Stali czytelnicy blogów bossy mieli już okazję wyrobić sobie pogląd na to, na co blogerzy są wyczuleni i gdzie dopatrują się aberracji i mitów na rynkach i wśród komentatorów rynków. Bez wątpienia w przypadku blogu programowo oscylującego wokół rynków towarowych jednym z najwdzięczniejszych pól jest rynek ropy, który na przestrzeni ostatnich lat dostarcza pożywki do stałych notek.

W poprzednim tygodniu sygnalizowałem, iż obecne władze Fed nie będą skłonne poddać się presji ze strony rynku ropy i nie podniosą ceny kredytu mimo rosnącej presji inflacyjnej. Dziś pójdziemy dalej tą ścieżką i spojrzymy na mity związane z zawirowaniami na rynku ropy i niestabilnością polityczną Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Pomocą będą służyli amerykańscy akademicy E. Gholz i D. Press, którzy w 2007 roku opublikowali, tekst pod tytułem Energy Alarmism. The Myths That Make Americans Worry about Oil.

Praca bierze na warsztat każdy kryzys polityczny, który miał miejsce na Bliskim Wschodzie plus w Wenezueli. Wyliczając chodzi strajk w Iranie w 1978 roku, zapaść przemysłu w Iranie w 1979 roku (oba wydarzenia powiązane z irańską rewolucją i upadkiem Szacha Pahlawiego), początek wojny Irak-Iran, wojnę o Kuwejt (1990) i wreszcie strajki w na polach naftowych w Wenezueli w latach 2002-2003. Każde z tych wydarzeń wiązało się ze spadkiem podaży ropy na światowych rynkach i paniką kupną na giełdach.

Inteligencji czytelników pozostawię powiązanie tych sytuacji z obecnymi wydarzeniami w Egipcie czy Libii i skupię się na wnioskach autorów, którzy mówiąc wprost udowadniają, iż zaburzenia były więcej niż krótkotrwałe a szum na rynkach gasł szybciej niż mogło wydawać się w trakcie, gdy wydarzenia miały miejsce. Autorzy pracy wyjątkowo ułatwili zadanie blogerowi, bo na stronach 13 i 14 swojej pracy umieścili wykresy, które mówią same za sobie.

Pierwsza grupa wykresów pokazuje spadek produkcji ropy w procentach po jednym z wymienionych wcześniej wydarzeń i ilość miesięcy potrzebnych na powrót do poziomów produkcji sprzed danego wydarzenia. Jak widać, tylko rewolucja irańska przełożyła się na wielomiesięczny spadek produkcji. W przypadku pozostałych dynamiczny spadek podaży należało liczyć w tygodniach a powrót do poziomów raczej w kilkunastu tygodniach niż w miesiącach.

mo-o

Druga grupa wykresów pokazuje zmiany procentowe ceny baryłki po danych wydarzeniach – przy czym strajki w Iranie połączono z upadkiem Szacha w jeden proces polityczny. Jak widać najmocniejsza zwyżka miała miejsce w przypadku długiego kryzysu politycznego, w czasie którego cena ropy uległa podwojeniu. W przypadku pozostałych wzrosty cen był dynamiczne, ale bardzo szybko rynek wracał do cen znanych sprzed wybuchu danego kryzysu politycznego.

pc-o

Autorzy stawiają tezę, iż kryzysy polityczne w krajach produkujących ropę są przeceniane przez rynki a zachowanie cen wskazuje, iż w większości przypadków to spekulacje na temat tego, co może się stać a nie to, co w rzeczywistości dzieje się w takich przypadkach steruje zachowaniami inwestorów. Mówiąc w skrócie w takich momentach to kapitał spekulacyjny zdaje się mieć większy wpływ na to, co dzieje się z cenami ropy niż realne wydarzenia polityczne. Przeszłość pokazuje, iż rynek szybko koryguje bycze zapędy.

Całość analizy z powyższymi wykresami dostępna jest na stronie:

http://www.cato.org/pubs/pas/pa-589 (pdf 500 KB)

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 Komentarzy

  1. traderblog

    Rynki zapewne przeceniają kryzysy polityczne, ale…

    Do wniosku, że ceny zbytnio się zagalopowały łatwo dojść na podstawie danych historycznych, tworząc akademicko-historyczną analizę (jw), dla potrzeb której kryzys jest wydarzeniem minionym, trwającym od-do określonej daty.

    Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z punktu widzenia np. władz Chin, USA, Japonii, linii lotniczych czy innego konsumenta ropy. Nawet jeśli uznają one, że problemy w Libii nie są uzasadnieniem dla obecnej zwyżki cen, to nie mogą one czekać na korektę – wszak w żaden sposób nie mogą przewidzieć czy na Libii się skończy. Zagrożeń mogących podnieść ceny ropy na rekordowe poziomy jest wyjątkowo dużo.

    PS. W 2008 nie potrzeba było kryzysu w Zatoce Perskiej, wystarczyła bańska spekulacyjna by LOT ‘zabezpieczył’ dostawy paliwa po cenach bliskich $140/baryłkę :/

    1. astanczak (Post autora)

      No tak, ale pomiędzy działaniami związanymi z wysokimi cenami ropy a wypowiedziami komentatorów, że ropa będzie po 200 dolarów za baryłkę jest pewna przepaść. Działaniem jest negocjowanie z Arabią Saudyjską, żeby podniosła wydobycie – co robiła niemal zawsze w czasach, gdy USA tego potrzebowały, a czym innym mówienie, że ropa pozostanie droga, skoro w przeszłości bywało różnie.

  2. traderblog

    Jasne, w komentarzach dużo jest mambo-dżambo ale chyba zgodzisz się ze mną, że $200 za baryłkę nie jest czymś niewyobrażalnym gdyby Saudowie mieli przerobić scenariusz libijski czy choćby egipski. Ale to czyste spekulacje więc zostawmy to.

    Ciekawsze wydaje mi się coś innego. Faktycznie do tej pory Saudowie zwiększali produkcję na prośbę USA. W latach 70-tych wystarczyło wywiercić dziurę w pustyni i ropa tryskała na powierzchnię. Ale czy dziś mogą zrobić to samo? Wątpię, nawet jeśli mogą to ich ‘spare capacity’ może okazać się nie wystarczające.

    Ich gigantyczne pola naftowe najlepsze lata mają za sobą a rzeczywiste rezerwy są dla świata tajemnicą równie wielką jak miejsce pobytu Osamy bin Ladena.

    1. astanczak (Post autora)

      wedle wikileaks ich zasoby są przeszacowane

      http://articles.cnn.com/2011-02-09/world/saudi.arabia.wikileaks_1_saudi-arabia-ghawar-reserves?_s=PM:WORLD

      to zupełnie, jak z Saddamem, który niezależnie od tego, czy miał broń masowego rażenia robił wszystko, żeby inni myśleli, że ma. Dla Saudów ropa jest gwarantem szacunku na świecie. Inne wskaźniki są dramatyczne – np blisko 30-procentowe bezrobocie wśród młodych ludzi.

  3. kajet

    Dobre spostrzeżenie. Swoją drogą media niechętnie zajmują się Saudami, strzelającymi (ze skutkiem śmiertelnym) do demonstrantów. Jeszcze mniej chętnie zajmuje się nimi pani Hillary Clinton, która niedawno z oburzeniem mówiła do krwiożerczego dyktatora Mubaraka, żeby przestał pacyfikować demonstracje, bo ludzie mają prawo do wolności zgromadzeń.

    Właśnie dlatego, wbrew wypowiedziom wielu komentatorów, na ropę po 200 USD poczekamy pewnie dłużej niż do końca roku (znacznie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *