Spora część (nie tylko początkujących) wierzy, przynajmniej do pewnego momentu, że On istnieje, są tacy, którzy ponoć Go już odnaleźli, inni – marzą o Nim po cichu choć nazywają mniej patetycznie.

Mit spekulacji #3/ Istnieje giełdowy Święty Graal, który otwiera drzwi do szybkiego bogactwa

Oczywiście ów Święty Kielich to jedynie alegoria. Pytanie: alegoria czego? Najprościej rzecz ujmując – takiej strategii dokonywania transakcji na giełdzie, która pozwoli bezbłędnie uzyskiwać zyski w każdym wejściu na pozycję. Kiedy przejdziemy do szczegółów sprawa się gmatwa.

Na początek najbardziej fundamentalny jej wyznacznik: 100% trafności.

Każde odstępstwo, choćby promil, od tej pierwszej, podstawowej reguły , rodzi już komplikacje a więc oddalamy się od oryginału i zamiast Świętego mamy Świętopodobny Graal. Nadal zachowujemy jednak szansę na szybką drogę do bogactwa. Strategia z trafnością 95% czy 90% zadowoliłaby jak mniemam sporą część entuzjastów giełdowych operacji na tyle, że nie próbowaliby już szukać Świętości gdyż wystarczyłby im ‘sam’ Graal bez przymiotnika. Jak zobaczymy za moment wszystko inne niż 100% trafień jest tylko podróbą Kielicha marzeń.

Czy którykolwiek z artystów i luminarzy tego biznesu mógłby pochwalić się 100% trafnością? Nie są mi znane takie przypadki (choć nie wykluczam, że być może ktoś mógły podrzucić jakiś przykład), natomiast wymienię te, które pozornie tak perfekcyjnie wyglądają:

1/ Arbitraż

To również rodzaj tradingu, który polega na wyrównywaniu nieefektywnej wyceny dwóch lub więcej instrumentów. Teoretycznie nie niesie za sobą możliwości straty. W praktyce bywa gorzej, że wymienię tu nazwę funduszu LTCM, który w transakcje arbitrażowe angażował powierzone kapitały by skończyć spektakularnym bankructwem. Współczesne wehikuły arbitrażowe (lub quasi arbitrażowe) to fundusze o dużej częstotliwości handlu (Hight Frequency Trading), działające w formie arbitrażu statystycznego (stat arb) ale podlegające niestety ryzyku strat.

2/ Hodowcy strat

Pozycja zanurzona w straty nie musi być przecież zamykana jeśli stać nas nas niskończone finansowanie depozytu. I tak po 90-cio procentowym zanurzeniu możemy nawet po długim czasie wyjść z zyskiem. To oczywiście mało rozważne w świecie derywatów (trading) choć praktykowane w świecie akcji (inwestowanie). Fundusz, który może pochwalić się stuprocentową trafnością w akcjach, po drodze zwykle cierpi na kilkudziesięcioprocentowe spadki związane z bessą.

Nie o takie Graale nam chodzi, ale proszę zauważyć, że mamy kolejny po trafności niezbędny wyznacznik naszej pożądanej, idealnej Świętości: ryzyko. Nawet transakcje w 100% zamknięte zyskiem wnoszą jakiś element ryzykowności – to tzw.”drawdown” (DD) czyli okresowy, choćby tylko papierowy (księgowy) spadek wielkości naszego kapitału. Jego możliwe wystąpienie nie pozwala na maksymalne zaangażowanie kapitałowe czy dowolne użycie lewara. Święty Graal jako model ideału powinien cechować się ryzykiem obsunięcia równym zero. Nie pamiętam bym widział lub słyszał, że w tradingu taka możliwość istnieje. Wszystko powyżej zera oznacza niepewność i, zgodnie z prawem Murphy’ego lub czarnych łabędzi Taleba, ma szansę skończyć się tragedią.

Przy odrobinie dobrej woli pozwólmy, że strategia o 99%-100% trafności i 1%-3% maksymalnym obsunięciu (maxDD) ma szansę istnieć. Myślę nawet, że moglibyśmy pójść w niejednym gronie na mały kompromis i nazwać ją właśnie “świętym Graalem” ale dla odróżnienia od ideału przez małe “ś” (a może i małe ‘g’). To mogłaby być jakaś strategia arbitrażowa o relatywnie niskim zaangażowaniu kapitałowym albo na instrumentach o niskiej zmienności, bądź też strategia kierunkowa (typowa pozycja długa lub krótka) o bardzo krótkim czasie trwania (skalpowanie) lub na niewielkim zaangażowaniu czy też na rynku o niskiej zmienności. Wprowadźmy więc kolejny wyróżnik naszego Graala: średni zysk z transakcji. W ideale powinien być nieograniczony. Przy naszych powyższych, “kompromisowych” założeniach bliskich ideałowi, będzie on jednak relatywnie niewielki. Dopiero setki transakcji przyniosą nam efekt bogactwa. I tu istnieje potrzeba wprowadzenia kolejnego warunku: strategia czysto ‘graalowa’ musi być powtarzalna przez wiele okresów/lat. Tymczasem rynki są niestabilne (niestacjonarne), możliwości arbitrażu zanikają, legendarne strategie padają lub wpadają w cykliczne “słabe” ciągi. Nawet algorytmy egzkewowane przez maszyny  i wyposażone w sztuczną inteligencję nie osiągnęły jeszcze perfekcyjnych możliwości wygrania ze stacjonarnością pomimo wyrugowania w ich działaniu typowych błędów popełniananych przez homos sapiens (lub może homo gieudonicus).

Nie możemy również brać pod uwagę w idealnym, graalowym modelu, jednorazowych transakcji typu va banque (np. insiding – informacje niejawne) gdzie pomimo braku ryzyka zarabić można ponoć krocie, a to dlatego, że strategia “graalowa” musi być powtarzalna.

I jeszcze na koniec ostatni wyróżnik z tych, które przychodzą mi do głowy. Zakładam, że po świecie chadzają geniusze (piszę to bez ironii), których talent i intelekt pozwala generować transakcje bliskie wzorcowi, którego szukamy. Graal ma jednak jeszcze jedną właściwość – daje moc każdemu, dowolnemu jego posiadaczowi, co oznacza, że idealna strategia powinna być replikowalna a nie stanowić jedynie genialny wytwór indywidualnego intelektu bez możliwości przekazania tej wiedzy.

Tak więc, Ladies and Gentelmen, giełdowy Święty Graal nie istnieje. Gdybym miał kiedykolwiek postawiać to prawdopodobnie na to, że coś na jego kształt odnajdą jako pierwsi spece od algorytmów, by potem wyssać z giełd cały kapitał.

Ponownie ktoś nas wpuścił w gonienie króliczka… Co nie przeszkadza po drodze sięgać po nasze małe graaliki, które pomimo wbudowanego w nie ryzyka obsunięć, siwych włosów i nieprzespanych nocy, pozwolą zarabiać. Przynajmniej w tym miejscu historia branży jest bardziej łaskawa i pokazuje, że jest to możliwe.

—***Kat***—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

8 Komentarzy

  1. robbo2k

    Czytasz mój blog ? Moim zdaniem Graale są i dzielą się na:
    a) te które jeszcze działają
    b) te które nigdy nie zadziałały na realnym rynku.

    Kathay policz sobie na danych historycznych ten
    http://www.inwestowanie.org.pl/i/2010/10/06/nasz-swiety-graal-w-realizacji-ale-tez-pare-uwag-o-obcych-graalach/

    Tylko ze to żaden dowód. W 15 minut wymyslam i optymalizuje nowy. IMHO istnieje poważne ryzyko dopasowania modelu do danych. Dlatego taki system dobrze byłoby przetestowac na “innych szeregach” niz te a których powstał. Ale kto by to robił, lepiej sprzedac abonament na sygnały prawda ? Pamietacie guru 2007r. niejakiego Pawła Pagacza funduszowe.pl ? Obecnie nie ma z tym nic wspólnego… i dlaczego do cholery nie siedzi na Hawajach skoro miał Graala ?

  2. Lucek

    Świętego Graala w opisie autora można przyrównać do teorii nieśmiertelności.
    Jeśli ktos tak uważa, jego sprawa.
    Ten kto kupił akcje PZU i to jest jego jedyna transakcja w życiu, ma 100% trafności i świętego graala zaliczył:)

  3. osoamoroso

    Proponuję zapoznać się z wynikami Princeton Newport Partners.

  4. lesserwisser

    Dziwny ten mit, jakiś naciągany albo z kategorii market fantasy, gdyż chyba nikt rozsądny nie oczekuje 100% trafności w tradingu i inwestowaniu. No chyba że jakiś niepoprawny mitoman. Ale zapewne i tacy nawiedzeni się trafiają, w rynkowej menażerii.

    Również dążenie do “jedynie” 95%-90% trafności, zdaje się kwalifikować delikwenta do wizyty u psychologa, gdyż uporczywe dążenie do absolutnej perfekcji, to też rodzaj fiksacji.

    Trading jest grą o charakterze statystycznym, i liczy się w niej wynikowy stosunek wygranych do przegranych, bardziej w ujęciu wartościowym, niźli sama trafność procentowo. Są zresztą wypracowane na to różne miary, które pozwalają nam ustawić sobie cel, stopień ryzyka i kryteria oceny przyjętej strategii rynkowej, w dłuższym okresie. Stosunek 2:1 trafionych/zatopionych jest już dobry, byle tylko nie wpaść w dużą głębię (drowndown).

    Lapidarnie ujął to G. Soros mówiąc: “It’s not whether you’re right or wrong that’s important, but how much money you make when you’re right and how much you lose when you’re wrong.”

    Przypadek, w którym ktoś poszedł na całość (na ryzykie) i akurat zaliczy topa, bo mu się pofarciło, nie jest wcale uznawany za trafny trade, gdyż takie sytuacje ocenia się po dokonaniu korekty o ponoszone przy tym ryzyko, i może okazać się, że w kategoriach ocennych taki plus transakcyjny jest faktycznie oceniany jako minus.

    I wtedy okazuje się, że zamiast Świętego Graala trafiło się na śniętego grilla, a że w ręcach trzymamy nie kielich tylko puchar goryczy.

  5. exnergy

    “Lapidarnie ujął to G. Soros mówiąc: “It’s not whether you’re right or wrong that’s important, but how much money you make when you’re right and how much you lose when you’re wrong.””

    Czyli gość po prostu przeczytał wzór na wartość oczekiwaną.

  6. gzalewski

    @lesser
    “gdyż chyba nikt rozsądny nie oczekuje 100% trafności”
    no ja spotkałem w takim razie sporo nierozsądnych

  7. lesserwisser

    @ gzalewski

    Ja też miałem podobne szczęście. Przypadek pacjenta, który właściwie trafiał doliny i wyżyny ale dręczyło go to, że nie były to same dołki i górki. Wciąż mówił z niedosytem, k… mogłem mieć lepszy udój.

    Strasznie się tym umartwiał i wcale nie cieszył go zdobyty kapitał. Ciągle narzekał, irytując ludzi, aż mu wreszcie ktoś przytoczył ludowe porzekadło “Nie bądź chamie chytry”, i wtedy dopiero zamilkł.

  8. vinc

    “Zakładam, że po świecie chadzają geniusze (piszę to bez ironii), których talent i intelekt pozwala generować transakcje bliskie wzorcowi, którego szukamy.”
    No, Lucek, wypisz wymaluj..innego nie ma:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *