Przybliżając na blogu książki związane z branżą giełdową, staram się wskazać przede wszystkim praktyczne konkluzje w nich zawarte.

Ta pozycja natomiast, gdyby została sfilmowana, śmiało mogłaby konkurować z kultowym „Wall Street”,  jako że nie brakuje w niej ani dramaturgii, ani emocji  a szczególnie dużych pieniędzy. Są tam nawet piękne kobiety i romanse choć książka jest w zasadzie dokumentalnym zapisem giełdowych, wysokich wzlotów i jeszcze większych tragedii ostatniego kryzysu. „The Quants” Scotta Pattersona, dziennikarza New York Times, to bestseller również dlatego, że trudny język pojęć i procesów giełdowych autor wplótł w niemal powieściową akcję z fabularnymi wątkami, głównie biograficznymi, głównych bohaterów – quantów.

Dwa słowa wyjaśnienia – mianem „the quants” określa się analityków, którzy w rozpracowywaniu finansowych zagadnień posługują się metodami matematycznymi, ilościowymi, przy wydatnym użyciu komputerów i wsparciu wiedzy z zakresu fizyki, inżynierii, statystyki, rzadziej (o ile w ogóle) ekonomii. Ich zadaniem jest opisanie rynku za pomocą modeli, równań i algorytmów, dla analityków od wartości i fundamentów z Wall Street są odległym, mało zrozumianym i często udziwnionym światem. To jednak oni przez ostatnie dwie dekady stanowili finansową elitą giełdowej menażerii, i to oni swoje dochody liczyli w setkach milionów dolarów (po kilka miliardów) rocznie. Losy przede wszystkim tych z pierwszej ligi – Assnesa (AQR), Weinsteina (Saba, Deutsche Bank), Mullera (PDT, Morgan Stanley) i Griffina (Citadel) śledzi autor.

Podtytuł: „Jak nowa generacja matematycznych geniuszy podbijała Wall Street i niemal ją zgładziła” oddaje w zasadzie główną intrygę książki, opartą na faktach. Kariery wymienionych wyżej, opisane we fragmentach związanych z giełdą dość szczegółowo i ze smakiem, a potem droga do bizantyjskiego bogactwa były podobne: zainteresowania finansami już w młodości, dyplom porządnej uczelni, praca nad modelami ogrywającymi rynek (będącymi niemal maszynkami drukującymi pieniądze), budowanie potężnych i wpływowych firm zarządzających miliardami dolarów, ekscentryczne bogactwo oraz tragiczny finał – największy kryzys od czasów Wielkiej Depresji z 1929 roku. Autor nie rozstrzeliwuje ich jednak , posługuje się raczej ich wizerunkami niczym „memento” dla świata, każdy z nich budzi na swój sposób ogromne pokłady sympatii – osiągnęli niemały sukces w swojej niszy, nie budząc jednak tylu kontrowersji co legendarny Gordon Gekko.

Ich sukces giełdowy naznaczony jest dwiema ciekawymi cechami:

1/ Każdy z nich potrafi zawsze wyjść z kasyna z wygraną w black-jacka dzięki znajomości przewagi gracza w tej grze. To zasługa pilnej lektury prac Eda Thorpa, ojca współczesnych quantów, którego wyczyny również obejmuje książka. Zresztą cyklicznie zbierają się oni w szerszym gronie na charytatywnym pokerze, gdzie celem jest przede wszystkim sama wygrana a nie milionowe pule.

2/ Każdy z nich był orędownikiem lub współpracownikiem Eugena Famy i jego kontrowersyjnej do dziś Hipotezy Efektywnego Rynku (Assnes pisał zresztą u niego pracę dyplomową, w której wykrył… efekt impetu!). A ponieważ rynek efektywny nie daje się okiełznać ani pokonać, miliardy zarządzanych przez nich dolarów szło przez dziesiątki układanych przez nich algorytmów arbitrażujących akcje i obligacje.

I to ostatnie przyniosło im zgubę. Jeśli samemu jest się rynkiem to wyschnięcie płynności i ogromny lewar prowadzi do jeszcze większych nieefektywności a te do tzw. grubych ogonów (kolosalne wzrosty lub spadki), których owe modele nie brały pod uwagę. Sierpień 2007 był dla nich totalnym Armagedonem. Gdyby nie 3 miliardy wrzucone do gry przez Goldman Sachs, dzisiaj bylibyśmy z kursami akcji w zupełnie innym miejscu a ostatnia bessa zdemolowałaby świat jeszcze bardziej.

Wydaje się jednak, że pogrom, który upokorzył quantów, stał się dobrą lekcją dla świata finansów. Oto wreszcie stała się rzecz naprawdę doniosła choć mało kto rozumie jej skalę: część instytucji przyznała wreszcie, że ruchy giełd i instrumentów finansowych nie podlegają normalnym rozkładom a grube ogony zdarzają się dużo częściej niż wskazuje na to klasyczny rachunek prawdopodobieństwa. I tak na przykład J.P. Morgan, kreator modelu zarządzania ryzykiem zwanym VAR, został zmuszony do jego przebudowy z uwzględnieniem owych grubych ogonów. Firmy zajmujące się układaniem planów finansowo-emerytalnych, jak grupa Morningstar, zaczęły używać w swoich projekcjach rozkłady z grubymi ogonami. Potężne fundusze inkorporowały do swoich modeli zarządzania ryzyko pojawienia się tzw. „czarnych łabędzi”, opisanych przez Nicolasa Taleba.

Dla pasjonatów to jak zwykle uczta 🙂 Ze smaczkami typu „jak Jim Simons i jego fundusz Medallion wyciskają ponad 40% zysku rocznie”.

—***Kat***—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

30 Komentarzy

  1. exnergy

    “I tak na przykład J.P. Morgan, kreator modelu zarządzania ryzykiem zwanym VAR, został zmuszony do jego przebudowy z uwzględnieniem owych grubych ogonów. ”

    znaczy się przerzucono się na Expected Shortfall?

    Nareszcie widać wpis, który i kręci autora,i nie jest na siłę.

  2. jjk

    Kat, powiem tylko jedno: pojechałeś zajebiście! nie znam innego polskojęzycznego analityka, który w równym Tobie stylu opisuje AT, warunki rynku, stara się zrozumieć jego mechanizmy, respect

  3. Pink Floyd

    Ciekawe jak wplynie na nasza rodzima GPW dzialanie quants, gdy rozgosci sie HFT. Jakies przemyslania w tej sprawie? 🙂

  4. exnergy

    różne opinie o tym dziele na Amazonie, ale jedna rzecz mi się skojarzyła, rzecz, która zawsze mi się kojarzy, gdy w coś łapki włożą dziennikarze/media – http://www.youtube.com/watch?v=W7sJvKVDjLs&feature=player_embedded
    Could You Picture BloombergTV 😉

  5. kathay (Post autora)

    @ex – rzeczy, które mnie nie kręcą na pewno się tu nie pojawią 🙂

    @jjk – thx 🙂 miło wiedzieć, że ktoś rozumie znaczenie tego co piszę i jeszcze to doceni- to motywuje najbardziej

    @PF – HFT przejmują i usprawniają płynność oraz ograniczają zmienność, podobnie może być u nas… za lata. Szczątkowa krótka sprzedaż odstrasza większość HFT ponieważ nie mają okazji do arbitrażu. Jeśli natomiast istnieją u nas rzeczywiście nieefektywności po długiej stronie dużo większe niż na tamtejszych giełdach może być…ciekawie

  6. borat

    Kathay,
    Ta książka to raczej tania sensacja, na poziomie faktu lub superexpressu niż coś sensownego o tej dziedzinie. Pierwszy haczyk to autor. Sorry, ale dziennikarz (nawet WSJ) ma raczej małe mniemanie o QF, z założenia.Od razu mówię nie czytałem tej książki, ale recenzje nie są zachwycające tak ją Ty ją prezentujesz (majstersztyk to z recenzji, że wg autora książki carry trade (odejmowanie stóp) to quantitative trading, a liczenie współczynnika P/BV to analiza fundamentalna 😀 ). już nie mówiąc o totalnie absurdalnym fakcie, że jakoby quanci odpowiadają za kryzys.
    Ta książka to raczej luźna opowieść pisana przez kogoś kto nie ma o tej dziedzinie pojęcia dla takich samych ludzi. Magnesem dla autora i dla publiki jest magia wall street i ludzi zarabiających tam miliony.
    Z Twego postu i Twoich innych to przypuszczam, że Kathay masz trochę mylne pojęcie nt quantów. Głównym zadaniem quantów zatrudnianych w bankach i HF to:
    – wycena instrumentów pochodnych, konstrukcja nowych struktur,
    – implementacja modeli do wycen, zarządzania ryzykiem,
    – analiza statystyczna,
    – budowa narzędzi wspomagających trading, czy zarządzanie pozycją,
    – budowa nowych modeli i tzw. “praca twórcza z ołówkiem w ręku” (to creme de la creme wśród świąta quantów).
    Oczywiście część pracuje przy tradingu bardziej zautomatyzowanym.
    Generalnie to wiedza z quant finnace nie przekracza poziomu studiów magisterskich ze statystyki/ matematyki. To, że pracuje tam dużo ludzi z phd nie świadczy o tym, że wykorzystują oni wiedzę na tym poziomie. Są oni zatrudniani, gdyż mają lepsze warunki finansowe niż pozostając w sferze akademickiej, ale ich praca jest dużo poniżej ich wykształcenia, czego zazdroszczą ludziom z akademii, nie wspominając o prestiżu – coś za coś. Drugi powód to to, że Ci ludzie zazwyczaj pracują w researchu, a kilka lat studiów spędzonych na pisaniu doktoratu niezaprzeczalnie rozwija umięjętności badawcze. Jednak to nie jest potrzebne by być traderem., gdzie są wymagane inne predyspozycje, których nie da phd nawet z MIT. Pomijając fakt, że dla kogoś z phd bycie dobrze opłacanym researcherem, mogącym choć w części wykorzystać trud włożony w doktorat jest o wiele bardziej pociągająca niż gapienie się na 10 monitorów…

    Wg mnie cały HFT opiera się bardziej na zatrudnianiu speców od informatyki, których praca sprowadza się do zaprojektowania systemu do jak najszybszego składania zleceń.
    Przykładem może być fundusz Simonsa. Tak jak większość podejrzewa koleś robi stat arb all over the world, ale trick tkwi w systemach do znajdowania takich możliwości. Nie bez powodu mówi się, że w jego funduszu Renaissance Technologies kładzie nacisk się nacisk na drugi człon… 😀 A i od ludzi tam zatrudnianych wymaga się raczej wiedzy IT.

    Kathay radzę poczytaj i polecaj później lekturę pisaną przez ludzi bardziej kompetentnych w tej dziedzinie jak np: Emanuel Derman, nazywany Einsteinem Wall Street 🙂

    Co do Twojej tezy, że HFT zwiększa płynność i ogranicza zmienność to argument nietrafiony (vide flash crash w maju ubiegłego roku). Historycznie patrząc to zmnienność na rynkach finansowych cały czas rośnie i raczej nie zanosi się aby miała maleć. Wg mnie powoduje ją właśnie większa płynność i ułatwione możliwości przepływu kapitału.
    Zresztą zaprzeczasz sam sobie w swoim następnym poście przytaczając
    cytat o minutowych krachach.
    Ludzie, którzy coś znaczą w światku quantfin raczej krytycznym okiem patrzą na HFT i ogólnie, którym Ty, Kathay zachwycasz się niepomiernie. Radzę trochę poczytać na temat. Zamiast reklamować knoty jak powyższa książka, czy też bajki a’la Wall Street II proponuję obejrzeć i posłuchać ludzi, którzy znaczą bardzo dużo w tej dziedzinie:

    http://www.youtube.com/watch?v=ed2FWNWwE3I

  7. gzalewski

    @ borat
    ” Sorry, ale dziennikarz (nawet WSJ) ma raczej małe mniemanie” Byc moze piszesz to na podstawie jakosci dziennikarstwa w Polsce, ale nei zapedzaj sie, bo jest mnostwo zachodnich dziennikarzy, któzy piszą dociekliwie i rzetelnie (choc upraszczając z uwagi na odbiorcę)

    “Od razu mówię nie czytałem tej książki”
    A to jest strzał w stope. Własną. POwazny. PO czyms takim trudno jest rozpoczynac dyskusje

  8. borat

    gzalewski,
    Mówiąc brutalnie aby przekonać się, że coś jest g, nie muszę tego sprawdzać organo-leptycznie. Napisałem, że uczciwie nie czytałem i nie uważam, żebym zdobył jakąś wartość dodaną po tej lekturze. Zanim coś zakupię przeglądam recenzje, by poznać opinie innych ludzi.
    Szkoda mi kasy i czasu, by go tracić na coś na zasadzie psa Pawłowa, bo pojawi się w tytule jakaś chwytliwa nazwa. Jeżeli myślisz inaczej to pozostaje mi życzyć tylko Tobie dużo zdrowia i lat, by móc się poświęcić na empiryczne badanie wszystkiego…:D

    Recenzje raczej nie były zachwycające. Ta książka to w zasadzie nie wiadomo dla kogo i czym jest. Nie dla kogoś, kto chce poznać metody QF (zapewniam Cię gzalewski, że są dużo lepsze prace), z kolei czytając to jako coś w stylu plotki z życia sławnych i bogatych to są ciekawsi celebryci, czy historie ludzi, którzy się dorobili milionów.

    Gzalewski, nie tylko w Polsce poziom może być kiepski. Ale autor to raczej, sądząc po recenzjach to ma miałkie mniemanie nie tylko tyułowego tematu QF, ale i w ogole ekonomii.

    Co QF to przykładem może być przytoczony przeze E.Derman i jego książka My Life As Quant. Książka ta nie tylko prezentuje historie narodzin QF, przez jednego z bardziej poważanych ludzi w tej branży (więc jest bardziej autentyczna niż pisana przez kogoś z poza branży), ale i osobę która była jednym z pierwszych “nerdów” na wall street. W książce oprócz różnych smaczków o życiu na trading florze, jest przystępny dla każdego (nawet osób nie mających nic wspólnego z giełdą) wykład o historii i teorii instrumentów pochodnych.
    Podobnym przykładem (choć nie o QF) może być “Poker kłamców” Lewisa, gdzie oprócz wątku sensacyjnego i kulisów banków inwestycyjnych jest przedstawiony dobrze rynek długu oraz historia ekonomiczna końca lat 70 i 80.

  9. gzalewski

    no dobra, ale teraz wyobraz sobie, ze ktos z Tobą dyskutuje i podaje takie argumenty. Bierzesz je powaznie?
    “nie czytalem tego, ale widze co mowią inni, w zwiazku z tym nie musze sprawdzac tego organoleptycznie”
    Ja mam tak, ze mimo recenzji próbuje sprawdzic. Stram sie mieć czas. Rozumiem rowniez, że są lepsze prace. Ale pamietaj ze ktos kto pisze recenzje ma wlasne zdanie. Co wiecej ma do tego prawo. Ty masz prawo do krytki i oceny, ale bedzie ona bardziej wartosciowa jesli odwola sie do konkretów a nie opinii jeszcze innych

  10. borat

    gzalewski,
    Po pierwsze to nie była jedna recenzja, ani 5 tylko z kilkadziesiąt i były mieszane. Po drugie, większość negatywnych nie oczekiwała po tej książce wyłożenia na zarabianie, ale minimalnej rzetelności. Co do recenzji to fakt, potrafią być niesprawiedliwe. Jako przykład są książki, które są bibliami jeśli chodzi o pochodne i QF, a mimo to maja niektóre kiepskie recenzje:
    – a to język zby suchy,
    -a to nie ma jak zarabiać kasę,
    – a to za proste lub za skomplikowane,
    -a to za mało/dużo matematyki itp.
    Jedyny poważny argument to błędy w wzorach (ale to przypadłość raczej każdej książki z tej dziedziny).

    Chodzi mi o to, że w moim mniemaniu książka w opisie Kathaya to beletrystyka, a blogi na bossie to raczej mają chyba w mniemaniu autorów mieć jakąś wartość dodaną, a nie być na poziomie pudla.

    Jeszcze jeden argument, Ty i Kathay polecaliście wcześniej dużo innych książek, których mimo, że nie czytałem to nie miałem o nich złej opinii.

    Kathay,

    Tak btw, ani JPM ani nikt inny w VARze nie uwzględnia tzw czarnych łąbędzi. Są oczywiście modele tzw extreme value theory, ale to jest raczej tzw. known known oraz teorie Mandelbrota (known unknown) w terminologii Taleba te ostatnie zwane Szarymi Łąbędziami.
    Podczas, gdy Black Swan to unknown unknown, czyli coś czego nie jesteśmy w stanie ani przewidzieć ani oszacować rozmiarów. Mówiąc swojsko: shit happens and life goes on:D

    PS.
    Dla złagodzenia zmienności :D, zapodaję linka do współczesnej wersji, zakładu R.Dennisa i D.Eckerhardta. czyli “Czy z frajera można zrobić tradera” 😀 :

    http://www.youtube.com/watch?v=5lcW1nLUCp4&feature=related

  11. lesserwisser

    @ borat

    “Tak btw, ani JPM ani nikt inny w VARze nie uwzględnia tzw czarnych łąbędzi.Są oczywiście modele tzw extreme value theory, ale to jest raczej tzw. known known oraz teorie Mandelbrota (known unknown) w terminologii Taleba te ostatnie zwane Szarymi Łąbędziami.
    Podczas, gdy Black Swan to unknown unknown, czyli coś czego nie jesteśmy w stanie ani przewidzieć ani oszacować rozmiarów.”

    Oj pitolisz boracie, pitolisz. Modele VAR uwzględniają “czarne łabędzie”, czyli poprawniej fat tail risk lub bardziej fachowo extreme event risk.

    Dowodem może być choćby poniższy artykuł- “Incorporating Event Risk into Value-at-Risk”

    “http://www.federalreserve.gov/pubs/feds/2001/200117/200117pap.pdf

    Ponieważ, jak przypuszczam książka Taleba “The black swan” nie dotarła jeszcze do Kazachstanu :D, więc cytuje odpowiedni fragment z niej, byś mógł sobie poszukać w necie.

    (“fat tails” is a technical term for black swan).

  12. borat

    To Ty pitolisz leserze,

    Widać,żeś nie czytał i na dodatek totalnie bredzisz, akurat NNT jest przeciwny modelowi VaR w raz z jego modyfikacjami, które są wg niego totalnie nieskuteczne. Poczytaj sobie jego polemikę z Jorionem (jeśli wiesz o kim mowa, choć sądzę, że nie bardzo). Fat tails są znane od ponad kilkunastu/kilkudziesięciu lat. Znali je ludzie z LTCM i jakoś nie pozwoliło uniknąć to im krachu.
    To o czym piszesz to extreme value, teoria też już mająca kilka dobrych lat i jedynie na co ona pozwala to oszacowanie tzw. szarych łąbędzi, o których pisze Taleb. Black swan to wg niego:


    What we call here a Black Swan (and capitalize it) is an event with the following three attributes. First, it is an outlier, as it lies outside the realm of regular expectations, because nothing in the past can convincingly point to its possibility. Second, it carries an extreme impact. Third, in spite of its outlier status, human nature makes us concoct explanations for its occurrence after the fact, making it explainable and predictable.

    I stop and summarize the triplet: rarity, extreme impact, and retrospective (though not prospective) predictability. A small number of Black Swans explains almost everything in our world, from the success of ideas and religions, to the dynamics of historical events, to elements of our own personal lives.”

    […] końcówka wypowiedzi wycięta przez Michała Wojciechowskiego[…]

  13. deli deli

    @Borat
    Siedziałem skulony jak chory pies po dzisiejszej sesji i mnie wyprostowało, BO RATunkowe koło złapałem oddech. Nad czym pracujesz przyjacielu, czy żeś mnie choć raz czytał?

  14. mwojciechowski

    @Borat,
    Mam prośbę o hamowanie języka.

    Możesz dyskutować, nie możesz obrażać dyskutantów.

    Nie akceptujemy tutaj krzykaczy i opluwaczy, dlatego skup się na argumentach merytorycznych, zamiast na osobach z którymi dyskutujesz.

  15. deli deli

    Bora bora tu deli deli. Porzuć emocje, odstaw wątek polemiczny i rozwiń swój punkt widzenia w Bossablo! Pomów z Michałem Wojciechowskim o pisaniu postów,pomów z kim trzeba. Nie masz Ty pojęcia jaka wielkość dzielnych zagończyków szuka sobie miejsca w naszym obozie i nie znajduje i miota się i strzela w powietrze i gotowa się jeszcze powybijać!

  16. deli deli

    @ Michał Wojciechowski

    Który dzielnie stoisz na rubieży i przesiewasz hordy. Wszystkie mury nie prowadzą do potęgi Państwa Środka.Jeśli “borat” tu nie powróci, będę miał żal.

    “Nie strzelać do posłańca”

  17. Alicja

    @ deli deli

    Ale czego będzie Ci żal? Żadna wiedza, nawet ta najwyższa nie upoważnia nikogo do takiego traktowania innych. Zwłaszcza tych, którzy wiedzą mniej, błądzą, poszukują itp. Tak się po prostu nie postępuje. To też kwestia kultury osobistej. Gdyby mi ktoś tak odpowiedział w realu, uciekałabym od takiego człowieka jak najdalej. Naprawdę nie chciałabym tego słuchać a informacji poszukała gdzie indziej. Że mi to zajmie więcej czasu? Ale co z tego? Za to będzie przyjemniej. I to jest najważniejsze.

    @ Borat
    Zawsze i wszędzie liczy się przede wszystkim człowiek, potem reszta. I życzę Ci jeszcze większych postępów i ogromnego samozadowolenia.

  18. lesserwisser

    @ borat

    Ja to pitolę ale na skrzypeczkach, od czasu do czasu.

    Czasem nie wiadomo gdzie kończy się arogancja a zaczyna ignorancja i odwrotnie. Twój sposób dyskusji jako żywo przypomina zachowanie Taleba, jest taki powiedział bym talibański czy tez talibowski.

    Ja nie mam zwyczaju wypowiadac się autorytatywnie na temat książki, której nie czytałem, co się niektórym zdarza, niestety. A czasem, jak nawet czytałem (tak jak Patersona) to się nie wypowiadam, choć rzadko mi sie to zdarza.

    Odpowiedź merytoryczna będzie, jak trochę ochłonę no i się odowiednio przygotuję do duskusji z takim znafcą. : ) Wprawdzie nie chem ale muszem.

  19. Kornik

    “Nie akceptujemy tutaj krzykaczy i opluwaczy.”

    _______________________

    Tu miałbym wątpliwości.

    Diagnozowanie u kogoś choroby psychicznej, typu paranoja, to chyba ciężka obraza – tym bardziej, jeśli piszący nie jest ekspertem z dziedziny psychologii.

    Borat tego nie uczynił, inni szatani byli TAM czynni…

    Gdzie był wtedy miejscowy arbiter?

    Tu coś dla chorego psiaka, i ogólnie – dla rozładowania emocji:

    http://www.youtube.com/watch?v=Rj4L4IKbSG4&feature=related

    [Gdybym tak inwestował, jak JJ gra, to byłbym bogatszy od samego Buffetta.]

  20. borat

    “The boys ar back in town”,

    Żeby to się rzuciło w oczy piszę to na początku. Czekam na merytoryczne komentarze odnośnie tematu postu Kathaya, tematu kóy dotyczy, ewentualnie nieskromnie powiem, moich przemyśleń i załączonych linków. SKOŃCZMY Z MAGLEM! 😀

    Tak więc po kolei:
    @ Pan M.Wojciechowski
    Ma Pan dziwnie wybiórcze zdanie. Inwektywy lesserwisera (pitolenie, kazachstan, w kolejnym poście wyzwiska od znafców) są na porządku dziennym, a moje zdanie “chłopcze lepiej się doucz, zanim zaczniesz dyskutować” zostało wycięte w ramach rzekomego pieniactwa i krzykactwa. Śledzę te forum i po wpisach lesserwisera to jakoś nigdy nie była mu zwracana uwaga, a większość jego komentów jest raczej offtopic i ad personam. W moich wypowiedzaich nie było chamskich wycieczek. Nie mówię to dla własnego dobra, bo proszę uwierzyć, że przeżyję bez pisania na bossie, ale wybiórcze i bezpodstawne cenzurowanie to Wam (Bossie) zaszkodzi. Przemyślcie to, bo czeka Was droga (jeśli chodzi o forum) a’la Gazeta Polska. Cenię Waszą pracę na blogach, bo to jedyne miejsce, gdzie można coś ciekawego przeczytać, więc pod tym względem jesteście wyjątkiem wśród DM.

    @Alicja
    Sorry, ale wpisy to lessera są chamskie. Twój post wygląda jak święty głos oburzenia w pewnej partii, gdzie tylko wódz jest nieomylny.
    Proponuję jeszcze powtórzyć numer Jarząbka.
    Zresztą do ogółu: ludzie piszecie tu, że pasjonujecie się tradingiem, a jesteście delikatni jak jajeczka. Na floorze, by was zjedli w 5 sekund z takim podejściem i strojeniem foch.

    @lessewisser,
    To porównanie o zachowanie jak Taleb mi bardzo pochlebia, gdyż to jest jedyny sposób traktowania takich aroganckich i ignoranckich osobników jak Ty, (Ty robisz syntezę tych dwóch cech). To był mój ostatni post, jeśli chodzi o Ciebie. Więc jak dla mnie, jako wg Ciebie “znafcy”, możesz sobie sobie odpuścić dokształcanie. Proszę skupić się na skrzypcach. EOT

  21. Alicja

    @ Borat

    Proszę Cię już nie mieszaj w to jeszcze partii i czegokolwiek.

    Możesz się dalej wyżywać wyłącznie na mnie – aż ci ulży. Aż poczujesz się… dobrze 😀
    Ja te blogi czytam w miarę regularnie – czyli masz odbiorcę po drugiej stronie 😀

  22. borat

    Alicjo,

    Proszę Cię, przestań płakać.
    Prosiłem do rzeczy na temat wątku Kathaya. Twoje posty to w większości, niestety też mają tyle wspólnego z tematem autora co ostatni.

  23. Lucek

    @borat

    “Zresztą do ogółu: ludzie piszecie tu, że pasjonujecie się tradingiem, a jesteście delikatni jak jajeczka. Na floorze, by was zjedli w 5 sekund z takim podejściem i strojeniem foch.”

    Podobasz mi się chłopcze, ta Twoja żarliwość i w ogóle…
    A kogo jajeczka masz na myśli?

  24. Trader

    Wracając do tematu tego wpisu –
    jakby któś chciał przeczytać tą książkę, to mogę pożyczyć
    (jutro, czyli w sobotę 22 sty.)
    b_lox(at)Gazeta.pl
    Ciekawa jest

  25. deli deli

    @lesserwisser

    Czy Twój instrument ma karteczkę w środku?

    A wiesz Ty Przyjacielu co wyczytał autor “Pana Wołodyjowskiego” przy duszy starych skrzypiec?
    Kosma i Damian.
    Pozdrawiam serdecznie.

    @borat

    Cieszę się, że Cię widzę.

    Nie zareagowałeś na moją propozycję;”…odstaw wątek polemiczny i rozwiń swój punkt widzenia…”

    Jeśli zatem wypróżniłeś swój worek to część z tych rozsypanych rzeczy będziesz musiał sobie z powrotem zabrać. Na bieżącą chwilę dostrzegam Kolego rozziew pomiędzy maską wojownika a chęcią dzielenia się z ludżmi wiedzą. Jeśli cierpisz na brak partnerów intelektualnych to musisz próbować ad delphini. Proszę Cię zawiąż worek, odłuż tasaczek, który trzymasz w drugiej ręce… Spiesz się, bo zaraz pod monitorami będą mnie pokazywać palcem żem przeszacował i znowu umoczył.

  26. lesserwisser

    @ deli deli

    Zerkłem i faktycznie w środku jest jakiś wyblakły świstek, gdzie dziwnym szryftem cosik stoi napisane, ale trudno odczytać.

    Coś jakby Amati, nie Amatori, zaraz Animatori, już widzę w oczkach, – Animum rege, qui nisi paret, imperat. Ki diabeł? Wrzucam w googlarke i czytam – “Panuj nad emocjami bo jeśli nie będą ci posłuszne to bedą tobą kierować”!!!

    Ja też serdecznie pozdrawiam.

    PS

    No i nie dajmy się zVaRiować.

  27. deli deli

    @Kornik
    Wabi się Rocky, bierze delikatnie łapą najbliższy róg krawiatury i kłóci się ze mną,że ta melodia z high school to dla niego. Niech ci będzie, boś przy mnie i jeszcze mnie nieraz obronisz – tak myśałem sobie stukając do Kornika. Pozdrawiamy!

  28. lesserwisser

    Jaka to melodia!

  29. Emil

    Mam wrażenie, że w kilku postach zostały pomylone pojęcia.
    Extreme Value Theory to teoria modelowania zdarzeń rzadkich od dawna już stosowana przez aktuariuszy. Z grubsza polega na tym, że bierzemy zdarzenia historyczne (peeks over threshold lub maksima z przedziału i na tej podstawie uzyskujemy rozkłady prawdopodobieństwa). Uzyskujemy w ten sposób pewien podzbiór rozkładów z ciężkimi ogonami.
    Fat Tail – ja osobiście wolę termin ciężkie ogony – są to rozkłady prawdopodobieństwa, które w ogonach mają więcej masy niż rozkłady z rodziny wykładniczych(np.Normalny)
    Black Swan – tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana, bo jest to bardziej koncepcja Taleba-myśliciela niż Taleba-statystyka. Zważywszy na niemożliwość przewidzenia/oszacowania Czarnego Łabędzia(nikt nie wiedział, że czarne łabędzie istnieją dopóki ich nie odkryto w Australii) – ciężko mówić o praktycznym użyciu tegoż pojęcia w sensie uwzględnienia w jakimkolwiek modelu formalnym. Świadomość jego natury powinna pomóc nam w podejściu do ryzyka.

    @kathay
    Czy tezą książki jest to, że podstawową przyczyną sierpnia 2007 była niedoskonałość modeli opracowanych przez quantów? (Nie czytałem)

    Druga rzecz. Mam wrażenie że nie do końca rozumiem poniższe sformułowanie
    “ruchy giełd i instrumentów finansowych nie podlegają normalnym rozkładom a grube ogony zdarzają się dużo częściej niż wskazuje na to klasyczny rachunek prawdopodobieństwa”
    chyba, że w tym przypadku poprzez “klasyczny rachunek prawdopodobieństwa” rozumiesz rozkład normalny a poprzez “grube ogony” zdarzenia rzadkie.

    Ułomność VaR, zarówno praktyczna jak i teoretyczna była powszechnie znana już od dawna.

  30. lesserwisser

    Umoczeni inwestorzy zaświtał wam promyczek nadziei, bo chyba wreszcie mamy sprawcę kryzysu.Wreszcie znalazł się wiarygodny świadek, któren wskazał ich karcącym palcem.

    Już możecie sobie odpuścić lekturę “The Quants: How a New Breed of Math Whizzes Conquered Wall Street and Nearly Destroyed It” Pettersona, już lepiej szykujcie pozwy o rekompensaty.

    Winę za ostatni kryzys finansowy ponosi Komitet Noblowski, po przyznał nagrody za wybitne osiągnięcia w dziedzinie ekonomii niegodnym osobnikom, takim jak Harry Markowitz, Merton Miller czy Bill Sharpe.

    Oto dowód:

    http://www.bloomberg.com/news/2010-10-08/taleb-says-crisis-makes-nobel-panel-liable-for-legitimizing-economists.html

    Czy leci z nami doktor? 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *