Nie strzelajcie do posłańca!

Wpisy Grzegorza Zalewskiego i Tomasza Symonowicza na temat astrologii finansowej i dyskusje pod nimi aż proszą się o komentarz, w którym spojrzy się na spór pomiędzy zwolennikami astrologii finansowej i jej przeciwnikami z nieco innej perspektywy.

Osobiście uważam, że ludzie pojawiający się na rynku stają przed jednym z najtrudniejszych wyzwań, jakie kiedykolwiek pojawiło się przed człowiekiem, jako takim – jest nim pokusa i jej opanowanie przewidywania wydarzeń w przyszłości. W istocie każdy, kto gra na giełdzie i nie szuka swojej szansy w oparciu o strategie czysto matematyczne – jak np.  modelowy arbitraż – staje w sytuacji człowieka, który stara się przewidzieć wydarzenia w jednostkowych przypadkach właściwie nieprzewidywalne. W efekcie pojawiają się momenty, w których bardzo łatwo poddać się różnej szarlatanerii od naiwnej analizy technicznej poczynając na astrologii kończąc.

Spinoza – jeden z największych filozofów XVII wieku – doskonale opisał ten mechanizm zdaniami: gdyby ludzie mogli zarządzać wszystkimi swoimi sprawami z wyrachowaniem niechybnem albo też gdyby szczęście zawsze im sprzyjało, to byliby całkowicie wolni od zabobonu. Ponieważ jednak często wpadają w zakłopotanie, nie umiejąc sobie nijak poradzić, i przeważnie przy swem nieumiarkowanem pożądaniu dóbr losu chwieją się nędznie pomiędzy nadzieją i obawą, więc są najczęściej pochopni do uwierzenia w cośkolwiek. Jak widać,  około 340 lat temu, kiedy nie było jeszcze finansów behawioralnych, siłą rozumu można było zobaczyć coś, co obserwujemy każdego dnia.  Oczywiście było to możliwe, bo jest to doświadczenie uniwersalne.

Postawię tezę, iż każdy, kto zaczynał swoją przygodę z rynkiem i przebijał się przez coraz to nowe metody tracąc i zarabiając pieniądze znalazł się w położeniu, które opisał Spinoza. Nie ma w tej sytuacji powodów do wstydu, gdyż innego startu nie ma. Niezależnie od tego, czy na GPW przychodzi student bankowości czy absolwent studium Feng Shui są w tym samym punkcie – bardzo chcą znaleźć klucz do rzeczywistości i przewidzieć przyszłość na podstawie wydarzeń w przeszłości. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy próba podejmowana jest na bazie analizy fundamentalnej, analizy technicznej czy retrogradacji Jowisza. Każda z tych osób znajduje się w tej samej sytuacji, która sprowadza się do stawiania pytania „co będzie w przyszłości?”.

Historia ludzkości pokazuje, że zawsze w takich momentach pojawiają się szamani, astrologowie, wróżbici, komentatorzy polityczni i wreszcie komentatorzy rynkowi, którzy odpowiadali i odpowiadają na owo zapotrzebowanie, jakie uniwersalnie pojawia się wśród ludzi. Mówiąc inaczej analitycy układów planet i ich… hmmm związków z rynkami nie są obecni w mediach dlatego, że mają do powiedzenia coś o rzeczywistości, ale dlatego, że znajdują się odbiorcy takich treści. Możemy walczyć z ich obecnością, ale nie usuniemy sytuacji, która powoduje, że jest zapotrzebowanie na ich produkcje.

Mówiąc inaczej astrologia finansowa, liczby Fibonacciego, teorie fal Elliotta, naiwna analiza techniczna (inne, które uznajecie Państwo za śmieszne) samą swoją obecnością przypominają, że na rynku jest masa ludzi, którzy poszukują Wskazówki. Część komentatorów idealnie wpisało się w tą niszę rynkową i łącząc to z medialną obecnością dorobiła się statusu rynkowego guru a więc „tego, który prowadzi z ciemności do światła”. Wielu z nich tak utożsamiło się z rolą Nauczyciela, iż przeskakują z wykresu falowego na analizę mikroekonomiczną, by po chwili znaleźć się w roli specjalisty od systemu bankowego w Ameryce Południowej. Ataki na ich wyznawców – a zwłaszcza zagubionych neofitów – mijają się z celem, bo oni nie przychodzą do guru po krytyczną myśl, ale po wskazanie Ścieżki.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

53 Komentarzy

  1. lesserwisser

    @ Lucek

    Ależ ja jeszcze nie wytłumaczyłem co ten Ross(o) chciał powiedzieć, gdy mówił to co mówił, bo to dopiero będzie obszernie w następnym wpisie.

    Postaram się go skrócić, żebyś nie cierpiał katuszy czytając, choć mam nadzieję, że innych te moje przydługawe teksty aż tak nie nudzą.
    Problem jednak w tym, że ze zwięzłością kiepsko mi idzie.

    Ja niewiele widzę podczas tradingu, bo wzrok już nie ten, a poza tym mam techniczne problemy z zamieszczaniem niektórych ilustracji, wykresów itp. Tak więc nie licz na wiele w tym względzie z mojej strony.

    Najwyżej mogę spróbować zamieścić fotkę Joe Rossa, Rene Russo lub Denisa Russosa. ]:)

  2. deli deli

    Dowódzco Adamie, znalazłem zucha, strzela do kuriera. Mistrzu, czy ja dobrze widzę? Swiat patrzy na rynek w Warszawie!

    @ yosh
    Sam sobie na swoje mądre pytania odpowiadaj. Albo czekaj, aż z nieba do gąbki spadnie głupia odpowiedż. Ojciec mi powtarzał: jak nie rozumesz jeszcze raz przeczytaj. Teraz jestem zajęty, “dla mnie ważna jest środa”, piątkowa nowina… Trzymam wartę przy wilgotnym dole, transport sadzonek szparaga już w drodze.
    Jeśli by to było, żeś młody, błądzisz szczerze, nie powiedzieli w szkole – podchodż do mnie śmiało. Oddam mój bilet na arkę Noego, albo dwa żetony na kolejkę górską; jeden na zamknięcie w czwartek, drugi na piątek cały.
    I niechby to był tylko żeton na tramwaj taki co chodził jeszcze wczoraj po Gliwicach, to powtarzał będę, żeś pan wielki, szczęściarz a róg złoty kołysze, ślizga się po skórze…
    Jeśli będą kłopoty z deli deli dam adres do Stasia Wyspiańskiego. Latwo dojdziesz, jego ojciec miał w Krakowie pod Wawelem pracownię.

  3. Yusharnini

    O Polakach tak nie wolno pisac, a o Niemcach tak nlezay pisac. Przeciez dobrze wiemy, kto na kogo napadl w bitwie na Psim Polu.Dobry ten Krajski. Muzykalny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *