Wirtualny test polskiego krachu

Ponieważ era robotów na GPW nadchodzi całkiem sporymi krokami więc zasadne wydaje się pytanie o to czy za nią podąży era mini krachów?

Porównywanie naszego parkietu z amerykańskimi giełdami (coś w liczbie około 40) w zakresie warunków realizacji i składania zleceń będzie nieadekwatne ale ponieważ i u nas zdarzały się jednodniowe masakry kursowe więc o bezpieczeństwie obrotu i potencjalnych wpadkach komputerów jak najbardziej możemy podyskutować.

Polska to ponoć taki kraj, w którym nawet kryzysu porządnego nie udaje wywołać. A może udałby się chociaż krach giełdowy w wersji mini?

Teoretycznie nie ma szans by zdarzyła się panika o takiej skali jak 6 maja w USA, choć podobne spadki nie są wcale wykluczone. Używam słowa teoretycznie biorąc pod uwagę wieloetapowe zabezpieczenia w systemie obrotu, nie chcę natomiast spekulować na temat celowych działań dywersyjnych człowieka czy problemów z komputerami. Afera „100 sekund” z 4 lutego 2004 roku nie skończyła się jeszcze wyrokiem ale wielu inwestorów, z niżej podpisanym włącznie, nie wierzy, że były tam tylko przypadkowe i niewinne działania oskarżonych, których „nieostrożne” zlecenia doprowadziły do dwukrotnego, zmasowanego ciągu transakcji na kontraktach indeksowych FW20, generujących straty w portfelach setek inwestorów.

Spróbujmy zrobić wirtualny test podobnego przypadku jak 6 maja w USA, gdzie zmasowane transakcje sprzedaży 75 000 kontraktów terminowych na indeks w przeciągu 20 minut spowodowały obsunięcie indeksu S&P 500 o niemal 10%.

Na dzień dzisiejszy, jeśli do systemu BOSSA (i prawdopodobnie reszty brokerów również) wejdzie pomyłkowe zlecenie na futures FW20, złożone bezpośrednio przez inwestora (fat finger error- błąd grubego palca) lub automatycznie zostanie wygenerowane przez jego algorytm, włączają się następujące zabezpieczenia:

Maksymalny limit najbardziej popularnych kontraktów terminowych na FW20 wynosi 500 sztuk w jednym zleceniu (wymogi GPW). Żeby taka paczka przeszła najpierw przez system BOSSA musi być zabezpieczenie finansowe pod depozyt na rachunku klienta. Zlecenia składane na kontrakty i akcje z limitem znacznie odbiegającym od ceny rynkowej albo opiewające na zbyt duże ilości podlegają bądź od razu odrzuceniu bądź weryfikacji, BOSSA zawsze wie od jakiego Klienta pochodzi dane zlecenie.

Zanim podejrzane zlecenia trafiłyby do WARSETU, w biurze maklerskim muszą przejść dodatkowy mur w postaci maklera nadzorującego, który jak sama nazwa wskazuje pełni rolę oficera nadzorującego prawidłowość zleceń, przechodzących przez system biura.

Załóżmy więc, że inwestor się nie myli w ilości ale składa zlecenia seryjne w paczkach po 500 sztuk, mając na nie depozyt (mniej więcej tak wyglądało to feralnego 6 maja na giełdzie derywatów CME w Chicago) i wlatują one prawidłowo do obrotu na GPW – nowe zasady przyjęte po lekcji z 4 lutego ograniczają maksymalny zakres ruchu kursów wszystkich notowanych instrumentów w dwojaki sposób:

1. Przez widełki dynamiczne

Jeśli kurs kontraktów odchyla się o +/- 30 punktów od ceny ostatniej transakcji – notowania są zawieszane i następuje faza równoważenia rynku

2. Przez widełki statyczne

Jeśli kurs odchyla się o +/- 5% od ceny otwarcia lub dziennego kursu rozliczeniowego – również giełda zamraża notowania i równoważy zlecenia

Więcej o tym: http://www.gpw.pl/zrodla/gpw/pdf/widelki_opis.pdf

W tym układzie jedno lub więcej zleceń bez wystarczającej płynności po drugiej stronie notowań nie ma prawa wstrząsnąć rynkiem o 10% jak w Chicago ponieważ najpierw włączą się limity w postaci obu rodzajów widełek, a notowania zostaną odwieszone dopiero po przywróceniu płynności rynku. GPW może doraźnie zmienić w krytycznej sytuacji szerokość owych widełek a więc kursy mogą potem spadać w sumie dużo dalej poza owe 5%. Zakładając, że nie ma błędów po stronie informatyki a całość trwa tyle samo czasu co 6 maja, czyli jakieś 20-30 minut, niewykluczone, że podobnej wielkości spadki mogą więc dosięgnąć GPW. Pojawią się jednak, dużo wcześniej niż tam, przerwy w obrocie, które mogą pomóc w ocenie sytuacji, uspokojeniu nastrojów lub ewentualnym wykryciu błędów i odzyskaniu płynności.

Pytanie czy wszystkie inne instrumenty powiązane z indeksem również runęłyby w przepaść? Chodzi szczególnie o akcje, których ceny spadły wówczas w wielu przypadkach w USA do niemal zerowej wartości.

Otóż podobne ograniczenia jak wyżej tylko w nieco innych wymiarach wartościowych obowiązują również rynek kasowy. W BOSSA limit jednego zlecenia na spółkę opiewa na 500 000 PLN, powyżej tej wartości zlecenie najpierw poddaje się weryfikacji. Jeśli sprzedaż idzie całym koszykiem spółek z WIG20, również obowiązuje limit zlecenia na każdą spółkę jak wyżej. Różni nas z USA automatyzm zleceń i trading algorytmowy– tam spadek indeksu natychmiast, w ciągu sekund, uruchomił masową sprzedaż, arbitraż i wszelkie między rynkowe oraz mechaniczne strategie. Oraz tysiące stopów zabezpieczających. Z całą pewnością skala wysadzania stopów oraz sprzedaży byłaby u nas dużo skromniejsza.

Pytanie – czy taki mini krach powstałby podczas spokojnej sesji na reszcie światowych rynków? Pewnie tak, jeśli w kraju doszłoby do jakichś wydarzeń o wyjątkowej skali, mogącej dotknąć gospodarkę. Ale nie wykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne, że nawet przy braku takich wydarzeń inwestorzy zadziałaliby stadnie, na zasadzie prewencji. Dlaczego? Zwykła psychologia. Gdyby akcja na kontraktach trwała kilka minut – mielibyśmy konsternację, odpalenie stopów, szukanie newsów, gorączkowe obmyślanie decyzji a potem powrót do normalności. Ale co działoby się gdyby masowe zlecenia po 500 sztuk waliłyby w parkiet non stop przez 20 minut ? Obstawiam, że wielu inwestorów nie znając przyczyn i nie widząc newsów, doszłoby do wniosku, że ktoś ważny jest bardzo dobrze poinformowany i że za chwilę na rynek wypłynie ważny news… Każdy z czytelników niech odpowie sobie na pytanie jak zareagowałby w tej sytuacji ?

To tylko moje hipotezy ale pamiętajmy o nich w przyszłości gdyby rynek dostał spazmów bez widocznych przyczyn 🙂 Poza tym – zlecenia PKC nie zawsze są racjonalnym rozwiązaniem, przekonało się o tym wielu inwestorów zarówno 4 lutego 2004 roku jak i 6 maja 2010…

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 Komentarz

  1. exnergy

    No tak, widełki też działają na nerwy traderów. Jak by nie patrzeć każdy większy ruch polega na ucieczce i gonieniu. Gra się tak jak pozwala przeciwnik. Strategia ruchomego cienia zawsze w pamięci.
    Tylko czy my się w takich sytuacjach nie odrywamy od nawet ułudy, że handel na tym specyficznym rynku ma coś w sobie więcej niż jakaś gra?
    Ktoś kto znajdzie metodykę utrzymania rynku w ryzach powinien dostać kolejną nagrode nobla w ekonomii za “odhazardowanie miejsca gdzie wycenia się przyszłość na bazie przeszłości, marzeń i emocji…”
    Jak dla mnie rynek okazuje swoje zdrowie, gdy mimo swoich technicznych ruchów pokazuje jakieś fundamenty leżące niczym kamień węgielny nawet u podstaw ruchów w skali intraday.
    Dzięki temu rynek futures, equities itp to nie kasyno… pomijając inne już sprawy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *