Jak realnie i sprawiedliwie ocenić umiejętności analityka czy doradcy?

Z takim pytaniem właśnie próbowałem się zmierzyć. Z określonego powodu: dostałem niezobowiązującą propozycję wzięcia udziału w internetowym przedsięwzięciu, które miałoby działać w podobnej konwencji jak portal znanylekarz.pl . Co oznacza, że w przedstawionej mi wersji, oceny przyznawano by ludziom, działającym komercyjnie w branży giełda/finanse/fundusze/ubezpieczenia. Mogę się oczywiście mylić ale rozważając moje doświadczenia doszedłem do wniosku, że robienie bazy opartej na opiniach rzeszy drobnych, często anonimowych inwestorów, mija się z celem w kilku obszarach albo może wręcz być krzywdzące, dla obu stron zresztą.

Po pierwsze dlatego, że wśród masy oceniających znajdzie się zawsze w internecie wiele jednostek nazwijmy to „przypadkowych” z punktu widzenia wiedzy o temacie: frustratów, trolli, mścicieli, dowcipnisiów, wysłanników konkurencji czy życzliwych inaczej. Po drugie: nawet inwestorzy o uczciwych intencjach ale niewielkim doświadczeniu mogą wyciągnąć fałszywe wnioski na podstawie sporadycznych, często jednorazowych kontaktów. Łatwo jest ocenić życzliwość czy otwartość ale dużo trudniej merytoryczne przygotowanie i rzeczywistą wiedzę oraz umiejętności.

Natomiast fachowcom w branży trudno oceniać konkurentów, po wtóre – aby dokonać rzetelnych ocen potrzeba naprawdę wielu próbek i efektów działania. Każdy mający dłużej do czynienia z giełdą wie, że tutaj można się mylić wielokrotnie a mimo to nadal zarabiać. Jednorazowy błąd nie świadczy dokładnie o niczym a więc nie może też stygmatyzować.

Dla swoich celów zrobiłem szybki przegląd tego co i jak może obciążać oceny poszczególnych rang w tym biznesie.

1. Doradcy inwestycyjni

Najbardziej elitarna grupa z punktu widzenia oficjalnie przyznawanych uprawnień. Jeśli zarządzają na własny rachunek wyniki mówią same za siebie. Często pieniądze wędrują za nimi a nazwisko staje się brandem. Rzeczywistość jest jednak taka, że w instytucjach powierniczych są zmuszeni w określonym stopniu realizować z góry założoną politykę inwestycyjną. W innych są jedynie tak zwanymi słupami a zarządzaniem zajmuje się ktoś nie posiadający tego typu uprawnień i nie widać tego na zewnątrz. Najlepszym miernikiem jest tzw. „alfa” czyli zysk uzyskiwany ponad średnią rynkową jednak uzyskanie takich danych jest praktycznie niemożliwe. Ocena całego funduszu nie musi być tożsama z umiejętnościami działających w nim doradców.

2. Maklerzy

Sprawą bezdyskusyjną może być w ich przypadku właśnie życzliwość, uczynność czy informatywność, co może przyciągać do określonego brokera. Trzeba jednak realnie spojrzeć na to, że w dobie elektroniki te kontakty stają się marginalne.

3. Analitycy

Czego może wymagać od nich inwestor? Przede wszystkim nieomylności? Jak najwyższej trafności? Aby to ustalić należałoby obiektywnie zweryfikować historyczne rekomendacje. W USA prawdziwym celebrytą w branży oceny analityków jest Mark Hulbert, zbierający i monitorujący tak zwane newslettery czyli cykliczne informacje i rekomendacje skierowane przez analityków do swoich subskrybentów. To obiektywna i kompleksowa metoda weryfikacji, takie podejście oznacza właśnie rzetelność. Sporadyczne oceny nie będą miarodajne. Przy tej okazji można zadać 2 pytania:

– Kto jeszcze potrzebuje takich analiz i rekomendacji by samodzielnie inwestować z sukcesem?

– Czy na pewno potrzebne są konkretne rekomendacje? Czy czasem nie są ważniejsze innego rodzaju informacje- takie, do których nie ma dostępu przeciętny inwestor oraz ich przekrojowe powiązanie?

4. Doradcy finansowi

Pod tym tytułem grupuję całą armię pośredników, których wyznacznikiem jest bezpośredni kontakt z klientem w celu pomocy w wyborze rodzaju inwestycji. Od private banking, poprzez wyspecjalizowane firmy typu Xelion czy Open Finance, okienka bankowe sprzedające fundusze, agentów ubezpieczeniowych, po zwykłych sprzedawców, przywiązanych do OFE czy konkretnych, pojedynczych firm. To chyba najważniejsi i najbardziej wpływowi ludzie w masowych kontaktach z klientami. I zdaje się to tutaj tkwi największa potrzeba publicznej weryfikacji. Przyznam, że taki cel jest istotny z wielu powodów. Począwszy od prozaicznych typu pośrednik nie ma pojęcia co tak naprawdę sprzedaje, przez merytoryczne – nie ma wystarczającej wiedzy i kwalifikacji, po wyrachowane – sprzedaje to na czym ma największą prowizję. Zwykle nadrabiają elokwencją ale jak z niej wydobyć umiejętności?

Znam dwoje na wskroś rzetelnych pośredników z powołaniem, kilku zarządzających z umiejętnościami zarabiania choć niekoniecznie z dyplomami, wielu pomocnych maklerów i rzeszę analityków o różnym stopniu umiejętności. Potrafiłbym uzasadnić swoje oceny pod własnym nazwiskiem. Mam obawy, że byłbym jednak w mniejszości…

—*** Kat ***—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. Wojtek S.

    Tomku, od półtora roku analizujemy na Astrobiznes prognozy analityków giełdowych na następny tydzień, kondensując je do “wzrośnie”, “spadnie”, “boczny” lub “brak prognozy”. Na tej podstawie sporządzamy indeks optymizmu i niepewności (brak prognozy). Tydzień temu wskaźnik optymizmu wynosił minus 13% i WIG wzrósł. To typowe. Taki raport wygląda następująco:
    http://www.astrobiznes.pl/a/prognoza-analitykow/prognoza-analitykow-19-24-lipca-2010-roku/0

    Pisałem już o tym “hulbertopodobnym” raporcie na blogu pana Białka:

    “Rzeczywiście, studiowanie komentarzy analityków w poszukiwaniu prognozy wymaga często dużego wysiłku intelektualnego.

    Pytał Pan o podobną sytuację do obecnego optymizmu. Przed tygodniem 1-7.03.2010 optymizm osiągnął +44%, niepewność 55% (dla 29 badanych analityków). Wtedy to był początek ładnej fali wzrostowej. Ale nie zawsze prognozy analityków były takie trafne.

    Rok temu, przed tygodniem 6-10.07.2009 nikt nie prognozował wzrostów, a pesymizm sięgnął -31%. Wskaźnik niepewności wynosił 68%.
    Tydzień później na tydzień 13-17.07.2009 znów żaden analityk nie prognozował wzrostu, pesymizm sięgnął aż -43% a wskaźnik niepewności spadł do 56%. Polscy analitycy byli pewni, że WIG będzie spadał. Co się stało, wiemy – rozpoczęła się wtedy lipcowa hossa.

    No i wreszcie, przed tygodniem 24.08-28.08.2009 wszyscy stali się optymistami, nikt już nie prognozował spadków. Optymizm sięgnął +33%, a niepewność 66%. Fala wzrostowa zaczęła się wyczerpywać.

    Nie zawsze podejście kontrariańskie popłaca, ale ogólne wnioski płyną takie, że:
    1. współczynnik niepewności jest wysoki w trendach bocznych (np. na tydzień 9-13.11.2009 aż 78% niepewności)
    2. niepewność zauważalnie spada kiedy kończy się fala wzrostów i spadków
    3. Wysoki wskaźnik optymizmu po fali wzrostów lub pesymizmu po fali spadków zapowiada zwrot trendu (np. na tydzień 8-12.02.2010 aż -51% pesymizmu przy zaledwie 42% niepewności, dokładnie tyle samo tydzień później) ”

    Tak więc materiał do weryfikacji prognoz analityków jest. Trzeba tylko odważnego, który przeanalizuje dotychczasowe 72 raporty zbiorcze. 😉

    pozdrawiam

    Wojtek

  2. kathay (Post autora)

    Wojtek
    Fajna inicjatywa tylko mam obawy czy przydatna z punktu widzenia
    znanydoradca.pl 🙂 Potrzeba jest zdeterminowana przez naprawdę
    niezbyt doświadczonych inwestorów… tak czy inaczej – trzymajcie tak dalej i pójdźcie pewnego dnia krok dalej bo tylko to ma sens…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *