Posiadać rację czy kapitał, część 3

Ile racjonalności można doszukać się w instynkcie stadnym różnych grup inwestorów, zaangażowanych w giełdowe operacje?

Dokonanie pomiaru, który określi okresy stadnego działania, nie jest proste choć w naukowej literaturze poradzono sobie z tym za pomocą analizy ilości transakcji generujących obrót (bez uwzględniania ich wolumenu). Miara ta, dość nieprecyzyjna wprawdzie, zakłada, że na parkiecie pojawiło się stado jeśli ilość zleceń kupna (lub sprzedaży) w danym okresie jest istotnie większa niż średnia w długim okresie. Jak wskazano w wielu pracach naukowych w tym temacie – działania stadne na poziomie instytucji jeśli w ogóle się pojawiają to na niewielką skalę. Wydawać się to może dziwne, mając w pamięci choćby końcówkę ostatniej hossy, kiedy to fundusze inwestycyjne niemal na siłę dokładały wagony świeżej gotówki swoich klientów do ognia spekulacyjnej bańki. Kogo obarczyć za ówczesny odruch stadny? Klientów, którzy nieświadomie najczęściej i za wszelką cenę chcieli posiadać jednostki udziałowe akcyjnych powierników, czy może zarządzających, którzy te pieniądze świadomie przepompowywali bezpośrednio na parkiet aby utrzymać zakładane zaangażowanie poziomu akcji w portfelu? Jeśli przyjrzeć się definicji stadnego działania, wychodziłoby na to, że gdyby klienci działali racjonalnie, hossa nie zaszłaby na tak wysokie poziomy…

Natomiast literatura wyróżnia 3 rodzaje odruchów stadnych, kwalifikowanych jako ?racjonalne”:

1/ Oparty na informacji
Choć w zasadzie można by powiedzieć raczej – na jej braku. Albo inaczej – jedyna wystarczająca informacja to kursy i ich zmiany. Czy to wydaje się pragmatyczne, zasadne? Jak najbardziej, wie o tym każdy analityk techniczny. Ten rodzaj odruchu dotyczy w zasadzie niemal wyłącznie inwestorów indywidualnych. Trudno odmówić logiki następującemu rozumowaniu:
Jeśli tysiące inwestorów, w tym profesjonaliści z instytucji kupują to znaczy, że są w posiadaniu informacji uzasadniających takie działanie. Nawet jeśli do wszystkich tych informacji dotrę, na co szanse są małe a proces czasochłonny, to nie mam gwarancji, że je poprawnie zinterpretuję. Czy nie sensowniej jest po prostu podążać w kierunku, w którym ciągną tłumy a za nimi ceny? Przecież nie osiągnę wiele ustawiając się w kontrze do takiej masy. Obserwacja a następnie powielenie zachowań dominującej na parkiecie większości będzie chyba rozsądniejszym wyjściem.
Słaby punkt? Jak zwykle kontrola ryzyka, która wymaga nieco więcej wiedzy niż wyczuwanie nastrojów. Ale akurat problem ryzyka dotyczy inwestycji każdego rodzaju, bez względu na to czy imitujemy aktualny trend w sposób automatyczny czy świadomie, na podstawie własnych, dogłębnych analiz.

2/ Oparty na reputacji
Ten i następny rodzaj zachowania stadnego dotyczy profesjonalistów, głównie zarządzających kapitałami. Okazuje się, że w wielu przypadkach i oni na poziomie jednostki podlegają temu efektowi. W tym wypadku chodzi o dobre imię, prestiż, którymi trzeba wykazać się zarówno przez pracodawcą jak i klientami. Aby nie narażać się na ryzyko wykazania gorszych wyników, a tu nigdy nie ma pewności, prościej jest naśladować szeroki rynek lub innych menadżerów. Klienci sami proszą, przynosząc kapitał, by zaaplikować im strategię, która podąży za rynkiem, mając nadzieję oczywiście, że zarządzający posiada tajemną wiedzę. Tymczasem on, gdy rynek się wali na całego, ma wygodną wymówkę typu: tłum okazał się silniejszy niż moje analizy i zapatrywania na sytuację.

3/ Oparty na kompensacji (prowizji)
Tu wyznacznikiem jest benchmark czyli poziom odniesienia dla wyników funduszu czy assetu. Nie pokonanie albo choćby nie dorównanie do niego oznacza odejście klientów, utraty premii czy nawet karę jak w przypadku naszych funduszy emerytalnych, gdy wykazują się wynikami poniżej średniej. Równanie do reszty, do średniej rynkowej, włączenie się do gry gdy inni kupują, naśladowanie ruchów konkurencji wydaje się w takiej sytuacji krokiem uzasadnionym i opłacalnym. Zdecydowana większość funduszy wszelkiego typu plasuje się z wynikami poniżej benchmarku złożonego ze zmiany indeksu rynku i ewentualnie obligacji. Domaganie się od powierników magii w wynikach jest być może zasadne ale często skazane na porażkę. A imitację rynku można wykonać samemu. Cóż za ironia, że porządnie wynagradzany menadżer funduszu emerytalnego, zaopatrzony w wiedzę, dziesiątki analiz i setki informacji, nie zawsze wygrywa z rynkiem a by utrzymać się na poziomie benchmarku po prostu  wystarczy by naśladował stado…

W zachowaniach stadnych psychologowie dopatrują się swego rodzaju presji społecznej polegającej na dopasowywaniu się jednostki do życia i działania w grupie. Neurobiologowie odkryli, że takie dopasowanie powoduje w mózgu ruch tych samych neuronów, które działają podczas interakcyjnego zdobywania wiedzy. Natomiast kiedy stajemy w kontrze do grupy wówczas dopamina działa w mózgu na te neurony, którą zostają uruchamiane przy pojawieniu się tzw. ?błędu prognostycznego” czyli zdziwienia lub rozczarowania rozziewem pomiędzy tym co próbowaliśmy przewidywać a co rzeczywiście się wydarzyło. To informacja dla tych, którzy preferują strategie antytrendowe.

CDN

—Kathay—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 Komentarzy

  1. Tramp

    “Patrz co robi rynek i powtarzaj to za nim”

  2. Jason Bourne

    W sumie rzeczywiście granie w oparciu tylko o analizę techniczną jest graniem w oparciu o “brak informacji”, tyle tylko, że większa liczba informacji wcale nie musi wpływać pozytywnie na zysk. Wręcz przeciwnie, moim zdaniem, nadmierna komplikacja zasad gry, tworzenie tysiąc pięćset sto dziewięćset warunków, analiz, potwierdzeń i prognoz może mieć bardzo negatywny wpływ na wyniki.

    Czasami trzeba po prostu zagrać i…… “zamknąć oczy”.

  3. exnergy

    Wyjątkowo niezdrowe zjawiska powstają na wszelkich forach internetowych, gdzie na domiar złego wielu pisze o aktualnej sytuacji na danym instrumencie.
    Wtedy gdy ktoś poczuje, że nie wie co się dzieje na rynku w danej chwili – jest dobra rada – nie szukać odpowiedzi na forach, ale iść odpocząć.
    Instynkt stadny i wszelkie efekty temu podobne działają także przez internet, trzeba z tego zdawać sobie sprawę.

  4. gzalewski

    Do poczytania:
    http://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=136737

    Ja bym jeszcze dodał a propos naszego rynku to co tak ładnie w ubiegłym roku nazwał Robert Nejman, że zarządzaniem naszymi funduszami w okresie końca hossy zajęły się działy sprzedaży i marketingu.
    Takie podejście powoduje, że presja na to by prawdziwi zarządzający osiągali wyniki, które obiecują sprzedawcy, wymusza na nich działania stadne

  5. bricktop

    sluszna uwaga exnergy, ale wiekszosc brnie dalej – a jak nie wyjdzie to zwala na szwagra, goldmanów i inna grupe sterujaco-oszukujaca 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *