Test Żółwia 13 [psychologia mas]

30. Rynek może być lepiej zrozumiany za pomocą psychologii społecznej niż za pomocą ekonomii.

Co kryje się za terminem psychologia społeczna? Najkrócej: to dyscyplina wiedzy, która za pomocą aparatu naukowego bada i wyjaśnia w jaki sposób na myślenie, czucie i zachowanie jednostek wpływa świadome lub nieświadome działanie innych ludzi oraz jak wyglądają interakcje pomiędzy pojedynczą istotą ludzką a grupą. Nie jest to dziedzina dominacji jedynie psychologów, obok nich w rozwoju tej wiedzy uczestniczą socjologowie. Na poziomie szczegółowym przedmiotem badań są takie zachowania jak choćby: działania i normy w grupie jako całości, przewidywanie i wyciąganie wniosków na podstawie postępowań innych, wpływ tłumu, kształtowanie osobowości w grupie, przywództwo, agresja, konformizm, manipulacja, uprzedzenia, postrzeganie, porozumiewanie i cały katalog innych zależności.
Czy brzmi to znajomo w kontekście giełdowej działalności? Bezdyskusyjnie tak, gdyby rozwinąć każde z tych zachowań, przyporządkowując im realne procesy znane z rynku, otrzymalibyśmy całkiem pokaźną książkę, z której kilka rozdziałów każdy w sobie nosi. Pytanie czy owa psychologia społeczna jest kluczem do zrozumienia zjawisk giełdowo-rynkowych tak samo jak psychologia osobowości drogą do przeniknięcia własnych emocji, procesów motywacji i kształtowania pożądanych cech psychicznych pod kątem tradingu/ inwestowania ?

Dlaczego Dennis stawia alternatywę: zrozumieć rynek przez ekonomię czy psychologię? Odpowiedzi, współistniejących na podobnych prawach, jest wg mnie kilka:

Pierwsza ma ścisły związek a Analizą Fundamentalną (A.F.). Ten rodzaj diagnostyki rynku, poprzez poznanie i interpretację zjawisk gospodarczych na poziomie makro (gospodarka) i mikro (firmy), permanentnie pomija jeden element, który tłumaczy wiele zjawisk przez fundamentalistów ignorowanych. Otóż A.F. nie przykłada żadnej wagi do zachowań, emocji i reakcji inwestorów jako grupy, która powoduje zjawiska niewytłumaczalne i niewygodne z punktu widzenia wycen i kursów. Akcje kosmicznie przewartościowane, ale nadal rosną miesiącami? A.F. jest bezradna. Wspaniałe dane z gospodarki a rynek spada i spada? Znów brak narzędzi by to wyjaśnić. A jeśli wyjaśnienia się znajdą i analityk próbuje je wpasować w fundamenty to nie dość , że wygląda to często groteskowo to na domiar złego ta sama informacja wywołuje skrajnie przeciwstawne interpretacje u różnych interpretatorów.

Odpowiedź druga tkwi w młodej dziedzinie poznawczej – finansach behawioralnych. Słabość klasycznej ekonomii tkwi w założeniu racjonalnego pod każdym względem zachowania konsumentów, inwestorów i przedsiębiorców, na którym buduje się modele rynkowe. Tymczasem behawioryści niepodważalnie dowodzą jak ułomnymi i nieracjonalnymi bywają uczestnicy rynku. Dziesiątki odpowiedzi na pytania, z którymi nie radzi sobie klasyczna ekonomia, zostało odnalezione w psychologii. Zjawiska do tej pory uznawane za anomalie odrodziły się w drugim życiu obudzone przez behawiorystów.
Niemal nikt z tłumu zawodowych traderów nie rozumiał jak to się dzieje, że młody Dennis bije ich o kilka długości, kompletnie nie zajmując się jak oni danymi ekonomicznymi z rynku a w zamian oglądający wykresy i obserwujący reakcje tłumu. W czasach gdy wyrywał on konkurencji kolejne dziesiątki milionów dolarów na parkiecie chicagowskiej giełdy, analiza behawioralna tkwiła w powijakach, choć on sam znał już jej praktyczny wymiar.

I wreszcie trzecie rozwiązanie zagadki Dennisa i Eckhardta – Analiza Techniczna. Zapis na wykresie jest niczym innym jak odbiciem zachowań stadnych inwestorów, lustrem psychologii mas, często samospełniającą się przepowiednią. Zachowania jednostek trudno odgadnąć, zachowania grupy są dużo ?prymitywniejsze” i to one kreują trendy, paniki i euforie a wreszcie łatwo wciągają w swoją mentalność kolejne masy (np. orgia zakupów jednostek funduszy na szczytach). Te legiony, które dysponują przewagą gotówkową, kreują kierunek a wszyscy razem tworzą swoimi reakcjami opory i wsparcia, wskaźniki sentymentu, formacje wypalenia lub kolejnej fali trendowej. W chwili gdy rynek uparcie spada, choć wg ekonomisty i jego modeli oraz argumentów powinien rosnąć, tam technik nie ma nic do roboty – czy koniecznie trzeba znać powód dla którego tłum podąża w danym kierunku? Ile miesięcy musiało upłynąć zanim ekonomiści przyznali, że półtora roku temu nie zaczęło się jedynie chwilowe urealnienie cen?

To nie znaczy, że analityk techniczny ma większe szanse na wygraną. Teza dotyczyła jedynie zrozumienia rynku. Ale nie będę się upierał – każdy sam powinien odpowiedzieć sobie na pytanie: które podejście pomaga mi bardziej zrozumieć tę potęgę w większym stopniu?

c.d.n.

—* Kathay *—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *