„Niebezpieczne idee to takie, które zakładają stosowanie w praktyce zdrowego rozsądku” Akutagawa Ryonosuke

„Być czy mieć” – znany problem filozoficzny nabiera nowego wymiaru w świecie współczesnych finansów. Gdy konfrontacja między być a mieć, może oznaczać konflikt między własnym samopoczuciem, bezpieczeństwem finansowym, a bycie w zgodzie z prawem. Twardym, choć niekoniecznie jasnym i przejrzystym, a przede wszystkim zrozumiałym dla młodego człowieka.

Wyobraźcie sobie Państwo następującą sytuację. Pracujecie w firmie, której posiadacie akcje. Na tyle dużo, że przy aktualnych cenach ma to znaczenie dla waszych przyszłych planów finansowych. Może też traktowaliście tę inwestycję jako zabezpieczenie na przyszłość. Któregoś dnia przechodzicie obok gabinetu prezesa i słyszycie, że firma ma kłopoty „księgowa zniknęła z asystentem Kowalskim i 15 milionami euro…”.

Co robicie z posiadanymi przez Was akcjami?

Myślę, że ten przykład mógłby być wykorzystany na lekcjach filozofii w szkołach. Tymczasem tym bardzo poważnym problemem etyczno-prawnym zajęła się KNF na stronach swojego serwisu internetowego skierowanego do młodzieży ”manymany”.

Pozwolę sobie zacytować całość materiału:

Cichosza, czyli trochę o insider trading

Przechodziłam obok gabinetu prezesa, gdy usłyszałam jego głos: „Mamy kłopoty, księgowa zniknęła z asystentem Kowalskim i 15 milionami euro…”.

Pospiesznie wyszłam z budynku, zadzwoniłam do mojego maklera i kazałam mu sprzedać wszystkie akcje firmy. I właśnie w tym momencie… popełniłam klasyczne przestępstwo wykorzystania informacji poufnej.

Tego typu informacje (niekoniecznie o tarapatach danej spółki, również i te o korzystnych kontraktach, które są finalizowane, itp.) dopóki nie zostaną upublicznione, czyli podane do informacji – stanowią tajemnicę, której wykorzystanie przez inwestora zagrożone jest dotkliwymi karami. W polskim prawie, gdy ktoś lepiej poinformowany kupuje akcje przed ogłoszeniem przez spółkę korzystnej informacji, narusza równość szans i grozi mu grzywna do 5 milionów złotych kara pozbawienia wolności do 5 lat. W przypadku „niespodziewanych” ruchów (gwałtownego kupna lub sprzedaży danych instrumentów) przed podaniem istotnej wiadomości postępowanie sprawdzające może podjąć Komisja Nadzoru Finansowego. W uzasadnionych przypadkach kieruje następnie zawiadomienie do organów ścigania. Lepiej więc zasłyszane informacje zostawić dla siebie (nawet, jeśli asystent Kowalski był całkiem atrakcyjny) i czekać na raport spółki…”

Link źródłowy: http://www.manymany.info/articles/show/id/150,cichosza-czyli-troche-o-insider-trading1

Ogromnie się cieszę, że Urząd Komisji kontynuuję tradycję dyskusji o ważnych problemach filozoficznych. Nie jestem tylko pewien, czy ów przykład jest najfortunniej dobrany, jeśli chodzi o wyjaśnianie idei przestępstwa, jakim jest wykorzystywanie poufnych informacji. Myślę, że są znacznie bardziej oczywiste i nie wywołujące w potencjalnym uczestniku takiej sytuacji ogromnego konfliktu i dysonansu.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

17 Komentarzy

  1. bernatowicz.blox.pl

    Czemu jest to problem filozoficzny i ma wywoływać w czytelniku konflikt i dysonans? W moim odczuciu to bardzo jasny (wręcz jakby wyjęty z CFA curriculum albo wykładu z etyki biznesu) przykład wykorzystania poufnej informacji. Naprawdę nie jestem w stanie zobaczyć tu żadnych odcieni szarości – czy ktokolwiek z czytających tego bloga naprawdę ma wątpliwości co do uczciwości wykorzystania infromacji w takiej sytuacji?
    Co więcej jest to przykład dobrze dobrany bo trafiający w sytuację z którą młody człowiek może się potencjalnie zetknąć (np. tata w związkach zawodowych, mama sekretarka prezesa itp.). I pokazuje, że problem insider trading nie dotyczy tylko osób zawodowo zajmujących się finansami, ale może stać się udziałem każdego inwestora.

  2. gzalewski (Post autora)

    po pierwsze wydaje mi się, że każdy czytający na końcu przykładu zada sobie pytanie, a co z moimi pieniędzmi. I tu jest konflikt ratowanie własnych pieniędzy kontra przestrzeganie prawa.
    po drugie w jaki sposób UDOWODNIĆ, że doszło do wykorzystania TAKIEJ informacji.
    Po trzecie idźmy dalej. Mamy robotnika pracującego przy taśmie. No i powiedzmy, że on ma świadomość, że “skwasił” jakiś element w produkowanym towarze. Ale, że wyjdzie to dopiero za jakiś czas jak zaczną pojawiać się reklamacje. Sprzedaje posiadane akcje. Oczywiśćie jest to naganne (ale bardziej, ze nie poinformował o wadzie), ale w jaki sposób to udowodnić?
    Po czwarte jestem w stanei wyobrazić sobie dziesiątki sytuacji, w których pracownicy na podstawie własnej oceny “ze nie najlepiej w firmie się dzieje” i wykorzystuja taka informacje do sprzedania akcji. Albo kupna, jesli uwazaja ze firma niezle sie rozwija. I co?To też jest wykorzystanie informacji? I na siłe próba udowodnienia, że jakiś tam spadek to efekt tego, że w danym momencie pracownik uznał, że nowy produkt nie sprzeda się tak bardzo?
    A ponieważ działa to w dwie strony to chyba powinniśmy ścigać wszystkich, którzy właśnie kupują akcje społki, bo widzą jak fajnie firma się rozwija.

  3. gzalewski (Post autora)

    PS. Etyka to część filozofii. Ta zaś z kolei była troche wcześniej niż CFA. Generalnie przydaje się dość często, choć ludzie słysząc o filozofii pozwalają sobie na pobłażliwy uśmieszek 🙂

  4. bernatowicz.blox.pl

    W moim rozumieniu problem filozoficzny to taki na który nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
    “po pierwsze..”: to jest konflikt własny interes kontra uczciwość. Nie jest to więc problem filozoficzny tak jak problemem filozoficznym nie jest pytanie: “Czy można ukraść milion żeby wybudować nowy dom” (przynajmniej nie w systemie wartości cywilizacji judeochrześcijańskiej).
    “po drugie…” i “po trzecie…”: kwestia dowodu nie ma związku z “filozoficznością” problemu. Pytanie czy to uczciwe ukraść jak nikt nie widzi albo czy można faulować jak sędzia nie widzi jest dość oczywiste.
    po czwarte: zgadzam się, że to faktycznie zaczyna być ciekawy problem bo stosowanie rygorystycznych zasad etycznych (wolno mi wykorzystywać tylko informację publiczną) w zasadzie uniemożliwiałoby pracownikom inwestycję w akcje własnej spółki (bo zawsze wiedzą więcej). Proszę jednak zauważyć jak daleko jesteśmy od przykładu KNF:
    -efekt jest niepewny: to, że “źle się dzieje” to długoterminowy trend, może być już częściowo zdyskontowany przez rynek, widoczny w publicznych infromacjach ze spółki, jakże to różna sytuacja od nagłej informacji, która będzie stanowiła szok dla kursu akcji.
    -krąg poinformowanych osób jest większy (bo to samo mogą wiedzieć wszyscy pracownicy, ich rodziny itd), jakże odmienna to sytuacja od informacji dostępnej wyłącznie kilku osobom.
    Ze względu na niepewność efektu zaklasyfikowałbym tę sytuację jako nieistotną informację niepubliczną (bo wcale nie jest powiedziane, że opinia pracownika na temat sytuacji firmy jest słuszna). Ale zgadzam się, że jest to problem etyczny bo zapewne pracownik posiada większe prawdopodobieństwo sukcesu niż osoba o tych samych zdolnościach posługująca się tylko informacją publiczną.

    Nie podejrzewałem, że zostanę takim obrońcą KNF… Chociaż to trochę mimo woli bo celem tego przydługiego wywodu była obrona pojęcia “pytanie filozoficzne”. Niby to tylko słowa ale jak pisał Wittgenstein “Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”. Tak więc uważam, że pytanie “czy należy być uczciwym?” nie jest pytaniem filozoficznym,nie powinno wywoływać konfliktu tudzież dysonansu i utrudniać zrozumienia idei insider trading.
    Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że odpowiedź na nie jest starsza niż filozofia (A zatem z relacji przechodniości implikacji również starsza niż CFA! 🙂 )

  5. lesserwisser

    @ bernatowicz.blox.pl

    Czy ktokolwiek z czytających tego bloga naprawdę ma wątpliwości co do uczciwości wykorzystania informacji w takiej sytuacji?

    Ja mam, i kilka osób które z ciekawości spytałem o to też ( a to przyzwoici ludzie). Patrzyli na mnie jak na nawiedzonego, a jeden z komentarzy był taki -“Ktoś próbuje być świętszy od papieża”.

    Nie znaczy to wcale, że ludzie ci pochwalali takie zachowania ale podchodzili do podanej sytuacji pragmatycznie

    Generalna reakcja była taka – przecież to normalny ludzki odruch, dane prawo nie może być tak skonstruowane, że działa przeciw ludzkiej naturze, więc, jako takie, nigdy nie wygra – nie wypleni takich zachowań. Choćby nie wiem jak surowe by było i ilu “policjantów” śledziło podobne wykroczenia.

    Przy tak pryncypialnym podejściu, każde zachowanie może potencjalnie podpaść pod paragraf przy szerokiej interpretacji. W takiej sytuacji,
    niemal wszyscy będą przestępcami a norma zachowań stanie się występkiem. Wtedy trzeba zmienić nietrafione prawo bo ludzi się nie zmieni, chyba że zaczniemy nazywać ich uczciwymi inaczej i/lub odwrócimy znaczenie słów uczciwy/nieuczciwy, gdyż dotychczasowy podział stanie się nieaktualny.

    Dlatego też podzielam opinie GZ, że przykład naruszenia prawa jest dobrany niezbyt trafnie, a efekt tego może być odwrotny od oczekiwanego. Zamiast refleksji i powstrzymania będziemy mieli wzruszenie ramion i uśmieszek politowania.Myślę, że nie tędy droga.

    Nie starajmy się łapać kijanek, za drobne grzeszki, tylko grube ryby, za grube numery.

    Załączam ciekawą i rozsądną wypowiedź w temacie znanego czartysty -Daryla Guppy- “Do draconian measures prevent insider trading?”
    Wiele poruszonych tu aspektów zasługuje na dyskusję.

    http://www.chinadaily.com.cn/cndy/2010-04/06/content_9687952.htm

  6. gzalewski (Post autora)

    tylko, ze to nie jest pytanie “czy należy być uczciwym”, ale raczej “czy w takich a nie innych warunkach istotniejsze jest dobro publiczne, czy moje wlasne”*

    “problem filozoficzny to taki na który nie ma jednoznacznej odpowiedzi.”
    🙂 Chyba jednak nie.

    * Polecam
    http://moral.wjh.harvard.edu/

  7. astanczak

    > “Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”

    Zawsze – z niewiadomych dla mnie przyczyn – ludzie wyjątkowo łatwo banalizują to zdanie Wittgensteina, które nie odnosi się do potocznego doświadczenia. Podejrzewam, że cytat jest cytatem z internetu a nie bezpośrednio z Traktatu… bo tam to zdanie brzmi – “Granice mego języka oznaczają granice mego świata” – sens ten sam, ale źródło inne.

    Niestety w dobie wikipedii nikt nie cytuje końca całego wywodu 5.6, który kończy się w 5.641 zdaniem “Ja filozoficzne to nie jest ani człowiek, ani ludzkie ciało, ani ludzka dusza, którą zajmuje się psychologia…”

  8. gzalewski (Post autora)

    Ponieważ to niesłychanie inspirujący problem pozwolę sobie na stworzenie dość skrajnego i wyrazistego przykładu.

    Jesteś pracownikiem Lehman Brothers. Za 2 lata odchodzisz na emeryture, przeważająca część Twoich oszczdności na dobrowolnym koncie 401 (czyli takie nasze IKE), to akcje Lehman Brothers. Przechodzisz obok pokoju prezesa (wiem, wiem pewnie prezes ma dzwieksozczelny) i słyszysz, że właśnie trwa burzliwa debata “co zrobić z tym fantem, o którym wszyscy zaraz się dowiedzą”.
    Co robisz?
    Czekasz na podanie informacji do publicznej wiadomości?
    Czy sprzedajesz posiadany pakiet akcji?

  9. gzalewski (Post autora)

    Przy okazji chciałem coś tam podlinkować, i prosze całkiem świeżo wydana rzecz:
    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/F/FE/wam_2009_10paradoksow_00.html

  10. lesserwisser

    Wyobraźcie sobie Państwo następującą sytuację. Pracujecie w firmie, której posiadacie akcje. Na tyle dużo itd….

    Któregoś dnia przechodzicie obok gabinetu prezesa i słyszycie, że firma ma kłopoty „księgowa zniknęła z asystentem Kowalskim i 15 milionami euro…”.

    Wiadomo co robicie z posiadanymi przez Was akcjami ?

    Następnego dnia okazuje się, że była to plotka bez pokrycia, rozpuszona przez pracownicę kadr, zakochaną bez pamięci w asystencie Kowalskim, i zasdrosną o tę wydrę z ksiegowości.

    Bogu ducha winnej “parze” zepsuła się po prostu samochód i to tak niefortunnie, że utknęli w dziurze gdzie ich komórki nie miały akurat zasiegu. O i tyle.

    Załóżmy, że pracownik zachował się nie po harcersku i sprzedał akcje, a notowania spadły.

    Do kogo powinien miec pretensje?

    1. do siebie
    2. do zazdrosnej kadrowej
    3. do nierożważnego dyrektora, który gada przy niedomknietych
    drzwiach
    4. do giełdy lub inwestorów
    5. do producenta samochodu
    6. do operatora telefonii komorkowej
    7. o ca lego świata
    8. do nikogo

    Czy to los go ukarał, za jego niecny czyn, czy też był to jedynie nieszcześliwy zbieg okoliczności ?

    Czy mając pełną swiadomość podłoża jego czynu, kwalifikuje się on to postępowania karnego z insidingu czy też jedynie potępienia ze 0względów moralno-etycznych ?

    „Niebezpieczne idee to takie, które zakładają niestosowanie w praktyce zdrowego rozsądku” –

  11. astanczak

    Nie znam motywacji KNF-u – dlaczego taki przykład – ale myślę, że w świecie, gdzie giełda jest synonimem przekrętów może powstać wrażenie legalności pewnych działań. Na rynku pojawiają się nowi ludzie i mogą myśleć, że poufna informacja jest tylko okazją inwestycyjną a nie również okazją do kolizji z prawem. W tym sensie każdy przykład jest krokiem w dobrą stronę.

    Nie zmienia to jednak faktu, że logika spekulanta giełdowego będzie zmuszała go do poszukania okazji do zarobku na czymś takim w myśl zasady – zdaje się Sperandeo – “jak rynek rzuca ci walizkę pieniędzy pod nogi, to ją podnieś”.

    Powiedzmy też szczerze, że człowiek z pewnym doświadczeniem na rynku zarobi na takiej informacji, bo będzie wiedział, jakimi narzędziami dysponuje komisja – człowiek bez doświadczenia prawdopodobnie zrobi to tak, że podpadnie nadzorowi.

    Ciekawostką jest to, że w Polsce nie mówi się zupełnie o czymś innym, co z racji dużych podmiotów ma pewne znaczenie – o front runningu (w klasycznym sensie a nie w tym, który teraz wywołuje dyskusje w związku z rozrostem HFT i walką o milisekundy przewagi).

  12. lesserwisser

    @ lesserwisser # 10

    W moim wpisie nr 10 – przedostatni akapit powinien byc uzupełniony na końcu o – “w sytuacji gdy uda mu się przypadkowo zarobić, bo ceny akurat wzrosną?”

    Podaje dodatkowo całośc dla wygody czytajacych.

    Czy mając pełną swiadomość podłoża jego czynu, kwalifikuje się on to postępowania karnego z insidingu czy też jedynie potępienia ze 0względów moralno-etycznych, w sytuacji gdy uda mu się przypadkowo zarobić, bo ceny akurat wzrosną ?

    sorry

  13. bernatowicz.blox.pl

    @lesserwisser: mnie chodzi o uczciwość, nie o prawo. A jak wiadomo można postępować nieuczciwie zgodnie z prawem. Nie chcę wprowadzać totalnej inwigilacji aby tropić pana Zdzisia, który usłyszał coś wczoraj pracując na taśmie i kupił akcje za 10k. Uważam tylko, że to nieuczciwe.
    @astanczak: cytat bezpośrednio z traktatu byłby po niemiecku :). Ale rzeczywiście wykazałem dezynwolturę ponieważ cytowałem z niczego (czyli z głowy). Natomiast jak widzę w wikipedii są obie wersje (druga w przypisie). A tak przy okazji: w książkowym przekładzie jest ostatecznie “oznaczają” czy “wyznaczają”?
    Jeżeli chodzi o banalizację to przyjmuję że masz rację bo nie czuję się ani kompetentny do podjęcia dyskusji, ani na siłach do czytania traktatu ponownie.
    @gzalewski – nie sprawdzono mnie nigdy w takich okolicznościach (i mam nadzieję, że tak pozostanie) więc nie wiem jakbym się zachował w przypadku, który podałeś. Ale nie mam wątpliwości jak powinienem postąpić (poczekać).
    Dla mnie to jest etycznie dość oczywiste: przecież przez moje postępowanie ktoś straci pieniądze bo posiadam nieuczciwą przewagę. To tak samo jakbym grał na pieniądze znaczonymi kartami, to że na giełdzie ofiara jest anonimowa nie zmienia istoty problemu.

  14. gzalewski (Post autora)


    nie wiem jakbym się zachował w przypadku, który podałeś. Ale nie mam wątpliwości jak powinienem postąpić (poczekać).

    Bardzo mi przykro. Nie dowierzam. CO to znaczy, wiem jak powinienem. Wcale nie jestem pewien, czy w takiej sytuacji i wielu innych, tak właśnie wyglądać powinno “powinienem”.


    Dla mnie to jest etycznie dość oczywiste: przecież przez moje postępowanie ktoś straci pieniądze bo posiadam nieuczciwą przewagę. To tak samo jakbym grał na pieniądze znaczonymi kartami, to że na giełdzie ofiara jest anonimowa nie zmienia istoty problemu.

    A dla mnie nie jest. Stąd właśnie problem filozoficzny i dobry przykład moralnego paradoksu

    Swoją drogą, uważasz tę sprawę też za oczywistą:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7908566,Czy_lekarz_powinien_sie_wlamac__zeby_ratowac_czlowieka_.html?skad=rss

    wbrew pozorom BARDZO podobny problem

  15. astanczak

    z książki – dyskusyjność tłumaczenia wraca dość często, ale znacznie rzadziej niż problem ograniczania Wittgensteina do świata życia codziennego.

  16. gzalewski (Post autora)

    gdbyście potrzebowali źródła:
    http://books.google.com/books?id=BraohBA1avIC&pg=PA118#v=onepage&q&f=false (ostatnia linijka s. 118)

  17. gzalewski (Post autora)

    “bedeuten
    Słownik niemiecko – polski
    (heißen) znaczyć, oznaczać
    (hindeuten auf Kommendes) wróżyć, zapowiadać
    (andeuten) da(wa)ć do zrozumienia
    (wichtig sein) mieć znaczenie”
    Czyli mamy troche gry językowej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *