Jak zostać godnym szacunku (spekulantem)

Poprzednia notka o bańkach spekulacyjnych wzbudziła nieco emocji, zwłaszcza u lesserwissera (wyrazy szacunku), więc pozwolę sobie jeszcze podrapać temat paradoksami, które – mam nadzieję – wzbudzą nieco wątpliwości.

Zacznę jednak o powtórzenia tezy, iż szum związany ze spekulacją uznaję, za nic więcej niż populistyczne gry polityków, którzy nie potrafią zaakceptować sytuacji utraty kontroli nad rzeczywistością. Wbrew wielu deklaracjom o przywiązaniu do wolności i demokracji większość klasy politycznej zwyczajnie nie znosi szybko rotującego kapitału. Pochodną tej utraty kontroli jest wykreowanie figury spekulanta pasożytującego na zdrowym ciele społeczeństwa.

Historycznie rzecz biorąc walka ze spekulacją pojawia się przeważnie w sytuacjach kryzysów, kiedy klasa polityczna głodna szybkich sukcesów potrzebuje pokazowego polowania na czarownice. Prym wiedzie w tym oczywiście amerykańska klasa polityczna, która w każdej kryzysowej sytuacji publicznie przesłuchuje osoby uznane za personifikujące jakiś problem. Jeśli przejrzeć literaturę na ten temat, to w amerykańskim parlamencie występowali właściwie wszyscy wielcy w historii WallStreet.

Zastanawialiście się kiedyś Państwo, jakie konsekwencje dla konfliktu pomiędzy politykami a spekulantami z WallStreet ma fakt, iż centrum finansowe Stanów Zjednoczonych zlokalizowane jest w Nowym Jorku a centrum polityczne w Waszyngtonie? Skąd właściwie tak łatwo o konflikt pomiędzy politykami a bankierami z WallStreet? Dlaczego politycy mogą tak łatwo manipulować pojęciami chciwych drani z WallStreet a społeczeństwo domaga się strzyżenia tłustych kotów?

Korzenie tego sięgają czasów Thomasa Jeffersona i Alexandra Hamiltona a więc końcówki XVIII wieku, gdy w wyniku politycznych obaw, iż przedsiębiorczy New York stanie się siedliskiem probrytyjskiej opozycji, zdecydowano się dać Nowemu Jorkowi status stolicy gospodarczej. Jefferson był zwolennikiem small biznesu a Hamilton bogacenia się Ameryki. Pierwszy uważał nowojorskie nuworyszostwo i bankowość per se za moralnie wątpliwe a drugi stał się ojcem amerykańskiej waluty i pierwszym sekretarzem skarbu. Pierwszy patrzy nam pewnie w oczy z banknotu z dwoma dolarami a drugi nie chce nam spojrzeć w oczy z papierka z dziesięcioma dolarami.

To ideologiczny konflikt pomiędzy tymi dwoma wizjami Ameryki legł u podstaw tego, co dziś znamy, jako opozycję pomiędzy Wall Street a Main Street – bankierów z Nowego Jorku i zdrowego społeczeństwa ciężko pracujących na utrzymanie swoich dzieci. Nie wchodząc w szczegóły, u zarania tego podziału legł również dług, który bogaci bankierzy skupowali od biednych żołnierzy po piętnaście centów za jednego dolara. Niemniej to, co dziś obserwujemy, jako walkę ze spekulantami na rynkach towarowych jest niczym więcej niż kolejnym aktem opery mydlanej, która trwa już przeszło dwieście lat. Między innymi dlatego z pewnym pobłażaniem patrzę na polityków, którzy rzucają gromy na spekulantów.

Nie wiem, czy są na tyle przebiegli, że rozgrywają politycznie coś, co rozgrywa się przez dwa wieki i ciągle można na tym ugrać poparcie, czy też są tak… niedoczytani, iż nie zdają sobie sprawy o chodzeniu w mocno przydeptanych butach. Nie wykluczam, iż doradcy klasy politycznej znają temat dobrze i próbują chwytu, który daje “zarobić”. Szczególnie kuriozalnie wygląda to w Europie, ale starczy sięgnąć do historii polskiej giełdy i wypowiedzi polskiej klasy politycznej, by znaleźć tam przykłady analogicznych prób, wśród których znalazł się nawet pomysł zlikwidowania GPW.

Osobiście czerpie niebywałą satysfakcję z sytuacji, w których różniej maści politycy czy moralizatorzy próbują wykonać stójkę na dwunastnicy, by pogodzić sprzecznie definicje tego, kim jest spekulant i jakie działania uznać za złe. Zgodzimy się wszyscy, iż spekulacja zakładająca załamanie jakiejś waluty, to zło wcielone. Diabeł Soros, który rzucił na kolana brytyjskiego funta, mało nie przypłacił tego więzieniem. Inwestorzy, którzy duszą ceny obligacji greckich czy portugalskich zdają się pić wino z samym Lucyferem.

Oczywiście wcieleniem zła są ludzie, którzy sprzedają na krótko przewartościowane akcje. Dołując ceny obniżają przyszłe emerytury, likwidują majątek – nic to, że papierowy – i powodują, iż indeksy spadają a byk, symbol zdrowego inwestowania, zdaje się sapać ze zmęczenia. Łatwo też zostać wspólnikiem diabła, gdy kupując kontrakty na ropę okrada się wszystkich na stacjach benzynowych. Kiedy jednak kupujemy akcje PKN albo Lotosu w nadziei, iż wysoka cena ropy podniesie zyski, wówczas należy nam się szacunek, bo nie jesteśmy spekulantami na rynku ropy a ledwie fundamentalistami. Istna stójka na dwunastnicy.

Takich ścieżek do zostania wrednym spekulantem można wyliczyć więcej, ale równie ciekawe wydają się te, które pozwalają zostać szanowanym spekulantem. Jeśli tylko uda się zarobić po krótkiej stronie na akcjach np. banku Lehman Brothers i jeszcze ogłosić publicznie, iż przewidziało się upadek spółki zjedzonej przez gen chciwości, to wówczas grzechy zostają odkupione. Właściwie z dnia na dzień taki spekulant staje się bożyszczem wrogów walki ze spekulacją. Wystarczy też powiedzieć, że sprzedajmy ropę, by niechęć świata zmieniła się w miłość dla walczącego z aberracją.

Czytającym po angielsku polecam książkę Don’t Blame the Shorts: Why Short Sellers Are Always Blamed for Market Crashes and How History Is Repeating Itself. Doskonały opis tego, co zarysowałem powyżej.

[Głosów:2    Średnia:3.5/5]

27 Komentarzy

  1. reptile

    “Jak zostać godnym szacunku (spekulantem)” – to z pytajnikiem czy bez ?
    Bo jeśli bez to dodałbym .. “Jak zostać godnym szacunku (spekulantem).. budzić strach i respekt u pozostałych uczestników tynku!” 🙂
    Ci, którzy się nie boją i zabezpieczyli należycie swoje ryzyko robią co trzeba, żeby odbierać trofea. Reszta rece składa..

    Ciekawe..
    http://forsal.pl/artykuly/519264,wsj_pentagon_chce_uznac_cyberataki_za_akty_wojny.html
    Kiedy atak spekulacyjny będzie można uznać za przejaw aktu wojny,a nie luźnej gry rynkowej… biorąc pod uwagę skutki w Grecji,Islandii,Hiszpanii itd..

    “większość klasy politycznej zwyczajnie nie znosi szybko rotującego kapitału.”
    Czy to nie spekulanci za tym stoją? HFT, etc ? Jaki był pierwotny cel giełd? A co mamy teraz ? Znów mamy wierzyć w dobrodziejstwo i mądrość wolnego rynku, który wg mnie z natury zawsze robi to co chce, czyli maksymalizuje zyski nie zważając na konwenanse? 🙂

    Jeśli wolny rynek dąży do równowagi i jest nieomylny to niebawem powinna zostać przywrócona jakoś ta cała równowaga.. w tym spekulacyjna.. żeby nikt nie czuł się niesprawiedliwie potraktowany.Chyba..

  2. gzalewski

    Rada Ernesta Cassela, który był bankierem Edwarda VI
    “Gdy byłem młody nazywano mnie hazardzistą. Kiedy wzrosła skala moich operacji stałem się znany jako spekulant. Teraz uchodzę za bankiera. A cały czas robię to samo.”

  3. lesserwisser

    @ astanczak

    Na początku wypada mi podziękować z wyrazy szacunku no i wyjaśnić, ze moja bulwersacja wzięła się nie tyle, z działań spekulantów ile z treści notatki niejakiego Adama S., która była dla mnie wielkim zaskoczeniem.

    Widzę, że autor nadal trwa przy swoich poglądach, do czego oczywiście ma prawo, ale mimo ze mam odmienne spojrzenie, to nie będę starał się go nawracać.

    “szum związany ze spekulacją uznaję, za nic więcej niż populistyczne gry polityków, którzy nie potrafią zaakceptować sytuacji utraty kontroli nad rzeczywistością.”

    Czy mam rozumieć, że kryzys 2008 roku wywołali politycy i żądni sensacji dziennikarze?

    Tu mi na myśl przychodzi scena z filmu Killer, gdzie inspektor Ryba, mówi do dziennikarzy “nie ma żadnego Killera. Killera wymyśliliście wy, dziennikarze.”

    Mnie nie dziwi krytyczna reakcja polityków wobec spekulantów gdyż politycy też ponoszą polityczną odpowiedzialność za to co dzieje się na rynku i za jego sprawne działanie, za kryzys na rynku nieruchomości, za bankructwa wielu firm, za stabilność systemu finansowego i ekonomicznego.

    Jeśli więc czyjeś nieodpowiedzialne działania ten system gospodarczy destabilizują, zagrażając bankructwem nawet państwom, to nic dziwnego, że politycy ujadają.

    Jednak sama krytyka nie wystarczy, tu trzeba iść za ciosem i wziąć za dupsko tych macherów z pełną konsekwencją i surowością. Z tym jest niestety gorzej.

    “Dołując ceny obniżają przyszłe emerytury, likwidują majątek – nic to, że papierowy – i powodują, iż indeksy spadają a byk, symbol zdrowego inwestowania, zdaje się sapać ze zmęczenia.”

    Panie Kiler,panie Kiler!!!!Niech pan pamięta,o emerytach!

    Ja też proponuje lekturę pewnej książki – “The Gods That Failed: How Blind Faith in Markets Has Cost Us Our Future”, autorzy to dwaj znani dziennikarze ekonomiczni- Larry Elliott i Dan Atkinson.

    Na kanwie ostatniego kryzysu ekonomicznego demitologizują oni ideę samoregulującego się wolnego rynku i podają druzgoczącej krytyce poglądy pełnej liberalizacji działalności ekonomicznej, czyli taki swoisty permisywizm (leseferyzm).

    Pokazują dobitnie do czego prowadzi ślepa wiara w wolny rynek (nam wszystko wolno, wy profani nie rozumiecie nowoczesnej inżynierii finansowej, co dobre jest dla nas dobre jest i dla rynku bo to my przecież tworzymy ten rynek).

    Książka ta wyszła w kilku wydaniach (różne ilustracje na obwolucie – sam widziałem trzy), będące świetnym podsumowaniem treści przekazu.

    Byk na kolanach (nawiązanie do ostatniej dyskusji o wizerunku naszego Bysia).

    http://a1.mzstatic.com/us/r1000/008/Purple/17/40/9d/mzl.yaklbhjj.320×480-75.jpg

    http://www.amazon.co.uk/Gods-That-Failed-Markets-Future/dp/1847920306

    Warto kliknąć na ilustrację, na stronie Amazona, by ja powiększyć.

    PS

    Będzie więcej, czyli cdn

    1. astanczak (Post autora)

      > Czy mam rozumieć, że kryzys 2008 roku wywołali politycy i żądni sensacji dziennikarze?

      Z ekonomicznego punktu widzenia fundamentem tego wszystkiego była ideologia “każdy ma mieć własny dom i tani kredyt na ten dom”. Reszta była tylko konsekwencjami.

      > How Blind Faith

      kto wierzył, ten wierzył – wyjaśnię tylko, że krytyka polityków nie oznacza automatycznego poparcia dla obozu przeciwnego. Dopuszczamy chyba to, że można przyjąć postawę analityczną wobec rzeczywistości i po prostu obserwować świat bez zapisywania się do jakiegoś obozu? Nie dam się obsadzić w roli zwolennika jednego z obozów. Mam zamiar zachować dystans do obu i skupić się na obserwacji.

  4. lesserwisser

    A oto złoty cielec, rymuje sie z ……..

    http://a1.mzstatic.com/us/r1000/008/Purple/17/40/9d/mzl.yaklbhjj.320×480-75.jpg

  5. pit65

    @lesserwisser

    less-jeżeli państwo powołuje do życia bank w systemie rezerwy cząstkowej to ustanawia precedens w równości podmiotów na tzw. wolnym rynku bo taki bank jest technicznym bankrutem w momencie powstania zależnym od instytucji państwa , który go prawnie sankcjonuje.
    W tym samym momencie to samo państwo powołuje do życia spekulanta w postaci banku, który zaburza równowage towarowo-pienięzną poprzez w skrócie “świadomy dodruk”.
    Jeżeli o mnie chodzi to wolny rynek tu sie kończy ,a zaczyna spekuła , którego szarą eminencją jest państwo.

    Tak rodzi sie system, który na spekulacji stoi.

    W tym sensie każde obwinianie spekulacji jest obwinianiem samego siebie /w sensie polityków/.
    Propaganda jednak oddziela awers i revers tej samej monety ponieważ ,żaden polityk nie może się przyznawać do spekulacji i jest to wygodnym alibi aby sie wybielić na tle tzw. czarnej spekuły, co pięknie objawia sie w wystąpieniach tych, którzy teraz ratuja system , a niektórzy nawet tworzą Dzieło Boże w swym mniemaniu nie dostrzegając ,że sami są przyczyną.

    Konkludując w skrócie – rozbuchana spekulacja nie jest przyczyna – jest kulminacyjnym i skumulowanym przez lata objawem choroby.

  6. lesserwisser

    @ pit65

    Generalnie masz sporo racji, ale chyba zbyt czarno to widzisz. Gdyby państwo trzymało w karbach ilość drukowanego pieniądza to system ten działałby w miarę dobrze,(czytaj znośnie, do wytrzymania).

    Jeśli zaś nie utrzymuje ono dyscypliny emisyjnej, to wprawdzie zaburza to równowage pienięzna ale czy automatycznie kwalifijuje się to na spekulację, to nie powiedział bym. Bo na razie nie dostrzegam tego bezpośredniego związku miedzy nadmierna emisja pienądza a nieprzewidywalnością wydarzeń ryzykownych i niesprzyjających, które cechują spekulację. Oni mają kontrolę nad tym co robią więć mogą przewidzieć co ich może czekać.

    Już bardziej nazwałbym to świadomym hazardem, jak stawianie wszystkiego na jedna kartę lub lizanie przewodu pod prądem, licząc na to że akurat elektrownia wyłaczy zasilanie. 🙂

    “Tak rodzi sie system, który na spekulacji stoi.”

    Ty starasz sie patrzeć z punktu widzenia makro a ja raczej podchodze do tematu spekulacji, z punktu mikroekonomii, czyli od strony podmiotów gospodarujących.

    Myślę, że brak odpowiedniej kontroli państwa nad obrotem finansowym i derywatami wynika z faktu, że wiele kluczowych stanowisk w administracji centalnej obsadzonych jest byłymi ludźmi banków, domów finansowych itp, vide ex ludzie GS. A zły to ptak co kala własne gniażdo, szczegolnie gdy po zaknczeniu państwowej synekurki myśłi się o powrocie do poprzedniego biznesu.

    To rodzi patologie i patrzenie przez palce na niektóre ich poczynania a nawet nieformalne sprzyjanie nadmiernej spekulacji – vide srebro na Comexie.

    Temat jest cholerka wielowatkowy, a one się zazębiają i wzajemnie przenikają.

    1. astanczak (Post autora)

      @ lesserwisser

      Dla porządku dodajmy, że Ben Bernanke nigdy na Wall Street nie pracował a to on jest głównym autorem obecnej polityki Fed. Wall Street zresztą zarzuca mu, że nie rozumie rynku.

  7. lesserwisser

    Benek Helikopter jest za to z sitwy z Harvarda i widzi zwalczanie deflacji poprzez dodruk pieniądza.

    http://bubblemeter.blogspot.com/2008/10/helicopter-ben-makes-good-on-nickname.html

  8. pit65

    @Lesser

    taa,wielowątkowywiec trudno sie zmiescić i wybrac to co wydaje sie najważniejsze:-)

    To nie czarnowidztwo tylko tak to postrzegam poprzez rynek i pryzmat wzajemnych powiazań.
    Rzeczywiście staram się wychodzić ze skali makro do mikro ponieważ proces odwrotny może stać sie swoistym “Frankenstainem” ekonomicznym:-)
    A tak jeśli makro jest logiczne to mikroukładanki lepiej sie komponują.
    Analogicznie: jak na rynku duże trendy zawierają średnie , a te z kolei małe:-)

    tylko ,że animatorzy dzisiejszego systemu zresztą jak każdego ukazują gawiedzi czyli mnie także to co chcą ,żeby widziała , jego niezbędność wyjątkowość i mocne strony natomiast nie eksponowane są rzeczy niewygodne rzecz jasna, dlatego trudno to makro rozgryżć pod róznorakimi sztandarami polityki, ekonomii itp. widząc to wszystko niejako “od środka” z perspektywy jednego z robaczków systemowych.

    jeśli chodzi o spekulacje wychodzę od natury pieniądza.

    jedną z podstawowych właściwości pieniądza jako pochodnej jest jego funkcja miernicza, a to wymaga by było go względnie tyle samo w jednostce czasu, względnie przyrost w miarę jednostajny.
    W ten sposób rynek reaguje ceną na podaż towaru , a więc cena ma więcej wspólnego z faktyczną gospodarką IMO, a rynek z wolnością w sensie braku manipulacji.
    Jeśli to zaburzysz jak to mam miejsce w bankowości cząstkowej z przymusu stajesz sie spekulantem bo owoc twojej pracy np. rocznej może stac się nieopłacalny.I co wtedy – zaczynasz spekulować bo czynnik oficjalny pozbawił Cię obiektywnego miernika wartości.
    Teoretycznie wg zapisów prawa powinien stac na jego straży.
    Małe pytanie:
    Czy np. w fizyce tolerowałbyś by państwo w zależności od koniunktury manipulowało jednostką kilograma czy metra, więc dlaczego zgadzasz się by arbitralnie poprzez centralnych bankierów robiło to z pieniądzem?
    w ten sposób system sam “produkuje” spekulantów, a przynajmniej każdy ze względu na coraz bardziej nieprzewidywalną przyszłość ekonomiczną zaczyna dzięki systemowi tę funkcje rozwijać.

    Druga sprawa to ,że pieniądz jest zobowiązaniem do natychmiastowej wymiany na dobra. Nic tu sie nie zmieniło od Fenicjan czy Chińczyków.
    Oddzielono tylko miejsce i czas transakcji od faktycznej wymiany.
    Dzisiejsze “produkowanie” papierowych zobowiązań w postaci bogactwa różnorakiego rodzaju zamrażarek w postaci funduszy z emerytalnymi włącznie jest pewnego rodzaju iluzją , którą obnaża dopiero kryzys, który po prostu nie daje czasu złej ekonomii by wymienic to na towar po zapisanej sile nabywczej na koncie.
    To wszystko jest tyle warte ile w danej jednostce czasu można wymienić na konkretne dobro trwałe.
    Dzisiejszy polityk zapisujący Ci w ustawie gwarancję 100 000 euro na koncie niczego Ci nie gwarantuje, oprócz tego że “matematycznie jest kryty” bo gwarantuje ci zapis na kartce takiej liczby przez instytucję do tego powołaną , a nie ekonomicznego ekwiwalentu 100 000 bułek po 1 euro, bo w wyniku jego /polityka/ radosnej twórczości ekonomicznej mogło by sie okazac ,że w międzyczasie wszystkie piekarnie pobankrutowały.

    A skoro oficjalna ekonomia centralnego planisty pieniążnego nie daje ci szansy na bezpieczeństwo ekonomiczne bo nie może, to jak możesz nie stac sie spekulantem w sytuacji gdy od tego zależy Twoje “to be or not to be”?

    Jeśli bym sie trzymał klasyczne definicji spekulacji w której to spekulant to czarne , a zwalczający ją urzędnik państwowy to białe nigdy bym tak nie napisał.
    I drogą z mikro do makro wyszły by pewnie same fajne rzeczy ,o których piszą w mądrych książkach dla niewykształciuchów takich jak ja 😉

  9. lesserwisser

    @ pit

    “Analogicznie: jak na rynku duże trendy zawierają średnie , a te z kolei małe:-)”

    Właśnie, a ja patrzę z odwrotnej strony – małych trendzików robią się średnie trendy, średnie układają się w duże trendziska a te w mega trendziochy. 🙂

    Ja myślę, że jak będą zdrowe i uczciwe podstawy (micro) to złożą się/wymuszą poprawność i uczciwość na górze, bo będą ją molestowały by się starała wzorowo zachowywać. Taki nacisk z dołu w górę ale oczywiście gdy czytelny sygnał poprawnościowy pójdzie i z góry w dół to normalność ma szansę być szybciej przywrócona.

    Ja rozumiem Twoje motywacje i zgadzam się, że o tych sprawach należy mówić i głośno i otwarcie jednak obawiam się, że sami nie ruszymy z posad bryły świata.

    “Czy np. w fizyce tolerowałbyś by państwo w zależności od koniunktury manipulowało jednostką kilograma czy metra, więc dlaczego zgadzasz się by arbitralnie poprzez centralnych bankierów robiło to z pieniądzem?”

    Znam to z własnych doświadczeń, bo za komuny bochenek chleba ważył początkowo 1 kg, potem już 800 gramów a w końcu tylko 750 gr.

    I na żadne takie, że strony banków centralnych, się nie zgadzam. Ale cóż z tego, oni mnie chyba olewają, tak jak resztę.

    Tu powiem dowcip, dobrze pasujący – “Jaka jest różnica między ideowym rewolucjonistą a żarłocznym kapitalistą? Nie ma żadnej! Jeden i drugi cierpi za miliony.

    A z tą spekulacją to wcale nie jest takie oczywiste, że politycy ją zwalczają oni więcej mówią niż robią.

  10. pit65

    @less

    No cóz zauważyłem ,że większość moich znajomych by chwycić diabła za rogi najpierw dzieli problem by potem na podstawie poznanych części budować sobie wyobrażenie o całości.
    Osobiście raczej problem traktuje całościowo i jeżeli jest wart dalszych dociekań biore sie za sferę mikro.
    Nie wiem czy naukowo nie nazywa sie to czasem podejściem holistycznym.
    Dla własnej potrzeby wyjaśniam to ,że mój komputer pokładowy ma mniejszą przepustowość dla skomplikowania wynikającego z wielości szczegółów z którymi po prostu sobie nie radzę 🙂
    ——-
    Nie chciałem , twierdzić ,że spekulacja jest przypisana jedynie do systemu rezerwy cząstkowej.Była by to nieprawda.
    Spekulacja jest immanentną częścia ludzkiego działania ze względu na nieznajomość przyszłości IMO.
    Chodzi tylko o to ,że w ramach cyklu koniunkturalnego wywoływanego i wzmacnianego przez centralnego planistę jest w końcowej fazie wzmacniana do nienaturalnych rozmiarów poprzez naruszenie tego o czym wcześniej napisałem.

    Odniosę sie do kontroli , o której wspominałeś jako sposobu na wszystkie bolączki.
    Powiem tak:
    Był już taki jeden, który sobie se powiadał “Zaufanie jest dobre, ale kontrola lepsza” i tym oto niewinnym sposobem historia zabarwiła sie na czerwono 🙂

    “A z tą spekulacją to wcale nie jest takie oczywiste, że politycy ją zwalczają oni więcej mówią niż robią.”

    Oczywista oczywistość. Gdyby chcieli ją zwalczyć podcieli by gałąź na której wisza wszystkie ich obiecanki.
    To jest ta sama moneta tylko nie chcą miec nic wspólnego z “ciemna strona mocy” w oczach wyborców.

  11. thome

    Cikawie opisany problem. Ale….. konflikt politycy vs Wall Street dzisiaj to raczej kiczowaty spektakl, w którym koledzy pozorują ciosy, żeby uspokoić gawiedź, a potem hojnie się nawzajem sponsorują przy rechocie FED. Natomiast w kwestii spekulacji, cóż…..nic tak nie boli premiera Grecji, jak “zdrada” tych, których pasł śmieciowymi obligacjami przez lata jednocześnie odsuwając na przyszłość krach socjalizmu, na którym sam się pasł z kolegami. Ale to znana bolączka polityków – mylenie SKUTKÓW z PRZYCZYNAMI.

  12. Adam_S

    Sama spekulacja nie jest zla i nie mozna winic spekulantow za cale zlo. w koncu spekulant zarowno kupuje jak i sprzedaje, wiec teoretycznie polowie z nich sie udaje.

    Zlem jest wykorzystaniem do skierowania cen w swoja strone falszywych informacji, zatajenia istotnych, nakierowanie opinii publicznej na falszywy trop itd.

    wtedy tez nie mowimy o spekulacji ale o oszukiwaniu rynku i graczy.

  13. lesserwisser

    Właśnie, spekulacja sama w sobie nie jest zła natomiast złem staje się nadmierna spekulacja, która prowadzi do rozchwiania rynku i wypaczenia jego obrazu.

    Szczególnie zaś zła jest taka spekulacja, w której wielcy gracz bezpośrednio manipulują rynkiem celowo ustawiając go pod swoje pozycje i wcześniej założone cele: manipulacja rynkiem fizycznym, manipulacja rynkiem terminowym oraz manipulacja informacją.

    Zdarza się, że parę grup zmawia się specjalnie i współpracuje przy realizacji takich szatańskich planów, grająć prawie na pewniaka “na swoje”.

  14. Adam_S

    Tylko ze wtedy to nie jest spekulacja, tylko manipulacja, wyzysk, oszustwo czy jak inaczej to nazwac.

    Spekulant kupuje / sprzedaje zakladajac ze mu w danym kierunku pojdzie.

  15. lesserwisser

    “Tylko ze wtedy to nie jest spekulacja, tylko manipulacja, wyzysk, oszustwo czy jak inaczej to nazwać.”

    No jest, ale jakie praktyczne ma to znaczenie dla innych uczestników rynku, nieświadomych tego że ktoś nim manipuluje niecnie. Oni mogą zakładać, że u podstaw leży czysta spekulacja a nawet zwiększone zdrowe popyt czy podaż.

    Poza tym to manipulację trzeba jeszcze udowodnić więc do czasu posiadania twardych dowodów, siłą rzeczy, trzeba traktować ja jako spekulację.

    “Spekulant kupuje / sprzedaje zakładając, że mu w danym kierunku pójdzie.”

    A przepraszam manipulant to co zakłada? Że rynek pójdzie przeciw jego oczekiwaniom!

    On, po prostu, zwiększa swoje szanse na zarobek pomagając rynkowi pójść w jego (manipulanta) kierunku, w ten czy inny sposób, bo ma takie możliwości.

    Ba, nawet sama “czysta” spekulacja, bez żadnych wspomagaczy, ale robiona w bardzo dużej skali wywołuje wpływ na ceny jest tylko kwestia ile środków zaangażować by rozbujać ceny i ile czasu potrzeba by doszły ona do jakiegoś poziomu, wywołującego minimalne zadowolenie spekulanta.

  16. pit65

    Mało rzeczy na świecie same w sobie z definicji sa złe.

    Ludzie wyczuleni sa na wikipedyczne stereotypy ,łatwo przyswajalne łatki pojęciowe /czarne vs. białe/ , które upraszczają osąd niekoniecznie rozjaśniając widzenie.
    A…..Liczy sie kontekst.

    Spekulacja rynkowa z żelaznym egzekwowaniem bankructwa przez aparat prawny miast zadrukowywania strat wybranym przez czynniki decyzyjne nie prowadziła by do nierównowagi na tzw. rynku i hodowania dinozaurów rynkowych w rodzaju GS-ów .Nie mylić z PRL-owskimi , choc znamienny jest los tych którzy uzależniają się od aparatu państwowego 😉
    Tak się kończy zdejmowanie ryzyka na rachunek kogoś innego w imię między innymi “tzw ludzkiej twarzy” i jest po prostu oszustwem w świetle jupiterów.
    Wszystko przez nową etykę w której “instytucji bankructwa” przypisano łatke zła.
    A logicznie, jeżeli usuniemy zło zostanie samo “dobro”.
    Ba, juz nawet nie dobro , ale wprost “dzieło Boże’.
    Oczywiście bankructwo dalej funkcjonuje , ale dla “pomazańców” systemowych zastąpiła go “niewidzialna ręka rynkowego wskrzeszania”.

  17. pit65

    “A przepraszam manipulant to co zakłada? Że rynek pójdzie przeciw jego oczekiwaniom!”

    Dzisiejszy manipulant globalny ma do dyspozycji nieograniczone środki i wsparcie systemu by rynek animować zgodnie ze swoimi planami,
    a nawet jak pójdzie przeciwko , to co?
    Patrz rok 2008.

  18. lesserwisser

    “a nawet jak pójdzie przeciwko , to co?”

    To i tak ci co mają zarobić to zarobią.

    George Soros o kryzysie 2008 roku:

    “I am having a very good crisis” ( faktycznie niezły, bo zarobił 1,1 miliarda dolarów).

    Kiedy indziej – o tym samym kryzysie – “was stimulating” i zwieńczeniem/podsumowaniem (culmination) jego dzieła życiowego.!

    Słyszałem kiedyś taki dowcip, który jest dobrym podsumowaniem tego wątku.

    Dwóch facetów o różnych poglądach politycznych sprzecza się, która partia wygra wybory.

    Na to trzeci mówi im – Panowie, to nie istotne, która partia zwycięży, bo i tak wybory zawsze wygrywają Żydzi!

    1. gzalewski

      spekulanci kontra spekulanci 🙂
      http://www.bloomberg.com/news/2011-06-06/muddy-waters-block-takes-down-giants-paulson-greenberg-with-china-shorts.html?cmpid=yhoo

      a tu wykresik:
      http://finance.yahoo.com/echarts?s=TRE.TO+Interactive#chart1:symbol=tre.to;range=my;indicator=volume;charttype=line;crosshair=on;ohlcvalues=0;logscale=on;source=undefined

  19. TK

    Filozoficznie – spekulacja to dobrowolne umowy między stronami i nie ma w tym absolutnie nic nagannego ani nieetycznego.

    Praktycznie – kiedy politycy potępiają spekulantów, nie mają na ogół zielonego pojęcia ani o spekulacji, ani o rynku, ani o gospodarce. Jest to cyniczna próba znalezienia „chłopca do bicia” za problemy i kryzysy, które sami wywołali. Kryzys 2008 to wina spekulantów??? Wolnego rynku??? Przepraszam, a stopy procentowe do zera to kto obniżał? Spekulanci? Wolny rynek? Czy może jednak szef Fedu? NIGDY nie doszłoby do zadłużania się na taką skalę (kupowanie domów przez bezrobotnych itp.), gdyby polityka monetarna była również pozostawiona rynkowi, a nie państwu (akurat w Polsce mieliśmy cholerne szczęście mieć 10 lat temu na czele banku centralnego człowieka, który wbrew populistom z lewa i prawa i zupełnie inaczej niż Greenspan, nie bał się wysokich stóp procentowych).

    Spekulanci na rynku spełniają co najmniej 4 pożyteczne funkcje:
    1) Odbierają ryzyko od tych, którzy chcą się go pozbyć, są drugą stroną transakcji dla zabezpieczających się
    2) Zapewniają płynność
    3) Wbrew obiegowej opinii nie zwiększają wahań cen, ale je STABILIZUJĄ, o czym powstały nawet opracowania naukowe – pisałem o tym tu: http://tinyurl.com/6kn4svu
    4) Przyczyniają się do efektywniejszej alokacji zasobów, które trafiają tam, gdzie mogą być najlepiej wykorzystane / do tych, którym najbardziej zależy

    Spekulanci są na rynku tak samo potrzebni, jak piekarze, nauczyciele czy lekarze. I sto razy bardziej od polityków – specjalistów od „rozwiązywania” problemów przy pomocy cudzych pieniędzy.

  20. reptile

    “Kryzys 2008 to wina spekulantów??? Wolnego rynku??? Przepraszam, a stopy procentowe do zera to kto obniżał? Spekulanci? Wolny rynek? Czy może jednak szef Fedu?”

    A jak to się stało, że istnieje FED, Wolny rynek, spekulanci, banki i banki centralne ? To efekt wolnego rynku czy “niewidzialnej reki” ? 🙂

    A czy to nie polityka stworzyła obecnych nauczycieli, lekarzy ? 🙂
    Bo jeśli wolny rynek.. to czemu w Afryce tak owy nie istnieje?
    Gdzie ci lekarze, nauczyciele.. .. a no tak nie ma tam spekulantów? 😛

  21. reptile

    “4) Przyczyniają się do efektywniejszej alokacji zasobów, które trafiają tam, gdzie mogą być najlepiej wykorzystane / do tych, którym najbardziej zależy”

    Czyli jeśli masz w domu złoto, a ktoś Ci go ukradnie.. to można uznać, że trafiło do kogoś komu bardziej “zależy” żeby go wykorzystać.. pod warunkiem, że znowu nie będzie leżeć w jego sejfie.
    Została stworzona płynność i przejęte ryzyko. Sorki za rozmycie.. mogę to wyostrzyć.. 😀

  22. TK

    Nauczycieli i lekarzy “stwarza” polityka? Czyli bez polityków by ich nie było???

    Dlaczego w Afryce nie ma wolnego rynku? Hmm, zdaje się, że ostatnie wydarzenia w Egipcie, Libii i Tunezji dały dobrą odpowiedź. Czy były to rewolty przeciwko rynkowi czy może reżimom?

  23. lesserwisser

    @ TK

    Wprawdzie masz swoje racje, a czasami nawet sporo, jak to że spekulanci pozwalają zapewnić właściwą płynność rynkowi, jednakże w swojej argumentacji pro speculation miejscami przeginasz i to bardzo.

    Piszesz, że spekulanci na rynku spełniają takie oto 4 pożyteczne funkcje:

    “Przyczyniają się do efektywniejszej alokacji zasobów, które trafiają tam, gdzie mogą być najlepiej wykorzystane / do tych, którym najbardziej zależy” ???

    Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale z tego wyciągam wniosek, że doprowadzając do znacznego wzrostu cen towarów rolnych i surowców powodują, że:

    1. do głodującej Afryki, czyli tam gdzie jest potrzebna, trafia tańsza żywność, co poprawia również bilanse płatnicze biednych państw

    2. generalnie to konsumenci cieszą się z tego faktu że żywność drożeje, bo im na tym bardzo zależy gdyż jest im potrzebna do życia, a im więcej zapłacą za zestaw niezbędny tym lepiej nauczą się racjonalnie nią gospodarować

    3. wzrost cen surowców do niebotycznych poziomów (ropa po 140 dolarów, miedź po 10.00o dolarów, stal, aluminium, srebro, złoto, chemikalia) powoduje iż budowa domów, produkcja samochodów i sprzętu elektronicznego etc stają się tańsze a w związku z tym bardziej dostępne w państwach rozwijających się.

    Przecież w większości przypadków podmioty gospodarcze muszą kupować te droższe surowce i wyroby z nich niezależnie od poziomu cen. Poza tym dla wielu z nich poziom cen jest w istocie obojętny (hedżing) a po tyłku dostaje konsument finalny, któremu hedżing nie zrekompensuje wzrostu ceny.

    “Wbrew obiegowej opinii nie zwiększają wahań cen, ale je STABILIZUJĄ, o czym powstały nawet opracowania naukowe”.

    To tylko jedno opracowanie, ktoś może przedstawić dziesięć udowadniających coś wręcz przeciwnego. Problem może polegać na podejściu do tematu, gdyż spekulacja może wprawdzie zmniejszać zmienność cen o charakterze oscylacyjnym (chodzących w górę i w dół) natomiast zwiększać zmienność kierunkową (ceny ostro rosną a potem stabilizują się na bardzo wysokim poziomie).

    “Spekulanci są na rynku tak samo potrzebni, jak piekarze, nauczyciele czy lekarze. I sto razy bardziej od polityków – specjalistów od „rozwiązywania” problemów przy pomocy cudzych pieniędzy.”

    Ja bym to ujął inaczej.

    Spekulanci są na rynku tak samo potrzebni, jak prawnicy i adwokaci, – specjaliści od „rozwiązywania” problemów przy pomocy cudzych pieniędzy. Problemów stworzonych przez legislatorów (polityków) i administrację (z politykami związaną).

    W normalnych warunkach dałoby się bez nich żyć (bez jednych i drugich), ale chyba już w tym obłędzie za daleko świat zabrnął.

  24. reptile

    @TK
    Widocznie rynek pozwala istnieć reżimom.A Polska to nie reżim Tuska itp? 🙂
    hehe .. rynek społeczno-kulturowy..religijny, tu chyba też występuje konkurencja ? Widać rynek polityczny w Egipcie uległ załamaniu lol 😀
    Winni paskudni spekulancii oczywiście.. :>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *