W Stanach Zjednoczonych trwa ożywiona dyskusja na temat konieczności nałożenia ograniczeń na handel pochodnymi na rynkach surowcowych z ropą na czele. W tle przewija się jednak inny wątek, w którym centralnym punktem jest dostępność wiarygodnych danych na temat popytu i podaży na ropę i pochodne. Widać w tym założenie, iż rynek będzie mniej podatny na bańki spekulacyjne, jeśli zaistnieje możliwość porównania opinii analityków z twardymi faktami.

Osobiście nie potrafię wyobrazić sobie świata, w którym nie ma bąbli spekulacyjnych. Historia rynków podpowiada mi, że zawsze pojawi się gdzieś jakiś ciąg zdarzeń powodujący, iż strumień pieniędzy pchnie ceny w dynamiczny trend wzrostowy. Trend, który sam z siebie nabierze rozpędu a uzasadnienia będą tylko dodatkiem do urywającego się od fundamentów rynku. Odważyłbym się na tezę, iż z bąblami spekulacyjnymi jest tak, jak z alkoholem – prohibicja nie jest wstanie wyleczyć społeczeństwa z alkoholizmu.

Niewiele mediów odnotowało, iż w trakcie jednego z ostatnich szczytów grupy G-8 (w maju w Rzymie) miało miejsce spotkanie ministrów na temat energii. Na agendzie pojawiły się między innymi postulaty poszerzenia dostępu do danych. W jednej z publikacji Międzynarodowego Funduszu Walutowego zalecenie większej transparentności danych stało się warunkiem spadku zmienności cen ropy. W propozycji przedstawicieli G-8, w dużej mierze opartej na pomyśle MFW, pojawia się wprost postulat powołania globalnego instytutu kolekcjonującego dane o podaży i popycie paliw na świecie. Niektórzy szli dalej i proponowali powołanie World Global Agency.

W istocie taki instytut już istnieje – MFW sygnalizuje zwiększenie jego roli – i nazywa się Joint Oil Data Initiative. JODI pojawił ledwie kilka lat temu, ale w ostatnim czasie baza danych organizacji zaczyna zabierać coraz cieplejsze recenzje a darmowe dane, dostępne dla każdego, coraz częściej trafiają do analiz ważnych graczy na rynkach surowcowych. Możliwe, iż popularność tych danych bierze się właśnie z dyskusji na temat dostępu do informacji. Mówiąc w skrócie w sieci jest serwis, którego dane mają szansę stać się kluczowymi w dyskusji na temat tego, jak kształtuje się popyt na paliwa na świecie. Dodam tylko, że wedle badań JODI baza danych ma coraz więcej powracających użytkowników.

Na dziś JODI otrzymuje dane z przeszło 90 krajów, w tym 30 największych konsumentów oraz producentów ropy na świecie, i publikuje je w dostępnej na stronie bazie, którą można przeglądać online lub ściągnąć dane na dysk w celu dalszych obróbek. Oczywiście poruszanie się w bazie, która dopiero raczkuje i ma wiele luk, wymaga pewnej dawki sceptycyzmu, ale rosnąca popularność baz JODI może spowodować, iż w przyszłości dane te będą jednymi z ważniejszych w obiegu. Możliwe, iż w przyszłości JODI, jaki dziś dane Międzynarodowej Agencji Energii czy amerykańskie dane rządowe, przeniosą się na pierwsze strony serwisów giełdowych. Niezależnie od losów interesującego projektu, już dziś można szukać w nich informacji, za które w innych serwisach trzeba słono płacić.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 Komentarzy

  1. lesserwisser

    Nadzieja, przede wszystkim, we właściwym działaniu regulatorów rynku, należytej staranności organów nadzoru no i trochę lepszej legislacji.

    Jeśli przestaną działać zgodnie z zasadą “Żyj i daj żyć winnym” i ściemniaczom i różnym podszywaczom powiedzą wreszcie nie to będzie dobrze. Wtedy może okazać się nawet, że te rynki są bardziej efektywne niż efektowne.

    Wtedy też samoistnie zniknie problem bąbli i baniek wstaniek a rynkowi towarowemu wyjdzie to tylko na zdrowie, z konsumentami surowców na czele choć producenci też na tym skorzystają.

    Nadzieja gadką szmatką głupich, która umiera ostatnia ( warunkach danych).

  2. astanczak

    @ lesserwisser

    Przykład rynku cukru pokazuje, że jedynym lekarstwem na okresowe zawirowania cen na rynkach towarowych pozostaje jednak elementarna w ekonomii zasada popytu na substytut, gdy podstawowy towar drożeje. Pokładałbym zatem większą nadzieję w poszukiwaniu innych źródeł energii niż w regulacji handlu. Obawiam się wręcz, że może skończyć się protekcjonistycznymi działaniami, jak np. zakaz eksportu ropy na zewnątrz. Chiny już dziś sterują tak częścią rynków towarowych wprowadzając lub rozważając zakazy eksportu. Przypomina mi się pierwszy Mad Max, tylko przełożony na działania państw a nie jednostek.

  3. lesserwisser

    Akurat nie śledzę dokładnie rynku cukru ale ropę, metale i niektóre inne tak a w swoim wpisie odnosiłem się głównie do wzmianki o dyskusji na temat konieczności nałożenia ograniczeń na handel pochodnymi na rynkach surowcowych.

    Ostatnie wydarzenia na tych rynkach (to jest w ropa i metale w 2008 r oraz złoto i srebro w 2009 r)a także żywność skłoniły wreszcie władze rynków w USA, z CFTC oraz Komisją Handlu na czele do poważnego zajęcia praktykami nielegalnej manipulacji rynkami co skutkowało odpowiednimi projektami legislacyjnymi w Senacie.

    Chodzi o to by rynki towarowe miały w tym względzie uregulowania podobne do papierów wartościowych oraz o to by urzędasy z CFTC i jej podobnych, przestali wreszcie udawać że nadzorują ale nic złego im się nieudaje dostrzec. A dowody są ewidentne.

    Jestem za absolutnym przykróceniem manipulacji, a szczególnie zmowy kilku dużych, która nie tylko wypacza ale de facto zabija rynek.

    A żeby była jasność w temacie zaznaczam, że ta manipulacja nie ma nic wspólnego ( albo bardzo niewiele) ze zdrową spekulacją, która była i powinna być na rynkach.

    Pod nielegalna manipulację podchodzi też kuglowanie fałszywymi danymi odnośnie wielkości pozycji, podszywanie się banków pod tzw commercial hedgers by uzyskać zwolnienia i niższe opłaty, kombinacje ze swapami itp.

    Obecnie przecież nikt inny tylko Goldie S i JPM najgłośniej krzyczą, że wprowadzenie proponowanych zmian antymanipulacyjnych zagrozi płynności rynków. Ciekawe jeśli są takie płynne to niech spróbują wytłumaczyć dlaczego nie ma dostępnego fizycznego złota i dlaczego są akurat takie spready Au-AG.

    Co więcej jesli na rynkach terminowych płodów rolnych od lat obowiązują limity wielkości pozycji to dlaczego akurat mają nie obowiązywać dla ropy i złota. Przecież ropa jest prawie tak niezbędna jak papu.

    Przecież to w ubiegłym roku firmy z rynku energii w USa celowo podawały fałszywe dane odnośnie wielkości faktycznego popytu na ropę, stanu zapasów i nadchodzących niedoborów, dolewając oliwy do cenowego ognia. I jakoś im się upiekło, gdy sprawka wyszła na jaw.

    Temat jest obszerny ale interesujacy i tylko pozornie dyskusyjny.

  4. astanczak

    Sprawa jest dość prosta. Tanie wydobycie się kończy i każde nowe odkrycie – w przypadku Brazylii podmorskie – potrzebuje kilkunastu lat do czasu rozpoczęcia eksploatacji.

  5. exnergy

    No właśnie, skoro pojawiają się nowe metody pozyskiwania energii, a bardzo często i stare metody, ale odświeżone, to dlaczego kurczowo trzymać się źródeł, które kojarzą się z wiadomymi dostawcami. Czasem do rachunku kosztów zaplątują się stare przyzwyczajenia, układy itp..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *