Kilka lat temu, gdy pracowałem jeszcze w klasycznych mediach finansowych, w gronie znajomych rozmawialiśmy o trendzie, jaki zaczął panować w polskich gazetach. W miejsce pogłębionych analitycznych tekstów, pisanych przez dziennikarzy, którzy starali się sie rozumieć mechanizmy rynkowe, choćby, dlatego ze sami inwestowali, zaczęły pojawiać sie „opisówki” – bez refleksji, polotu i w końcu znaczenia dla czytelników. Gazety były wypełniane. Trudno jednak powiedzieć, ze była tam treść. Raczej zawartość. Jeden z autorów, który wkrótce zrezygnował z pracy w dotychczasowej redakcji, a który pisywał teksty, wymagajace sporej pracy analitycznej (grzebania w źródłach, obliczeń, symulacji) powiedział: „czemu sie dziwisz; jeśli za tekst, nad którym spędzę kilka dni dostanę taką samą stawkę, jak za kilka wstawek przepisanych z agencji informacyjnej, okraszonych wypowiedziami przedstawiciela spółki czy analityków, co zajmie mi 15 minut, to chyba jasne, dlaczego tak jest. Zwłaszcza, że redakcja wymaga ode mnie 2-3 tekstów dziennie”. Faktycznie ludzie nie są ograniczeni. Dopóki reklamodawcy wykupują miejsce w gazecie można się nie przejmować treścią.

Na szczęście lekturę ciekawych, inspirujących, pokazujących zaangażowanie autorów umożliwia kilka blogów, które regularnie czytuję, a które o kilka rzędów długości wyprzedzają treścią, innowacyjnością podejścia i wyborem tematów to, co można znaleźć w papierowej prasie.

Choć nie powinno mnie to już specjalnie dotykać, to jednak przy pewnej okazji niemal za każdym razem zadaję sobie pytanie – dlaczego nasze gazety/magazyny nie wyszukują, a ostatecznie drukują właśnie pewnego typu zaangażowanych autorów. Ta okazja to lektura kolejnej książki napisanej przez dziennikarza. Zagranicznego. Książki, która czasem jest zbiorem materiałów publikowanych wcześniej w macierzystych gazetach. Jednym z takich autorów jest Malcolm Gladwell z New Yorkera, którego kilka książek po polsku już się ukazało. Ostatnia – „Co widział pies i inne przygody, jest na rynku już kilka miesięcy”. Podchodziłem do niej z pewnym dystansem, bo o ile pierwsze dwie („Punkt przełomowy”, „Błysk”), były wyjątkowo sympatyczne i inspirujące, to po kolejnej („Poza schematem”) odniosłem wrażenie, że Gladwellowi wyczerpały się chwilowo pomysły i pewne tezy są mocno naciągane (wszystkie pozycje wydał Znak).

Tymczasem zaskoczenie było ogromne już od pierwszego tekstu poświęconego zjawisku i historii, czegoś co wielu osobom może wzbudzić wyłącznie uśmieszek zażenowania na twarzy – historii różnego rodzaju sprzętów kuchennych sprzedawanych między innymi w różnego rodzaju telezakupach. Pomijając to co sam sądzę (być może niezasłużenie) o jakości i konieczności posiadania różnego rodzaju rzeczy sprzedawanych w ten sposób, sama historia sprzedaży rodzącej się w ten sposób jest niesłychanie wciągająca.

Gladwell zajmuje się we wszystkich swoich książkach światem nas otaczającym. Ale opisuje go przez pryzmat rzeczy, nad którymi się nie zastanawiamy, bo wydają się tak oczywiste, lub tak banalne. Jednak jego zaangażowanie, praca dziennikarsko-badawcza, którą podejmuje sprawia, że z chęcią czytamy o sensie i problemach związanych z badaniami mammograficznymi, podejmowaniem ryzyka (nie koniecznie w świecie finansów, ale w różnego rodzaju biznesach), tym jak zmieniał się rynek pewnych produktów w wyniku przełomowych, choć nie wprost oczywistych koncepcji. Jaki jest problem z nadmiarem informacji, w kontekście działań wywiadu, analiz rynku i upadku np. Enrona.

W nowej książce jeden z rozdziałów poświęca „konfrontacji” Victora Niederhoffera (jedna z gwaizd funduszy hedge lat osiemdziesiątych) i Nassima Taleba (również właściciel funduszu hedge, twórca koncepcji „czarnego łabędzia”, czyli niespodziewanych zdarzeń na rynkach). Różni ich właściwie wszystko, od inspiracji filozoficznych, gustów muzycznych, po sposób działania na rynku, aż do konceptu ryzyka i wpływu, bądź możliwości zarządzania owym ryzykiem.

Gladwell opisuje rynek opcji w banalny sposób, tak żeby zrozumiał całą ideę  człowiek nie mający pojęcia o finansach. Zazdroszczę mu tej zdolności.

Spotkanie tych dwóch różnych osobowości to relacja uczeń (Taleb) – mistrz (Niederhoffer), z których uczeń w żadnym wypadku nie chce być taki jak mistrz, a jednak jest nim zafascynowany.

Facet mieszkał w rezydencji z tysiącami książek, a ja o czymś takim marzyłem od dziecka – mówił Taleb – Ma w sobie trochę z wojownika, trochę z uczonego.

[…]

Mniej więcej na miesiąc przed krachem Niederhoffer spotkał się z Talebem na obiedzie w restauracji i powiedział, że sprzedaje zakłady bez zabezpieczeń [chodzi o wystawianie opcji]. Możemy sobie wyobrazić obu siedzących po przeciwnych stronach stołu. Niederhoffer wyjaśnia, że zakładając się w ten sposób, podejmuje dopuszczalne ryzyko, że szanse tak dużego spadku cen akcji i popłynięcia są minimalne, a Taleb słucha go, kręci głową i myśli o czarnych łabędziach.

– Byłem przygnębiony, kiedy stamtąd wyszedłem – mówi Taleb. – Oto facet, który wychodzi i wali tysiąc bekhendów. W szachy gra tak, jakby walczył o życie. Cokolwiek zechce zrobić, kiedy rano wstanie z łóżka, robi to lepiej niż ktokolwiek inny, zanim skończy się dzień.[…] Rozmawiałem z moim bohaterem…

Gladwell opisuje zjawiska budując opowieści. Opowieści o ludziach i ich fascynacjach. Widać, że włożył w swoją dziennikarską pracę mnóstwo pracy. Nie jest to wyłącznie przepisanie notatki z Reutersa i telefon do prezesa firmy, z prośbą o komentarz. I tego mi ogromnie brakuje w rodzimych mediach finansowych. Rynek polski w ostatnich latach bardzo się rozwinął, są nowe rynki, nowe zjawiska, nowe idee i trudno znaleźć w gazetach klasycznych ślad czegoś, co mogłoby być inspiracją do własnych dalszych poszukiwań. Może to jest powód upadku prasy papierowej. A przynajmniej jeden z ważniejszych powodów. W każdym razie nie ma co narzekać. Na szczęście są utalentowani blogerzy w sieci.

(Inna utalentowana dziennikarka pisząca z zaangażowaniem i niezwykle żywym językiem, której książki ukazały się w polskim tłumaczeniu to Mary Roach – czy są na rynku polskim dziennikarskim takie postaci, piszące o tak różnorodnych tematach?)

[Głosów:0    Średnia:0/5]

7 Komentarzy

  1. Alicja

    >Spotkanie tych dwóch różnych osobowości to relacja uczeń (Taleb) – mistrz (Niederhoffer), z których uczeń w żadnym wypadku nie chce być taki jak mistrz, a jednak jest nim zafascynowany.

    Dla mnie to najcudowniejsze relacje. Mnie samej zajęło trochę czasu, zanim nauczyłam się swobodnie odsuwać te wszystkie emocje związane z patrzeniem na to (kogoś),czego nie akceptuję, co mi przeszkadza, z czym się nie zgadzam. Ale jak już fascynacja zdominuje relację,kontakty, świadomie zdajemy sobie z tego sprawę, to najpiękniejsze doznania, jakie dostajemy od losu. Osobiście niczego bardziej w życiu nie pragnę, jak takich spotkań…

    Panie Grzegorzu, zrujnuje mnie Pan 😀 Wczoraj w Empiku kupiłam “50 wielkich mitów…” Nie wiem kiedy zacznę ją czytać, mam tyle zaległości 😀

    Dziękuję…

  2. gzalewski (Post autora)

    Walcze o wzrost czytelnictwa w Polsce 🙂

  3. Alicja

    Och, patrząc już na swój księgozbiór, gdyby na tych książkach było logo pewnego, baaardzo dobrego wydawnictwa – opłaciłoby się to Panu 😀 😀

  4. reptile

    Ta… piszmy i czytajmy o rynkach finansowych.. tfuu rynkach produktów, to najpiękniejsza rzecz na świecie hehe w końcu dał ją rynek… i cieszmy się, że trudno go zrozumieć.. nie jest nudno, mamy się o co kłócić, sprzeczać, jest o czym gaworzyć i dyskutować.
    Niefartem tego świata wydaje się być fakt ewolucji, która z każdym swoim krokiem komplikuje coraz więcej.

  5. Alicja

    @reptile

    Aby ci dołożyć tej przyjemności – nie bądź gadem 😀

  6. reptile

    Najpierw były gady i z gadów wszystko “wyszło” 😀

    Kwintesencja polityki i finansów to dobrze zagmatwana propaganda.
    http://www.inwestortv.pl/film/stowarzyszeniekoliber/dyskusja-o-dlugu-publicznym-44,824.html

    Partia i jej program to też produkt tak ?

    Powiem tak: świat jest bogaty w produkty hehe każdy każdemu może zaoferować byle.. a potem napisać o tym książkę lol (tak by należało).

  7. lesserwisser

    Nie najpierw to był chaos i chaosu wszystko “wyszło”, dzień i noc i ryby i płazy i ssaki i Adam i Ewa i z nich “wyszedł” człowiek Abram (Abracham), czyli ojciec wielkiego narodu.

    A potem te człowieki wymyśliły wolny rynek i z tego wszystko “wyszło” i hossa i bessa (i hosanna i besanna). I wyszło jak wyszło bo nawet wyszło mu bokiem.

    A wszystko to opisane jest w jednej mądrej księdze i wielu książkach niemądrych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *