Po urlopowej przerwie wracamy na blogu do rynku surowcowego i już na starcie wpadamy w masę zaległych papierów, raportów i opinii, które muszą być odnotowane. Osobiście cierpię na niedosyt dobrej publicystyki na temat rynków surowcowych – milczeniem pominę różnego rodzaju pomysły rodem z zebrań dla postmarksistowskich raptusów – która przedstawia obraz rynku z różnych punktów widzenia. Dlatego polecam państwu lekturę Foreign Policy – amerykańskiego dwumiesięcznika – który w ostatnim numerze na okładce i kilkudziesięciu stronach debatuje na temat końca świata ropy naftowej.

Z treści wynika, iż ów koniec będzie bardzo powolny i taki też jest tytuł numeru ?Oil. The Long Goodbay”. Foreign Policy to dobre pismo, więc pierwszy tekst napisał Daniel Yergin, którego książkę polecałem przeszło rok temu. Tekst pod znaczącym tytułem “It’s Still the One” zawiera wiele powtórzeń i odwołań do jego książki, choć sam Yergin przyznaje, że świat wygląda dziś  inaczej, niż w czasach publikacji ?Władza, nafta i pieniądze”. Oczywiście polecam lekturę całości, ale na blogu chciałbym odnotować moim zdaniem najważniejszą – zarazem dość kontrowersyjną – tezę, iż ropę czeka kilkanaście nerwowych lat.

Yergin wychodzi z założenia, iż proces pozyskiwania ropy z nowych źródeł wymaga dziś znacznie większych nakładów ze strony inwestorów. Wedle obliczeń autora w latach 90 pozyskanie nowego źródła oznaczało inwestycję rzędu 500 mln do 1 mld dolarów. Dziś, z racji przesuwania poszukiwań źródeł na głębokie wody czy z tzw. oil seads (piaski bitumiczne popularnie zwane też piaskami roponośnymi) koszt inwestycji zwiększył się do 1 mld a może sięgać nawet 5 mld dolarów. W praktyce oznacza to znacznie większą ostrożność w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, konieczność zawiązania konsorcjum (min. w celu rozproszenia ryzyka) a może nawet program pomocy ze strony państw, które są zainteresowane rozwojem danego pola i eksploatacją.

Konsekwencją tego jest wydłużenie procesu inwestycyjnego, który – nie wiem, czy to jest na stronach Foreign Policy, odwołuję się do wykresów z wydania papierowego – może trwać nawet 10 lat zanim złoże zacznie przynosić dochody. Mówiąc inaczej, to co dziś wygląda na obiecujące złoże może być dostępne do eksploatacji w roku 2020. Do tego czasu będzie to – dosłownie mówiąc – czarna dziura pochłaniająca pieniądze i mrożąca kapitał w świecie, w którym cena ropy potrafi spaść ze 150 dolarów do 35 dolarów w rok.

I tu dochodzimy do najciekawszej, choć nie wyrażonej wprost, tezy Yergina, iż powyższe mechanizmy plus popyt na paliwa ze strony gospodarek rozwijających się zmienią rynek ropy nie do poznania. Mówiąc językiem giełdowym zmienność, która w ostatnich latach dała się we znaki producentom, konsumentom i państwom (ze względu na opodatkowanie ropy w państwach-konsumentach i dochody w państwach-producentach) będzie czymś stałym. W skrócie Yergin sygnalizuje, iż zachowanie ceny ropy może w przyszłości przypominać zachowania cen towarów rolnych, gdzie klęski naturalne wprowadzą zaburzenia, które owocują kilkudziesięcioprocentowe zmiany na przestrzeni tygodni a nie lat.

Nie wiem, czy globalna gospodarka wytrzymałaby takie skoki ciśnienia w krwiobiegu, ale obserwowanie odpowiedzi rynku, polityków i różnej maści zwolenników wykopywania spekulantów z gry będzie ciekawe. Równie ciekawe będzie zachowanie rynku walutowego, który – w przypadku kilku walut  wprost powiązanych z cenami surowców – zostanie zmuszony do ułożenia relacji w świecie, gdzie trendy mogą zostać zastąpione zaskakującymi zwrotami na fali pojedynczego newsa. No i wreszcie powstanie pytanie o dolara, który w ostatnim czasie wplątał się w specyficzne sprzężenie zwrotne, w którym raz surowce dyktowały kondycję dolara a drugim razem dolar dyktował kondycję surowców.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *