
    Zanim rozpoznam guru, jeśli o mnie chodzi, dobrze się do tego przygotowuję. Waren Buffet jest dla mnie tylko wielkim inwestorem a George Soros to guru. Ten ostatni wchodził na rynki przez bramę ontologii jako pilny student u Karla Popera. Filozof, twórca teorii zwrotności na rynkach łączy w sobie potrzebę posiadania z pasją do wielkich wyzwań i imponujących rozstrzygnięć.

    1. astanczak (Post autora)

      Szanowny Deli Deli, nie śmiałbym Waszmości zarzucać potrzeby posiadania guru, ale zgadzam się, że (globalny) kapitał własne stawia kościoły i własnych papieży kreuje. Mężczyźni godzą się z tym faktem, młodzieńcy w naiwności protestują.

      BTW ciekawe to pytanie o związek umysłowy pomiędzy Popperem a Sorosem. Popper miał dwie twarze – antytotalitarną, objawioną w Społeczeństwie otwartym i metodologiczną, wywiedzioną z opozycji do Wiedeńczyków. Mimo prób odwoływania się do Poppera, Soros obficie czerpał z tego pierwszego źródełka (w swojej działalności publicznej), bo owoców drugiego trudno się w jego działalności doszukać – poza jakimiś ogólnikami. Nie ukrywam, że nie odbywałem większych studiów nad Sorosem-myślicielem. Może kiedyś.

  16. deli deli

    @Adam Stańczak

    Przywracając sprawdzoną w Bossablo relację nauczyciel – uczeń poproszę Pana jeszcze o Jego komentarz do poglądów Ludwiga von Misesa.

    Zależy mi na tej relacji, boć przecie to Pan zamieszczając przed laty kolorową dumę górniczego stanu u m o ś c i ł w mojej wyobraźni inuicyjną ścieżkę nt. rynków.

  17. astanczak (Post autora)

    @ Deli Deli

    Na blogach bossy nie ma nauczycieli – są dyskutanci.

    W kwestii Misesa… sympatyzuję, choć ja już jestem w wieku, kiedy bycie wyznawcą przychodzi mi z trudem. Sympatyzuję na tyle, że jak robiono zbiórkę publiczną na wydanie w Polsce jego dzieła Ludzkie działanie, to czułem się w obowiązku wspomóc chociaż symbolicznie próbę odważnych ludzi z Instytutu Misesa. Chyba nie było wielu takich jak ja, bo przeszedłem do historii tej próby – moje nazwisko jest wydrukowane w książce, jako osoby, która pomogła finansowo. Szczerze mówiąc zawstydziło mnie to – ledwie garstka ludzi zdecydowała się pomóc z otwartą przyłbicą. Wydawanie książek wydaje się mi się jedną z tych rzeczy, które zawsze warto robić a wielu książek w Polsce nie wydano.

    Dla jasności – nie wiem, czy to ucieszy miłośników Misesa – ale jeśli ktoś zdecyduje się na nowe wydanie Kapitału Marksa, to też wesprę (kolejna ciekawostka, dlaczego nie ma w Polsce wydania Kapitału Marksa po 1990 roku).

  18. deli deli

    @Adam Stańczak

    Widzę Go!
    Szybuje nad Iwo Piotrem Orzełkiem!

  19. blackswan

    Human Action Misesa moim zdaniem jest jedna z tych ksiazek ktore warto przeczytac (jesli ktos jest w stanie rzecz jasna) w oryginale; inna sprawa ze ‘mecze’ ja juz ze 3 lata i jak dotad pokonalem 2 tomy i kolejne 2 przede mna…

    Niemniej jednak gratulacje ze przyczynil sie Pan posrednio do jej wydania w rodzimym jezyku 🙂

  20. pit65

    @blackswan

    Przeczytaj jeszcze DeSoto “Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne”
    Będziesz wiedział dlaczego i w jaki sposób to co sie dzisiaj dzieje sie dzieje.

    @astanczak

    Skoro to już taki wiek to trzeba było się zaopatrzyc w to wiekopomne dzieło kiedy na półkach ksiegarń tylko ono straszyło :_)

  21. pit65

    @blackswan

    ..a co najważniejsze jak to sie zawsze kończyło.

  22. astanczak (Post autora)

    > Skoro to już taki wiek to trzeba było się zaopatrzyc w to wiekopomne dzieło kiedy na półkach ksiegarń tylko ono straszyło :_)

    Zaopatrzyłem się i nawet przeczytałem bez przymusu, ale minęło sporo czasu od ostatniego wznowienia i czas już na to, żeby wydać to na nowo, z nowym opracowaniem i bez anturażu w postaci pomnikowego zadęcia. W UK Marksa wydaje Oxford University Press a Polsce nie ma nikogo, kto chciałby zaryzykować. Możliwe, że “nawis” starych wydań walających się po kątach jest taki, że biznesowo to ryzykowne, ale myślę, że w nowym opracowaniu tytuł dałby radę.

  23. pit65

    @astanczak

    Zachód jest zafascynowany jeszcze.
    Widocznie tak jak na giełdzie każdy musi to przeżyć na własnej skórze , aby zdjąć z piedestału.
    Co wcale nie znaczy ,że nie należy tego czytać ze zrozumieniem i wiedzą o praktycznym zastosowaniu.
    “Know your enemy” jak mawia “Sun Tsu” co jest o tyle niebezpieczne ,że możesz odkryć , że ten którego uważałeś za wroga może nim wcale nie być 🙂

  24. astanczak (Post autora)

    @ pit65

    Najważniejsze to odróżniać Marksa od marksistów i to co marksowskie, od tego co marksistowskie, ale do tego trzeba przeczytać Marska. Liberałowie doskonale znają ten problem, kiedy zarzuca się im nie ich grzechy, ale o polityce nie będziemy rozmawiali.

  25. deli deli

    W związku z podwyższeniem poziomu zagrożenia terrorystycznego w Stanach.
    Nie wydaje mi się, gdy na wiele dni wcześniej, postawione zostały w stan gotowości armia i służby bezpieczeństwa, aby cel ataku nie wymknął się atakującym. Spodziewam się raczej manifestacji szeregów silnych, zwartych i gotowych zaprawionych od miesiąca w ciągłej walce z żywiołem. W rocznicę tragedii napastnik wyhamuje, obrońca wystąpi śmiało.
    Napastnikiem może tu być wyłącznie Natura sama. Szalejący od tygodni nad Ameryką żywioł, 11 września wchodzi w kulmincję przy pełni Księżyca i w tej samej chwili napotka skuteczny heroiczny odpór. Rynek globalny otrzyma szybki sygnał prowzrostowy. Jakieś analogie z Fukuszimą na terytrium Stanów Zjednoczonych, w mojej arkanie nie znajdują kompletnie uzasadnienia.
    11, 12 września będziemy mieć psychologiczny rykoszet “uderzenia” sprzed tygodnia, które generalnie zignorowałem. Chociaż w piersi się biję, Ściska za gardło patrzeć jak niejeden z Was, wypatruje w pustym polu za ukochanym wierzchowcem, którego na moją nieprecyzyjną komendę dosiadał, w piątek 2 września na zamknięciu tygodnia.
    Reasumując, czekamy na Amerykę, Ameryka przygotowuje się do rocznicy niczego nie zaniedbując,dopinając szczegóły. Dopuści być może incydent a propos natury psychologicznej, ornamentalnej a rynki zapragną odetchnąć z ulgą, od zaraz, choćby trzynastego.
    Moja prognoza o euro z 8 sierpnia też się nie sprawdziła. Zainteresowanych – przepraszam. Jowisz w obozie euro rezonuje z idącym po niebie sekstylem “przywódcy”(aspekt Słońca i Marsa). Pojechałem po bandzie niestety, zawężając w pośpiechu pole obserwacji. Ewidentny szkolny błąd. Tym bardziej mi wstyd, że było dość czasu, żeby to sprawdzić i poprawić.
    Szczyt na diagramie euro/ZLPL wykreśli swą ewolucję dzisiaj i w poniedziałek. Moj hipotetyczny harley-dawidson max 4,4455pkt.

    Może nie patrzcie teraz,co robi Dax, bo remisy i mowa zwodów na trawie do niczego jeszcze nie zobowiązują. Tu trzeba myśleć o wycieczce za mury, by powrócić co do jednego, do klasztoru przed zamknięciem bram, z pieśnią podniosłą na ustach.
    Pit65, Blackswan – serdecznie pozdrawiam.

  26. deli deli

    Do Moich Czytelników
    Zgodnie z moimi przewidywaniami odreagowaliśmy pod koniec sierpnia dochodząc do poziomu 2450WIG20, jednakże z powodu wielkich spóźnialskich, którzy nie zabrali się pierwszym tramwajem, trzeba Nam było cofnąć się jeszcze raz na południe.
    Dzisiaj w mojej pracowni pojawiła się hipoteza robocza o trendzie wzrostowym trzymiesięcznym o zasięgu, wstępnie, 2700pkt. WIG20. Czyli do dolnego ogranicenia kanału wzrostowego, z którego przebiliśmy w dół na początku sierpnia”11.

    Dzisiaj, ja tu czekam na Was i ciekaw jestem Waszych komentarzy.

    Zwracam się z prośbą do Pana Michała Wojciechowkiego, aby wyjątkowo na ten moment otworzył granice Bossablo, dla Tych, którzy nie należą do Naszego Domu.
    Gdyby prośba moja z powodu istotnej przeszkody nie mogła być spełnoina, poproszę Was, byście tę granicę przekroczyli samodzielnie otwierając rachunek inwestycyjny w Domu Maklerskim BOŚ S.A.
    Age!

    Nie ukrywam, że chciałbym odkryć Waszą obecność w realu. Waszą liczebność przełożę po prostu na liczbę moich przyszłych wpisokomentarzy do Bossablo. Krótko mówiąc: nie ma odbiorców deli deli
    w Bossablo – nie ma deli deli w Bossablo.

  27. deli deli

    Trzeba mi dzisiaj rozliczyć się przed Wami z mojego optymizmu.
    Sorry i do przeprosin dołączam symulację.
    http://www.facebook.com/note.php?saved&&note_id=104061179705179

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *