Inwestycyjne mity część 6

Pora przyjrzeć się mitowi, którego weryfikacja to najtrudniejsze zadanie w nieujarzmionym świecie finansów. Uprzedzam, że tekst może zawierać kontrowersyjne dla niektórych treści 🙂

MIT 7/ Nie możesz pobić rynku robiąc timing

Słowo „timing”, podobnie jak „trader” (po wielokroć przenicowany słownie przez czytelników naszych blogów), nie dorobiło się polskiego jednowyrazowego tłumaczenia. Ale wierzę w inwencję czytających 🙂 W sensie giełdowym oznacza ono zmianę pozycji na rynku w zależności od koniunktury a więc na przykład kupno akcji gdy bessa/korekta ma się na wyczerpaniu i sprzedaż ich przed kolejną falą spadków.

Nie chciałbym wchodzić dziś w warstwę decyzyjną tego procesu, bardziej interesuje mnie skuteczność bez względu na to czy inwestowanie kojarzy się z działaniami opartymi na fundamentach czy własnych prognozach albo Analizie Technicznej.  A ponieważ timing bardziej przybliża nas do spekulacji, nie mieszajmy w to Pana Buffetta i jemu podobnych.

Autor mitów bezceremonialnie stwierdza, że jeśli kupić akcje po cenie niskiej w stosunku do przyszłych przepływów i wartości majątku a sprzedać gdy rynek rozgrzewa się do czerwoności to „zwykle wychodzimy na tym bardzo dobrze”. To ogromne uproszczenie i zbyt płytkie, żeby obalić czy potwierdzić tytułowy mit, więc tak jak w poprzednich wpisach w tym temacie dowodów muszę poszukiwać sam.

Co nie jest łatwe z 3 powodów:

1/ Z timingiem jest nieco jak z yeti – wszyscy o nim słyszeli i czytali ale nikt go z bliska (czytaj: w akcji) nie widział. Pisząc akcja mam na myśli w przypadku giełdy skuteczność czyli regularne zarabianie powyżej zysków osiąganych z pasywnej inwestycji w indeks i w oparciu o podobnej w skali mierniki ryzyka.

2/ Spora część świata nauki, ekonomistów a nawet praktyków inwestowania to zwolennicy Hipotezy Efektywnego Rynku, która u swych podstaw ma wpisany brak akceptacji dla timingu jako sposobu pokonania rynku

3/ Statystyk kompletnych i na tyle wiarygodnych by obalić mit brak. Zresztą ich zrobienie nie przybliża nas do odpowiedzi na pytanie: czy jeśli garstce udaje się regularnie z rynkiem wygrywać to znaczy, że każdy może to zrobić i wystarczy tylko chcieć?

A przecież coś w tym musi być skoro frazę „timing the market” Google zwraca nam w 57 700 000 wynikach 🙂

Tym razem z przepastnych czeluści elektronicznej biblioteki SSRN wybrałem studium „Performance Persistence of Individual Investors” (Trwałość wyników inwestorów indywidualnych). Nie jest ona bezpośrednim dowodem, bo takiego nie znajdziemy, ale oddaje pewne tendencje.

Oto 3 naukowców badało 10 letnie wyniki inwestycyjne na rachunkach inwestycyjnych grupy inwestorów norweskich i ich dokonania na Oslo Stock Exchange, którą da się porównać z GPW. Wzięto pod lupę 718 185 rachunków, wyłuskując z nich tylko te, które były w miarę aktywnie zarządzane czyli swego rodzaju timing był tam prowadzony. I kilka ich ciekawych, statystycznych wniosków:

– Inwestorzy mają wyraźną tendencję do sprzedawania akcji, które w dalszym ciągu zachowują się bardzo dobrze czyli ich kursy rosną i kupowania tych, którym się potem nie wiedzie (to tzw. sell winners, hold losers – sprzedaj wygranych , kup outsiderów)

– Niemal wszyscy podlegają heurystykom, deformacjom i zgubnym efektom rozpoznanym przez behawiorystów finansowych

– Aby odsiać aktywnych inwestorów podzielono okres na mniejsze podokresy oraz typowano tych, którzy posiadali papiery co najmniej 2 firm i wykonali minimum 6 transakcji; o dziwo pozostało tylko 177 010 czyli około 25% badanej populacji, z tego 10 330 wpadło do grupy o największej ilości dokonanych transakcji (1,5% całości inwestorów)

– Zyski inwestorów spadały wraz z aktywnością czyli ilością dokonywanych na rachunku transakcji, a wśród najaktywniejszych dominowały obroty na małych, najbardziej ryzykownych akcjach;

– Statystyki potwierdziły trwałość osiąganych wyników, jako że ci, którym wiodło się dobrze przez okres 2-5 lat (przewyższali zmiany pasywnego benchmarku) wykazywali tendencje do uzyskiwania zysków w przeciągu kolejnych 3 lat; podobna tendencja dotyczyła tych, którym się nie wiodło (tracili coraz więcej); przy czym z biegiem czasu różnice między wynikami tych najlepszych a tych najgorszych zmniejszały się (szybciej w przypadku tych z małymi portfelami niż tych z grubymi)

– Akcje z portfeli 10% najlepszych inwestorów wykazywały się miesięcznymi wzrostami o 0,75-1,25% większymi niż średnia rynkowa, akcje tych z ostatniej dziesiątki procentowej poruszały się mniej więcej w tym samym tempie co średnia (czyli indeks)

– O ile średni miesięczny zysk owej części aktywnych giełdowiczów (timingowców) wyniósł 0,81% o tyle ci timingowcy, którzy wykonali najmniej transakcji zarabiali 1,07% miesięcznie, ci o największej liczbie przerzuconych akcji tracili średnio miesięcznie po 0,62%

– Podczas hossy zyski tych ostatnich w wysokości +6,24% miesięcznie pokonywały wprawdzie osiągnięcia mniej aktywnej reszty (+4,77%), w czasie spadków cierpieli jednak na skutek dotkliwych strat wynoszących średnio minus 7,31% miesięcznie wobec „tylko” minus 3,95% w przypadku najmniej aktywnych

Wiem, że to nie wykazuje jednoznacznie przewagi którejkolwiek ze stron ale jest przybliżoną miarą pewnych tendencji, którym poświęcę jeszcze jeden wpis, bo chyba warto o tym rozmawiać.

CDN

—* Kat *—

Pora przyjrzeć się mitowi, którego weryfikacja to najtrudniejsze zadanie w nieujarzmionym świecie finansów. Tekst może zawierać kontrowersyjne treści 🙂

MIT 7/ Nie możesz pobić rynku robiąc timing

Słowo „timing”, podobnie jak „trader” (po wielokroć przenicowany słownie przez czytelników naszych blogów), nie dorobiło się polskiego jednowyrazowego tłumaczenia. Ale wierzę w inwencję czytających 🙂 W sensie dosłownym oznacza ono zmianę pozycji na rynku w zależności od koniunktury a więc na przykład kupno akcji gdy bessa/korekta ma się na wyczerpaniu i sprzedaż ich przed kolejną falą spadków.

Nie chciałbym wchodzić dziś w warstwę decyzyjną tego procesu lecz jego skuteczność, bez względu na to czy inwestowanie bardziej kojarzy się z działaniami opartymi na fundamentach czy własnych prognozach albo Analizie Technicznej. A ponieważ timing bardziej przybliża nas do spekulacji nie mieszajmy w to Pana Buffetta i jemu podobnych.

Autor mitów bezceremonialnie stwierdza, że jeśli kupić akcje po cenie niskiej w stosunku do przyszłych przepływów i wartości majątku a sprzedać gdy rynek rozgrzewa się do czerwoności to „zwykle wychodzimy na tym bardzo dobrze”. To ogromne uproszczenie i za małe, żeby obalić czy potwierdzić tytułowy mit, więc tak jak w poprzednich wpisach w tym temacie dowodów muszę poszukiwać sam.

Co nie jest łatwe z 3 powodów:

1/ Z timingiem jest nieco jak z yeti – wszyscy o nim słyszeli i czytali ale nikt go z bliska (czytaj: w akcji) nie widział. Pisząc akcja mam na myśli w przypadku giełdy skuteczność czyli regularne zarabianie powyżej zysków osiąganych z pasywnej inwestycji w indeks i w oparciu o podobnej w skali mierniki ryzyka.

2/ Spora część świata nauki, ekonomistów a nawet praktyków inwestowania to zwolennicy Hipotezy Efektywnego Rynku, która u swych podstaw ma wpisany brak akceptacji dla timingu jako sposobu pokonania rynku

3/ Statystyk kompletnych i na tyle wiarygodnych by obalić mit brak. Zresztą ich zrobienie nie przybliża nas do odpowiedzi na pytanie: czy jeśli garstce udaje się regularnie z rynkiem wygrywać to znaczy, że każdy może to zrobić i wystarczy tylko chcieć?

A przecież coś w tym musi być skoro frazę „timing the market” Google zwraca nam w 57 700 000 wynikach 🙂

Tym razem z przepastnych czeluści elektronicznej biblioteki SSRN wybrałem studium „Performance Persistence of Individual Investors” (Trwałość wyników inwestorów indywidualnych). Nie jest ona bezpośrednim dowodem, bo takiego nie znajdziemy, ale oddaje pewne tendencje.

Oto 3 naukowców badało 10 letnie wyniki inwestycyjne na rachunkach inwestycyjnych grupy inwestorów norweskich i ich dokonania na Oslo Stock Exchange, którą da się porównać z GPW. Wzięto pod lupę 718 185 rachunków, odsiewając z nich te, które były w miarę aktywnie zarządzane czyli swego rodzaju timing był tam prowadzony. I kilka ich ciekawych, statystycznych wniosków:

Inwestorzy mają wyraźną tendencję do sprzedawania akcji, które w dalszym ciągu zachowują się bardzo dobrze czyli ich kursy rosną i kupowania tych, którym się nie wiedzie (to tzw. sell winners, hold losers – sprzedaj wygranych , kup outsiderów)

Niemal wszyscy podlegają heurystykom, deformacjom i zgubnym efektom rozpoznanym przez behawiorystów finansowych

Aby odsiać aktywnych inwestorów podzielono okres na mniejsze podokresy oraz typowano tych, którzy posiadali papiery co najmniej 2 firm i wykonali minimum 6 transakcji; o dziwo pozostało tylko 177 010 czyli około 25% badanej populacji, z tego 10 330 wpadło do grupy o największej ilości dokonanych transakcji (1,5% całości inwestorów)

Zyski inwestorów spadały wraz z aktywnością czyli ilością dokonywanych na rachunku transakcji, a wśród najaktywniejszych dominowały obroty na małych, najbardziej ryzykownych akcjach;

Statystyki potwierdziły trwałość osiąganych wyników, jako że ci, którym wiodło się dobrze przez okres 2-5 lat (przewyższali zmiany pasywnego benchmarku) wykazywali tendencje do uzyskiwania zysków w przeciągu kolejnych 3 lat; podobna tendencja dotyczyła tych, którym się nie wiodło (tracili coraz więcej); przy czym z biegiem czasu różnice między wynikami tych najlepszych a tych najgorszych zmniejszały się (szybciej w przypadku tych z małymi portfelami niż tych z grubymi)

Akcje z portfeli 10% najlepszych inwestorów wykazywały się miesięcznymi wzrostami o 0,75-1,25% większymi niż średnia rynkowa, akcje tych z ostatniej dziesiątki procentowej poruszały się mniej więcej w tym samym tempie co średnia (czyli indeks)

O ile średni miesięczny zysk owej części aktywnych giełdowiczów (timingowców) wyniósł 0,81% o tyle ci, którzy wykonali najmniej transakcji zarabiali 1,07% miesięcznie, ci o największej liczbie przerzuconych akcji tracili średnio miesięcznie po 0,62%

Podczas hossy zyski tych ostatnich w wysokości +6,24% miesięcznie pokonywały wprawdzie osiągnięcia mniej aktywnej reszty (+4,77%), w czasie spadków cierpieli jednak na skutek dotkliwych strat wynoszących średnio minus 7,31% miesięcznie wobec „tylko” minus 3,95% w przypadku najmniej aktywnych

Wiem, że to nie wykazuje jednoznacznie przewagi którejkolwiek ze stron ale jest przybliżoną miarą pewnych tendencji, którym poświęcę jeszcze jeden wpis, bo chyba warto o tym rozmawiać.

CDN

—* Kat *—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

4 Komentarzy

  1. robbo2k

    To ze zyski z obrotu tych największych spekulantów malały ze wzrostem obrotów nie dziwi. Jeśli inwestują oni w śmieci maja dużo transakcji po stop losach. Wyobraźcie sobie 10 Veno kupionych po 3 grosze. w 9 przypadkach oddają po 2 grosze a raz odda po 10groszy. Poza tym brakuje mi tu horyzontu czasowego co znaczy dużo (day trading) ?

    Pozatym na rynku rosnącym opcja buy and hold zawsze da wyniki o ile nie kupimy śmiecia. Inwestorów wiec mozemy podzielic na cyklicznych wyłapujacych mniej lub bardziej trendy 1-3letnie. I spekulantów którzy maja WIG w poważaniu bo siedzą na Veno na NC

  2. exnergy

    A tak w ogóle to od jakiegoś dłuższego czasu ciagle Panowie blogerzy piszecie w taki sposób jakby każdy miał zarabiać na tradingu. Tak jakby kazdy miał prowadzić firmę i żeby to za każdym razem był Microsoft albo Apple.

  3. exnergy

    Ja bym jednak przeformułował mit na “Nie każdy może pobić rynek stosując timing”.
    Jeden z dowodów: front-running 😉

  4. obserwator

    “A przecież coś w tym musi być skoro frazę „timing the market” Google zwraca nam w 57 700 000 wynikach”

    Trochę się czepiam ale Google cala frazę zwraca w ok 53k, a 57mln to wyniki wariacji tych slow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *