Nieco przewrotny tytuł ale na finał proponuję zadać sobie następujące pytanie, bezpośrednio do niego nawiązujące: czy sam akt kupna akcji nobilituje człowieka do rangi ?inwestora” czy może jednak powinien do czegoś zobowiązywać?
Będzie trochę cyferek i procentów, ale gwarantuję, że lekko zaskakujących. W sam raz do refleksji na weekend pełen zadumy nad życiem.
Inspiracją był raport, opracowany jakiś czas temu jeszcze przez amerykańską National Association of Securities Dealers (NASD) na podstawie ankiety wielokrotnego wyboru, przeprowadzonej na grupie 1086 osób, które w ostatnim czasie posiadały na rachunku jakąś akcję, i których portfele zawierały się w przedziale 10.000 – 500.000 USD. Rezultaty okazały się zaskakujące, w niektórych momentach zabójczo:
– wśród respondentów 69% określiło się jak ?posiadających jakąś wiedzę” o inwestowaniu i ?tylko” 12 % uczciwie przyznało, że żadnej
– 21% całości nie rozumiało na czym polega koncepcja giełdowych akcji jako części udziałowej w spółce publicznej !!!
– AŻ 50% była przekonana, że akcje są ubezpieczone od strat !!! I nie tłumaczy tego pewien podchwytliwy zabieg, polegający na tym, że w pytaniu ankietowano na zasadzie: która z poniższych firm ubezpiecza Twoje akcje? To oczywiste, że nie istnieje tego rodzaju forma zabezpieczenia.
– 70% odpytywanych nie rozumiało, że jeśli kupują akcje pod depozyt (czy pożyczkę, tzw. on margin) to mogą pozbyć się podczas bessy całości kapitału a nawet więcej. W USA pozwala się wnieść minimum 50% depozytu pod wartość zakupionych spółek (lewar 2:1) a pozostałe 50% otrzymać ?na kredyt”.
– 60% pytanych przyznało się do posiadania jednostek funduszy inwestycyjnych ale aż 80% z nich nie miało pojęcia na czym polega koncepcja tzw. ?no load” czyli najprościej ujmując – braku opłaty dystrybucyjnej; bądź też nie odróżniała tej opłaty od prowizji za zarządzanie
– 29% nie rozumiało jak działają obligacje, 60% nie było sobie w stanie wyobrazić, że jeśli rosną stopy procentowe to na obligacjach można tracić, 50% odpowiadających nie miało pojęcia co znaczą ?obligacje śmieciowe” (junk bonds)
– zapytano o spodziewane dochody roczne z posiadania udziałów w funduszach – 21% oczekiwało 15-25%, 40% była blisko tych realnych historycznie czyli na poziomie 10%
– 28% nie rozumiało zależności wysokości zysków i ryzyka (podpowiedź – zwykle tam gdzie zyski są wyższe, trzeba się liczyć z okresowymi, relatywnie wyższymi spadkami kapitału); 49% nie wiedziało, że w dłuższym okresie akcje przynosiły do tej pory profity średnio większe niż pozostałe rodzaje inwestycji
Generalnie najlepiej wypadły w tym badaniu osoby starsze (powyżej 50 lat), raczej mężczyźni niż kobiety i o przychodach powyżej 100.000 USD rocznie.
Oczywiście umiejętności zarabiania poprzez inwestycje w akcje nie wypływają bezpośrednio z tego jak bardzo inwestorzy orientują się w ?technicznych” zasadach działania rynków i instrumentów ale przecież odsetek tracących (inwestujących samodzielnie) na poziomie 80-90 % nie bierze się znikąd…
Nie robiłbym również prostych porównań i odniesień do poziomu wiedzy amerykańskich i polskich inwestorów. Poziom tracących jest podobny a nasz rynek w wielu badaniach uważa się za łatwiejszy (mniej efektywny). Natomiast kraj pochodzenia nie zwalnia nikogo z konieczności zdobywania podstawowej wiedzy, po prostu dla własnego dobra. Łudzę się jednak, że podobne badanie przeprowadzone w Polsce przyniosłoby jednak lepsze rezultaty. Oby nie tylko z tego powodu, że nasz rynek jest mniej złożony w swej architekturze i dostępnych instrumentach.
W kolejnej części – jak wyglądają realne zyski udziałowców funduszy inwestycyjnych.
—Kat—


Dodaj komentarz