Ryzyko dla opornych- zmienność

Mały eksperyment związany ze zmiennością rynku.

Jako jej miernik w poniższym przykładzie użyłem dość często stosowanego wskaźnika ATR (Average True Range). Jego twórca Welles Wilder przyjął do obliczeń następującą procedurę:

1. Liczymy Prawdziwy Zakres (TRUE RANGE , TR), najczęściej dzienny, który jest równy największej, absolutnej wartości wybranej spośród następujących 3 zakresów:

– dzisiejszej ceny maksymalnej od ceny minimalnej [H – L]

– dzisiejszej ceny maksymalnej od ceny zamknięcia wczoraj [H-C]

– dzisiejszej ceny minimalnej od ceny zamknięcia wczoraj [L-C]

2. Uśredniamy obliczony w punkcie 1 Prawdziwy Zakres dla dowolnego okresu t dni (np. t=14 ).

// Sposoby postępowania w tym przypadku są różne – widziałem już uśrednianie za pomocą zwykłej średniej arytmetycznej lub też ekspotencjalnej ale w oryginale Wilder dodawał średnią dla t-1 dni do zakresu z dzisiaj i dzielił przez t. //

Wykres poniżej pokazuje 2 skrajne przypadki zachowania się kursu tego samego instrumentu (kupione akcje).

ATR_odmiany

Z lewej strony co dzień cena wzrasta o 1 jednostkę. Z prawej – to spada o 1 jednostkę (czarne świece) to rośnie (białe świece).

Oczywiście przykład jest bardzo uproszczony choć wcale niedaleki od rzeczywistości.

Na koniec okresu kurs po lewej kończy 4 jednostki wyżej po 4 sesjach, z prawej – skończyło się na braku zmiany kursu, rynek kręcił się w kółko bez żadnej progresji w finale.

Jeśli użyć podanej wyżej procedury liczenia to prawdziwy zakres dzienny w obu przypadkach wynosi 1 (TR=1). Jeśli teraz uśrednimy to, otrzymamy podobny ATR dla obu sytuacji co wskazuje, że zmienność po prawej i lewej będzie taka sama choć ceny pokonały różne dystanse podczas 4 sesji.

Gdyby liczyć ryzyko (R) zmiennością to oznaczałoby, że nie zmieniło się ono. Czy jednak na pewno?

Zależy jak je zdefiniujemy.

Jeśli jako wielkość aktualnego stopa uzależnionego tylko i wyłącznie od zmienności (np. R= 2 x ATR) to rzeczywiście nadal jest równe dla obu portfeli.

Tyle, że tak ustawiany stop dla portfela z lewej przyniesie nam w rezultacie zysk z transakcji gdyby kurs zszedł teraz w dół (stop przekroczył już cenę otwarcia pozycji), dla tego z prawej – stratę. Takie potraktowanie jest bliższe temu jak do ryzyka najprostszej inwestycji podchodzimy najczęściej lub podejść powinniśmy – dla każdej transakcji określamy z góry wielkość kapitału NARAŻONEGO NA STRATĘ, np. R=2% (lub też jako maksymalne dopuszczalne przez nas obsunięcie na kapitale w szeregu nieudanych transakcji, np. XR=20%). Tak zdefiniowane ryzyko daje się normalizować na rynkach o różnej zmienności i modelować je. Punktem wyjścia powinna być jednak jego wartość początkowa (stop loss). Porównywanie samych zmienności niewiele wnosi do całości obrazu.

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

13 Komentarzy

  1. Dapi

    Dokładnie tak liczone miary mają w “głebokim poważaniu” fakt czy kurs rośnie czy nie…
    A zarabiamy w określonych przypadkach…

  2. lesserwisser

    Niestety, z tego pisania niewiele wynika, w temacie zmienność a ryzyko,zarówno w aspekcie teoretycznym jak i praktycznym.
    Bo tu “nie o te majtki chodzi”, jak mawia moja żona.

    Ale cieszę się, że temat ryzyko/zmienność jest kontynuowany, że wrócił na tapetę, gdyż nie bardzo chciało mi się, samemu ciągnąć go, jak stara kobyła furę. A teraz jest jeszcze więcej powodów do zabrania głosu.

    Więc jeszcze moment, jeszcze chwilka i będzie o ryzyku słówek kilka, które, być może, pomogą opornym trochę inaczej spojrzeć na kwestie ryzyka i zmienności oraz lewarów, w inwestowaniu i tradingu .

    A tak na marginesie, to chce wreszcie zwrócić uwqagę, że prosta miara zmienności, zwana z angielskiego “range”, ma prawidłową polska nazwę, jako miernik statystyczny, która brzmi “rozstęp”, powtarzam ROZSTĘP.Bo za każdym razie jak to czytam, to aż mnie telepie.

    Nie jakieś tam- zakres czy też zasięg, które pałętają w naszej neologicznej literaturze rynkowej oraz w wypowiedziach ludzi komentujących rynek. Bo to nie mamy do czynienia z radiostacją czy też armatą.

    Average range, ma też zresztą swoje właściwe tłumaczenie (?), i tylko takie powinny być stosowane na, bądź co bądź fachowym forum. Nieprawdaż !. Bo inaczej zaczniemy standard deviation tłumaczyć jako “typowe zboczenie”, bo i takie użycie napotkałem w wypowiedziach nowych fachurków od giełdy.

    Proszę, zacznijmy wreszcie dawać rzeczy właściwe słowo.

    PS

    Jeśli “poprzednie wpisy o ryzyku wygenerowały, …, kilka dyskusji w internecie, a także polemiki mailowe” to z ciekawości chciałbym się dowiedzieć, gdzie można je znaleźć”.

  3. gzalewski

    ps. a propos Rozstępu – może twórca miał jakiś problem, podobnie jak Luter, który często w swoich pismach stosował porównania defekacyjne, a o ile wiadomo sam miał poważne problemy z wypróżnianie,

  4. lesserwisser

    @ gzalewski

    Jest taki dowcip. Statystyk/ekonomista rozmawia z dziennikarzem gospodarczym (po socjologii czy też reklamie itp) i zerkając w materiały, które przyniosła puszysta pani, stwierdza:
    “Ale duże rozstępy”, na to dziennikarz odpowiada: “E tam, duże rozstepy to ma moja teściowa”.

    A teraz pytanie:
    “Z jakiej gazety ekonomicznej był ten dziennikarz ?”

  5. errdos113

    Jeśli już czepiać się o słówka, to można też dodać “ekspotencjalna” – “wykładnicza” (a jeśli już trzymać się obcych wyrazów, to powinno być ekspo_n_encjalna) i “absolutna wartość” – “wartość bezwzględna”

  6. lesserwisser

    @ errdos113

    Absolutnie i bezwzględnie słuszne uwagi, przy czym nie jest to wcale żadne czepiane się słówek, bo ordnung must sein.

    Wartość bezwzględna jest właściwa, ale wartość absolutna dopuszczalna.

    A ex potencjalny to jestem ja, a teraz już tylko się wykładam.

  7. Alicja

    @ Lesserwisser

    >Jeśli “poprzednie wpisy o ryzyku wygenerowały, …, kilka dyskusji w internecie… <

    Zerknij między innymi na blog Trystero

  8. copy

    Nie rozumiem sensu tych komentarzy. Bździn właściwie. Post jest o ryzyku i zmienności. Świetnie wyłuszczony i teraz, po przeczytaniu również poprzednich wpisów autora, nikt nie powinien mieć problemów z odróżnieniem obu pojęć. Komentarze natomiast to w zaden sposób sie do wpisu nie odnoszą choć to zapowiadają. A kogo k… obchodzi, ze lesser ma problem z rozstepami? Zasada kazdego jezyka jet tzw. uzus społeczny. Jeśli już jakieś pojęcie weszło do potocznego języka lub żargonu to nie ma siły (jak dowodza to starania purystów jezykowych) aby to zmienić. Po co zresztą, skoro każdy wie, o co chodzi. I pojawiaja się co najwyzej problemy miedzy rozumieniem zmienności a ryzyka. Dodajmy do tego Rozstęp i ilośc problemów rośnie geometrycznie. Po co? A wracjąc do obu poprzednich pojęć. Mnie osobiście najbardziej przekonuje podejście zaprezentowane w poprzednim wpisie. Na zmienność nie mamy wpływu, jest od nas niezależna. Na ryzyko mamy wpływ i to my decydujemy w jakim stopniu je podejmiemy. Najlepsze w tym jest to, że mimo iż ryzyko to bardziej kwestia psychiki, to jednak da sie ująć w matematyczne ramy. I teraz, gdybym chciał pisać dla samego pisactwa to nawiazałbym do teorii pola i hulaj dusza.

  9. lesserwisser

    @ Copy

    A ja myślałem, że utrwalonym uzusem społecznym, jest kultura polemiki, ale widocznie tworzy się nowa tradycja, którą rozumiem, ale k… akceptować mnie chcę.

    Dyskutując w miarę fachowo posługiwać się odpowiednim aparatem pojęciowym, a nie tworzyć nowych pojęć, jak się ma braki wiedzy. Trzeba się wtedy podciągnąć i podszkolić, by się nie kompromitować, szczególnie gdy się chce szkolić innych i dawać im dobre rady.

    A jak ktoś zwraca uwagę w dobrej wierze na niedociągnięcia, to wypada grzecznie podziękować, zapamiętać i stosować. Nie można bowiem wiedzieć wszystkiego, jak napisali niedawno panowie z Bossa, ale trzeba się starać.

    Jeśli ktoś stara się uchodzić za fachowca w danej dziedzinie to powinien posługiwać się profesjonalnym językiem i mówić:

    wykładnicza lub eksponencjalna a nie eskpotencjalna bo eksponent to wykładnik potegowy.
    rozstęp lub przedział zmienności a nie zasięg
    wariancja a nie wariacja
    odchylenie standardowe a nie typowa dewiacja
    współczynnik zmienności a nie współczynnik wariacji

    Bo to są fachowe terminy statystyczne, stosowane od dawna i już utrwalone, a więc majace status uzusów, a że ktoś ich nie zna, lub używa błednych zamienników, na podstawie lektury, przetłumaczonej przez translatorów dyletantów w danej dziedzinie, to jego problem.

    I dotyczy to wszystkich dziedzin, matematyki, ekonomii, handlu,
    żeglarstwa, inwestowania też.

    Ty oczywiście możesz, na swoje prywatne potrzeby, posługiwać się dowolną nomenklaturą, typu bździna i tym podobne, jeśli jest ona bez problemu rozumiana przez otoczenie. Ale w publicznych wypowiedziach to nie uchodzi, przynajmniej w moim odczuciu.

    Możesz nie rozumieć sensu tych komentarzy, bo nie każdemu jest to dane, ale to nie powód do tego by dawać aż taki upust swojej frustracji. Prościej jest grzecznie zapytać, o co chodzi, a wtedy jest szansa, że dowiesz się i może zrozumiesz.

    Jeśli zaś jesteś w pełni usatysfakcjonowany sposobem podania postów o zmienności i ryzyku, to jest OK, ale nie odmawiaj innym prawa do posiadania odmiennego zdania. Nie lekceważ i nie próbuj ośmieszać, szczególnie gdy nie rozumiesz i nie wiesz, czego nie wiesz.

  10. lesserwisser

    @ Alicja

    Dzięki za pozytywny odzew. Już zerknałem.

  11. copy

    Leser. Masz racje co do jednego. Poniosło mnie. Niepotrzebnie. Ale człowieku, problem nie w tym, ze odmawiam ci jakichkolwiek praw. Miej sobie prawa do czego tylko chcesz. Problem w tym, ze ty nie masz odmiennego zdania, tylko piszesz nie na temat, jakbys chcial za wszelka cene napisac cokolwiek. Moja frustracja stad sie wziela. Nie chce ciagnac dalej tego tematu. Nie musisz na ten wpis odpowiadac, ale oczywiscie mozesz. Masz takie prawo:)

  12. lesserwisser

    @ copy

    Jeśli nawet nie chcem to muszem, Ci odpowiedzieć, gdyż napisałeś rzecz obrazoburczą, co mnie troszkę ubodło:

    “Problem w tym, ze ty nie masz odmiennego zdania, tylko piszesz nie na temat, jakbyś chciał za wszelka cenę napisać cokolwiek.”

    Problem w tym, że ja akurat:

    – mam odmienne zdanie w tej kwestii oraz argumenty na jego poparcie

    – czy piszę nie na temat to dyskusyjne, chwilowo zwracam jedynie
    uwagę na pewne aspekty, które uważam za istotne,

    – absolutnie nie chcę “za wszelka cenę napisać cokolwiek”, chcę
    jedynie wywołać w miarę merytoryczną dyskusję, i zawsze staram
    się obszernie uzasadniać swoje stanowisko.

    To co mogę i chcę napisać, ma swoją cenę, i to niemałą, i za frico nie
    będę się dzielił tym z “konkurencją”, choć zazwyczaj staram się w dyskusjach uchylić rąbka tajemnicy i zwrócić uwagę na kwestie pominięte, niedostrzegane lub niedoceniane.

    Dla dobra sprawy ustosunkuje się jednak en bloc do wszystkich czterech wpisów o ryzyku i zmienności, popełniając więcej niż słówek kilka. Po to by, jak napisałem we wcześniejszym komentarzu, nie powodować potencjalnie niebezpiecznego zamętu w umysłach i psychice czytających no i praktykujących. Temat nie jest bowiem ani jednoznaczny, ani łatwy, ani też klarowny, ale za to o bardzo dużej doniosłości praktycznej.

    Jeśli po przeczytaniu tego zarysu tematu risk/return etc (oczywiście z zachowaniem copyright) będziesz przekonany, że ma to sens i będziesz chciał to może udzielę ci dodatkowych szkoleń. Masz takie prawo :).

    A jak uznasz, że jest to do niczego, to potraktuję to jako czytelny sygnał i zachętę do pogłębiania wiedzy i dalszej pracy nad sobą. 🙂

    Tak czy siak będą z tego jakieś pozytywy.

  13. copy

    Z wielka checia poczytam jak sie ustosunkowujesz en bloc 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *