Fajsbuk, fejsbuku, fejsbuka…

Kiedy trzy lata temu DM BOŚ postanowił uruchomić pierwszy blog maklerski w polskim internecie nie miałem żadnych wątpliwości, że robimy coś, co ma szansę zająć stałe miejsce. Nie jest moim zadaniem ocenianie skali sukcesu, ale nie mam wątpliwości, iż zadania postawione blogom zostały zrealizowane. Teraz biuro postanowiło zrobić kolejnych krok w rozbijaniu barier komunikacyjnych, które oddzielały maklerów od klientów i założyć konto w najgorętszym serwisie ostatnich miesięcy.

Wedle tekstu (link na dole), na który ostatnio trafiłem, amerykański klienci Fecebook’a spędzają na stronie serwisu średnio około 400 minut w miesiącu. Dla porównania średni czas pobytu na stronie Google wyniósł około 80 minut. Nie potrafię na szybko zweryfikować tych danych, ale bez wątpienia to porównanie dobrze tłumaczy stan gorączki, jaki opanował branże internetową szykującą się do publicznej oferty FB przygotowywanej – jakżeby inaczej – przez Goldman Sachs.

Prezydent Stanów Zjednoczonych debatował ostatnio z szefem FB bez marynarek. Firma, której wyceny szybują w chmurach, doczekała się już filmu fabularnego z 8 nominacjami do Oskara, z czego trzy zmieniły się w nagrodę. Kopię filmu można było dostać chyba z jakąś polską gazetą. Mówię chyba, bo Facebook jest dla mnie jedną z największych zagadek, z jaką przyszło mi zmierzyć się sieci. Biznesowo wydaje się wszystko zgadzać, ale społecznego zainteresowania fejsem zwyczajnie nie rozumiem i muszę traktować, jako fenomen społeczny. Pocieszam się, że wielu moich znajomych, którzy nie mają konta na fejsie, również zadaje sobie pytanie, “o co kaman?”.

Wynika to pewnie z tego, iż nie mam konta na Naszej Klasie, od wielu lat nie biorę właściwie udziału w internetowych dyskusjach, nigdy nie szukałem kontaktów przez GoldenLine i podobne serwisy. W istocie Facebook wydaje mi się czymś na miarę internetowego Big Brothera z TV, który zmienił media (zwłaszcza polskie) w coś, czego nie mogę już oglądać. Niemniej, jak zignorować miliony ludzi, z których każdy – znów cytuję – ma przeszło setkę „przyjaciół”?

Ciekawostką zbliżającego się debiutu FB na giełdzie jest to, iż już dzisiaj wywołuje nową gorączkę, której przejawem jest zakup przez Microsoft spółki Skype. Nadciągającą nową bańkę w branży dotcomów dostrzegł The Economist, który rzucił temat na okładkę ostatniego numeru. I to kolejny temat, którego nie rozumiem. Ledwie 10 lat po wydarzeniach, które przeszły do podręczników historii giełd, jako coś równego tulipomanii znów wchodzimy do tej samej rzeki? A może w 2001 roku to była dopiero wprawka przed tym, co wydarzy się w przyszłości?

PS. Przepraszam purystów językowych – nie wiem, jak w języku polskim odmieniać fejsbuk. Wiem jednak, jak za parę lat może wyglądać tytuł w jakiej gazecie, gdy Facebook nie okaże się Google, dla tych, którzy nie załapali się na Google.

PS2. Jeden z najlepszych tekstów o fajsbukowym marketingu możecie Państwo znaleźć w na stronie pisma Internet Retailer. To dobre wprowadzenie do tego, czym jest Facebook z biznesowego punktu widzenia. Jako użytkownicy zwróćcie uwagę, jak firma wydaje się pogodzona z zachowaniami klientów, a jak wiele potrafi wyciągnąć z banalnych w sumie zachowań ludzi w sieci.

Internet Retailer o FB The new mass medium

 

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

16 Komentarzy

  1. gzalewski

    http://www.businessinsider.com/linked-in-ipo-2011-5-b

    1. astanczak (Post autora)

      Nie bardzo rozumiem te zarzuty. Obecna wycena tej spółki to kosmos w stosunku od generowanych zysków. Na poziomie emisji cena była jakoś tam racjonalna (z akcentem na jakoś a nie racjonalność) – dziś potwierdza, że pojawia spekulacyjna gorączka. Z drugiej strony amerykańskie spółki technologicznie siedzą na kopcu gotówki, więc może wyceny zaczynają już uwzględniać potencjalne przejęcia w serwisach społecznościowych po wejściu na rynek FB.

  2. lesswerwisser

    Ja też nie czuję potrzeby pozyskiwania “przyjaciół” na FB podobnie jak obcowania z dmuchaną przyjacółką co to ciagle ma usta w ciup.

    Jednak z socjologicznego punktu widzenia spektakularny sukces Fejsa i innych portali społecznościowych jest zdumiewający i moim zdaniem dużo mówi o współczesnej izolacji społecznej jednostek i dehumanizacji więzi międzyludzkich.

    Natomiast z ekonomicznego punktu widzenia wyceny wartości tego koleżeńskiego przedsięwzięcią są szokujące, jak dla mnie. Pod koniec 2010 jedna z prognoz mówi p mozliwości osiagnięcia wartości 200 mld dol w 2015. To znaczy, że byłaby to chyba najbardziej wartościowa firma świata, wartość której oparta by była na wirtualu.

    Nie można wykluczyć, że jak minie moda lub konkurencja coś ciekawszego przedstawi to na podobieństwo pęknięcia bańki dotcomowej z Facebooka może zrobić się Fejsdzbuk.

    Chwilowo jednak ćwiczą wariant “Nasza kasa” (beze mnie, niestety).

    1. astanczak (Post autora)

      >moim zdaniem dużo mówi o współczesnej izolacji społecznej jednostek i dehumanizacji więzi międzyludzkich.

      paradoks tego polega na tym, że obecność tam miesza funkcje biznesowe – np. dla małych firm, które nie mają dostępu do dużych mediów z racji wielkości budżetu reklamowego – i obecności jednostek, które mają powiedzmy 200 znajomych. Szacunki – świetna książka http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2136 – pokazują granicę percepcyjną i emocjonalną dość konkretnie i mówią o 150 osobach i to przy dość luźnej definicji przyjaciela. Zresztą ja uważam, że FB troszkę naciąga świat Friends – większość nie mieści się nawet w definicji colleagues (słowo rozciągające się w polskim od znajomego do kolegi). A może po FB zmieni się definicja przyjaciela? Bono z U2 dość dawno napisał tekst

      If Coke is a mystery, Michael Jackson, History
      If beauty is truth and surgery, the fountain of youth

      if OJ is more than a drink and a Big Mac bigger than you think
      And perfume is an obsession and talk shows, confession.

      to klik na FB też może jest dowodem na bycie czyimś przyjacielem – czas się pogodzić 😉

  3. lesswerwisser

    A co ze starym mądrym przysłowiem “A friend in need is a friend indeed” (Prawdziwych przyjacół poznajemy w biedzie)?

    Czy w nowych czasach przybierze jakąś uwspólcześnioną formę, np. “The best fried in virtual friend.” lub coś podobnego?

    Mamy cyber przyjacioł, cyber sex to może i cyber wersję starego żartobliwego powiedzenia, że moja najlepsza przyjaciółka to Renia Grabowska. 😉

    PS

    W satanie wojennym krązył zaś taki dowcip o jednym z “pisarzy”;

    “Wydał dwie książki i czterech przyjaciół”.

  4. ZP

    Dla zachowania równowagi:
    http://fora.tv/2011/01/20/Scott_Galloway_Trends_and_Impact_of_Digital_Competence#Facebook_The_Next_Evolution_of_the_Internet

    1. astanczak (Post autora)

      @ZP

      dzięki – wygląda ciekawie, ale całość dam radę zobaczyć dopiero w weekend.

  5. mwojciechowski

    @lesswerwisser
    Dla mnie również wyceny spółek przypominają szaleństwo z bańki internetowej (patrz debiut Linkedin). Natomiast nie zgadzam się, że to tylko wirtual. Paradoks polega na tym, że ludzie, którzy nie chcą podawać swoich danych, zostawiają na FB wszystkie dane zakupowe, co lubią, czego nie, dlaczego itp. I robią to nieświadomie. Branża badań konsumenckich traci rację bytu. Wystarczy zamówić raport z FB lub kupić soft obserwujący.
    Uzależnienie ludzi od FB i czas tam spędzany to zupełnie inna bajka, a własciwie zagadka 😉
    Co może “zabić” FB? Myślę, że ludzie, którzy już będą mieli dosyć posiadania 200 znajomych, bycia fanem kilkudziesięciu firm i pójdą w kierunku zamkniętych grup.

    1. astanczak (Post autora)

      Dobry ten trop z elitarnością, ale chyba to będzie nowy typ elitarności. To raczej formy zamknięte, na które nie będzie można dostać się tak po prostu i skąd będzie można bardzo szybko zostać usuniętym. Możliwe, że będzie to jakaś forma dekomercjalizacji serwisów społecznościowych. Myślę też, że pojawi się jednak nowy pęd do prywatności. Spora część osób, która dziś tak chętnie odkrywa informacje o sobie będzie za chwilę zmęczona tym, że w 2011 roku straciła prawa autorskie do swojego zdjęcia umieszczonego w jakimś serwisie lub – co gorsze – przegra kiedyś coś przez to, że umieściła coś w sieci. Jeszcze jedna sprawa – jeśli w sieci będzie dostępne wszystko, to będzie musiało pojawić się coś, co będzie miało wartość realną. Część ludzi już dzisiaj topi się wydając własne zasoby (czas, pieniądze) w sieci a za chwilę będzie chciało mieć coś prawdziwego a nie wirtualnego – co ważniejsze – jakąś realną i wycenianą w pieniądzach umiejętność, za którą płaci się realne pieniądze. Istnieje też ryzyko, że FB i podobne media zwyczajnie zdegenerują się, tak jak zdegenerowała się TV sprowadzona do rozrywki i informacji równanej do poziomu przeciętnego konsumenta. To powinno wywołać jakąś segmentację internetu, tak jak stało się to z TV. Zresztą już teraz internet oglądany przez pryzmat IE i FF zapakowanego wtyczkami AdBloc czy Ghostery czy NoScript to zupełnie różne doznania i zupełnie odmienny odbiór treści.

      No i chyba najważniejsze pytanie jak przebiegnie unifikacja TV z siecią, bo tego chyba nie da się uniknąć.

      1. gzalewski

        W 2000 roku podczas hossy TMT – Buffet, ROberston (i kilku innych) uwazalo ze nie wchodzi w to, bo nie kuma.
        Ja czuje sie teraz podobnie (tylko nie mam tej kasy co oni) – NIE KUMAM zupelnie o co chodzi

        1. astanczak (Post autora)

          @ GZ

          Nie jesteś sam – w tej prezentacji, którą podesłał ZP (jeszcze raz dzięki) jest jakaś sugestia, że nie rozumiemy tego, bo jesteśmy z innego pokolenia. To jest zmienna, którą rozumiem 🙂

          Nie słuchałem dokładnie, ale jest też chyba sugestia, że FB będzie tożsamy z internetem (pewnie było jakieś ograniczenie w stylu, jeśli utrzyma dynamikę przyrostu w udziale). Jak tak dalej pójdzie, to FB będzie reklamowany, jako pierwsza czarna dziura na ziemi. Miło jest obserwować kolejną reinkarnację “This Time Is Different”.

  6. lesswerwisser

    Trop z elitarnością faktycznie dobry, ale chyba bardziej jako perspektywiczny docelowy kierunek tworzenia właśnie jakichć zamknietych grup czy kręgów.

    Komercyjny sukces FB i gwałtowny przyrost ilości kont spowodował jednocześnie, że FB spowszedniał, spospolitował się i nie jest już takim wyróżnikiem jak dawniej (nie jest nobilitujący).

    Pamietam jak, ze dwa lata temu, dorosły syn znajomego (ok 25-30 lat) opowiadał jak to fajnie było na zagranicznej wycieczce w Azji. Na to jego ojciec mówi, że miał mu ptrzesłać zdjęcia a syn odpowiada – Tato one juz dawno wiszą na Facebooku.

    Jego znajomy równiesnik mówi, że chętnie też by obejrzał, ale jest na Nasz klasie. Syn znajomego mówi naq to ze zdziwienie, to nie istniejesz na Fejsie, wiesz NK jest już passe. Dzisiaj obecność na FB może nie jest jeszcze passe ale zapewne nie jest już taka wyrózniająca bo nie jest juz elitarna tylko bardzo egalitarna.

    Tak więc społecznowciowcy chyba muszą wymyślić coś nowego jakieś cybernatyczne nasze klasy społeczne (plebs, mieszczaństwo, szlachtę i arystokrację). Jakiś PoshInterFeceBook.

    1. astanczak (Post autora)

      > cybernatyczne nasze klasy społeczne

      Moim zdaniem to mit, że sieć znosi segregację społeczną – jeśli coś daje, to namiastkę zniesienia segregacji przestrzennej. Duże pieniądze pozostają w sieci dużymi pieniędzmi. Oczywiście można sobie pooglądać na youtube (nawet w HD), jak ktoś nurkuje na egzotycznych rafach koralowych i można nurkować na egzotycznych rafach koralowych. W sieci “The poor stay poor, the rich get rich. That’s how it goes. Everybody knows”.

  7. Pink Floyd

    Dlatego fotki lepiej wywiesic na Google Picasa — nie trzeba zadnego konta, aby moc ogladac fotki kogos innego 🙂

    A tak nawiasem. FB to rodzaj mody. W samej technologii nie ma Rocket Science, w porownaniu chocby do Google, ktory na prawde musi czarowac technicznie na o wiele wiele wyzszym poziomie. FB jest stworzony w PHP co (z calym absolutnie szacunkiem dla PHP) dla instytucji typu bank jest wrecz nie do pomyslenia.

    Wartosc FB tkwi moim zdaniem wiec nie w technologii a w modzie, ktorej wypadkowa jest potezna rzesza klientow.

  8. lesserwisser

    Mały przyczynek do dyskusji o fenomenie Fejsa i fejsopodobnych.

    Podczas porannej lektury Onetu znajduję taką oto, ciekawą zajawkę:

    “Miliony użytkowników znikają z Facebooka. Tam gdzie zaczął, teraz kończy?”

    No i co tan znajduję? Ano coś takiego:

    “Facebook zjada własny ogon. Z danych firmy Inside Facebook wynika to, że najpopularniejszy na świecie serwis społecznościowy, Facebook, tylko w maju stracił niemal 8 milionów aktywnych użytkowników z krajów, w których jego historia się zaczęła. W samych Stanach Zjednoczonych Ameryki, z serwisu w ubiegłym miesiącu znikło aż sześć milionów obywateli tego kraju.

    Z aktywności na Facebooku zrezygnowało też 1,5 miliona Kanadyjczyków. Trend spadkowy pojawił się też między innymi w Rosji, Wielkiej Brytanii i Norwegii. Z Facebooka znikło po około 100 tysięcy mieszkańców każdego z tych krajów.”

    Całość można znależć ty:

    http://pclab.pl/news46244.html

    Czy powodem tych odejść jest znudzenie (całkiem szybkie) czy też narzucanie przez serwis nowych funkcji coraz bardziej pozbawiających użytkowników prywatnośći (ogon zaczyna kręcić psem?) czy może inna przyczyna, to mniej istotne.

    W mojej ocenie dla wyceny wartości takich portali społecznościowych istotne znaczenie ma to, że tracą “klientów” w krajach zamożnych więc nawet jak im globalnie przybedzie użytkowników, bo przybedzie im jakaś Angola, Zansibar czy Surinam, to jednak nie to o czym marzą młode dziewczyny w parne lipcowe noce.

    Bo to przeciez nie ten docelowy target na bazie którego można by budować wartośc tej portalu, nawet tę wirtualną, oni nie bedą wdzięcznymi odbiorcami dla reklamodawców i usługodawców.

    Czyżby zaczęła sie nowa moda i Fejs już spospoliciał a nawet stał się passe?

    Nop patrzcie, inni juz odchodzą, a ja jeśzcze nie zdążyłem zaistnieć.

  9. lesserwisser

    Widzę, że ruszyła fala retrospekcji no to ja nie mogę być gorszy.

    No i co kochani! Wychodzi na to, że less… też jest prorok, bo słowo staje się ciałem.

    Tak więc już jest nasz dwóch proroków na blogu (Ja i niejaki GZ). 🙂

    Przypomnę co wieszczyłem w temacie Fejsbook.

    “Nie można wykluczyć, że jak minie moda lub konkurencja coś ciekawszego przedstawi to na podobieństwo pęknięcia bańki dotcomowej z Facebooka może zrobić się Fejsdzbuk.”

    W ostatnim komentarzu dałem link do wieści o znikaniu milionów z FB, ale to betka bo dziś czytam na Onecie coś takiego.

    “Bitwa globalnych potęg Facebook zagrożony?” – “Google rzuca wyzwanie Facebookowi”

    Cytuję:

    Firma Google podejmuje kolejną próbę uruchomienia portalu społecznościowego, który konkurowałby z Facebookiem.

    Portal nazwany Google plus ma podobny wygląd do Facebooka i można będzie udostępniać na nim wybranym grupom znajomych zdjęcia, wiadomości, komentarze i inną zawartość, powiedział Bradley Horowitz, wiceprezes do spraw zarządzania produktem. Portal będzie zintegrowany z mapami Google i obrazami.

    W miarę wzrostu liczby godzin, jakie internauci spędzają na portalach społecznościowych Google, największy na świecie operator wyszukiwarki internetowej, wprowadza nowe projekty społecznościowe, żeby przyciągnąć użytkowników do własnych usług i zwiększyć sprzedaż reklam.

    Więcej na:

    http://biznes.onet.pl/google-rzuca-wyzwanie-facebookowi,18568,4773954,1,news-detal

    Google to wszechstronna potęga zaś Facebook to bardziej kolos na glinianych nogach, a raczej wirtualnych nogach, więc może już niedługo bańka pęknie i będziemy mieli Szajsdzbuka, (bag full of shit).

    To może lepiej ja już więcej nie będę nic mówić, bo znowu coś wykraczę. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *