Zebrałem jeszcze kilka ciekawostek i użytecznych informacji, nawiązujących do krachu giełdowego z 6 maja w USA.

Nie tylko dlatego, żeby zaspokoić odwieczną ludzką ciekawość i potrzebę dociekania przyczyn istotnych wydarzeń ale również by zrozumieć zmieniającą się pod wpływem nowych technologii motorykę rynku giełdowego i walutowego. Poszukuję, weryfikuję w kilku źródłach, rozmawiam ze znajomymi traderami. Mam nadzieję, że te przekazywane na naszych blogach informacje sięgają rzetelnie do głębi.

Ten dzień, 6 maja, póki co okazał się krachem elektroniki oraz ludzkich zdolności (nie)przewidywania i (nie)kontrolowania a nie krachem samego rynku giełdowego. Co nie znaczy oczywiście, że nie może być zaczątkiem drugiego dna ostatniego kryzysu, ocenimy to za jakiś czas.

Wiemy już, że lont podpalono na kontraktach terminowych E-mini na S&P 500 (czyli mniejszej wersji futures na ten indeks). CME Group, konglomerat dawnych giełd derywatów CBOT, CME i NYMEX wydał właśnie mała broszurkę, która w zamierzeniu ma pokazać jak zabezpieczone są giełdy derywatów i jak akcja na wspomnianych E-mini rozlała się tsunami po wszystkich giełdach i platformach inwestycyjnych. Nie tłumaczy ona jednak jak doszło do podpalenia owego lontu. Robią to natomiast branżowe media w USA, raportujące przesłuchania szefów giełd przed komisjami nadzoru

Otóż sprzedaży ogromnej porcji kontraktów pomiędzy godzinami 14:32 a 14:51 tamtejszego czasu dokonał jeden z graczy, a jego zlecenia stanowiły 9% obrotu tego dnia. Kontrakty E-mini to potęga ponieważ stanowią 80% obrotu i otwartych pozycji futures indeksowych na elektronicznej giełdzie CME Globex. Sprzedawał przez całą drogę w dół a także wówczas gdy rynek wracał już w górę. No może nie sam człowiek ale komputer w imieniu inwestora, który zwykle robił to już w takich ilościach i głownie dla celów zabezpieczenia innych pozycji (hedging).

W godzinach 14:42 – 14:45 pozostali inwestorzy zamarli z wrażenia i zlecenia przestały się pojawiać. Chwilę później włączył się mechanizm zatrzymujący handel na 5 sekund (tzw. lock) co spowodowało zatrzymanie kursu na dnie i zmianę kierunku na północny. Nie znaleziono żadnych błędnych zleceń, transakcje rozliczono bez problemów z depozytami. Tyle, że mleko rozlało się już na cały kraj.

Kontrakty terminowe uważa się za przewodnika stada jako bardziej elastyczny instrument niż rynek kasowy (akcje i indeksy), który częściej naśladuje derywaty niż odwrotnie. Wspomniana broszura z CME pokazuje jak perfekcyjnie za E-minis udał się w drogę na południe jeden z ETFów – ten na akcje z indeksu S&P500 tzw. Spider (od skrótu SPDR). W tym momencie ruszyły również i akcje, wchodzące w skład indeksu oraz cała reszta rynku. Ciąg dalszy już znamy – ponieważ na NYSE włączyły się hamulce, zlecenia automatycznie przekierowano na inne, mniej płynne giełdy gdzie tych ograniczeń nie było i rynek na kilka minut zawalił się w otchłań.

Co ciekawe relatywnie najbardziej ucierpiał tego dnia segment ETFów (i bliźniaczych ETNów) – wycena wielu z nich spadła niemal do zera, choć wiele transakcji zostało później anulowanych. ETFy to ulubione instrumenty automatycznych systemów transakcyjnych. Natomiast po raz kolejny podkreśla się rolę algorytmów, grających po obu stronach rynku akcji w tysiącach transakcji każdego dnia – to ich wycofanie tak spłyciło rynek. Czy komuś się to podoba czy nie– algorytmy stały się nieodzownym elementem tego krajobrazu.

I dla kronikarskiej ścisłości – spadek indeksu Dow Jones o niemal 1000 pkt w ciągu sesji (intraday) miał miejsce tylko na NYSE. Jeśli policzyć rzeczywiste ceny, do których doszły na innych giełdach papiery wchodzące w jego skład, to prawdziwy zasięg spadku wyniósł ok. 1250 pkt.

I na koniec, z okazji weekendu, lekko spiskowa teoria, choć dotycząca rzeczywistych faktów z tamtego dnia. Kilkanaście minut przed krachem fundusz Universa nabył 50 000 opcji typu put na S&P500 (zarabiają gdy rynek spada) za 7,5 mln USD, z ceną wykonania 800 w czerwcu 2010. Gdyby na tym poziomie indeks skończył za miesiąc, zysk wyniósłby ok. 1 mld USD. Kto stoi za owym funduszem? Nie kto inny jak Nassim „Black Swan” Taleb. Nie będę rozwijał tej zbieżności bo czytelnicy jego książek wiedzą pewnie w czym rzecz. Media łączą krach i Taleba, ja uważam, że to teoria na wyrost. On latami potrafi polować na takie okazje, tracąc po drodze pieniądze a świat nauczył się traktować jego transakcje z pobłażliwością i uśmiechem.

Wielu inwestorów poniosło straty i wycofuje się z giełdy, stawiając znak równości między nią i kasynem. Giełda, nie da się ukryć, to jest ryzyko, każdego rodzaju. Jeśli nie było przestępstwa to trzeba przygotować się na to, że profesjonaliści, zarządzający giełdami, nawet w zbiorowości, potrafią się mylić co do przyszłości i co do stanu coraz bardziej skomplikowanych struktur. Na szczęście kiedyś przyjdzie nam z pomocą wielokrotnie Terminator 🙂

___kAt___

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 Komentarzy

  1. exnergy

    “Wielu inwestorów poniosło straty i wycofuje się z giełdy, stawiając znak równości między nią i kasynem.”

    Wielu jest na tyle niedouczonych, że nie wiedzą, iż kasyno tworzy ryzyko, a rynki finansowe jedynie transferują ryzyko, ktore już egzystuje. Oczywiscie mozna tak zrobic, zeby i na gieldach tworzyc ryzyko, z tym, ze nie ma ten proces charakter stalego, lecz pojawia sie “na zyczenie” nieuwaznego, lub z premedytacji jakiegoś GS itp.

  2. Alkor

    “lekko spiskowa teoria, choć dotycząca rzeczywistych faktów z tamtego dnia”

    a to są jeszcze jakieś fakty nierzeczywiste? 🙂

  3. exnergy

    Skoro już się czepiamy szczegółów – Alkor znalazłeś wreszcie jakiegoś oferenta co ci system zaprogramował?

  4. copy

    chciałbym wrócic do AT.
    M.Wierzbicki napisal na swpojej stronie ze “można podejrzewać, że zmiany cen składają się z kilku (według mnie trzech) procesów o różnych charakterach. Bardzo prawdopodobne, że przynajmniej jeden z nich jest stacjonarny, czyli jego parametry ustalone w przeszłości będą w przyszłości takie same.”
    Czy zgadza sie Pan z tym i jakie według Pana są to procesy?

  5. kathay (Post autora)

    O ten proces najlepiej spytać samego Marka Wierzbickiego – zrobię to przy najbliższej okazji z dużą ciekawością. Sam wolę uznawać niestacjonarność jako dominujący proces a więc pracować w warunkach najmniej sprzyjających, zakładając, że jest strategia je przetrwa to tym bardziej przeżyje w warunkach zbliżonych do stacjonarności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *