Jeśli jeszcze raz masz ochotę poczytać o kotwiczeniu, efekcie utopionych kosztów, paradoksie Monty Halla, nadmiernej pewności siebie, zdecydowanie powinieneś sięgnąć po książką Gery’ego Belsky’ego i Thomasa Gilovicha „Dlaczego mądrzy ludzie popełniają głupstwa finansowe”.

Choć książek związanych z psychologią inwestowania, finansami behawioralnymi w ostatnich latach ukazało się całe mnóstwo i wiele z nich szybko tłumaczonych jest na język polski warto sięgnąć i po tą. Autorzy (dziennikarz, komentator finansowy oraz profesor psychologii) opisują krok po kroku wszystkie najważniejsze błędy poznawcze i co ważne związki między nimi i wzajemne powiązania. To co jest dużą zaletą książki to odwołania się do konkretnych i licznych badań. Więc każdy kto jest zainteresowany pogłębianiem swojej wiedzy łatwo może dotrzeć do materiałów źródłowych. Dzięki temu, że jeden z autorów jest dziennikarzem finansowym przykłady odwołują się do wielu wydarzeń rynkowych. W tym najnowszych – czyli silnego załamania rynków na przełomie 2007/2008. I tu jedna ważna uwaga. To kolejni autorzy zauroczeni Warrennem Buffettem i sensem długoterminowego inwestowania. Koncept nie zwracania uwagi na lokalny szum i pamiętania, że w długim okresie stopa zwrotu z akcji przewyższa tę z obligacji (nawet ponad inflację, więc warto podjąć owo ryzyko), w związku z tym czas załamań warto wykorzystywać do zakupów może nie być przekonujący dla wielu czytelników. Zwłaszcza, że autorzy piszą o klasycznym błędzie przetrzymywania inwestycji, które tracą. No ale ten paradoks musi rozwiązać każdy samodzielnie.

Bardzo istotny jest fakt, że autorzy przekładają różnego rodzaju badania i eksperymenty psychologiczne na konkretne sytuacje rynkowe i zachowania inwestorów. W wielu książkach bowiem można znaleźć opisy badań wykazujących „irracjonalność” naszych zachowań, ale najczęściej nie wychodzi to właśnie poza sytuację badawczą, a zwłaszcza konkretne związki z rynkiem.

Podejście autorów jest brutalne:

ofiarą nadmiernej pewności siebie pada najprawdopodobniej każdy, kto nie zajmuje się zawodowo finansami, a mimo to w jakikolwiek aktywny sposób usiłuje oddziaływać na kształt swojego portfela inwestycyjnego (uwaga ta dotyczy również wielu osób z tą sferą związanych). […] W zasadzie należałoby stwierdzić, że większość ludzi nie powinna w ogóle zabierać się za dobieranie instrumentów inwestycyjnych – chyba że dla sportu. Większość ludzi powinna po prostu rozdzielić posiadane środki pomiędzy kilka różnych funduszy indeksowych, a następnie wyłączyć CNBC i zablokować większość stron o tematyce finansowej. Ludzie ci powinni po prostu mieć nadzieję, że w całym okresie inwestowania uda im się osiągnąć wyniki na poziomie średniej rynków akcji i obligacji.”

Pewna prawda w takim podejściu jest. Zwłaszcza jeśli uparcie powtarza się, że najlepsze podejście to kup i trzymaj. I jak wynika z powyższego cytatu „posiadanie nadziei”. Tu sygnał dla Czytelników blogów na bossa.pl, warto więc mieć świadomość sporej części błędów poznawczych opisywanych przez autorów i nie dopuścić do zbyt wielkich strat. Może nie bardzo aktywnie spekulując, ale choćby planując swoje transakcje w szerszym kontekście.

Książka nie dotyczy wyłącznie inwestowania, ale również podejścia do sprawy finansów osobistych i problemów z oszczędzaniem choćby małych kwot. Belsy i Gilovich przytaczają wyniki ciekawych badań, opisujących zjawisko dlaczego ludzie otrzymując większe kwoty (np.zwrot podatku) są w stanie wydatkować z nich tylko część, ale jeśli ów zwrot jest niewielki, to bywa, że wydają znacznie więcej niż ów zwrot wynosił.

Jeśli więc drogi Czytelniku należysz do grupy, która nie obarcza odpowiedzialnością za wyniki swoich transakcji insiderów, manipulantów, techników, fundamentalistów i różnych innych „onych”, zajrzyj do tej książki może i tym razem znajdziesz coś dla siebie wartościowego i przydatnego.

[Głosów:4    Średnia:5/5]

28 Komentarzy

  1. jacko32

    Dzięki za kolejną pozycję po “Dlaczego zebry nie mają wrzodów”…
    🙂

  2. osoamoroso

    Przyznam, że nie rozumiem stwierdzenia:

    “Pewna prawda w takim podejściu jest. Zwłaszcza jeśli uparcie powtarza się, że najlepsze podejście to kup i trzymaj.”

    Przecież dostępne badania empiryczne dobitnie pokazują że tak właśnie jest jak opisują to autorzy.

  3. pak

    Kup i trzymaj jako wiodąca strategia Warrena Buffeta to mit wykreowany przez media – tzn, jest rzeczywiscie kilka spolek ktore on nabyl i trzyma przez lata – ale to bardzo nieliczne przypadki i sytuacje gdzie poprzez posiadany udzial w spolce ma on realny wplyw na to co ta spolka robi. Poza tym to on działa jak hedge fund manager – szuka nieewektywnosci rynkowych – z tym ze wiadomo ze z taka furą kasy to to jego poruszanie sie teraz wyglada na bardzo ospałe i moze robic wrazenie podejscia kup i trzymaj. Dla zainteresowanych polecam publikacje autorki jego biografii – Alice Schroeder – sporo ciekawych rzeczy mozna przeczytac na jej oficjalnej stronie, a także na jej stronie w facebooku. A szeroka publika uznala ze jak sie kupi i trzyma to sie zarobi pieniądze;) – i slusznie p. Grzegorz piętnuje, jak rozumiem, tę strategię jako raczej niezbyt rozsądną przynajmniej dla tzw. przeciętego leszcza który w wiekszym lub mniejszym stopniu, ale jednak sam podejmuje się alokacji swoich zasobów;)

  4. osoamoroso

    @pak
    Ty Buffeta do tego nie mieszaj 😉
    Nie do końca wiem co p. Grzegorz piętnuje ale wiem że większość aktywnych inwestorów (indywidualnych jak i instytucjonalnych) nie jest w stanie pokonać rynku. Zatem aktywna alkacja jest w większości przypadków irracjonalna a porada autorów książki wydaje się właściwa: kup i trzymaj zdyfersyfikowany protfel funduszy indeksowych.
    Co z tego gdy “przeciętnemu leszczowi” wydaje się że on jest w tej mniejszości któej udaje się pobić rynek.
    Ludzie mimo wszystko są racjonalni w swojej nieracjonalności 🙂

  5. pak

    Osoamoroso w sumie widze, że w swoim wpisie troche moglem odejsc rzeczywiscie od tematu;) – chcialem tylko zwrocic uwage ze WB wcale nie jest takim kup i trzymaj inwestorem jak sie powszechnie sądzi, a dla przecietnego leszcza, czyli nie dla nas;) jezeli ma kase na dlugi termin, co zwykle sie potem okazuje ze nie mial na dlugi bo cos wypadnie w zyciu;) to niby wg badań rzeczywiscie oplaca sie wejsc w jakieś fundusze indexowe, do nas wlasnie wchodza takie, bo nie ma oplat dyzych – i to jest lepsze niz wchodzenie na na rynek i wychodzenie z niego.

  6. www.inwestowanie.org.pl

    Jedna uwaga. Kupowanie “indexu” wcale nie jest B&H gdyż spółki spadajace z indeksu wypadają a rosnące wchodzą a więc kupienie ETF jest strategią Buy and Hold wygranych i Sell przegranych. A jak dochodzi dywidenda zaczyna miec to rece i nogi

  7. gzalewski (Post autora)

    “Przecież dostępne badania empiryczne dobitnie pokazują że tak właśnie jest jak opisują to autorzy.”
    Zastanowmy sie co pokazuja owe badania. Bo najczesciej wyglada to tak – drogi inwestorze nie szarp sie z timingiem, bo i tak nie zarobisz “na spokojnie” owych 8-9 % rocznie.
    A teraz sprobujmy inwestowanie zrownac z biznesem. I powiedzmy ludziom – drogi czlowieku nie musisz zarzadzac aktywnie swoim biznesem, bo badania pokazaly, ze on sie sam rozwija w tempie ok 8% rocznie. Zupelnie nie przejmuj sie tym, ze Twoj kapital okresowo spadnie 40 a moze wiecej %. To nic strasznego przeciez historia pokazala, ze biznes wychodzi jednak na plus.

  8. osoamoroso

    @gzalewski
    Miałem nadzieję, że spróbujemy napisać coś z sensem. Przyznam, że nie słyszałem o biznesie który “sam” rozwija się w tempie 8%.
    Ale możemy również powiedzieć ludziom – drogi człowieku, nie przejmuj się gdy aktywnie zarządzając w długim okresie nie pobijesz nawet obligacji SP, wygrany i tak jest – BM.

  9. www.inwestowanie.org.pl

    Panowie do cholery. Rynek to NIE JEST indeks. Każdy indeks”wyrzuca przegranych”. Ile byś zarobił kupując spółki z WIG20 w dniu jego stworzenia a ile wzrósł sam indeks. Pokonanie indeksu jest dlatego trudne gdyż index zawiera SUKCES a nie zawiera porażek. Każda spadająca spółka traci udział w indeksie.

  10. pak

    Ja myślę, że dla każdego coś dobrego. Dla 98-99% inwestorów indywidualnych jeżeli myślą o ulokowaniu kasy na 20-30 lat niezłym pomysłem jest kupienie mocno zdywersyfikowanego portfela akcji – ważne tylko żeby oplaty za zarządzanie były niskie i żeby zakup rozlozyc sobie w czasie zeby sie nie zapakowac na gorce – w ten sposób kupują część gospodarki – w kosmicznej perspektywie 20-30 lat – jak już wielu z nich nie będzie żyło – dosyć małe są szanse żeby wyszli na tym gorzej od posiadaczy obligacji czy lokat bankowych czy tam nieruchomości. Natomiast jak ktoś się zna, lubi, chce mu się i ma łeb na karku i trochę oleju w głowie i jednak sporo czasu sprawie poświęci to dla niego opisana wcześniej pasywność nie ma większego sensu – wtedy lepiej aktywnie spekulować;)

  11. mwojciechowski

    @osoamoroso
    Miałem nadzieję, że użyjesz trochę bardziej wysublimowanych argumentów, oprócz wyświechtanego “dobra, nie gadam z Wami, bo Wy jesteście z biura maklerskiego więc na pewno chcecie mnie naciągnąć”.
    Tym bardziej, że gdybyś spojrzał na rachunek emerytalny GZ to zauważyłbyś, że on tam też stosuje timing. Uwierzył sam w “bajer dla klientów”?
    Co powiedziałbyś klientom, którzy kupowali fundusze indeksowe i trzymali przez całe życie (długi termin), a na 3 lata przed przejściem na emeryturę rynek zanurkował 40%? Że w jeszcze dłuższej perspektywie na pewno się odbije i odrobi straty?
    Nie chodzi o to, żeby pobić rynek. Chodzi o to, żeby uzyskać zwrot, który nas satysfakcjonuje (może być niższy niż rynkowy) przy mniejszym ryzyku.

  12. osoamoroso

    @mwojciechowski
    Oczywiście, że a priori waszych opinii, jako osób związanych z branżą, nie uważam za niezależne. Mimo to, nie sądzę aby stało to na przeszkodzie dyskusji poprartej argumentami. Niestety jedynym “argumentem” GZ była fałszywa analogia. Przepraszam, nie takiego poziomu dyskusji oczekiwałem.

    “Co powiedziałbyś klientom, którzy kupowali fundusze indeksowe i trzymali przez całe życie (długi termin), a na 3 lata przed przejściem na emeryturę rynek zanurkował 40%?”
    Żaden ze znanych mi zwolenników B&H nie rekomenduje inwestowania 100% śwrodków na rynku akcji. Znam za to wielu inwestorów którzy stracili 40% kapitału w bardziej sprzyjających warunkach.

    ” Chodzi o to, żeby uzyskać zwrot, który nas satysfakcjonuje (może być niższy niż rynkowy) przy mniejszym ryzyku.”
    Oczywiście. Rozchodzi się jednak o to, że większości aktywnym inwestorom to się nie udaje.

    Ciekawy argument podniósł dzisiaj M. Hulbert. Otóż tylko 10% monitorowanych przez niego newsletterów “pobiło” strategię B&H w okresie 2007-2010. Podkreślę, 90% profesjonalnych, wykszatałconych oraz doświadczonych advisorów uzyskało wynik gorszy niż strategi buy and hold.
    Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, żeby aktywne inwestowanie było właściwą strategią dla przeciętnego Kowalskiego, dla większości inwestorów. Nic nie stoi na przeszkodzie abym zmienił zdanie ale do tego potrzeba sensownych argumentów, najlepiej popartych twardymi danymi.

    Dziękuję i pozdrawiam.

  13. gzalewski (Post autora)

    @osamoroso

    Chyba jednak sie nie rozumiemy. Wydawalo mi sie ze wlasnie normalnie dyskutujemy.
    Probuje caly czas przekonac zwolennikow B&H ze to genialna metoda, pod warunkiem wiary, ze okres “skasowania” nie przypadnie na czas najwiekszego DD w historii systemu, zanim on cokolwiek odrobi (tak jak napisal Michal).
    Mozesz jasno napisac gdzie jest “falszywa analogia”?
    I jaki jest satysfakcjonujacy poziom dyskusji. Sprobuje sprostac oczekiwaniom

  14. osoamoroso

    @gzalewski
    “Probuje caly czas przekonac zwolennikow B&H ze to genialna metoda, pod warunkiem wiary, ze okres “skasowania” nie przypadnie na czas najwiekszego DD w historii systemu, zanim on cokolwiek odrobi”
    Problemem w tym przypadku nie jest B&H (czy jakakolwiek inna metoda) ale asset allocation.

    Satysfakcjonowałby mnie argument popierający tezę o wyższości aktywnego zarządzania nad B&H (dla “przeciętnego Kowalskiego”).

  15. lesserwisser

    @ osoamoroso

    Podajesz przykład dla ostatnich 3 lat. Jest Ok, o ile ma się na uwadze fakt, że wyniki porównawcze, w znacznym stopniu, zależą od tego jakie się przyjmie okienko czasowe do analizy.

    Za lata 2007-9 B&H dało wynik około 0 więc advisorzy musieli byc na minusie, co nie jest dziwne bo na rynek niedźwiedzia (szczególnie silny) nie ma mądrych.

    Natomiast za ostatnie 50 lat B7H dało plus ok. 9 %, więc jest ok. bo im dłuższy okres tym B&H lepiej wychodzi i jest bezpieczniejsze. O ile dobrze pamiętam, żaden 20 letni holding period nie dał ujemnych wyników, i mało który 10 letni (jeśli wogóle).

    Przy krótkich okresach możemy mieć pecha jak akurat trafimy na duże obsuniecie.

    Tak, że nie widzę sprzeczności u GZ.

  16. lesserwisser

    Sorry poklopsiły mi się cyfry, to ok 0 % było za lata 1997-2009, natomiast za ostatnie 3 lata było – 5,3 % na SP 500.

    A jak już jestem ponownie przy głosie to podaję wyniki dla różnych hp: 5 lat + 1%, 10 lat -0,2 %, 20 lat + 8 %, 30 lat t 11 %, 1926-2009 + 9,9 % (sredniorocznie).

  17. www.inwestowanie.org.pl

    Panie Marcinie z domu maklerskiego, na walke z DD w ostatnim roku przed emerytura to nawet OFE znają rozwiazanie. Systematyczna konwersja w strone instrumentów dluznych, zaden DD nie trwał dluzej 9 miesiecy i nie potrzebował wiecej jak 2 lat na budowanie dodatnich wyników rocznych r/r. Tak wiem….. Japonia bedzie

  18. www.inwestowanie.org.pl

    Pozatym akurat smieszne jest sugerowanie sie DD, ktory ZAWSZE wystepuje po “set” procentowych wzrostach. DD jest zawsze skutkiem hossy. A wiec te -40% z zarobionych 300% to nie jest “straciles wiecej niz wplaciłeś”.

  19. exnergy

    “Jedna uwaga. Kupowanie “indexu” wcale nie jest B&H gdyż spółki spadajace z indeksu wypadają a rosnące wchodzą a więc kupienie ETF jest strategią Buy and Hold wygranych i Sell przegranych. A jak dochodzi dywidenda zaczyna miec to rece i nogi”

    Tyle, że w indexie to sobie można zmieniać spółki jak rękawiczki a na rynku trzeba jeszcze te akcje komuś oddać!
    Poza tym dlaczego indeksy jednak rosną zawsze (poza ostatnio np. Japonią)… A no rosną, bo animatorzy rynku sa zainteresowani przyciągnieciem coraz to swiezszej krwi na rynek, zeby ci zarabiajacy (kilkanascie procent) mieli co łupać. I tu sie pojawia kryterium Pareto w troszke zaowalowanej formie, ze ta mniejszosc zarabia te przyslowiowe 80 % kasy na rynku.
    Dlatego tez wyrzuca sie slabe spolki z indeksów i wrzuca lepszych.

  20. mwojciechowski

    @osoamoroso
    To może ustalmy o czym dyskutujemy?
    O przewadze B&H nad timingiem portfela akcji czy o zarządzaniu aktywami różnego rodzaju?

    Bo jeśli włączymy w to zarządzanie aktywami to możemy każdy argument
    “wykpić”, stwierdzeniem, że “wtedy to trzeba zmniejszyć zaangażowanie w akcje”.

    Najprostszy z timingów, który przyszedł mi do głowy:
    Kup gdy Close(WIG)>średnia z (50-80 okresów)
    sprzedaj gdy Close(WIg)<średnia z (50-80 okresów) tylko long start 18 lat temu czyli długi termin B&H - z 1000 zł daje nam 42 000zł timing (dla okresów średniej od 50 do 80 i prowizji 0,39%) 35 700 - 70 800 zł Argument, że nie da się kupić WIG'u odnosi się do obydwu strategii. @inwestowanie Dajmy spokój Japonii, weźmy inne mocarstwo. S&P jest na poziomie z 1998 roku to jak dobrze liczę 12 lat? Inne 12 lat? Proszę bardzo: 1970-1982 To może jakiś rozwijający się rynek? np. Polska 1994-2000, 2000-2004, 2007-??? Jak to się ma do każdego DD nie trwającego dłużej niż 9 miesięcy? "smieszne jest sugerowanie sie DD, ktory ZAWSZE wystepuje po “set” procentowych wzrostach" Proszę to powiedzieć osobie, która zaczyna inwestowanie pod koniec tych "set" procentowych wzrostów 😉 No tak ale ja jestem z domu maklerskiego więc pewnie manipuluję danymi 😉 P.S. Tak przy okazji mam na imię Michał - miło mi 😉 P.S. 2 Prosiłbym o zmianę Pańskiego nicka. Nie przypominam sobie, żebyśmy wyrazili zgodę na promowanie Pańskiej strony na blogi.bossa.pl

  21. mwojciechowski

    @exnergy
    Chyba ktoś się pod Ciebie podszywa albo urządzasz prowokację 😉

    Słyszałem wiele teorii spiskowych ale że animatorzy powodują, że gospodarka i indeksy rosną w długim terminie???
    Chyba, że chodzi o “animatorów układu”, którzy spotykają się na tajnych spotkaniach, żeby ustalić
    ile będzie kosztował dolar, ropa, złoto i które państwo musi upaść, żeby oni mogli zarobić 😉

  22. exnergy

    Przepraszam źle stylistycznie się wyraziłem.

    Co do tekstu:
    “Poza tym dlaczego indeksy jednak rosną zawsze (poza ostatnio np. Japonią)… A no rosną, bo animatorzy rynku sa zainteresowani przyciągnieciem coraz to swiezszej krwi na rynek, zeby ci zarabiajacy (kilkanascie procent) mieli co łupać.”
    – użyłem skrótu myślowego i wyszła bezsensowna papka.

    Otóż kiedyś przeczytałem mądre słowa, że pomijając fakty, że indeksy rosną w długim terminie z racji inwestycji, zysków > wzrostu kapitalizacji notowanych spółek- to ludzie nie zauważają prostej prawdy, że twórcy indeksów – a więc Giełdy (sorki nie animatorzy) chcą by indeksy rosły (bo to przyciąga tłum), a więc usuwają słabo radzące sobie spółki z tych indeksów i zastępują je lepszymi. Nie mówie, że tak jest w PL, tylko, że takie coś zauważyl osobnik, którego ksiazke czytalem, a ktory tradowal w USA.
    Nie pamietam tytulu.

  23. exnergy

    Moze to sie wydaje oczywiste, ale przez wybor najlepszych spolek do takiego W20 powodujemy, ze pewien nasz odnosnik – benchmark zawsze bedzie klubem bestsellerów. Nikt by nie skonstruował takiego indeksu, zeby tez bral te slabe spolki, bo jednak indeks jest w jakis tam sposob reprezentatywny i zapada w pamiec/ ludzie sie tym sugerują. Chocby liczac bazę – itp. Tak zrozumialem slowa tego autora. Wiem brzmi jak teoria spiskowa, ale czysto logiczna i naturalna. Kazda firma woli dobry PR niz zly. A przy inwetycjach chodzi przeciez o zaufanie – tak ostatnio bardzo nadwątlone.

  24. lesserwisser

    “Może to się wydaje oczywiste, ale przez wybór najlepszych spółek do takiego W20 powodujemy, ze pewien nasz odnośnik – benchmark zawsze będzie klubem bestsellerów.”

    A skąd wiadomo, że wybrane spółki są akurat najlepsze i pod jakim względem?

    Jeśli wiadome, że są “duże i najlepsze”, to ich potencjał wzrostowy jest ograniczony, gdyż mogą mieć ceny wyżyłowane do cna, a nawet sporo przefajnowane. Co może skutkować ich spadkiem.

    Możemy więc mieć do czynienia z przypadkiem klubu fest felerów a nie bestsellerów!

  25. exnergy

    Jak już wspomniałem nie są to moje wnioski, a jedynie cytuję z pamięci pewnego autora książek o tradingu.

  26. gzalewski (Post autora)

    exnergy z tym indeksem to było jedno z moich wcześniejszych wrażeń, że coś jest nie halo.
    Pamiętam jak zastanawiałem sie, ze wlasnie to jest niemal perpetuu mobile, po tym co sie działo w przypadku Universalu.
    Jest sobie spolka, ktora w krótkim czasie rośnie kilkaset procent. W trakcie tego wzrostu staje się tak popularna, ze rosną obroty i oczywiscie kapitalizacja. Dzieki temu wchodzi na pierwsze miejsca w indeksie. Nagle debiutuje coś większego i zastępuje Universal, ktory zaczyna spadac, a poniewaz obroty maleja zlatuje na dalsze miejsca w indeksie. Czyli przy wzroscie ciągnie do góry, ale przy spadkach ma znacznie mniejszy wpływ.
    Pozniej był BIGBank i próba przejęcia przez Deutsche Bank. Wzrost był tak silny, ze znow BIG miał ogromną wagę w indeksie. Po tych silnych wzrostach został “zawieszony” i gdy cała sytuacja się już wyjaśniła jego znaczenie spadło.
    Oczywiście teraz tak spektakularnych akcji nie ma, niemniej jednak ten mechanizm to wlaśnie to o czym piszesz.

  27. exnergy

    Oczywiście nie można tego odczytywać jako coś nienormalnego ze strony organizatorów obrotu, gdyż tak jak w każdym biznesie – “show must go on”.

  28. gzalewski (Post autora)

    http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,8354549,norwegia_i_greckie_obligacje__inwestujemy_w_perspektywie.html

    “minister Johnsen jest optymistą: jedno jest pewne, inwestujemy w perspektywie nieskończoności. To uchroni nas przed stratami.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *